• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

Ostatnimi czasy jednym z najczęściej używanych przeze mnie słów jest „ucieczka”. Ciągle gdzieś uciekam, choć nie do końca, nie na długo i z pełnym przyzwoleniem ze strony świata. Uciekam na sekundkę, aby coś sprawdzić. Idąc na strzelnicę, mówię, że uciekam ze szkoły. Zamykając się w swoim pokoju po obiedzie – też. Ten tekst jest z kolei częścią mojego pamiętnika z ucieczki, czyli mojej pierwszej, całkowicie samodzielnej eskapady w świat. Pamiętacie, w wakacje pisałam o mojej miłości do Kłodzka, o planach powrotu tam na ferie, aby się całkowicie bezpańsko poszwendać, popisać, poczytać, usamodzielnić – otóż, właśnie to robię i idzie mi chyba nie najgorzej. Uczucie, że jestem z trzech stron otoczona „zagranicą” i Polskę tak naprawdę mam tylko od północy, jest naprawdę zabawne. Zimniej tutaj, pięknie i – choć nic konkretnego się tu nie dzieje – wcale nie nudno.
Lubię swoją ucieczkę. Potrzebowałam jej tak, jak potrzebowałam tego, aby przez kilka dni nie widzieć nikogo znajomego, niczego, co wpisuje się w krajobraz, do którego przywykłam – no, może poza telefonem, tabletem i książką, szumnie nazwaną na tylnej okładce podręcznikiem do psychologii, którą muszę przeczytać po raz trzeci ze wzglądu na Turniej Psychologiczny, z którym wiążę tegoroczne stypendialne nadzieje.  Nie jestem jednak przyklejona do tych kilku rzeczy, choć wiążą mnie tu z codziennością. Bardziej, niż o kontakt ze światem, chodzi mi o dostęp do muzyki, aparatu… Zdjęć robię dużo, na zapas, ale nie zapominam też, aby patrzeć, obserwować, przyglądać się i szukać.
Szukać… Odkąd pamiętam, zorientowanie się w przestrzeni, szczególnie przestrzeni miejskiej, stanowiło dla mnie problem. Wielokrotnie, idąc gdzieś z kimś, stwierdzałam – hej, chyba się zgubiliśmy – i suszyłam głowę swoim towarzyszom, dopóki się nie złamali i nie poszli wyznaczoną przeze mnie trasą, która zwykle okazywała się niewłaściwą. A teraz trafiłam tutaj. Bez możliwości stania z założonymi rękami i czekania, aż ktoś mną pokieruje, odbierze rezerwację w hotelu, zaprowadzi na obiad, kupi za mnie bilety, odgadnie, na którym peronie powinnam się ustawić, do którego pociągu wsiąść i co ze sobą zrobić. Przyjechałam tu tylko z plecakiem, świadomością, że nigdzie nie muszę się spieszyć, bo nikt ani nic na mnie nie czeka i wiedzą, jak wygląda ścisłe centrum miasteczka. I tak, z początku planowałam chadzać poznanymi wcześniej ścieżkami, które tak urzekły mnie kilka miesięcy temu, ale… Zaczęłam czuć miasto. Nie szukałam niczego i dzięki temu znalazłam wiele miejsc, które mnie swoją obecnością zaskoczyły i oczarowały – twierdzę górującą ponad miasteczkiem, która w swojej historii zetknęła się z Bonapartem, była więzieniem Wermachtu, planem zdjęciowym ostatniego odcinka „Czterech pancernych i psa”, składem opału i zakładem produkcji wina marki wino z lat 90., kościół pochodzący z XII wielu zadziwiający swoim barokowym przepychem, piękne kamienice z herbami cechowymi, które regulują życie miasta nakazując – tu ma być apteka, tu szkoła a tu bank, piękny teatr, piękny sąd, piękne szkoły, wiele parków, żywe mury obronne miasta, klimatyczne bulwary, dziwne przejścia podziemne, niepokojące, mroczne uliczki. Oryginalne Szczere Kocisko, to z „Alicji w Krainie Czarów” powiedziało, że jeśli nie wiesz, gdzie chcesz dojść, nieważne którą drogę obierzesz. Sugerowałoby to, że cel jest ważniejszy niż droga i że to on nadaje jej znaczenie. Okazuje się, że nieprawda – jeżeli uczynimy każdy krok jest osobnym wyborem, którego skutków nie możemy do końca przewidzieć, droga otwiera przed nami nowe możliwości, a to, dokąd nas zaprowadzi satysfakcjonuje bardziej. Po prostu bardziej.
Każdy dzień zbliża mnie do matury. Matury, która w moim przypadku okazuje się jedynie formalnością, ewentualnie opcją na przyszłość, jakby kogni okazała się niewystarczająca, aby zaspokoić moje naukowe potrzeby (pewnie tak będzie #wiecznyuczeń), a mimo to się jej obawiam. Nie tylko ja, jestem tego świadoma. Coraz częściej zastanawiam się, co po to wszystko. Dlaczego nie miałabym uciec gdzieś, uciec naprawdę, zaszyć się i – no nie wiem – pisać, czytać, krowy doić, szukać elfów na Islandii. Dlaczego nie? Wiele razy w żartach planowałam już z przyjaciółmi, kto gdzie ucieknie i czym się zajmie, a kiedy ostatnio oznajmiłam rodzicom „Rodzice, wynieśmy się do Islandii i zostańmy Muminkami, skoro Zatoka Fińska jest już zajęta!” usłyszałam „Dobrze, ale wiesz, język islandzki jest bardzo trudny”, po czym stwierdziłam, że fiński też, dlatego Tove Jansson pisała Muminki po szwedzku. Choć nie wiem, czy właśnie dlatego…

Szczere Kocisko
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ►  2016 (18)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ▼  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ▼  lutego (1)
      • Pamiętnik z ucieczki
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.