• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

  Ofiara. Nie ofiara czegoś lub kogoś, nie. Ofiara samoustanawiająca siebie ofiarą. Osoba skazująca siebie na stracenie, dzień w dzień odwracając się od możliwości, ryzyka, marzeń, zmian. To nie jest działanie celowe, nie, to zakodowany komunikat „Uciekaj!”. Wynik fuzji silnej potrzeby akceptacji, braku obiektywizmu, niskiej samooceny i cech człowieka wielkościowego. Nie, nie chodzi mi o urojenia wielkościowe – w ich przypadku osoba cierpiąca na nie, jest przekonana o swojej wyższości, wyjątkowości, czy bardzo ważnej pozycji w społeczeństwie. Człowiek wielkościowy (jak zrozumiałam ze styczniowego wydania „Charakterów”) jest inny, jego działania mają na celu uzyskanie nagrody, uznania, bowiem tylko to może stanowić budulec dla jego poczucia wartości. Nieważne.
  Ofiara uwielbia swoje nieszczęście, pławi się w nim, zanurza aż po czubek głowy, nasyca, delektuje. Delektuje się również marzeniami o przyszłym, szczęśliwym życiu, które nigdy ma nie nadejść. Dlaczego? Dzień, w którym nadejdzie szczęście będzie ostatnim dniem wędrówki, sens życia ofiary przestanie istnieć. Ofiara żyje, aby dążyć, nie po to, by coś osiągnąć i cieszyć się tym.  Ofiara, mimo swojego braku wiary we własne siły (a może i przez niego), lubi deprecjonować osiągnięcia i wartość ludzi, którzy nie wykazują zainteresowania jej osobą, przy jednoczesnym porównywaniu się to tych ludzi. Czy ma to na celu jeszcze większe obniżenie swojej wartości na zasadzie „ona jest beznadziejna, głupia i wyniosła, a ja jestem jeszcze gorsza”, czy może ma to zasłać na naszą ofiarę grom komplementów opartych na porównaniu „bez dwóch zdań, ona jest beznadziejna, głupia i wyniosła, nie to, co ty”.
  Ciężko się z ofiarą dogadać. Sama kłóci się ze sobą najlepiej, rozmówca może szybko poczuć się zdezorientowany, gdyż po kilku minutach przestaje wiedzieć, jaki jest problem – każde wskazanie możliwego rozwiązania wywołuje lawinę zaprzeczeń i wyjaśnień ukazujących to, jak bezsensowna była udzielona rada. Potencjalny Rozmówco Ofiary, teraz czytaj uważnie, bowiem dwa razy nie zamierzam powtarzać – ofiara nie chce rady, nie chce pomocy, jedyne czego pragnie ofiara to utwierdzenie jej w swoich domysłach, uwaga, długa rozmowa obejmująca wymienianie się linkami do smutnych piosenek, łzy i frazesy. Ale uwaga – nie może być zbyt łatwo – kiedy ofiara dostanie to, czego chce, nie minie godzina, a ona znajdzie sobie kolejny problem. Bo ofiara kocha problemy, oczywista.
  Jeszcze nie odkryłam sposobu, w jaki można ofiarę odofiarzyć, ale sądzę, że takowy istnieje. Z tego, co wiem, ofiara może rzucić się w wir pracy i zapomnieć o swoim „smutnym losie”, może znaleźć większą ofiarę, za którą poczuje się odpowiedzialna i postanowi jej pomagać – to zajmie dwie ofiary za jednym zamachem i zdejmie obowiązek użerania się z nimi z osób trzecich – można również na ofiarę nieźle nakrzyczeć, potrząsnąć nią, rozsypać ofiarzasty schron i z odłamków zbudować na nowo osobę.
  Jak tam z Wami? Co powiecie o ofiarach? Ja dodałabym, że uwielbiają opisywać siebie...
Szczere Kocisko


Częstotliwość publikowania przeze mnie postów spadła do niechlubnej wartości „raz w tygodniu”. Pomyślcie sobie, jak to Kocisko ciężko pracuje, jak starannie dobiera słowa, jak wiele chce przekazać… Pomyślcie, że po prostu idę w jakość. Bądźcie w błędzie. Śmiało!
  Udało mi się przeczekać sezon świąteczny. Przeżyć. I ze stuprocentową pewnością mogę stwierdzić, że nie lubię dni wolnych, obejmujących więcej, niż trzy dni. W trzy dni da się porządnie posprzątać. W trzy dni da się iść do kina, czy na zakupy. W trzy dni da się coś stworzyć. Obecna przerwa świąteczna wyprała mnie ze wszystkiego, co lubię. Zostałam pozbawiona motywacji, chęci do zrobienia czegokolwiek, poczucia obowiązku, siły do wczesnego wstawania (w wyniku czego mój organizm całkowicie się rozregulował, jestem ciekawa, jak to będzie w szkole…), uśmiechu i zainteresowania czymkolwiek. Najchętniej nie ruszałabym się z łóżka i krzyczałabym na siebie, że marnuję czas. Zapuściłam się, przestałam ćwiczyć, przestałam regularnie jeść, więc chwilami nie jem nic, chwilami rzucam się na słodkości, z normalnym jedzeniem ciężko mi się zmierzyć. Jednym słowem: masakra.
  Choć często okazuje się, że jestem dziwadłem, zastanawiam się, czy taka sytuacja nie spotyka większości ludzi. Czy ludzie lubią święta? Czy święta są szczere? Czy rzeczywiście ktoś znajduje radość i spełnienie w staniu nad pierogami kilka godzin, obżeraniu się do granic zdrowego rozsądku, aby nie zrobić komuś przykrości, dostawaniu niepraktycznych i niepotrzebnych prezentów, składaniu życzeń osobom, których w sumie nie zna, praniu mózgu do znudzenia tymi samymi wkurzającymi piosenkami? Nie wiem. Ja tego nie kupuję…
  
  Skończyłabym w tym miejscu, jednakże zostałam po raz kolejny nominowana do Liebstera, toteż odpowiem na pytania zadane mi                                                  przez Annalinę:

1.       Dlaczego postanowiłaś założyć bloga?
              - Ten blog to rozrośnięte zadanie domowe. Mieliśmy kiedyś na polski napisać felieton lub coś                zbliżonego do felietonu. Cóż, cały czas próbuję…

2.       Masz jakieś nietypowe fobie?
              - Tak. Boję się żył. Szczególnie własnych. Dodatkowo, boję się strzykawek, zapalniczek,                   zapałek, martwych ryb. Żywych też, ale mniej J

3.       Co lubisz robić w wolnym czasie?
- Pisać, czytać, komponować muzykę elektroniczną, grać w gry komputerowe, grać na      gitarze…

4.       Ulubiony bohater dzieciństwa?
- Ogólnie rzecz biorąc: X-Meni, W.I.T.C.H (sic!), Harry Potter J

5.       Czekolada czy chipsy?
- Czekolada!

6.       Co w sobie lubisz?
- Dziwaczność, kociskość, mojość...

7.       Gdzie widzisz siebie za dziesięć lat?
- Przed kompem? Cokolwiek się wydarzy, to, że będę korzystać z komputera zostanie niezmienne xD

8.       Film, na którym zawsze wyjesz to...?
- „Baczyński”, „Mr. Nobody”, „Madagaskar 2”…

9.       Gdzie chciałabyś mieszkać?
- Trudne pytanie. Nie mam „ulubionego kraju” ani „ulubionego miasta”, jak niektórzy… Ale jestem pewna, że nie chciałabym mieszkać w jakimś skrajnie konwencjonalnym miejscu J

10.   Jakiego zwierzaka byś zaadoptowała?
- Kurczę, każdego! Mięknie mi serce, gdy tylko widzę jakieś zwierzaczki ze schronisk. Na wiosnę adoptujemy jakiegoś psiaka.

11.   Ulubiony artysta (tzn. pisarz, malarz, aktor, reżyser, piosenkarz, poeta itd.)?
- To się bardzo często zmienia, w zależności od tego, czym/kim się w danym momencie inspiruję. Uwielbiam bardzo wielu artystów, zarówno poetów, pisarzy, aktorów, reżyserów, muzyków, jednak w tym momencie czuję, że najbardziej oddziałuje na mnie Sonny Moore, znany jako Skrillex. To ekstremalnie dziwne, nigdy nie spodziewałabym się po sobie takiej odpowiedzi O_o


Nie nominuję nikogo. Z lenistwa, a także dlatego, że wielu blogerów jest już zmęczonych tą zabawą…

Szczere Kocisko
Co to za dziwne Kocisko?!
  Ostatnio pokusiłam się o stwierdzenie, że ostatnimi czasy czuję się odrobinę zsocjalizowana. Może wypowiedzenie tych słów głośno było błędem, bowiem w przeciągu kilku dni zrozumiałam, że byłam, jestem i będę inna. Zdarzyło mi się już wypowiadać na temat mojego podejścia do spożywania alkoholu, do przyzwyczajania ludzi do jego obecności i do publicznego przyzwolenia na picie go przez młodzież, nie widzę więc powodu do powtarzania się. Jeśli ktoś nie czytał, lub nie pamięta – odsyłam tu. Jestem w drugiej klasie ogólniaka, naturalną sprawą jest to, że czekają mnie połowinki. Lub powinny mnie czekać. Ale nie zamierzam się na nich pojawić właśnie dlatego, że nawiedzi je ten niechciany przeze mnie gość. Alkohol. Zaznaczę, że impreza nie jest organizowana przez szkołę, taka była wola ludu. No cóż, czy muszę powtarzać, że „głupie ludzie”?
  Okazało się, że w moim otoczeniu jest całkiem spora grupa ludzi, którym ten pomysł nie przypadł do gustu i – podobnie jak ja – postanowili przybrać postawę kontestacyjną. Nie ukrywajmy, zawsze znajdą się osoby, które decydując się na bycie innym muszą zrezygnować z czegoś. Które są fair wobec swoich zasad. My postanowiliśmy również być fair wobec siebie. Uznaliśmy, że wypadałoby zrobić imprezę dla siebie. Jako rekompensatę? I żeby było jasne, co kompensujemy nazwać  ją alternatywnymi lub po prostu trzeźwymi połowinkami. I rozpętała się burza. Bo skoro myślimy inaczej, to nasze myśli są wyniosłe, aspołeczne, głupie, chore, a my sami jesteśmy śmieciami. W końcu tłum ma zawsze rację. Prawda?
  Każda odmienność jest traktowana jako potencjalne zagrożenie, każde podobieństwo jest potencjalnym schronem. Ludzie bez własnej opinii stają po stronie silniejszych, sami nie wiedząc dlaczego. Tłum ma nieprawdopodobną moc. Tłum wprawia w amok, zmienia system wartości, zmienia punkt widzenia, bo każdy wie, że w tłumie niewiele widać. Socjalizacja jest w tym wypadku procesem mającym nauczyć człowieka tego, jak zostać tłumem, jak wyglądać i co mówić. Jak składać życzenia, jak stać spokojnie na apelu, jak ustępować miejsca staruszkom i… jak postępować z ofiarnym kozłem. Pisząc o dostosowywaniu się do sytuacji, przedstawiłam siebie, jako produkt socjalizacji. Przedstawiłam ją w dobrym świetle. Po co? Może po to, aby przygotować się na cios z jej strony. Bardzo prawdopodobne, że się mylę (może to i lepiej), ale wydaje mi się, że moje uspołecznienie jest na tyle wystarczające i na tyle niewielkie, że te negatywne skutki najczęściej nie dobierają się do mojego zachowania. Najczęściej.
  Gdy na zajęciach z podstaw filozofii zostaliśmy poproszeni o podanie przykładu miejsca, w którym zachodzi socjalizacja, wiele osób chórem stwierdziło „Szkoła!”. Gdy zaczęłam się nad tym później zastanawiać, zauważyłam ciekawą rzecz. Werble proszę, oto kolejne godne niemałego podziwu spostrzeżenie Kociska! Wiele osób, które okazały się obdarzone niezwykłym talentem, osób kreatywnych, twórczych, interesujących, ciekawych, niezwykłych, nie chodziło do szkoły, uczyło się w domu, bez presji, jaką narzuca klasa, ławki, uczniowie, korytarze… Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że szkoła absolutnie nie ma na celu wychować diamentu, diamenty są nieprzyjemne, oszlifowane mają ostre krawędzie, no i trzeba o nie dbać. Dużo łatwiej i milej jest produkować kluchy. Kluchy, które będę produkować kolejne kluchy. Rzesze kluch. One nie mają zbyt wielu problemów egzystencjalnych, nie sprawiają kłopotów, pracują, kupują, konsumują. Kiedy ktoś się z tego schematu wyłamuje, sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Bo nie wiadomo, czy taki wywoła skandal, zabije kogoś, czy po prostu sprawi, że ludzie będą szczęśliwsi, a świat zmieni oblicze.
  Ja nie będę kluchą. Będę zmieniać świat. Będę wywoływać emocje. Będę tworzyć. Będę sobą.

Szczere Kocisko
  Coś jest bardzo nie w porządku. Zawsze zdawało mi się, że doba dzieli się na dzień, podczas którego świeci słońce i ciemną noc. No cóż, zarówno o siódmej rano, kiedy się zbudziłam, jak i o 15, kiedy to jadłam obiad, było ciemno. Oczywisty wniosek, który może się w tym momencie moich rozważań nasunąć to taki, że w przedziale między tymi godzinami było jasno. Niestety nie było. Na pewno nie w moim pokoju, który paradoksalnie latem stanowi najjaśniejsze miejsce w domu. Ciemne chmury i jakiś dziwny mrok zionący z lasu, otaczającego mój dom skutecznie zniwelowały wszystkie życiodajne promienie słoneczne.  Najlepszym źródłem światła okazały się – wiszące o tej porze roku w pokoju 90% dziewczyn – lampki choinkowe.
  Boję się, gdyż odkryłam, że jestem człowiekiem. Mało tego! Chyba zaczęłam się… To zbyt straszne… Chyba zaczynam… ULEGAĆ SOCJALIZACJI!! No cóż, takie wrażenie odnoszę zawsze, gdy zaczyna się nowy trymestr. Inni ludzie na lekcjach, inne miejsca w klasach, brak tych, do których człowiek już się zdążył przyzwyczaić. To wszystko okrutnie zmusza mnie do podejmowania rozmów z osobami, na które dotychczas patrzyłam wilkiem. Nie umiem określić czy lubię ten stan, czy wręcz przeciwnie. Lubię być miła, ale i tak nigdy nie zrezygnuję z mojego motta: „Głupie ludzie!”.  Lubię czuć się akceptowana, ale nie lubię być zwykła. Lubię, kiedy ktoś opowiada mi o swoich problemach (sic!), lubię rozmawiać i podnosić na duchu, ale i tak większość wieczorów spędzam, siedząc na swoim niewygodnym krześle, wgapiając się w monitor, stukając palcami o klawiaturę, w słuchawkach, a czasem zarażać cały dom kolejną piosenką Skrilla, która mnie porusza. Dla przykładu: wczoraj z zapartym tchem oglądałyśmy z mamą filmik na którym Sonny i staruszkowie z The Doors robili wspólny kawałek. To było niesamowite.
  Wracając to głównej myśli: człowiek nie jest przystosowany do życia w ciemności. Do sztucznego światła. Do wstawania przed świtem. Do podwyższonego stężenia melatoniny także – o ile się nie mylę, przez to nasz organizm jest nastawiony na spanie, co równa się mniejszemu metabolizmowi. Więc dlaczego najlepszy, najprzyjemniejszy fragment roku, jakim jest lato, jest skarany na straty i na zmarnowanie? Nie oszukujmy się, obrazki z Internetu kłamią tak w sprawie zimy, jak i w sprawie lata. Ciężko jest być wydajnym zimą, permanentną nocą, bez życiodajnego światła. A latem? Nigdy nie wykorzystamy go efektywnie. Jaki sens na spanie latem do 12? Przesypianie życia. Wolny czas w lipcu i sierpniu jest uwarunkowany kulturą agrarną, która już nie odgrywa w życiu większości ludzi takiego znaczenia, jak jeszcze to 100 lat temu. Dlaczego nie przenieść więc tego czas na spanie, sprzątanie i nołlafienie na zimę?
  Widzicie, jest tak ciemno, że aż mi odbija. Tfu, tfu…

Szczere Kocisko
Żadnej zimy.
  Antynomia. Wiecie, takie dwie przeciwstawne racje, z którymi można się zgodzić… jednocześnie. Dowód na to, że nie ma jednej prawdy. Ale czy ktokolwiek potrzebuje na to jakiegoś dowodu? Nieważne. Mówi się, że warto myśleć co się mówi. Albo warto mówić to, co się myśli. Oczywiście zgadzam się z obydwoma ze zdań. Dlaczego? Cóż, to zależy od sytuacji, w której się znajduję. O mój bobrze! Czy to znaczy, że Kocisko jest fałszywe, okropne, straszne, złe i dostosowuje się do sytuacji?! Ze stuprocentową pewnością mogę odpowiedzieć jedynie na ostatni „zarzut”. Twierdząco. Na resztę chyba brak mi dystansu; osobami, które najmniej trafnie nas oceniają jesteśmy my sami. Bez kupy, Sherlocku…
  Panuje moda na bezkompromisowość, szczególnie widoczna w Internecie, gdzie jeden z drugim jest w stanie obronić swoje obraźliwe teksty wobec innej osoby jednym, prostym stwierdzeniem: „Mam prawo mówić, co myślę”. Popularne jest również pojęcie asertywności – jaka szkoda, że jest ono nagminnie gwałcone przez osoby, które nie znają jego znaczenia. Bo na tę cechę (właściwie zespół cech) składa się również umiejętność przyjmowania krytyki, elastyczność zachowania, wrażliwość na innych ludzi. Dodatkowo, moim zdaniem asertywność powinna służyć obronie swoich zasad wobec czyjegoś braku zasad, nie na odwrót.
  No dobra, sama nie lubię ludzi fałszywych. Nikt nie lubi. Tylko, że bardzo często, gdy ktoś okaże się wobec ciebie fałszywy, odpłacasz mu dokładnie tym samym. No nie mów, że nie. Proszę, nie denerwuj się, bo wobec tego, co przeczytasz za moment, to był pikuś. Uważam, że dostosowywanie swojego zachowania, temperamentu, sposobu mówienia i nazywania rzeczy jest jednym z ważniejszych przejawów dobrego wychowania. Z którym akurat miewam problemy – czasami nie umiem wyłączyć opcji „zawstydzone dziecko” przez co bywam oschła, mało swobodna i nie potrafię sobie zjednać ludzi lubujących się w egzaltacji. Ale przynajmniej daleko mi do wazeliniarstwa. W każdym razie (jednak) nie przepadam za ranieniem ludzi i nie zamierzam być dla kogoś niemiła, bo-coś-kiedyś-jakoś-i-ta-osoba-jest-bee. Dlatego staram się być miła (wyłączając te przypadki, w których nachodzi mnie ochota na bycie okropną lub po prostu okropny humor)– czy to już fałsz?
  Może kiedyś było inaczej. Może bywa inaczej cały czas. Bo czasem sobie odpuszczam, śmieję się w autobusie, gadam w kinie zdecydowanie zbyt głośno i podskakuję idąc do sklepu. Ale to się chyba wpisuje w moją kreację – kreację dziecka, która a) jest bezpretensjonalna i szczera, b) jest moim manifestem wobec wszechobecnej, wszędobylskiej, wszechogarniającej pogoni za dorosłością.
  Tak, zachowanie, kreowanie siebie, budowanie opinii, cały ten prymitywny PR jest potrzebny. Ale potrzeba też zachowywać się w porządku wobec drugiej osoby. Tu naprawdę da się znaleźć złoty środek. I to jest asertywność, to jest dobre wychowanie, kontaktów interpersonalnych. A nawet więcej – bo buduje nie tylko konkretne relacje z konkretnymi ludźmi, ale i relację ja-otoczenie. Tak myślę, ale może się mylę. Tak się mylę, ale chociaż myślę.

Szczere Kocisko (które ma już roczek)
Koniec pewnego etapu. Po kilku miesiącach pełnych łez, stresu i zmęczenia, oddałam pracę olimpijską. Mogę już nic więcej nie osiągnąć, liczy się to, że się nie poddałam!


post wkrótce...
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ►  2016 (18)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ▼  2013 (66)
    • ▼  grudnia (6)
      • Znam ofiarę, co dalej?
      • Zrzędliwe święta Kociska + Liebster
      • Talent, moralność i inne dysfunkcje
      • Za dużo melatoniny, za mało światła...
      • Asertywność, fałsz i kreacja siebie.
      • Nareszcie.
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.