Wydaje mi się, że już o tym
wspominałam, ale nie lubię ludzi. Może nie wszystkich, może nie zawsze, ale najczęściej
nie lgnę do stada i nie wpadam w euforię, gdy na horyzoncie pojawiają się
majaki zwiastujące jakieś większe spotkanie. Czasami po prostu się ludzi
obawiam i nałogowo stawiam siebie w centrum wszechświata. Wtedy wydaje mi się,
że pani w sklepie czeka na moment, w którym będzie mogła mnie wyśmiać, bo nie
mogę się zdecydować, który batonik powinnam wybrać, a ludzie dookoła patrzą na
mnie wilkiem. A przecież to ja jestem wilkiem wśród owiec. Albo kotem wśród
myszy – jak kto woli. Jednak w tej masie ludzi, do których nie lgnę, honorowe
miejsce zajmują nastolatki.
Wiek nie gra roli. W moim rozumowaniu
nastolatka wprawiająca mnie w zakłopotanie, może mieć 13 lat, a równie dobrze jak
23 i więcej. Można być dorosłym dzieckiem w gimnazjum albo zdziecinniałym (w
dobrym tego słowa znaczeniu) dorosłym, piszącym doktorat i przeciw temu nic nie mam. Mój
problem egzystencjalny polega na tym, że nie wiem, do której grupy mogę się
zakwalifikować. Bo na nic w świecie nigdy nastolatką nie będę. O nie, tylko nie
to!
Może przejdźmy do tego, co
rozumiem przez określenie „nastolatek/nastolatka”. Niewyobrażalnie wielką
egzaltację. Do przesady przesadne wyrażanie poglądów, znane jako „ból dupy”,
zachwycony zachwyt nad sobą. Naprawdę, czy to nie jest męczące? Ciągłe „brylowanie”
w towarzystwie, tryskanie humorem i oczarowywanie ludzi swoją młodzieńczą
witalnością? Nieważne, pójdźmy dalej. Następne jest zblazowanie. Według
słownika - „Stan totalnego znudzenia, niemożność reagowania na nowe podniety i
bodźce wywołany nadmiarem wrażeń uprzednio”. Przeciwieństwo egzaltacji? No właśnie
nie. Prawdziwy nastolatek waha się pomiędzy nadmiernym okazywaniem zachwytu, a
nieokazywaniem go wcale. Bo kiedy uwaga tłumu zmieni kierunek, trzeba pokazać,
że ten fakt jest zupełnie nie wart zainteresowania. Bo przecież ona/on wie
najlepiej, co nie?! Następne w kolejności są problemy z logicznym myśleniem w
kategoriach czasu. Bo o ile życie teraźniejszością jest mądre i dobre, to
wegetowanie teraźniejszością jest naprawdę głupie. „Niech teraz będzie fajnie,
będę się martwić później!” sprawdza się tylko, kiedy chcesz się potaplać w
błocie, zaatakować plac zabaw, zafarbować włosy lub wskoczyć w ubrankach do
jeziora. Jeśli w grę wchodzi jakaś większa odpowiedzialność – serio, nie
polecam. Co jeszcze cechuje nastolatków? Potrzeba identyfikacji z grupą. Silna
potrzeba identyfikacji z grupą. Bo skąd się biorą grupy, które rozczłonkowane
tracą jakąkolwiek siłę przebicia i charyzmę? Skąd biorą się liderzy bez
jakichkolwiek faktycznych zdolności przywódczych? Ja, omijając wszelkie grupy,
mam trudności z dogadaniem się z ludźmi tak, aby nie zostać zmierzona wzrokiem
ani zaatakowania śmiechem. Prawdopodobnie jest to tylko moja właściwość i
powinnam się nad sobą zastanowić, ale przeszkadza mi to. Nie lubię.
Ostatnia rzecz. Najbardziej błaha
i najbardziej wkurzająca mnie cecha gatunkowa nastolatków. Zdjęcia. Wyćwiczone
pozy, dopracowane miny. Ubrania albo wyciągnięte z szafy mamy, albo w
niedoborze. Dokładnie wybrana sceneria i śmiertelnie znudzone, ewentualnie
wyuzdane, miny. Albo inaczej. Totalnie spontaniczne (ale i tak perfekcyjnie
zapozowane) zdjęcia z imprez, gdzie tło stanowią rzygi, butelki i całujące się
pary. Klasa sama w sobie.
Teraz pozostaje zdecydować.
Jestem dzieckiem, czy dojrzałym dzieckiem?
Szczere Kocisko