Ostatnio zastanawiałam się nad dojrzałością. Próbowałam wywnioskować,
czym ona jest i co przynosi, niestety bez prostego, klarownego i uniwersalnego
wniosku. Można dojrzeć tak po prostu, ale można też dojrzeć coś. Albo doglądać
kogoś. Czy te czynności nie wiążą się z dojrzałością? Język polski jest jednak dość
logiczny. Mówiąc „dojrzałam to tej decyzji”, może chodzić o przemyślenia, w
wyniku których powstały wnioski racjonalizujące wspomnianą decyzję. Im dłużej
się nad tym zastanawiam, tym bardziej oczywiste mi się to wydaje. Być może, to
wymysł zmęczonego umysłu kogoś, kto ma kota w głowie… Czy na pewno?
Moim zdaniem dojrzałość z wiekiem ma niewiele wspólnego. Ilu formalnie
dorosłych ludzi nie może wygrzebać się ze swojej piaskownicy? Odpowiedzialność
za swoje życie i podejmowane przez siebie decyzje jest niestety dla wielu zupełnie
niepotrzebną komplikacją, która na dodatek nikczemnie psuje zabawę. Będąc
dojrzałym trzeba dojrzeć nie tylko siebie i swoje sprawy, ale również znać
potrzeby innych, a przynajmniej mieć świadomość o ich istnieniu. Będąc
dojrzałym trzeba czasem umieć rezygnować, przegrywać, odpuszczać. Liczyć.
Kalkulować możliwe zyski i straty. Czasem się obawiać. I nie uciekać, mimo
wszystko. Bycie bardzo, bardzo poważnym człowiekiem w garniturze też ma się daleko
od prawdziwej dojrzałości. Gorączka zdobywania, płaszczyk niepodważalnych tez i
badawczych min. Aktorstwo. Sądzę, że niektóre dzieci, takie jeszcze nieskażone
konsumpcjonizmem, takie, którym nikt nie kazał uganiać się za prezentami i
McDonaldem, są bardziej rozumne niż wielu dorosłych i zdecydowana większość nastolatków.
Takie dzieci nie wszystko rozumieją, ale chcą zrozumieć. Ich naiwność wynika z
prostolinijności, nieskażenia okrutnymi aksjomatami. Są dobre. Gdyby ludzie się
z wiekiem nie zmieniali, stworzyliby prawdopodobnie najsensowniejsze
społeczeństwo. Gdyby nie miał kto źle na nich wpływać, wmawiając, że do
szczęścia potrzebują czekolady, lalek i wygranej… Mała dygresja.
Ścierają się ze sobą dwa prądy. Z jednej strony idzie zauważyć dążenie
ludzi do zapewnienia sobie przyszłości, chęć osiągnięcia czegoś, zmieniania
świata. I to naprawdę zasługuje na pochwałę. Ale dla przeciwwagi, wielu ludzi stara
się być skrajnie niepoważnymi. Sama nie lubię powagi, nadymania się. Nie chcę
wyglądać jak kobieta, gdy czuję się dzieckiem. Nie będę nosić szpilek, bo
wygodniejsze są trampki i urocze
balerinki z wyszytą kocią mordką. A mimo to, czuję, że jestem dojrzała.
Podejmuję decyzję, jestem czasem aż nazbyt odpowiedzialna. Ale są też ludzie,
którzy na pierwszym miejscu widzą tylko siebie i swoje przyjemności. Którzy
muszą się wyzwalać, bo nie zniosą nawet najmniejszego wyrzeczenia. Którzy
wmawiają sobie, że najlepiej żyć szybko, umrzeć młodo, nie pozostawić po sobie więcej,
niż tylko atrakcyjne zwłoki.
Och, dlaczego ciągle mam nieodpartą ochotę zbawiać świat?
Szczere Kocisko