• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

Nie lubię słuchać pod koniec każdego roku, jak to się ludziom postanowienia nie ziściły, i że już nigdy nie postanowią nic, że głupie to to i naiwne. No kurde, przecież to, co się z nami dzieje, co nas spotyka i co osiągamy (szczególnie to!) zależy w dużej mierze właśnie od nas. Nie sztuką jest zrobić coś z jakiegoś zewnętrznego powodu, bo nadarzyła się okazja, prawdziwą wartość ma raczej działanie pomimo czegoś. Niesprzyjające warunki sprzyjają ważnym krokom, tak myślę. I bez żadnej hiperbolizacji mogę stwierdzić – rok 2014 był dość… specjalny. Przełomowy? I udało mi się spełnić prawie wszystkie postanowienia. Co ciekawe, to był pierwszy raz, kiedy sobie coś wyraźnie postanowiłam...
Ćwiczyć regularnie. Regularnie to bardzo nieprecyzyjne określenie. Ruszałam się przynajmniej dwa razy w tygodniu. W tym miesiącu udało mi się ćwiczyć codziennie, jeść wedle potrzeb, nie z nudów i… od wakacji schudłam już cztery kilo. Ciężko mi stwierdzić, czy to dużo, czy mało, ważne, że ja widzę różnicę, i że po prostu przestałam przybierać.   
Raz w miesiącu z kimś gdzieś wyjść. Szaleństwo, nie? Naprawdę, moim marzeniem (!) rok temu była możliwość wyjścia na kawę z przyjaciółmi, odwiedzenia kogoś, posocjalizowania się przynajmniej raz w miesiącu. Teraz to się wydaje śmieszne, niemal co tydzień robię coś takiego, pozostając przy tym niezbyt towarzyską i bardzo nieśmiałą, jednak w przeszłości bywało, że przez kilka miesięcy nie widywałam się z nikim pozaszkolnie, czy „nadprogramowo”. Zdobyłam cudownych przyjaciół!
Bawić się wyglądem. Brzmi dziwnie, ale cóż poradzę. I tak, jestem obecnie o wiele bardziej zadowolona z tego, jak wyglądam, jak się ubieram. Przez jakiś czas kombinowałam z kolorowymi tonerami do włosów, potem drastycznie zmieniłam fryzurę i okazało się – w punkt. Nauczyłam się robić bardzo ładne kreski. Obrabowałam szafę mojej babci i regularnie buszuję po skandynawskim lumpeksie. Prawie całkiem zrezygnowałam z noszenia spodni. Czasem wyglądam bardzo staroświecko, czasem jak hipster, a czasem jak przedszkolak. I w ogóle jestem taka skromna.
Iść w pogo. Hej, co tu dużo mówić?
Zaśpiewać w szkole. Tak, bo w zeszłym roku jeszcze myślałam o śpiewaniu. Już nie myślę, ale i tak się udało – na wieczorze rosyjskim, kto widział, ten wie.
Robić sobie zdjęcia. Kolejne dziwne postanowienie. Kiedyś reagowałam alergicznie na selfies, nie pozwalałam innym robić mi zdjęć i w sumie trochę mi przez to umknęło. W dalszym ciągu nie poszłabym na sesję, może kiedyś to tego „dojrzeję”, ale jest chyba o wiele lepiej. No, i mam śliczne konto na instagramie!
Prowadzić kalendarz/pamiętnik.  I tutaj właśnie najlepiej sprawdza się instagram. Zapamiętuję dzięki niemu, co, kiedy i z kim, analizuję swoje stany emocjonalne, mam niezłą bazę do wspominania, a trochę się tych wspomnień namnożyło. Naprawdę sporo. Inni mają wgląd w mój „pamiętnik”? Jestem trochę ekshibicjonistką, trochę szukam zrozumienia, a trochę tworzę wizję siebie lepszej, takiej, jaką chciałabym być i tę wizję realizuję.
Tworzyć poezję, teksty, Kocisko. Rozwój tego bloga na przestrzeni roku czasem zbija mnie z tropu. Szczególnie, jak patrzę w statystyki, jak okazuje się, że ludzie mnie czytają, jak udzielam wywiadów (dobra, był tylko jeden, ale to strasznie miłe!), jak dostaję propozycje współpracy z firmami (cicho bądź, kocie!). Poezja – regularnie wysyłam swoje teksty na konkursy, mam już ponad 40 wierszy, które mogę bez żenady pokazywać, a jeśli ktoś będzie zainteresowany – wydać.  Bardzo mi miło, bo ostatnio coraz więcej osób wysyła mi swoje teksty. Trochę szok, bo to oznaczałoby, że moja opinia jest dla kogoś ważna, a poza tym, to wymaga chyba kawałka zaufania. Naprawdę, wielkie wow i wielki przytulas. No i zaczęłam pisać opowiadania. W styczniu jeszcze bym nawet nie brała tego pod uwagę – wszystko zaczęło się dopiero w czerwcu! Po raz kolejny: szaleństwo.
Wygrać coś. Tak, postanowiłam sobie, że wygram „coś”. I „coś” wygrałam – zostałam finalistką Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, oraz Turnieju Psychologicznego, jedno z moich opowiadań zdobyło wyróżnienie na Pigmalionie Fantastyki, a inne – Grand Prix w tomaszowskim konkursie „O laur arbuza”.  Wiecie już co? Szaleństwo!
Pozwalać sobie na dobre samopoczucie, śmiech, przyjaciół. To bardzo smutne świadectwo przeszłości, nie? Teraz uważam, że mam dość fajne życie, dużo śmiechu i powodów do śmiechu ,i po raz kolejny – kochanych przyjaciół. Takich od gotowania i plotkowania, i snucia całkiem nieprawdopodobnych planów.
Dentysta. Ależ prozaicznie. Nigdy ani się dentysty nie bałam, ani nie odwiedzałam go zbyt często – nie było potrzeby. Dzień Wizyty U Dentysty wspominam jako jeden z najfajniejszych dni wczesnej wiosny. Pamiętam powoli puszczające znieczulenie, smak wody kokosowej, siedzenie na ławce w parku przez kilka godzin, pochłonięcie w całości książki o miejscu gier komputerowych w kulturze, potrzebnej mi do olijp-u.
Lekarz. I znów – poszłam, i to nie raz, nawet szczepienie przeżyłam, choć prawie udało mi się zemdleć ze trzy razy.
Koncert, zdarte gardło. Jeden? Zdarte gardło? Przecież ja zaliczyłam nawet szok akustyczny! Co prawda, słucham teraz trochę innej muzyki i nie zdzieram już z taką łatwością gardeł na koncertach, to byłam na wielu, raczej niewielkich, i wspominam je świetnie. Na kogo poszłam w tym roku? Między innymi: Curly Heads, Skubas, Król… Wiele niszowych spraw. Kilka koncertów filharmonicznych, w tym cudowny Thomas Hampson.
I z czego jeszcze jestem zadowolona? Prawie całe wakacje miałam kontakt ze sztuką, odbijałam się od galerii do galerii i nie mam na myśli galerii handlowych. Picasso, Dali, Goya, konceptualna sztuka tajska, sztuka indonezyjska, różne miejskie sprawy, szczególnie mój Gorzów, Zielona Góra i Dolny Śląsk, ale też hipsterskie popłuczyny i upupiona turystyka, o czym już w wakacje zdążyłam napisać. Masa niszowych filmów! I w ogóle filmy. Choć nigdy nie będę oglądać po trzech dziennie i uznawać się za znawcę, jestem zadowolona z mojej frekwencji w kinach studyjnych i na festiwalach. I mnóstwo świetnej muzyki. Trochę od znajomych, trochę przez przypadek, trochę  przez Spotify. Mam wrażenie, że słucham teraz dość nieoczywistych rzeczy i dość fajnie je zestawiam. I książki. Od kwietnia przeczytałam już ze 43, jak to wygląda w skali roku – nie wiem, wcześniej nie liczyłam. A teraz to nawet zdarza mi się rzetelnie notować! I zapisywać cytaty! Szok!
Co mi się nieudało? Przede wszystkim – ograniczanie internetu i to postanowienie wędruje na następny rok. Bo im bardziej denerwuję się, gdy ktoś patrzy na mnie z pobłażaniem i wzdycha „Uzależniona…” albo „Znowu ten telefon”, tym bardziej wyraźny jest to znak, że trzeba coś z tym zrobić.
Cieszę się z tego, jak wyglądały dla mnie ostatnie miesiące, ile się pozmieniało, ile  znormalniało, a ile mi się uszczęśliwiło. Tak, jest mi o wiele szczęśliwiej i tego samego Wam życzę! Rok 2015? Chciałabym znaleźć sobie dobre miejsce na świecie na następne parę lat, rozwijać to, co właśnie kiełkuje, pisać, pisać, coraz lepiej pisać, coraz szczęśliwiej żyć. No!


Szczere Kocisko
Nie zwykłam czekać na święta. Od kilku lat w domu raczej nie przejmujemy się choinką, nie myjemy okien dla jeżusia, kolacja wigilijna nigdy nie odbywa się u nas. Jedynym wyjątkiem był rok, kiedy okropnie nas zasypało i dosłownie nie byliśmy w stanie ruszyć się z domu. I w zasadzie każde odwiedziny u dziadków wypadają podobnie, niezależnie od okazji. Jest jedzenie, rozmowy, herbata, wspominki, słuchane po raz kolejny, ale zawsze nieco zmienione, anegdotki. Standard. I, o ile się nie mylę, w wielu domach wygląda to podobnie. Przy czym nie myślcie, że nie lubię świąt – w niczym mi nie przeszkadzają, a to, że się je obchodzi, jest bardziej oczywiste od pór roku. Szczególnie teraz. Na co też nie zamierzam narzekać, śnieg jest kompletnie niepraktyczny. Wizualnie przyjemny? Tylko przez pierwsze dni!
Ale muszę przyznać – jest przed świętami jakoś milej. Tak, wiecie, w mieście. Zmrok zapada szybko, wszelkie niedoskonałości krajobrazu maskowane są przez kolorowe światełka. To tak, jak z zapalaniem ich w pokoju – dzięki nim nawet rozrzucone skarpetki wyglądają jakoś ładniej. Nie? I te tłumy w centrach handlowych też jakieś milsze. Ekspedientki milsze. Nawet w tych droższych sklepach, szaleństwo!
Święta i bycie miłym to również, a może przede wszystkim, składanie szczerych i nie-zupełnie-nieszczerych życzeń tym najbliższym i najdalszym. I tu zaczyna się mój problem. Postawiona w konieczności złożenia komuś życzeń panikuję. Tak na rodzinnej, jak i szkolnej wigilii, na urodzinach przyjaciół, i wszystkich innych okazjach, których w tym momencie przypomnieć sobie nie umiem. W gimnazjum ułatwiliśmy sobie zadanie – mówiliśmy sobie wszyscy:
- Tego samego!
- Dziękuję, tego samego!
I nikt nie widział w tym jakiegokolwiek kłopotu, było śmiesznie, było naszo. Piekłam dziesiątki babeczek, aby potem móc patrzeć, jak ludzie rozsmarowują je sobie nawzajem na twarzach. Było granie na gitarach i genialne prezenty. Gimbaza była cudowna, ale nie przejmujcie się, to tylko niewinna dygresja.
To nie jest tak, że ja po prostu ludziom źle życzę. Nawet, jeśli kogoś nie lubię, nie życzę nikomu źle! Po prostu. Uważam się wręcz za mistrzynię w mówieniu o ludziach dobrze i ładnie – ta umiejętność wyszła na jaw, gdy przyszło do zbierania opinii do Księgi Rocznika. Okazało się, że nie tylko moi przyjaciele mają zalety, no kto by pomyślał! Ale życzenia to coś, czego nie przeskoczę i doskonale wiem, co jest winowajcą.
Uwaga, uwaga – nieśmiałość!
Nieśmiałość nie pozwala na złożenie bliskim takich życzeń, jakie bym chciała i jakie im tam niewerbalnie składam, bo tak sobie na nich patrzę i od razu boję się, że wyjdzie głupio, nagle jestem pod kolor do barszczu i tylko nerwowo burczę coś pod nosem. Nieśmiałość nie pozwala na wymyślenie na poczekaniu miłych, serdecznych życzeń mniej bliskim. Nie cierpię sztuczności i wolę nie silić się na oryginalność. W efekcie nie silę się na nic, poza… znów, nerwowym wesołych świąt, satysfakcji z pracy/sukcesów/zdrowia/czego tylko sobie zażyczysz.
I najważniejsze – nieśmiałość sprawia, że tak rozpływam się pod wpływem składanych mi życzeń, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Bo jak się tak nasłucham, że mam być dalej taka śliczna/mądra/zdolna/dobra/kocia i odnosić sukcesy, to, och, czegóż więcej chcieć od życia?
Wiec zwracam się z prośbą i apeluję – jeśli składam zupełnie nieudane życzenia, w odpowiedzi na Wasze – takie kochane, pełne ciepła i serca – to możecie być pewni, życzę  Wam jak najlepiej! Jeśli palę buraka – to samo! Jeśli głupio się szczerzę – a jakże, jesteście najlepsi! Postanowienie noworoczne – nauczyć się składać życzenia. Kiedyś by w końcu wypadało!

Szczere Kocisko
Lecz w rzeczy samej jest to tekst o tejże. Jak wiecie, nie mam w zwyczaju pisywać recenzji, nie umiem i nie czuję się w tym. Głównie dlatego, że najważniejsze są dla mnie takie strasznie subiektywne, osobiste wrażenia, skojarzenia i wpływ, jaki dane dzieło na mnie wywarło - na mnie wiele rzeczy wywiera bardzo wyraźny wpływ, jak może udało się wam już zauważyć. Ciężko opowiadać mi o sprawach technicznych, analizować formę i rzucać terminami, przez które kapcie wam spadną z nóg. Są jednak takie filmy, takie zespoły i takie książki, o których nie mogę nie napisać. Teraz, kiedy postanowiłam po raz drugi przeczytać wyżej wspomnianą książkę, czuję, że to dobry moment.
Nie często do czegoś wracam. Jedyne książki, jakie przeczytałam kilkukrotnie na różnych etapach swojego życia to „Alicja w Krainie Czarów”, „Mały Książę”, no i właśnie „Jeśli zimową nocą podróżny” (in progress). Planuję jeszcze przeczytać po raz drugi „Świat Zofii”, ale jest tyle bardziej naglących lektur!
Powróćmy do Calvina. To jeden z najważniejszych włoskich pisarzy XX wielu i jeden z niewielu, których znam. Przeczytałam dotychczas cztery książki jego autorstwa, czyli wszystkie, jakie udało mi się zdobyć w bibliotece. Na pozór nie mają cech wspólnych. „Podróżny” jest metafikcją, inne dwie książki wariacjami na temat historii: mamy Marco Polo, mamy średniowiecznego rycerza idealnego, jest też powieść osadzona w realiach Włoch podczas II wojny światowej, skupiona na kreacji dziecka wykluczonego spośród rówieśników i nie do końca przystającego jeszcze do dziwaczej rzeczywistości dorosłych. Calvino – wiewiórka pióra. Piękne, nie?
Jeśli miałabym wybrać jedną książkę, którą mieliby przeczytać wszyscy moi, byłby do zdecydowanie „Podróżny”. I tak, kazałam już wszystkim to zrobić, z czym okrutnie zwlekają. Nie przesadzę, jeśli powiem, że pan Calvino ma dzięki niej bardzo duży udział w tym, jaka teraz jestem. Była to pierwsza książka, którą przeczytałam po OLiJP-ie i to od niej wszystko się zaczęło: zaleganie w szkolnym kąciku czytelniczym, pisanie, zabawa słowami i… praktycznie wszystkie zmiany, jakie zaszły w moim życiu od tamtego czasu. Czyli opowieść o książkach, relacjach między autorem, narratorem, czytelnikiem, Czytelnikiem, Czytelniczką i tłumaczem spowodowała również, że mam krótkie włosy, przestałam nosić spodnie (no dobra, czasem mi się jeszcze zdarza…) i zrezygnowałam ze zdawania matury rozszerzonej z matematyki. No i stałam się o wiele lepszym, bardziej świadomym i wrażliwszym na literackie niuanse i kulturowe odwołania czytelnikiem. Ładny efekt góry lodowej.
„Jeśli zimową nocą podróżny” to zdecydowanie powieść-do-przeczytania i powieść-do-przeżycia. A właściwie jedenaście różnych powieści. I jest ergodyczna – można ją czytać nieliniowo, pomijając co drugi rozdział, można wybierać spośród wielu historii i czytać je jak niezakończone opowiadania należące do wielu nurtów i stylów w literaturze. Jednakże ja nie skupiałabym się zbytnio nad analizą tych parodii a niekiedy przeciwnie – literackich hołdów złożonych innym twórcom, jak choćby Kafka, ale tym, co dzieje się w miarę lektury z odbiorcą. Czytając powieść liniowo, zostajemy przez narratora zwodzeni – daje nam okazję do utożsamienia się z bohaterem, by za chwilę zmienić perspektywę lub przerwać akcję i wrzucić nas w zupełnie inne środowisko. Mnogość możliwości odczytywania tego tekstu, podobnie, jak nawiązująca do hipertekstów gra „The Stanley Parable” (o której też już miałam okazję tu pisać) udowadnia, że tak naprawdę, cokolwiek zrobimy i na cokolwiek się zdecydujemy, nie możemy przewidzieć, co stanie się dalej.
Książka poniewiera czytelnikiem (Czytelnikiem i Czytelniczką też). A ja wysuwam stąd taki wniosek – czytaj, może trafisz na coś, co, mimo że nie ukaże ci żadnej prawdy o świecie, zmieni twoje życie znacząco. I choć może lepiej, by nie zmieniło go tak, jak „Buszujący w zbożu” w „Rozdziale 27” albo jak książki w „Dzieciństwie wodza” Sartre’a, albo „Cierpienia młodego Wertera” w życiu (bądź nieżyciu) wielu młodych ludzi w czasie jej wydania,  ale spróbować warto. Prawda? 
Szczere Kocisko


cytat życia!
 ... i spuszczam z siebie powietrze. Trzeba wam wiedzieć, że właśnie, po raz pierwszy w historii Szczerego Kociska, nie piszę do was w Wordzie. Tak, pisanie tekstu w Bloggerze zakrawa u mnie o szaleństwo.
Nie mam ochoty pisać na konkretny temat. Od konkretnych tematów jest gazetka szkolna (która - nareszcie - zaczyna się rozkręcać, dzięki fajnej ekipie, która się w tym roku na naszą redakcję zebrała). Zaczął się nowy trymestr, ostatni pełny trymestr, wypełniony po brzegi nikczemnym słowem na "M" a ja staram się nie stracić gruntu pod stopami. Robić wszystko, co do mnie należy, nie kolekcjonować czarnych dziur, pisać swoje, myśleć swoje, czytać swoje, wysyłać swoje wiersze, gdzie się tylko da w nadziei, że ktoś coś. I dbam o siebie, i traktuję siebie dobrze - ćwiczę, odżywiam się - nie tylko zaspokajam głód, śpię, unikam wszelkiej toksyczności, toksycznych ludzi szczególnie. Ale cały czas nie mogę poczuć spokoju.
To taki trochę zadanioholizm. Potrzeba sprawdzenia się na wszelkich polach. Strach przed porażką i przed byciem gorszym. Oczywiście, staram się z tym walczyć, ale cóż z tego, jeśli wywalczony zeszłorocznym olimpijskim wysiłkiem spokój i fakt, że wymarzone studia mam na wyciągnięcie ręki, gdyż kognitywistyka w Toruniu takich, jak ja chętnie przytuli do swojego serduszka, jeśli ktoś mówi mi "jak to, nie chcesz zdać rozszerzenia z matmy, myślałem, że jestem ambitna" i okazuje się, że to, co już zrobiłam nie ma dla ludzi żadnej wartości? (Wybaczcie za to wielokrotnie złożone, trudne do zrozumienia zdanie). 
Chcę. Naprawdę bardzo chcę. Wszystkiego na raz. Ludzi, sukcesów, spokoju, czasu, czasu, czasu, wiedzy, pomysłów, czasu. I jeszcze - chcę nie czuć presji, jaką na siebie narzucam. Albo lepiej, jaką myślę, że na siebie narzucam. Bo jakoś ludzie wokół dają radę ze znacznie ciaśniej zagospodarowanym czasem - jakieś korki codziennie, kółka (trójkąty, kwadraty...), prace, związki. Ja zostałam bez niczego takiego, a mam wrażenie, że nie mam nawet czasu myśleć. 
Nie, nie folguję sobie, nie oglądam seriali, nie pamiętam, kiedy ostatnio w coś grałam. Internet stał się z powrotem bardziej narzędziem, niż pożeraczem czasu. 
I gdzieś w tym wszystkim jest blog. Który zdecydowanie przestał być formą szlifowania własnego stylu pisania, ani miejscem na pokręcone obserwacje. Teraz mam od tego wiersze, opowiadania i gazetkę. Szczere Kocisko staje się odskocznią. I chyba jesteście zmuszeni czytać tu coraz bardziej osobiste refleksje. Wiem, to się mija z tym, co przed dwoma laty sobie założyłam. Wybaczycie? 
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ►  2016 (18)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ▼  2014 (72)
    • ▼  grudnia (4)
      • Koci rok
      • Czasami koty są w kolorze barszczu
      • To nie jest recenzja powieści Italo Calvina „Jeśli...
      • Stawiam pytania...
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.