• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

Nie bójcie się, nie porzucam moich wyrobów felietonopodobnych na rzecz tych potworków, które macie okazję ostatnio czytać. Po prostu od jakiegoś czasu nie jestem w stanie pisać. Jestem zupełnie zablokowana. Jak można się domyśleć - przez olimpiadę, której nawet nie mam jak napisać...
Za to wiersze przychodzą mi do głowy same. Jak nigdy ;)



„Miękko”

Iść na paluszkach, by
Nie wzbudzać
Wyrzutów sumienia
Każdym krokiem tłumić ból i tańczyć
Tak bezszelestnie
Jak tylko śmierć ma czelność
Miękkie ciało poddaje się
Uleciał szkielet, brzmiące struny
Mózg falujący, znakomity
Odpłynął
Czas na sen

EDIT. Postanowiła zostawić tylko jeden wiersz. Tylko on przetrwał próbę czasu :P

EDIT.

(...)
Póki co wciąż tu jestem
Bo uciekam z wróblami
(...)

Wspomnienie końca lipca ;-)
  Wiecie, lubię książki. Choć wydaje mi się, że część osób, bo przeczytaniu pewnego wyrobu, wysnuła wnioski zupełnie odwrotne, mogę z całą pewnością stwierdzić, że superksiążki są super. Na słabe nie marnuję czasu. Przygotowania o olimpiady (Kurczę, naprawdę chciałabym nie wspominać o niej na każdym kroku, ale żyję tymi przygotowaniami!) zmuszają mnie do częstego wypożyczania książek. Przedtem wolałam od razu kupić jakąś ciekawą pozycję, pożyczyć od mamy, albo od babci. Niestety teraz  czytam publikacje nieznane, rzadkie, niejednokrotnie dość stare. Czemu „niestety”? No cóż, nie mieszkam w Warszawie ani we Wrocławiu, ani w Poznaniu, ani w Szczecinie i większości potrzebnych mi książek po prostu nie ma. A te, które jednak są? Nawet nie wiecie ile z nimi zachodu!
  Pierwszym problemem, a jednocześnie najbardziej niezależnym ode mnie problemem są ludzie. Jak zwykle, prawda? No cóż, nie rozumiem tych, którzy myślą, że naprawdę stanowią pępuszek pępuszka świata. „Phi, co z tego, że nie jestem jedyną piszącą pracę olimpijską w tym mieście, lepiej wypożyczę wszystkie dostępne książki na raz i będę trzymał je 3 miesiące!” – serio? Byłoby mi strasznie głupio, gdybym zdała sobie sprawę, że moje bezsensowne działanie uniemożliwia innym pracę. O ile jeszcze rozumiem fakt, że nie każdy podzielił sobie materiał tak, jak ja i wolał wypożyczyć co się da, to wydaje mi się, że trzymanie książek od połowy sierpnia jest ciut nie fair.
  Następnym problemem, który mnie bardzo, bardzo smuci są same biblioteki. Atmosfera w nich jest nieprzyjemna, obca, czujesz się jakby właśnie posądzili cię o morderstwo. Informacja też do bani, dziś po kilku ładnych latach dowiedziałam się jakie jest moje hasło w systemie bibliotecznym. Bajecznie, teraz mogę rezerwować książeczki na potęgę!
  Wspomniałam o rezerwacji i o systemie. I tu czai się kolejny problem – nie można dotykać książek, nie można obcować z książkami, nie można zapytać się żywego człowieka, czy pomógłby ci znaleźć to, czego szukasz. Halo, mamy XXI wiek, teraz przychodzisz do biblioteki, żaby usiąść przed kompem. No kurczę, logiczne.
  Strasznie mnie to przygnębia, kłóci się z wizją biblioteki, którą przed laty stworzyłam sobie na podstawie filmów, zasłyszanych historii, czy… książek. Nie ma bata, inspirujące fotografie krążące po Internecie jak zwykle kłamią, Co Bardziej Rozgarnięty Czytelniku. Ale spokojnie, gdy będę dużym kotem z własnym kocim domkiem, zrobię sobie taką biblioteczkę, o jakiej się Interetom nie śniło!

Szczere Kocisko

Mała władczyni Internetu
  Od początku tego roku szkolnego mam wrażenie, że czuję się jakoś… inaczej. Że zmieniła się atmosfera wokół mnie. Że ludzie tak mnie nie przytłaczają. Zauważyłam, że nie mam problemu z rozmową lub nawet współpracą z człowiekiem, którego w sumie nie lubię, którego może się obawiam. Jednocześnie oderwałam się od moich symbiontów. Jasne, miło jak są. Ale… zaledwie przez chwilkę. Czyżbym się zmieniła? A może tylko zaakceptowałam swoją kociość i teraz umiem nie tylko odstawać, ale też odcinać się. „To pewnie jakaś jednostka chorobowa.” – szepce mój wewnętrzny biolog-hipochondryk.
  Symptomy: spadek zainteresowania wadami otoczenia, nieszkodliwe ataki uprzejmości zaczęły pojawiać się równie często, co nieszkodliwe ataki złośliwości, podni

esienie się poczucia własnej wartości (chory zamiast widzieć siebie pod resztą świata, zaczął widzieć siebie obok), zaprzestanie mierzenia ludzi swoją miarą, zaprzestanie oceniania ludzi w ogóle (istnieją jednak wyjątkowe przypadki, w których uaktywnia się maszynka do nienawiści), przestawienie się na myślenie zadaniowe, umiejętność pracy w grupie (wydawania poleceń, jak również przyjmowania pomysłów wniesionych przez innych), całkowity zanik potrzeby streszczania swojego życia wszystkich wokół, całkowity zanik potrzeby moralizatorstwa.
  Diagnoza: wzrost dojrzałości psychicznej i społecznej, zaakceptowanie swojego miejsca obok/przed szeregiem (już nie pod ani nad). Możliwe preludium dorosłości.
  Podjęte leczenie: żadne. Pacjent wychodzi na prostą. Zaleca się kontynuowanie podjętych wcześniej działań.
  Tyle od Biologa Końskiejchrząstki*
  A teraz trochę ode mnie… Nie wiem, czemu właśnie teraz udało mi się zauważyć zmiany jakie we mnie zaszły. Powodów może być wiele. Te najbardziej błahe wydają mi się w tej sytuacji kluczowe. Po pierwsze – w tym roku szkolnym wróciłam do swojej uroczej, prostej, długiej, podkręconej do wewnątrz grzywki, po rocznej przerwie. Kiedyś nosiłam ją aby się ukryć, była trochę cięższa i większa niż dziś, moje włosy sprawiały wrażenie hełmu. Dziś, z tą zmodyfikowaną grzywką czuję się bardziej sobą. Dziwne? Dobrze, jestem dziwna! Po drugie, kiedyś miała kompleksy dotyczące rzeczy. Takie całkowicie materialne kompleksy. Na przykład, czułam się gorsza od osób, które noszą… Martensy. Paranoja, idiotyzm i cudaczność. Jednak znalazłam buty dla siebie, buty, które są idealną formą pośrednią między Martensami, a zwykłymi glankami. Buty, na które nie musiałam dużo wydać. Buty, w których czuję się dobrze. I to mi w jakiś sposób udowodniło, że jeśli coś mi nie pasuje, jeśli coś sprawia, że czuję się gorzej, muszę szukać rozwiązania, przestać rozpaczać i brać się w końcu do pracy.  
  Teraz bardziej racjonalne powody. Nawykłam już do tak zróżnicowanego, tajemniczego i niezrozumiałego otoczenia, jakim jest dla mnie liceum. Długo mi to zajęło, ale w końcu czuję, że nie ma się co przejmować innymi. Wydaje mi się, że włączyłam w sobie jakiś tryb energooszczędny i bronię moich zapasów energii życiowej jak mogę. Bo jakim prawem jakieś głupie ludzie mają marnować moją w pocie czoła zbieraną energię?!
Szczere Kocisko


*Hipochondryk (hipo – koń, chondro – coś związanego z chrząstką np. chondrocyt – komórka chrzęstna). Nie sugerujcie się tym, to tylko moje własne wyjaśnienie etymologii tego słowa.
  Skończyły się czasy, kiedy można było wrócić ze szkoły, rzucić plecak z kąt i oglądać filmiki na YouTube, grać z Assassin’s Creeda, czytać Metro, pisać na blogu, wymyślać zestawy ubrań ca cały tydzień itd. itd. itp.. Wydaje mi się, że do mnie i tak przyszło to stosunkowo późno. Jeszcze w pierwszej klasie liceum nie czułam się przytłoczona ilością rzeczy do zrobienia, nie wspominając o czasach, kiedy 3 godziny tygodniowo szły na kickboxing, 2 na strzelnice, a i tak dawałam radę. Teraz popołudnia przebiegają pod znakiem zadanek z funkcji kwadratowej, dynamiki oraz biadolenia, jak mi z pracą olimpijską nie idzie. Sama nie wiem, czy mi idzie, czy nie. Ostatnio pojawiły się pewne… turbulencje, ale miałam wrażenie, że wróciłam na swój tor. Czy na pewno? Nie ważne! Przecież nie o tym mowa.
  Chciałam się dziś zająć tematem… przyjemności. I pożytecznych przyjemności. Dlaczego człowiek jest bardziej skłonny marnować czas na coś, co w żaden sposób nie czyni go bogatszym, spokojniejszym, szczęśliwszym, na coś, co przyniesie chwilową ulgę lub zapomnienie. W moim przypadku, taką chwilową przyjemnością jest Internet, ale sądzę, że niektórzy ludzie mogą podać jeszcze inne, z pewnością bardziej intrygujące przykłady.
Aktywność nie posiadająca głębszego sensu jest taka beztroska. Nie potrzeba myślenia, nie potrzeba kombinowania, nie potrzeba nic, co miałoby wyjść od nas. Cudowne? A skądże! A jednak nas to kusi i wciąga niczym czarna dziura. Czarne dziury może są fascynujące, ale nie zbyt przytulaśne ani misiaste, ani nawet sympatyczne.
  Dlaczego te „wartościowe” przyjemności z czasem przestają być atrakcyjne? Z braku siły. Ale gdy już stracimy wieczór na oglądaniu vlogów, jedzeniu czekolady i układaniu grzywki (sic!) pojawiają się wyrzuty sumienia. Że trzeba było powtórzyć parzydełkowce, że gitara się kurzy, że zadania z matmy niezrobione, że książka nietknięta. Nasze próby oszczędzania energii, przyzwolenie na brak siły, lenistwo i marnowanie czasu kończą się jeszcze większym ubytkiem w naszych zapasach energetycznych. A gdybyśmy się raz przemogli, zrobili coś kreatywnego, zrobili coś dobrego dla nas, coś, co może nam faktycznie pomóc, poczulibyśmy przypływ energii.
  Poddajemy się pasożytom. Oplatają nasze mózgi, wiążą ręce i nogi, wmawiają nam fałszywe potrzeby, fatamorgany szczęścia. A prawdziwe szczęście – tak myślę – jest powiązane z dobrze wykonaną robotą. Nieważne czy mierzymy ją ubywającymi centymetrami w talii, ocenami, uśmiechami innych ludzi, pieniędzmi, czy własnymi dziełami – akcja, wykonanie określonej czynności daje nam szczęście. Wydaje mi się, że gdyby chwilę nad sobą popracować, nasz układ nagrody odczepiłby się od błahostek, nie potrzebowałby czekolady, seriali i Facebooka.
  Ale… Czasami nie da się byś produktywnym. Nie da się nie żałować. Nie da się nie marudzić.
Za kilka dni będzie czwarta rocznica śmierci gorzowskiego poety Kazimierza Furmana. Pozwolę więc sobie przytoczyć na koniec jego wiersz pod tytułem Cierpliwości:

Pomost pomiędzy latem a jesienią.
"Pamiętaj
Kiedyś nie doczekasz jutra
Naprawdę
To nie jest groźba zdradzonej żony
Odrzuconego kochanka
Ani przepowiednia

To raczej przyjaciel
Kiedy będziesz się tego najmniej spodziewał
Pełen planów na następne dni

W kalendarzu zaznaczyłeś 
Terminy
Godziny
Miejsca spotkań
Imiona i nazwiska
I tak ten skrupulatnie
ułożony plan
Runie jak domek z kart
Tak będzie
Naprawdę
Bądź cierpliwy”
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ►  2016 (18)
    • ►  marca (3)
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ▼  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ▼  października (5)
      • Wierszok(a)lectwo
      • Trzy potworki
      • Wyznania bibliotecznego nooba.
      • Energooszczędne Kocisko i buty, które zmieniają św...
      • Cierpliwości...
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.