![]() |
| Mała władczyni Internetu |
Od początku tego roku szkolnego
mam wrażenie, że czuję się jakoś… inaczej. Że zmieniła się atmosfera wokół mnie.
Że ludzie tak mnie nie przytłaczają. Zauważyłam, że nie mam problemu z rozmową
lub nawet współpracą z człowiekiem, którego w sumie nie lubię, którego może się
obawiam. Jednocześnie oderwałam się od moich symbiontów. Jasne, miło jak są.
Ale… zaledwie przez chwilkę. Czyżbym się zmieniła? A może tylko zaakceptowałam
swoją kociość i teraz umiem nie tylko odstawać, ale też odcinać się. „To pewnie
jakaś jednostka chorobowa.” – szepce mój wewnętrzny biolog-hipochondryk.
Symptomy: spadek zainteresowania
wadami otoczenia, nieszkodliwe ataki uprzejmości zaczęły pojawiać się równie
często, co nieszkodliwe ataki złośliwości, podni
esienie się poczucia własnej wartości (chory zamiast widzieć siebie pod resztą świata, zaczął widzieć siebie obok), zaprzestanie mierzenia ludzi swoją miarą, zaprzestanie oceniania ludzi w ogóle (istnieją jednak wyjątkowe przypadki, w których uaktywnia się maszynka do nienawiści), przestawienie się na myślenie zadaniowe, umiejętność pracy w grupie (wydawania poleceń, jak również przyjmowania pomysłów wniesionych przez innych), całkowity zanik potrzeby streszczania swojego życia wszystkich wokół, całkowity zanik potrzeby moralizatorstwa.
Diagnoza: wzrost dojrzałości psychicznej
i społecznej, zaakceptowanie swojego miejsca obok/przed szeregiem (już nie pod
ani nad). Możliwe preludium dorosłości.
Podjęte leczenie: żadne. Pacjent
wychodzi na prostą. Zaleca się kontynuowanie podjętych wcześniej działań.
Tyle od Biologa Końskiejchrząstki*
A teraz trochę ode mnie… Nie
wiem, czemu właśnie teraz udało mi się zauważyć zmiany jakie we mnie zaszły.
Powodów może być wiele. Te najbardziej błahe wydają mi się w tej sytuacji
kluczowe. Po pierwsze – w tym roku szkolnym wróciłam do swojej uroczej,
prostej, długiej, podkręconej do wewnątrz grzywki, po rocznej przerwie. Kiedyś
nosiłam ją aby się ukryć, była trochę cięższa i większa niż dziś, moje włosy
sprawiały wrażenie hełmu. Dziś, z tą zmodyfikowaną grzywką czuję się bardziej
sobą. Dziwne? Dobrze, jestem dziwna! Po drugie, kiedyś miała kompleksy
dotyczące rzeczy. Takie całkowicie materialne kompleksy. Na przykład, czułam
się gorsza od osób, które noszą… Martensy. Paranoja, idiotyzm i cudaczność.
Jednak znalazłam buty dla siebie, buty, które są idealną formą pośrednią między
Martensami, a zwykłymi glankami. Buty, na które nie musiałam dużo wydać. Buty,
w których czuję się dobrze. I to mi w jakiś sposób udowodniło, że jeśli coś mi
nie pasuje, jeśli coś sprawia, że czuję się gorzej, muszę szukać rozwiązania,
przestać rozpaczać i brać się w końcu do pracy.
Teraz bardziej racjonalne powody.
Nawykłam już do tak zróżnicowanego, tajemniczego i niezrozumiałego otoczenia,
jakim jest dla mnie liceum. Długo mi to zajęło, ale w końcu czuję, że nie ma
się co przejmować innymi. Wydaje mi się, że włączyłam w sobie jakiś tryb
energooszczędny i bronię moich zapasów energii życiowej jak mogę. Bo jakim
prawem jakieś głupie ludzie mają
marnować moją w pocie czoła zbieraną energię?!
Szczere Kocisko
*Hipochondryk (hipo – koń,
chondro – coś związanego z chrząstką np. chondrocyt – komórka chrzęstna). Nie
sugerujcie się tym, to tylko moje własne wyjaśnienie etymologii tego słowa.

końska chrząstka, nie wpadłabym na to! nie popadaj w hipochondrię ;) sama czasem mam takie dziwaczne kompleksy dot. ubioru, super, że udało Ci się znaleźć kompromisowe rozwiązanie :)
OdpowiedzUsuńNie popadam, to tylko mój wewnętrzny biolog ;D
UsuńWhoa, myślałam, że jestem jedyną osobą, która zmienia podejście do świata, otrzymawszy odpowiednie buty ;P
Co do butów - to też udało mi się znaleźć jakieś takie, które nie byłyby glanami, ale wyglądały w porzadku ;>
OdpowiedzUsuńHmmm moje to w sumie glany, Steele jakby nie patrzeć. Tyle, że na martensowej podeszwie i bez metalowych nosków, coby nie kusiło, żeby kogoś skopać ;P Tylko, że jakoś nie chcę ich nazywać glanami, bo znajdą się obrońcy brudu, którzy uznają, że glany mają być wielgaśne, wysokie i brudne
Usuńciesz się z "diagnozy" i po prostu korzystaj z każdej chwili, której doświadczasz. nie analizuj zanadto. to zabiera i czas i energię. a mi pozostaje trzymać kciuki.
OdpowiedzUsuńdobrze kiedy indywidualiści (sama nią jestem) nie odcinają się zupełnie od ludzi. a już umiejętność prawy w grupie - to w ogóle sukces, którym jednym przychodzi łatwo, innym w towarzystwie potu i łez. ale wszystko da się wypracować. byle pozostać sobą.
Ja się bardzo cieszę z tych zmian. Kiedy zdałam sobie z nich sprawę, poczułam nowe siły. Mam wrażenie, że w końcu mogę poprawnie funkcjonować ;)
UsuńNigdy nie umiałam pracować w grupie, teraz sądzę, że nie ma sensu się truć i stresować, i rozpaczać, że ktoś błądzi, tylko robić swoje ;)
Nie ma co przejmować się innymi i najlepiej w takich przypadkach zachować obiektywizm, bo na tym wychodzi się najlepiej ;)
OdpowiedzUsuńTeraz to wiem :)... Wcześniej w sumie też to wiedziałam, ale teraz przyszła pora, by wdrożyć tę wiedzę w życie ;)
UsuńNie wiem, co jest gorsze - nadmierne narzekanie na wszystko czy obojętność. Chyba, jak zwykle, najlepszy jest złoty środek, czyli to, co właśnie osiągnęłaś.
OdpowiedzUsuń-Ania
Cieszę się, że udało mi się w końcu go znaleźć ^^
UsuńChyba po raz pierwszy widzę w jednym z Twoich wpisów zdjęcia. Oby było ich więcej (i częściej!) :D
OdpowiedzUsuńTo chyba trzeci wpis okraszony zdjęciami. Ostatnio nie piszę tak formalnie, jak kiedyś, bo olimpiada mnie wystarczająco wymęcza, więc pomyślałam, że zdjęcia mogą dodać postom kolorytu ;D
UsuńKońska chrząstka mnie zabiła. a co do zmian :D czasem po porstu tak jest, że zauważamy je w dziwnych momentach ;)
OdpowiedzUsuńW dziwnych lub jakichś zaskakujących, odmiennych momentach ;)
UsuńKońska chrząstka przyszła mi do głowy już w zeszłym roku na kursie anatomii. Dla mnie to logiczny termin ;P
Na początku gimnazjum myślałam, że wpadłam w jakąś depresję, rozdwojenie jaźni mnie dopadło albo inne badziewie. A potem przeszło i (na razie) już jest dobrze :D Czuję się w miarę dobrze ze sobą, przede mną już chyba żadnych operacji, czas pracować samemu... I to jest piękne. Warto było czekać 16 lat.
OdpowiedzUsuńButki przecudne - no i uwielbiam spodnie moro, tylko nie mogę dla siebie znaleźć, bo nie chcę jakichś rurek albo co gorsza legginsów, tylko normalnych, szerokich spodni, więc chyba rozejrzę się za męskimi.
Przepiękny kociamber! Ile ma miesięcy/lat?
Ja tak dziwnie się czułam całą pierwszą liceum... Na szczęście to za mną.
UsuńCieszę się, że już masz te wszystkie operacje za sobą ;)
No i dziękuję, też mi się bardzo podobają. A spodnie to... rurki z NewYorkera, tylko o rozmiar większe, niż powinny :P
Ta mała koszka ma dopiero jakieś 2 - 2,5 miesiąca ;)
Teraz może być tylko lepiej :>
UsuńTaaaakie buty D: Ja mam zbyt dziwne nogi na rurki, męskie pasowałyby mi chyba najbardziej, ale mama by chyba na zawał zeszła, gdybym w takie się ubrała >.<
Tak coś czułam, widać, że mała, ale niektóre stare koty bywają niewielkie, więc wolałam dodać te "lata".
Ale w sumie teraz to i męskie ubrania są wybitnie babskie ;P
UsuńAkurat dziś jadę kicię odwiedzić, pewnie znów urosła ^^
Jakie słowotwórstwo, chyba powinnaś pójść na polonistykę :D
OdpowiedzUsuńJa też mam prostą grzywkę! Ale jak tylko zdam maturę, natychmiast się jej pozbędę, bo układanie tego cholerstwa zajmuje zbyt dużo czasu.
Nigdy w życiu! xD
UsuńA ja mojego grzywacza prawie nie układam, tylko przy suszeniu nakręcam na szczotkę i się trzyma ;P
No właśnie, to jest rozwiązanie. Ja natomiast kładę się spać z mokrą głową i poranne efekty możesz sobie sama wyobrazić... ^^
UsuńA co do komentarza u mnie - jak to się mówi: "nie jesteś humanistą, tylko idiotą" :D
Ojej, to musi być naprawdę ciężko ją później ułożyć :P
UsuńNajlepiej jest swoją ścieżką i nie przejmować się cały czas innymi, to Twoje życie, więc nie musisz się pod nich dopasowywać (:
OdpowiedzUsuńNigdy się nie dopasowywałam i nie będę tego robić. Za to kiedyś oczekiwałam, że wszyscy dopasują do mnie :P
UsuńByć może się zmieniłaś. Ja też z czasem przestałam marudzić o wszystko i krytykować wszystko i każdego. Odezwać też się odważę :)
OdpowiedzUsuńCzuję się trochę podobnie, ale u mnie to jest raczej w kierunku... ciszy przed burzą. ;)
OdpowiedzUsuńHmmm... A ja to chyba mam już większość burzy za sobą ;)
UsuńZazdroszczę ;)
UsuńLudzie podobno zmieniają się co siedem lat... widocznie nadszedł Twój siódmy rok :)
OdpowiedzUsuńciekawe, bo 17 się nijak przez 7 nie dzieli ;P
UsuńZmiany są potrzebne. Jeśli czujesz się z tą nową sobą dobrze,to nie ma co się przejmować tym,że coś jest inaczej. :)
OdpowiedzUsuńa tak poza tym,świetne buty.
Czuję się świetnie ^^
UsuńDziękuję ;)
O tam, od razu incydenty :D
OdpowiedzUsuńJa kocham swoje martensy, choć tego roku jakoś rzadziej je noszę niż w czasach swojego bycia teen rebel. ;)
OdpowiedzUsuńJa też czuję, że się zmieniam na lepsze, choć lekko się tego obawiam. Czasem sama siebie zaskakuję.
Teen rebel w martensiakach - soł tró ;D
UsuńTrzeba się zaskakiwać, moim zdaniem to jest piękne
Same zmiany na lepsze:) Fajnie jest się czuć dobrze ze sobą. Wiem czym są kompleksy i teraz, kiedy nareszcie się z nich wyleczyłam, mogę powiedzieć, że lubię siebie:) I nie ma się co przejmować innymi. Trzeba być sobą i robić swoje:) They will judge you anyway. Więc kij im w oko;>
OdpowiedzUsuńMasz rację! ;D
UsuńChyba też już mogę powiedzieć, że lubię mnie, fajna ze mnie osoba ;P
No nieeeeee... jak to jest, że już nie przeszkadzają ci wady innych? JAK DO TEGO DOSZŁAŚ? Zdradź sekret, a ułatwisz mi życie.
OdpowiedzUsuńMam buty. Nie mam czasu. To chyba mój przepis na sukces ;P
UsuńGratuluje zmian. Myślę, że każdy ma jakieś kompleksy, a umieć je odnaleźć to nie lada wyczyn.
OdpowiedzUsuńbardzo dziękuję :)
Usuń