Wkroczyliśmy w erę darmowej
komunikacji na odległość. Jedyne, czego nam potrzeba to smartfon, laptop,
tablet czy inne cudo. Niemalże każdy posiada Facebookowy
profil, Skype, cokolwiek, co w bezpłatny sposób łączy go ze światem, z ludźmi
oddalonymi od siebie nawet o tysiące kilometrów. I co? Jak z tego korzystamy?
Rozwijamy literackie skrzydła i wzbijamy się na wyżyny naszych możliwości?
Nasze komunikaty stają się pełniejsze, nieograniczone zasobnością portfela? Być
może, ale…
Pamiętacie czasy rozkwitu epistolografii?
Pięknego pisania, dokładnego formułowania zdań, aby jak najlepiej wyrazić swoją
myśl? Ja też nie. Moja dokładność, umiejętności kaligraficzne oraz dryg do
trzymania się szablonów są na tak wysokim poziomie,
że pisania listów nigdy nie lubiłam. Dla mnie, funkcję epistolografii pełniło
wysyłanie SMS-ów. Naprawdę. Robiąc to, myślałam dokładnie nad zawartością
wiadomości, zwięzłością i jednocześnie przekazaniem myśli. Ponadto, dopóki
pakiety SMS-ów nie znały pojęcia nieskończoności, gdzieś z tyłu głowy zawsze
był mały liczniczek, który nie pozwalał przekroczyć ustalonej wcześniej
granicy. Przez długi czas te wiadomości pełniły dla mnie rolę głównego nośnika
wspomnień. Jeszcze kilka miesięcy temu
rozmowy z ukochanym potrafiłam po kilka razy czytać przed snem, analizować i
interpretować na rozmaite sposoby, uwzględniając inne odpowiedzi i reakcje.
Czasem, gdy nastawała konieczność opróżnienia skrzynki odbiorczej, robiłam to z
ciężkim, bardzo ciężkim sercem. I co? To już nie potrzebne. Nie mamy
ograniczeń, jesteśmy uwolnieni od rozmyślania, jak tu się zmieścić w 140
znakach i… obrządki znikają, a wiadomości, jak na złość, stają się coraz
bardziej skrótowe.
Wystarczy, pójdźmy krok dalej.
Czy da się zauważyć zależność między wprowadzaniem ułatwień, a coraz mniejszym
wykorzystywaniem potencjału danej rzeczy? Uważam, że tak. Oczywiście, jest to
niewymierzalna zależność, której nie będę wam przedstawiać na wykresie, przykro
mi. Ale pomyślmy: w dzisiejszym świecie poziom technologii jest tak wysoki, że np.
domowe sprzęty powinny być praktycznie niezniszczalne, w porównaniu do takich
samych urządzeń, wykonanych 15 lat wcześniej. A jak jest? W tajemniczy sposób
wszystko od sucharki, po samochód, kończy swój żywot niemalże z dniem
wygaśnięcia gwarancji. Pomijając kwestię napędzania gospodarki i wypychania
kieszeni firmom, które sprzedały nam te badziewia, jest to okropne pójście na
łatwiznę. A potencjał leży sobie cichutko w kąciku i płacze.
Więc skoro za każdym razem, gdy
coś staje się dla nas łatwiejsze do uzyskania, bardziej dostępne i zwykłe,
budzi się w nas leń, który marnuje to, co sam stworzył, trzeba znaleźć sposób,
by temu zapobiec, tak? Wydaje mi się, że nie wolno zapominać o pracy, którą się
włożyło w doskonalenie i samo stworzenie ów cosia. I znów wracamy to starego tematu,
dotyczącego trudnej sztuki doceniania. A może te ułatwienia, nie tylko
technologiczne, wcale nie były potrzebne? Co wy sądzicie na ten temat?
Szczere Kocisko
Serio ? No ja tak nie, bo strasznie zimno, a z reszta i tak nie mam ich wielu :D
OdpowiedzUsuńOpowiedzialabys cos o sobie, wiek, imie ? :D
96? chryyste, ja bym Ci ze 20 lat dala XDDDD * googluje Assassin creed *
OdpowiedzUsuńXD
Niestety, każdy sprzęt z założenia ma się popsuć, bo producenci nie mieliby na czym zarabiać.
OdpowiedzUsuńSmutna prawda. Jesteśmy tylko konsumentami.
Tylko, że w założeniach kapitalizmu powinniśmy być aż konsumentami, prawda?
UsuńŚwiat idzie do przodu, razem z nim ta technologia i unowocześnienia, które mają być pomocne i użyteczne dla ludzi. Ludzie są zapracowani, mają mało czasu, dlatego jak najwięcej jest nam podawane na złotej tacy. Producenci właśnie w tym szukają swojego sukcesu, a ludzie lubią nowinki. Idą razem z tym. Jak ktoś chce, to nadal może się rozpisywać Ludzie piszą listy... Naprawdę. Mejlowanie, wiadomości na GG, a smsy... jak sama nazwa wskazuje: short message service ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Racja, jak ktoś chce to może, nic nie stoi na przeszkodzie i bardzo to popieram. Jednak pokusa, aby wszystko poupraszczać podcina skrzydła nowym możliwościom... ;)
UsuńZaśmiewam się jak kot, bo rzeczywiście masz rację. Mam nieograniczone smsy, a i tak piszę skrótowo. To jednak inna forma komunikacji niż list, czy też mail. Aczkolwiek mam sporo znajomych, z którymi funkcjonuję na zasadzie "milordzie", toteż w krótkiej wiadomości tekstowej używam wyszukanego słownictwa oraz rozwijam temat do granic (nie)możliwości.
OdpowiedzUsuńDodatkowo pewnie Cię zdziwię, ale epistolografia nie umarła - przynajmniej nie ze strony mojej i moich przyjaciół, ale my jesteśmy "inni". ;)
Posiadam również mikser pamiętający czasy głębokiej komuny i jest to najlepszy mikser na świecie. Niezniszczalny.
Właśnie w moim domu też jest taki stary mikser, to mój ulubieniec :) z czasem w kuchni zaroiło się od innych urządzeń mieszająco-ubijająco-ucierających, ale jestem wobec nich co najmniej sceptyczna.
UsuńNie jestem zdziwiona, w moim towarzystwie też da się odnaleźć sporo ludzi piszących listy, wysyłających pocztówki itp., jednak ja do nich nie należę między innymi z przyczyn wymienionych w poście. Pewnie gdyby np. w szkole podstawowej było inne podejście do pisania listów, nie zraziłabym się do tego...
większość z nas przyzna, że to prawda, ale i większość z nas nic nie spróbuje z tym zrobić >.<
OdpowiedzUsuńchociaż ja do pisania listów przymierzam się od roku ...
och, i mam do Ciebie pytanie, gdyż na moim blogu edycja się nieco... zbuntowała i nie mogę zmienić czcionki, kolorów i niczego innego + google wybrał dla mnie szablon bloga x.x(o, zgrozo!). chciałabyś może sprawdzić, czy u Ciebie działa to normalnie, bo chciałam jakoś temu zaradzić... dziękuję!
OdpowiedzUsuńTo jak tylko będę w domu to sprawdzę. Najlepiej zobacz też dzisiaj, bo może to wina serwera czy coś
Usuńjuż sprawdziłam, naprawili :) choć rano nie działało o.o
UsuńO, to się cieszę ;)
UsuńJa tunelow nie moge, bo mnie do conservatorium nie przyjma. O_O
OdpowiedzUsuńhahaha, czekałam na to "ja też nie".
OdpowiedzUsuńpisuję listy... raz na rok mniej więcej. listy to super sprawa, ale trzeba przyznać, że smsy mają o wiele szersze zastosowanie. i dochodzą w kilka sekund, a nie w kilka dni. a społeczeństwo się spieszy i nie chce mu się czekać.
dzięki za wsparcie! :)
Nie ma za co ;)
UsuńJa zamiast tuneli bym cos w wardze albo/i brwi chciala ^^
OdpowiedzUsuńJa też mogę powiedzieć, że pisanie jeszcze nie umarło, ale jest naprawdę na wyginięciu, z tego co ja zaobserwowałam. Dawno nie spotkałam nikogo, kto by je pisał, co jest przykre, bo moim zdaniem to naprawdę fajna zabawa. W takim liście można coś w tej kopercie wysłać, jakąś niewielką pamiąteczkę, nawet zwykły zasuszony kwiatek wysłany w kopercie sprawia dużą przyjemność; a w smsie to co? Nic się nie zrobi.
OdpowiedzUsuńA do tego przeraża mnie fakt, że tak mało osób czyta książki. Owszem, teraz gdzie się nie spojrzy są akcje typu 'Nie idę do łóżka z osobą, która nie czyta książek.' i te inne bzdety, ale niewiele to pomaga. Te całe czytniki e-booków się rozprzestrzeniły i wszyscy tylko gapią się w te ekraniki, a to się nijak nie ma w porównaniu do prawdziwego czytania.
Wydaje mi się, że nie chodzi o samo czytanie, tylko o czytanie wartościowych książek. Bo jakkolwiek by nie spojrzeć, więcej da ci przeczytanie na e-booku "Rzeźni numer 5" czy "Ferdydurke", niż papierowego "Zmierzchu". A wiele popularnych dziś książek dla młodych ludzi to ramoty
UsuńMam blokadę. Nie umiem się określić.. gdybym miała czekać parę miesięcy na list jak to kiedyś bywało to wole jednak te prymitywne wiadomości będące znakiem cudzego istnienia i tyle... słowo to i tak za mało, by wyrazić to co czujemy czy widzimy
OdpowiedzUsuńJakby nie patrzeć, masz trochę racji. Choć ja słowem pisanym operuję lepiej, niż mówionym, ale to ja ;P
Usuń