Kiedy dowiedziałam się, że zostałam laureatką konkursu literackiego
„Przygoda przychodzi sama – świat bez wojny, nazizmu i przemocy”, nie
wiedziałam, czego powinnam się spodziewać po tygodniowym wyjeździe, który Polsko-Rosyjska
Fundacja Wspólna Sprawa ufundowała w ramach nagrody. Jednak, pomimo wielu
niewiadomych, nie obawiałam się, że wyjazd okaże się fiaskiem. Bliskość
przepięknego jeziora, perspektywa spędzenia kilku dni z interesującymi ludźmi z
innych krajów i możliwość osłuchania się z językiem rosyjskim, były dla mnie
wystarczającym zapewnieniem, że ten tydzień nie będzie stracony.
Poniedziałek, pierwszy dzień lipca. Około godziny dziesiątej przyjechałam
do ośrodka wypoczynkowego okraszonego nazwą okolicznego klubu piłkarskiego dzielnie
wychowującego rzecze kiboli i… byłam zupełnie zagubiona. Z pomocą pani recepcjonistki
dotarłam do pawilonu, w którym znajdował się przeznaczony dla mnie pokój.
Bardzo chciałam dowiedzieć się, czy zjawili się już jacyś inni laureaci. Po
chwili, całkiem nieświadomie odnalazłam sprawcę całego zmieszania. Jeszcze nie
wiedziałam, jak barwną postacią jest pan Bronek, jednak szybko miałam okazję
poznać jego „specyficzne” poczucie humoru… Reszta dnia upłynęła na zapoznawaniu
się ze sobą wszystkich uczestników pleneru, pierwszych wspólnych posiłkach i
długiej rozmowie przy kolacji.
Prawdziwa zabawa rozpoczęła się następnego dnia. Odbył się mecz
siatkówki, podczas którego Polska pokonała resztę świata. Przypadek chciał, że
grałam w tej wielonarodowościowej drużynie. Odtąd popołudnia spędzaliśmy pod
dowództwem absolwenta mojego liceum – Kacpra, grając w grę karcianą „Rekiny Biznesu” lub w bule,
puszczając kaczki na gładkiej tafli jeziora, grając w kalambury i wymieniając
się zabawnymi anegdotkami, często związanymi z życiem szkoły.
Ważnym aspektem tego wyjazdu były różne wycieczki. Do Parku Narodowego
Ujście Warty, gdzie poznawaliśmy jego florę i faunę ze szczególnym
uwzględnieniem rozmaitych gatunków ptaków (tak naprawdę wszyscy spali, oglądając film o ptaszkach - teren parku był, jak co roku, zalany...). Do Słońska, gdzie mieliśmy okazję
zobaczyć zabytkowy kościół joannitów, cmentarz ofiar Sonnenburga i ruiny spalonego
pałacu. Do Nowin Wielkich, gdzie przenieśliśmy się do odległych czasów, w
których po Ziemi biegały przerażające dinozaury. Do Międzyrzecza, gdzie w zamku
czekały na nas lochy i sala tortur, w muzeum
- największa w Polsce kolekcja
portretów trumiennych, a przed nim – wyczerpujący turniej gry w bule. Nie
ominęła nas też wycieczka do… rodzimego Gorzowa, gdzie z panią od polskiego,
która nam towarzyszyła i Kacprem wpadliśmy w szał zakupów w księgarni Matras
oraz do radia, na wywiad.
Gdzie plener literacki, tam i sztuka. Jako pierwszy swoją twórczość
przedstawił nam profesor Leszek Engelking – tłumacz, poeta, nowelista, krytyk
literacki. Po wysłuchaniu jego poezji, przyszedł czas na dyskusję. Pan profesor
chętnie odpowiadał na pytania i dzielił się z nami refleksjami na temat trudnej
sztuki tłumaczenia wierszy na inne języki. Kiedy indziej przyszedł czas na
muzykę. Wiktor – dziennikarz spod Moskwy – z chęcią użyczał wszystkim swoją
gitarę, dzięki niemu wiele godzin upłynęło bardzo wesoło, głośno i… stresująco. W każdym razie stresowałam się ja, kiedy przyszło mi grać i śpiewać Imagine Dragons "Radioactive". Znalazło
się też coś dla fanów teatru – Kacper przedstawił swój monodram, który wywołał
duże poruszenie. Mimo że spora cześć widzów nie znała języka polskiego, nikt
nie wyszedł znudzony. Imprezie podsumowującej konkurs „Przygoda przychodzi
sama…” również nie brakowało oprawy artystycznej. Wystąpił (wspomniany już)
Wiktor, prezentując autorskie piosenki, a Kasia – uczestniczka pleneru – śpiewała
rosyjskie szansony przy akompaniamencie swojego ojca urodzonego na Ukrainie.
Muszę przyznać, że bardzo chętnie przyjeżdżałabym tam co roku. Ten wyjazd
udowodnił mi, że nawet nie znając dobrze języka, można się porozumieć i
pozwolił poznać się wielu ludziom, którzy w innych okolicznościach nie mieliby
ku temu okazji. Panowała przyjazna atmosfera, gdzie każdy – nie ważne czy
mieszka w Polsce, w Rosji, w Niemczech lub na Ukrainie, czy przyjechał z
Gorzowa, z Warszawy, ze Śląska, czy uczy się w jednym z rywalizujących ze sobą
gorzowskich liceów – czuł się dobrze.
Szczere Kocisko
Ten tekst jest przerobioną relacją, o którą prosiła mnie pani od polskiego w celu opublikowania jej na stronie szkoły. Nie jestem mistrzynią w pisaniu rzeczy tego typu, jednak chciałam się tym z Wami podzielić. Wiem, że nie jest idealna - kiedy dałam ją mamie do przeczytania, powiedziałam "Mamo, zobacz jaką stworzyłam kupę!". A może macie inne zdanie o tym czymś? ;)
Najważniejsze, że wyjazd był udany. Myślę, że to niesamowite spotkać podobnych do siebie ludzi, a także np. poetów czy tłumaczy. No i gratuluję tego, że zostałaś laureatką tego konkursu :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńTak, to było niesamowite przeżycie być zrównanym z osobami o bogatym dorobku literackim i to spoza Polski
Jak dla mnie w tej relacji jest wszystko, co powinno być ;)
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło ^.^
UsuńRelacja jak relacja. Taka prosta, poprawna, gimnazjalna. Bez polotu literackiego. Do publikacji bym tego nie dopuściła. No ale to ma być relacja do liceum na lekcję, a nie każdy przecież posiada predyspozycje do pisania tekstów literackich. Bo co innego napisać felieton a co innego porywającą, krótką rzecz. Także kupową formą się nie przejmuj. :) A może dodaj do tej szkolnej relacji jakiś pazur? Zabaw się formą? Pobaw w Agatę Tuszyńską?
OdpowiedzUsuńTakże tyle odnośnie formy.
A wrażeń tylko pogratulować i pozazdrościć.
O dziwo pani od polskiego się zachwyciła. Nie na lekcję, tylko na stronę internetową szkoły, aby swaggerzy mogli mi zazdrościć.
UsuńJak już pisałam, nie lubię tej formy i nie mam potrzeby lubić. Wolę przedstawiać poglądy, reflekcje, uwielbiam argumentować!
Widać, że nie lubisz, bo nie pobawiłaś się formą(polecam Ci książkę, genialnie napisaną, choć zawsze sceptycznie podchodzę do tego typu tematyki, a będącą właśnie relacją: Agata Tuszyńska, Oskarżona: Wiera Gran, być może sprawi, że polubisz tę formę). Cóż są i gusta i gusta. I cenienie grzecznej poprawności(Pani od polskiego) i polotu literackiego w danej dziedzinie(ja).
UsuńPS. Kim są swaggerzy? To słowo ma jakieś spolszczenie czy to szkolny slang? Bo wpisuję w google i nic konkretnego nie wyskakuje.
Ehh podejrzewam, że do grudnia nie przeczytam nic poza esejami, zapisami wykładów i rozprawami naukowymi odnośnie pamięci :/
UsuńChodziło mi o "popularnych" ludzi z mózgiem wypchanym sieczką rodem z MTV... Swagger od swag, tłumaczone jako osoba, która się lansuje i przechwala
Dasz radę. Ja na studiach filologicznych(A ja nie jestem lamerem i czytam prawie wszystko, to co mogę oczywiście, czyli wychodzi spoooooooooro) znajduję czas na swoje pozycje a mam jeszcze dom i rodzeństwo na głowie. Nie załamuj się. :) Chociaż godzina tygodniowa powinna być dla Ciebie aby mózg Ci nie siadł.
UsuńA to nie wiedziałam. Wkroczę mądrzejsza na praktyki wrześniowe i żaden uczniak mnie nie zagnie. :P Tylko pytanie: czy takiemu swaggerowi bez mózgu to zaimponuje? Mogłaś wspomnieć o tym, że nabyłaś tam oryginalne RAJ BANY i uścisnęłaś dłoń Bijąse. PS. Czy takim ludziom żal dupy nie ściska? Tak się właśnie zastanawiam czy ten lans im się do bólu tyłka nie przyczynia. :)
No tak, niezbyt to dla nich atrakcyjne. Choć powinno im zaimponować to, że dzięki tym konkursom mam pierwszeństwo w rejestracji, a każdy do tego dąży...
UsuńPrzyczynia się, a jakże. Chodzą tacy struci po imprezach i zmęczeni od kombinowania, jak tu nic nie zrobić, że zapotrzebowanie na maść na ból dupy niebezpiecznie wzrasta :D
Oj, powiem Ci, że imprezy potrafią wymęczyć do tego stopnia, że nie ma jak kombinować i trzeba się uczyć. Gdyby nie mój charakter to hm... pewnie i tak bym się uczyła właśnie z powodu imprez. Gdy wiem, że czeka mnie jakieś party to wyrabiam dziennie 300% normy. Ale właśnie może moje imprezy są tak słabe? Może prawdziwa impreza zmusza do kombinowania? Hm...muszę to obczaić, czas wybrać się na jakąś wiejską potańcówkę z licealistkami w białych kozaczkach?^^ Może nie doceniasz tych osób? Może oni swoje 300% wyrabiają na imprezach a potem już nie ma co? :P
UsuńU mnie białych kozaczków brak, raczej hipsterzy i coś na kształt metali, którzy gustują w piciu amareny... Nie wiem, nie wnikam ile normy wyrabiają, ani jakie są ich motywy. Nie lubię ich i tyle ;)
UsuńCzyli noszą krzyże na ubraniach i okulary zerówki. <3 Ja jestem zdania, że wszystko warto poznać, bo można się zdziwić. Miałam koleżankę kombinatorkę i wydawało mi się, że to wynika z jej lenistwa, a tutaj rybka: czas wolny spędzała w pracy(tak, w liceum utrzymywała się sama i pracowała na pół etaty) a drugie pół w szpitalu(ciężko chorowała). Byłam nieźle zaskoczona. :)
UsuńNo jednak takie sytuacje nie są zbyt częste. A jak ktoś się lansuje, nic nie robi, a chce być lekarzem po bogatym tatusiu, to mnie krewka zalewa...
UsuńNiestety nie są, nawet wśród studentów, bo ludzie jak twierdzą 'są dorośli, ale rodzice są od utrzymywania'^^. Debilizm totalny. :)
UsuńKurde... Serio tak mówią?! ;__;
UsuńA więc to o tym rozmawiałyśmy wczoraj. Z Twojej relacji wynika, że było bardzo ciekawie, pouczająco i zabawnie. Nie nudziłaś się, to na pewno. Pewnie wyniosłaś kilka fajnych wspomnień, a warto mieć takich jak najwięcej! ;) Będzie co wspominać.
OdpowiedzUsuńE tak 'kupa' od razu. Nie jest źle, Kocisko :) Trochę wiary w swoje wytwory.
Kupa ;P
UsuńI nawet nie opisałam połowy śmiesznych rzeczy, które miały tam miejsce ;D
bardzo fajne podsumowanie całości... chodzi mi o tą nieznajomość języka. bo w tym tkwi właśnie sekret.
OdpowiedzUsuńmoja mama brała kiedyś udział w Warsztatach Ciszy, które organizował znajomy mojej rodziny prowadzący przytulną agroturystykę pod Łodzią. oprócz niej były tam jeszcze 3 zupełnie jej obce kobiety. odezwały się do siebie tylko na początku i końcu warsztatów (trwały 3 dni). to podobno bardzo ciekawe doświadczenie - kiedy zaczynamy doceniać siłę gestów, siłę spojrzenia, mimiki. bo język w końcu to źródło nieporozumień. podobno najbardziej stresujące było burczenie w brzuchu przed śniadaniem (poprzedzał je rytuał picia zielonej herbaty). nie wiem, jak uczestnicy warsztatów, ale ja chyba nie potrafiłabym powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem. :)
pozdrawiam Cię.:)
My mieszaliśmy języki, czego nie znałam po rosyjsku dopowiadałam po polsku i w drugą stronę podobnie. Rzeczywiście informacje przekazywane niewerbalnie były bardzo ważne...
UsuńGratuluję wygranej:) A pomysł na nagrodę lepszy niż prezenty rzeczowe, będziesz mieć wspomnienia. Wbrew pozorom nie jest trudno porozumieć się z innymi, którzy nie znają języka, wystarczy chcieć. A i ile śmiechu jest przy tym:)
OdpowiedzUsuńDokładnie :) co prawda ten wyjazd zawsze jest to tej samej miejscowości, więc wieloletni laureaci już nie mają czego odkrywać, jednak miejsce jest urokliwe, ogniska cudowne, ludzie świetni) aż się chce wygrywać :D
Usuńniezly wyjazd Ci sie trafil, wazne, ze Ci sie podobalo. w ogole gratuluje, ten konkurs brzmi niezle! i naprawde ciekawa nagrode wymyslili, ja kiedys wlasnie w podobnym konkursie wygralam pendrive, zostal skradziony po 2 dniach :D
OdpowiedzUsuńPrzy Twoich podróżach wypada bardzo blado, ale rzeczywiście - warto usiąść i coś napisać. Nie lubię nagród rzeczowych, już lepsza jest koperta :P
UsuńWyjazdy w towarzystwie międzynarodowym są zawsze ciekawe. ;) Byłam na jednym z Niemcami i w życiu się tyle nie uśmiałam. Niech żyją wymiany! Relacja jak relacja - przekazuje wszystkie informacje, więc krytykować nie ma czego. Gratuluję wygranej w konkursie.
OdpowiedzUsuńDzięki :)
UsuńWłaśnie nie rozumiem, czemu tak broniłam się przed wszystkimi wymianami, gdy byłam mała. Głupia byłam i tyle ^.^
Zazdroszczę Ci takiego wypadu ;o
OdpowiedzUsuńA tekst jest dobry, nie marudź ! ;d
Kameralna atmosfera, śmiech do rozpuku i dziecięca radość ? I to jest nic ?!
OdpowiedzUsuń; )
Jak zawsze pięknie opowiedziałaś. Wiesz, że kocham twój styl pisania, prawda? Robisz to tak lekko, że tekst czytam tak, jakbym był zahipnotyzowany
OdpowiedzUsuńNigdy nie byłem na takich wyjazdach, ale brzmi bardzo ciekawie. Gratuluje wygranej konkursu, jest czego.
Bardzo mi miło! Choć wydaje mi się, że tym tekstem się nie popisałam... No ale może to i lepiej, niż gdybym była sobą zachwycona.
UsuńNaprawdę nie jest trudno wygrać ten konkurs. W zasadzie Polakom jest chyba trochę łatwiej, bo z Polski zwykle jest mniej kandydatów niż z Ukrainy, Rosji, Armenii. To dziwne, bo to mało znany konkurs, a jednak ma taki zasięg...
Ciekawy wyjazd. Uwielbiam być w międzynarodowym towarzystwie, o wiele lepiej się wtedy czuję. Fajnie, że się organizuje takie imprezy, to zawsze szansa na przeżycie czegoś niezwykłego :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Ania z tripleAworks.blogspot.com
PS Mroczne atrakcje w tym Międzyrzeczu ;P
Zdecydowanie fajnie. Dobrze, że można poznać coś nowego, a nie siedzieć ciągle w tym polskim sosie własnym ;)
UsuńNie zauważyłam, ale rzeczywiście jakieś mroczne te międzyrzeckie atrakcje ^.^
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń