Lubimy czytać w Internecie. I ja,
i wy. Robimy to często i dużo. Nierzadko komentujemy. I z tego, co zauważyłam, zwykle
nasze komentarze są pozytywne. Najczęściej o niczym, bo powtarzają treść
komentowanego wpisu albo wyrażają prostą aprobatę w jego kierunku. Gdybym miała
wybierać, wolałabym, aby ktoś poddawał to, co piszę całkowitej krytyce.
Dlaczego? Przecież wiadomo, że na pustosłowie i frazesy łatwo przystać i
poprzeć kolejnym pustosłowiem. Skąd mam wiedzieć, czy moje wyroby felietonopodobne nie działają właśnie na
takiej zasadzie?
Nie, nie pojawiłam się tu dziś,
by pisać o sobie. Nie lubię tego. Uruchamia we mnie taką sprężynkę, nakręca
mnie i jak katarynka gadam tylko o ja-jach. Dość. Przyszłam tu, aby postawić
pytanie. Kto nas porusza i każe naszym palcom ruszać się równie szybko, co
wzburzone serca? Może ktoś, w kim ujrzymy część siebie. Co najłatwiej zrobić,
by ktoś ujrzał w nas część siebie? Pisać jak najbardziej zwyczajnie,
prezentować popularne poglądy. Albo lepiej – poglądy, które stają się
popularne, ale mają w sobie nutkę kontrowersyjności. Można też opisywać rzeczy,
które zwyczajnie trafiają w target. Jeśli docelowym odbiorcą jest osoba
nastoletnia, można pisać o poczuciu niedopasowania do norm, szeroko pojętym
buncie, problemach, sytuacjach, które przytrafiają się wielu. I nic nie
odkrywamy. Nic-a-nic. Drugim sposobem na pobudzenie odbiorcy do (be)zmyślnego
powtarzania naszych słów jest narzekanie. Po prostu. Bycie malkontentem na
etacie jest wyjątkowo korzystną opcją. Pewnie nie dotyczy to tylko Polski. Najlepiej
narzekać na to, na co narzekają miliony – na rząd, na służbę zdrowia, na media,
na społeczeństwo, na nudę, na brak kasy i na wszelkie niesprawiedliwości
społeczne. Kolejna opcja, która zapewni nam byt w świadomości ludzi to
uwydatnianie modnych cech charakteru. Bo przecież cynicy są tacy fajni.
Podobnie jak osoby, które odcinają się od przyjętych zasad, bo czują się z nich
zwolnieni z racji swojej wrodzonej cudowności. Ktoś, kto z niebywałą lekkością
posługuje się sarkazmem i nie stroni od niego też możne liczyć na poparcie.
Nie chodzi mi o to, żeby zmieszać
w błotem całą blogosferę i tym samym zaliczyć się do grona malkontentów.
Chciałabym dyskutować, siać zamęt i wynosić wnioski. Ale z czasem zauważam, że
i we mnie siedzi potworek, który przystaje na czytane frazesy, który ciągle się
zgadza i nie ma nic więcej do powiedzenia. A nie chcę, by ta praktyka skończyła
się tym, że mózg wycieknie mi przez uszy. I Tobie też tego nie życzę,
Co-bardziej-rozgarnięty-czytelniku! Więc przestań się na siłę zgadzać w 100%,
bo nie wpływa to dobrze na światopogląd.
Szczere Kocisko
Poczułam się dość dotknięta tym co tutaj napisałaś.
OdpowiedzUsuńMoże i jest w tym wszystkim to "coś", jednak z drugiej strony co złego jest w zgadzaniu się z innymi, jeśli czujemy taką potrzebę? Dlaczego ignorowanie pewnych norm i bycie cynikiem uważasz za coś złego? Bo właśnie w ten sposób odebrałam to co napisałaś - jako lekki najazd na jakieś 99% blogosfery.
Każdy pisze jak chce i co chce, a to już nasz wybór czy będziemy to czytać.
Nie musisz czuć się dotknięta, nie miałam tego na celu. Chciałam trochę otworzyć tym 99% oczka.
UsuńJeśli czujemy taką potrzebę - nie ma nic złego z poparciu czyjejś opinii, nie ma powodów, by nazwać to złym. Jednak nawet po sobie zauważam, że zbyt często zaczynam bezkrytycznie przyjmować to, co ktoś pisze, a po małym "rachunku sumienia" okazuje się, że to totalna bzdura. W ten sposób robimy sobie małą sieczkę z mózgu, nie uważasz?
Tak, nieprzestrzeganie norm i bycie cynikiem może być złe. Nie musi, ale często ma złe skutki. Bunt wobec przyjętych zasad jest magnetyzujący, przyciąga ludzi i jeszcze bardziej dezintegruje społeczność. Uważasz, że gdyby nagle wszyscy przestali ignorować normy i pewne archetypy, byłoby dobrze? Były próby wprowadzania anarchii, oligarchia magnacka była rodzajem anarchii i nie wpłynęła dobrze na nikogo, a czkawkę po sarmatyzmie mamy do dziś. Trzeba być sobą i żyć w zgodzie z własnym systemem wartości, ale promowanie olewactwa wobec potrzeb innych nie jest niczym dobrym. Cały czas powtarzam, że ludzie są głupi, ale to nie znaczy, że nie chcę dla ludzi dobrze.
Po pierwsze, aż mnie kusi, żeby napisać "W 100% się zgadzam" i zostawić tak, żeby kusić los i innych spamiarskich ludzi, haha :D Ale nie jestem taka i dwa zdania tu nie zostaną.
OdpowiedzUsuńNie wiem czy to taki specjalny zabieg, aby sprawić, żeby ludzie pod tym postem się nie zgodzili z Tobą ;> Ale taką funkcję odczytała moja detektywistyczno-humanistyczna dusza.
Ad rem. Zgadzanie się z kimś lub nie zgadzanie się - każdy ma prawo do jednego i drugiego, może się zgodzić z autorem wpisu lub też nie.
Jestem pewna, że nie myślałaś do końca o ludziach, którzy wchodzą, piszą "zgadzam się w 100%" gdy widzą "mondry" post i spadają, gdzie pieprz rośnie - bo myślenie boli. Wydaje mi się, że chodzi Ci o osoby, które nie zastanowią się, co autor miał na myśli, tylko -bezmyślnie- zapamiętują jego słowa, uważają od tej chwili za świętość i innego zdania, broń Boże nie przyjmie.
Cóż, jeżeli chodzi o tą drugą grupę ludzi - fakt, to boli. W sumie ta pierwsza też, ale to już zaliczam w piramidzie społecznej do najniższej grupy i temat zamykam ze swojej strony.
Wracając do tej pierwszej, raz jeszcze.. To jest śmieszne i dziwne, że używanie mózgu teraz tak boli, że myślenie nawet nad błahą sprawą sprawia, że człowiek się poci i wpisuje w internet frazę, aby zobaczyć co inni myślą na ten temat, zamiast samemu coś wykombinować.
Hmm. Jednak wolność słowa i wyznania w naszym pięknym kraju Polska obowiązuje i nie możemy zabronić takim osobom wygłaszania tego co chcą, zgadzania się/nie zgadzania się z kim/czym chcą. :)
Ogólnie, elaborat bym tutaj mogła napisać. Jednak nie chcę męczyć swoją osobą :D To ma wszystko tyle składowych, że jakby zacząć rozpracowywać to na różnych płaszczyznach, to nawet książka by mogła powstać.
No i trochę mnie rozgryzłaś Normko. Chciałam trochę powkurzać, zasiać ferment jak moja nauczycielka od historii, która lubiła nieprawidłowo wartościować fakty, by ktoś zwrócił jej uwagę ;P
UsuńChyba chodziło mi o tą drugą grupę i trochę o mnie samą, jako osobę która pisze i przestaje wiedzieć, czy idzie w dobrym kierunku, bo za rzadko słyszy "nie masz racji"...
Jasne, że nie można zabronić. Chciałabym tylko, aby ludzie wiedzieli, z czym się zgadzają, łatwo stać się ofiarą populistów
Muahaha, jestem miszczem nad miszczami, że ogarnęłam Twój tok myślowy. Czyli książki psychologiczne i naukowe sprawiają, że się myśli bardziej i to oznacza, że takich trzeba mi jak najwięcej, wtedy będę mogła się filozofem ozwać. :D
UsuńHai, hai, to akurat rozumiem ^^
Co do tego, że mądre książki rozwijają filozoficzne zapędy, to nie mam wątpliwości. A co, chciałabyś byś filozofem (filozofką?)? ;D
UsuńGdy ktoś da mi napój bogów, to moje filozofie podbijają narody. :D
UsuńSzczerze, chciałabym być tłumaczką, z jakiejś strony artystką. Ale jak to wyjdzie, hm hm. Bogowie tylko wiedzą. :D
Nie wnikam, jaki napój bogów masz na myśli xD
UsuńTłumaczko-artystka... To tłumacz literaturę piękną! Moja znajoma planuje zostać tłumaczką japońsko-niemiecką. Ale zestawienie znalazła ^^
Tłumaczka jak najbardziej języków z krajów Dalekiego Wschodu. Japoński, chiński. Możliwe, że skuszę się na coś bliższego polskiemu - rosyjski. Na razie szkoła językowa na japoński i to się u mnie rozwija. Książek multum, trzeba je teraz tylko przerobić. A raczej nie, ogarnąć się i je przerobić. :D Japoński jest na prawdę prostym językiem. Chiński nieco trudniejszy, wymowa troszkę dziwaczna, ale do wszystkiego się człowiek przyzwyczai. Znieść bym norweskiego nie mogła, bo jak norweg do mnie mówi, to czuję się, jakbym rozmawiała z człowiekiem, którego otwór gębowy wypełniony jest makaronem :c A w dodatku ich "moi" (cześć) jest co najmniej śmieszne i nie trzyma się kupy takie zestawienie liter, haha.
UsuńChiński nieco trudniejszy ;o słyszałam, że baaaardzo trudny. Rosyjski jest piękny, uczę się go z uwielbieniem ;P
UsuńChcesz, żeby ludzie trochę z Tobą popolemizowali :D Każdy ma prawa lubić to, co chce, powtarzać to, co chce :) Zgadzanie się z kimś i posiadanie własnej opinii nie musi się nawzajem wykluczać :D Czasami poczytanie nazwanych przez Ciebie "frazesów" potrafi obudzić coś w człowieku, jakąś nadzieję, wiarę, optymizm :)
OdpowiedzUsuńTak, właśnie tego chcę, trochę mam dość komentarzy, na które nie ma jak odpowiedzieć i postów, których nie ma jak skomentować... Masz rację, tylko jeszcze raz zaznaczę, że pozytywna opinia ma sens tylko wtedy, gdy osoba która ją wyraża przetrawi to, z czym chce się zgodzić lub nie.
UsuńNiekoniecznie chodziło mi o takie optymistyczne frazesy. Raczej o powtarzanie oklepanych opinii na jakiś temat, bez samodzielnego zweryfikowania. To akurat usypia jakąkolwiek wiarę w ludzi
bullshit
OdpowiedzUsuńanonimowy bullshit to jest to, co lubię najbardziej ;)
UsuńJa zawsze piszę to, co myślę. A że czytam zazwyczaj dobre blogi, to i zgadzać się często muszę.
OdpowiedzUsuńI bardzo się cieszę, że Ciebie to nie dotyczy. Mimo to, ludzie wyjątkowo rzadko włączają mózgi, gdy zetkną się z ładnie przedstawioną papką
UsuńJa tam piszę swoje segregatory i mi dobrze jest. Ale to prawda, każdy tu każdemu dupę liże.
OdpowiedzUsuńkurdę, zgodziłam się z Tobą. XD
Nie przesadzaj (:
OdpowiedzUsuńWymuszona krytyka (z resztą, tak samo jak wymuszona aprobata) nigdy nie będzie na równi ze szczerą opinią. Wiem, że po blogosferze 'kursują' osoby zachwalające wszystko i wszystkich po to, by podbić sobie liczę odsłon i komentarzy, ale mimo wszystko mam nadzieję na szczerość choć niektórych komentujących. W końcu nie można osądzać wszystkich blogerów przez pryzmat tych nieuczciwych :)
No tak, szczerość przede wszystkim. Nie na darmo jestem Szczere Kocisko. Pisząc tego słusznego, czy niesłusznego hejta nie chodziło mi o nieuczciwość komentujących. Raczej o łatwość akceptacji cudzych poglądów, bez weryfikowania ich. Gdyby jakiś portal kulinarny w bardzo ładny sposób napisał, o walorach smakowych i zdrowotnych ludzkiego mięska, znalazłaby się grupka ludzi, która by bezrefleksyjnie poparła piszącego...
UsuńWiększość osób czyta głównie blogi, które podobają się im i przyjmują myślenie autora, a jak nie pasuje coś, to wolą nie psuć opinii. Ale to zależy od tematyki wpisu, nie każdy będzie wzbudzał różne emocje czytelnia. Prawda jest też taka, że autorzy nie znoszą jak pisze się coś nie po ich myśli, od razu jest się hejterem, a mało kto toleruje krytykę. A najlepiej to być sobą i pisać tak, jak się myśli.
OdpowiedzUsuńO, masz rację - nie psuć sobie opinii. Na zasadzie "Ona/On zawsze pisze z sensem, może tu też się jakiś znajdzie" :)
UsuńMoże zwyczajnie nawet notki nie czytają ? o_o
OdpowiedzUsuńNie ogarniam Twojego komentarza XD
OdpowiedzUsuńHahahhahahah xD Nawet nie przypominało xD
OdpowiedzUsuńBaaaaaardzo, bardzo XD
OdpowiedzUsuńNo i tu ma miejsce sytuacja ironiczna, bo niewiadomo teraz czy się z Tobą zgodzić czy nie ;) Ja osobiście nie zawsze słodzę bloggerom, również lubię dyskutować. Tylko żeby ta dyskusja miała jakiś sens...
OdpowiedzUsuńbardzo fajna notka skłaniająca do pomyślenia nad tym, jak widzą mnie inni internetowi maniacy ;)
Pozdrawiam,
Lina
http://zchmurki.blogspot.com/
Dziękuję za miły komentarz :)widzę, że mnie rozumiesz ^^
Usuńlollipopek.blogspot.com - zapraszam
OdpowiedzUsuńi wiesz co, po napisaniu tego posta wszyscy będą się zasnatawiać "ha, nie mogę się z nią zgodzić, bo znów będzie taka sama sytuacja!" :D
OdpowiedzUsuńale jak tu się nie zgadzać?
ja czasem wyrażam dezaprobatę - przecież nie komentuję po to, by przytakiwać bezmyślnie... gadałam ostatnio z przyjaciółką o tym, że czego nie napiszę na blogu (nawet największych głupot!), to ludzie zawsze przytakną.
dziwna sprawa.
A wlaśnie, jakim cudem Ty już wróciłaś? Tak zabalowałaś z Nath, że Cię do Paryża przeniosło?
UsuńKiedy przywędrowałam na Bloggera, bardzo irytowało mnie to, że ludzie powielają to, co jest napisane w poście. Nie pojawiało się nic świeżego, co mogłoby przyczynić się do szerszego rozwoju. Od początku komentuję szczerze - nie przytakuję, bo nie zależy mi na zbieraniu pustych komci. Zostałam ostro potraktowana. Chora sytuacja. Ludzie tak przyzwyczaili się do przytakiwania, że asertywne osoby uznają za coś z zupełnie innej planety, co trzeba natychmiast zgładzić.
OdpowiedzUsuńHigh five! Z kolei moim problemem bywa to, że lubię odpowiadać na komentarze. Chcę mieć kontakt, z ludźmi, którzy poświęcili kilka minut na przeczytanie tego, co napisałam... I jak mam odpowiedzieć osobie, która z jednej strony ma rację, a drugiej po prostu streściła moje słowa :)
UsuńKopiuj-wklej po raz drugi? ;)
UsuńNo tak... ;D
UsuńKiedyś musiałam napisać recenzję książki, która mi się kompletnie nie podobała - i wiesz co? Nie wyszło mi. Nie wiem, czy po prostu nie umiem pisać o czymś źle, czy to coś innego. Zwykle zgadzam się z blogerami, jeżeli nie - piszę to, choć przyznam, że nieco serce mi się kraje, bo za bardzo przejmuję się tym, że ktoś się obrazi. Nie odwiedzam blogów, gdzie światopogląd autora jest mi całkiem obcy, bo blogowanie to ma być przyjemność, a nie męczenie się z kolejnym postem.
OdpowiedzUsuńCzasem zdarza się, że choć światopogląd autora nie jest nam obcy, autor błądzi. Wtedy wielu ludzi zamiast powiedzieć mu tego, udaje, że wszystko jest ok. To frustrujące, bo potem skąd mamy wiedzieć, że sami nie błądzimy?
UsuńMyślę, że to dobrze, że nie umiesz pisać, o czymś źle. To znaczy, że jesteś osobą, która patrzy na dobre strony i nie celebruje tych złych