• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

  Ogólne przyzwolenie na destrukcję mózgów. Tłumaczenie ludzkiej głupoty problemami, niezrozumieniem, pragnieniem wolności. Młodość rządząca się własnymi prawami i „wszystko jest dla ludzi”. Plakaty o treści „Brałeś? Nie jedź!” w liceach.  Ułaskawiony diler – „malarz, podróżnik, pisarz”, jego wzruszająca historia, jego hipsterska córka, jego ckliwa książka. Czy ja jestem nienormalna? Czy to w nikim nie budzi jakiegoś sprzeciwu?
  Zdaję sobie sprawę, z tego, że cywilizacja wyrosła na środkach odurzających. Że wiele kultów, wierzeń i religii wzięło się z narkotycznych wizji. Że w starożytnym Egipcie na piwo i chleb istniało jego słowo, a budowniczowie piramid dostawali spory dzienny przydział jednego i drugiego. Wiem, że jeszcze stosunkowo do niedawna (no kilkaset lat wstecz) najpopularniejszym napojem było wino, bowiem w alkoholu nie rozwijały się bakterie, było to bezpieczniejsze niż picie skażonej odpadami komunalnymi wody. Rozumiem nawet to, że moje ulubione słówko „asasyn” wzięło się pierwotnie od haszyszu, dzięki któremu zabójcy wierzyli w swoją misję i o zagwarantowane miejsce w niebie, czy gdzieś. Znam prawdziwe znaczenie związku frazeologicznego „cicho, jak makiem zasiał” oraz pierwotny składnik Coca-Coli. Nawet słonie potrafią wybierać sfermentowane jabłka, więc nie sądzę, że wywoływanie stanu odurzenia czyni nasz świat bardziej rozwiniętym, niż świat słoni. To nasze lenistwo pcha nas ku odkryciom, ale to inna sprawa. Temat substancji odurzających jest ważny, kiedy mowa o rozwoju naszej cywilizacji i chyba powinno się zdawać z tego sprawę, jednak uważam, że zasługuje na większe potępienie.
  A nie jest potępiany? No nie! Co z tego, że istnieją akcje nawołujące do niećpania, Straight Edge i panowie policjanci, co naiwnie przychodzą do szkół, aby opowiedzieć o tym, że chłopcy w podstawówkach wciągają nosem oranżadę i że jest to bardzo, bardzo złe? Co może zmienić słuchanie o oranżadkach w proszku, kiedy przemytnik urasta do rangi bohatera? Mowa o Michale P., Polaku, który w Tajlandii został skazany na śmierć za przemyt narkotyków. Podobno jego wyrok był dwunastokrotny, za 12 kopert z ecstasy. Po sześciu latach czekania na wyrok został ułaskawiony – Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Jarosław Kaczyński stawili się za nim.  I co? Miło, że nie zabili człowieczka, zabijanie człowieczków nie jest fajne, chyba że jesteś postacią z gry Assassin’s Creed. Ale ów człowieczek zbija teraz niezłą kasę na historii swojego pobytu w wiezieniu. Niczym celebryta pojawia się w mediach, udziela wywiadów. Jego książka jest w Polsce bestsellerem. Wszyscy mówią o piekle jakie przeżył, o jego córce, o listach, które wysyłali do siebie. Uratowany człowiek opowiada o tym, jakie prawo w Tajlandii jest straszne na tle swoich „arcydzieł”, które też mu się teraz sprzedadzą. Nikt nie mówi o tym, jakim idiotą trzeba być, żeby dilować i to w państwie, które za przemyt oferuje śmierć po uprzednim pobycie w miejscu, które nie przypomina norweskich więzień.
  Najbardziej w tej historii boli mnie to, z jaką bezwstydnością ten facet opowiada o tym, jaką jest ofiarą i jakie straszne zapalenie woreczka żółciowego przebył w Tajlandii. Wkurza mnie też, że dziewczyna, która przez 6 czy 7 lat wychowywała się bez ojca jest teraz używana to nadania historii kolorytu. Można powiedzieć, że pobyt w więzieniu był dla P. inwestycją na lata. Witamy w kraju, gdzie eksprzemytnik zbija kasiorę na ludzkich, miękkich sercach.
  Walić studia, przemycać!

Szczere Kocisko
  Chciałabym zacząć pisać o czymś innym. Przestać krążyć wokół jednego tematu i odkryć nowe źródło inspiracji. I pewnie niebawem je znajdę. Ale jeszcze nie dziś ani nawet nie w tym miesiącu. Póki co, trwa rok szkolny, dokładniej jego najtrudniejszy moment i ciężko skupić się na czymkolwiek. Ale jedna rzecz, nie może dać mi spokoju. Sprawia że moja wszechstronna duma cierpi! No, Kocisko, już nie przesadzaj… Tym wątpliwej jakości wstępem, chciałam przedstawić nurtujący mnie temat. Wiele razy rozprawiałam na o naśmiewaniu się z humanistów, denerwowałam się, że ludzie masowo widzą swoją przyszłość w bardzo niepewnych dziedzinach, a innym wróżą pracę przy frytkownicy, ale czy kiedykolwiek znalazłam źródło takich zachowań? No niekoniecznie, bowiem dziś odkryłam nowy ośrodek propagandy antyhumanistycznej (wcale nie wpadam w patos!). A może raczej uzmysłowiłam sobie, że cały czas miałam go pod nosem…
  Na mojej specjalizacji, jakakolwiek by ona nie była, królową nauk jest biologia. Nie przesadzam, jest to przedmiot, którego w różnych ujęciach będę uczyć się dzień w dzień (oczywiście mam na myśli lekcje!) aż do końca mojej edukacji w liceum. I powoli dochodzę do pewnej granicy, przy której ciche komentowanie słów nauczyciela i wzrok wyrażający dezaprobatę wobec słuchanych treści, nie wystarcza do wyrażenia swojego sprzeciwu. Dlaczego? Czyżbym nie mogła zaakceptować budowy wtórnej korzenia i jego przyrostu na grubość pokazanego w przekroju poprzecznym? Nie, korzenie są całkiem w porządku. To, co mnie wkurza, to stały tekst, powtarzany po każdym sprawdzianie niczym mantra. Brzmi tak: „Nie możecie wypisywać, co wam się podoba na tych sprawdzianach, to biologia, trzeba odpowiadać konkretnie. Na polskim humaniści sobie mogą lać wodę i pisać trzy strony o tym samym!”.
  Co ja słyszę? Od kiedy pisanie prac, czy to na języku polskim, wiedzy o kulturze, czy czymkolwiek opiera się na laniu wody? No dobra, źle zadane pytanie. Od kiedy pisanie DOBRYCH prac opiera się na laniu wody? I dlaczego nastawia się większość społeczeństwa, że przedmioty humanistyczne opierają się na opisywaniu niczego i grafomanii, ewentualnie na bezmyślnym wkuwaniu? Idźmy dalej. Rozumiem, że wielu ludzi nie jest wszechstronnych. Po prostu mają ściśle określone zainteresowania, inna sprawa, że czasami to wynika z lenistwa lub braku wiary w siebie. Ale nie zrozumiem nauczycieli, którzy jeszcze bardziej podżegają do zamknięcia umysłu i patrzenia z góry na osoby o innych zainteresowaniach, czy umiejętnościach!
  Nie mówię tu - wbrew pozorom - o jednym nauczycielu, to zjawisko dotyczy całej społeczności szkolnej, a może nawet międzyszkolnej? Jedni nasłuchają się o tym, jaką są elitą. Drudzy zakodują sobie, że pierwsi tylko bezmyślnie leją wodę. I najpierw to funkcjonuje w żartach. Ale w końcu wyewoluuje w faktyczne przekonania. W każdym razie widzę takie zagrożenie i… martwi mnie to.

Szczere Kocisko
  Wkroczyliśmy w erę darmowej komunikacji na odległość. Jedyne, czego nam potrzeba to smartfon, laptop, tablet czy inne cudo. Niemalże każdy posiada Facebookowy profil, Skype, cokolwiek, co w bezpłatny sposób łączy go ze światem, z ludźmi oddalonymi od siebie nawet o tysiące kilometrów. I co? Jak z tego korzystamy? Rozwijamy literackie skrzydła i wzbijamy się na wyżyny naszych możliwości? Nasze komunikaty stają się pełniejsze, nieograniczone zasobnością portfela? Być może, ale…
  Pamiętacie czasy rozkwitu epistolografii? Pięknego pisania, dokładnego formułowania zdań, aby jak najlepiej wyrazić swoją myśl? Ja też nie. Moja dokładność, umiejętności kaligraficzne oraz dryg do trzymania się szablonów są na tak wysokim poziomie, że pisania listów nigdy nie lubiłam. Dla mnie, funkcję epistolografii pełniło wysyłanie SMS-ów. Naprawdę. Robiąc to, myślałam dokładnie nad zawartością wiadomości, zwięzłością i jednocześnie przekazaniem myśli. Ponadto, dopóki pakiety SMS-ów nie znały pojęcia nieskończoności, gdzieś z tyłu głowy zawsze był mały liczniczek, który nie pozwalał przekroczyć ustalonej wcześniej granicy. Przez długi czas te wiadomości pełniły dla mnie rolę głównego nośnika wspomnień. Jeszcze kilka miesięcy  temu rozmowy z ukochanym potrafiłam po kilka razy czytać przed snem, analizować i interpretować na rozmaite sposoby, uwzględniając inne odpowiedzi i reakcje. Czasem, gdy nastawała konieczność opróżnienia skrzynki odbiorczej, robiłam to z ciężkim, bardzo ciężkim sercem. I co? To już nie potrzebne. Nie mamy ograniczeń, jesteśmy uwolnieni od rozmyślania, jak tu się zmieścić w 140 znakach i… obrządki znikają, a wiadomości, jak na złość, stają się coraz bardziej skrótowe.
  Wystarczy, pójdźmy krok dalej. Czy da się zauważyć zależność między wprowadzaniem ułatwień, a coraz mniejszym wykorzystywaniem potencjału danej rzeczy? Uważam, że tak. Oczywiście, jest to niewymierzalna zależność, której nie będę wam przedstawiać na wykresie, przykro mi. Ale pomyślmy: w dzisiejszym świecie poziom technologii jest tak wysoki, że np. domowe sprzęty powinny być praktycznie niezniszczalne, w porównaniu do takich samych urządzeń, wykonanych 15 lat wcześniej. A jak jest? W tajemniczy sposób wszystko od sucharki, po samochód, kończy swój żywot niemalże z dniem wygaśnięcia gwarancji. Pomijając kwestię napędzania gospodarki i wypychania kieszeni firmom, które sprzedały nam te badziewia, jest to okropne pójście na łatwiznę. A potencjał leży sobie cichutko w kąciku i płacze.
  Więc skoro za każdym razem, gdy coś staje się dla nas łatwiejsze do uzyskania, bardziej dostępne i zwykłe, budzi się w nas leń, który marnuje to, co sam stworzył, trzeba znaleźć sposób, by temu zapobiec, tak? Wydaje mi się, że nie wolno zapominać o pracy, którą się włożyło w doskonalenie i samo stworzenie ów cosia. I znów wracamy to starego tematu, dotyczącego trudnej sztuki doceniania. A może te ułatwienia, nie tylko technologiczne, wcale nie były potrzebne? Co wy sądzicie na ten temat?

Szczere Kocisko
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ▼  2016 (18)
    • ▼  marca (3)
      • szczerekocisko.pl
      • Stawianie na głowie
      • Dzielę się jedzeniem - luty
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.