• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

  Nigdy nie rozumiałam ludzi, gdy mówili, jaką pomyłką jest gimnazjum, jakie straszne rzeczy się tam dzieją, jak się nikt niczego tam nie uczy. Nie chodzi o to, że jestem ślepa, nie. Zawsze zdawałam sobie sprawę z rzeczy, które tam spotykały… innych ludzi. Ale nie mnie. Żaden nauczyciel się na mnie nie uwziął, nikt mnie nie gnębił, nie było żadnych większych konfliktów wewnątrzklasowych. Zupełnie miła odmiana po podstawówce, prywatnej podstawówce. Paradoksik.
  A potem przyszło liceum. I chyba przestaje lubić chodzenie do szkoły… Nie chcę po raz kolejny wyżywać się na tej mojej cudownej, wyjątkowej, osławionej placówce. Wydaje mi się, że chodzi mi o szkołośredniość w ogóle. O widmo matury i dorosłości. O ludzi zachwyconych inwestycjami w przyszłość, kompendiami, korepetycjami, zbiorami zadań, którzy cały ten swój zachwyt muszą później odreagowywać na lekcjach, no bo po co uważać? Doczyta się, cudowny korepetytor opłacany z tatusiowych pieniążków dopowie… Szkoła wydaje się chcieć spełniać wszystkie zadanie poza jednym – uczeniem! Takim programowym, na lekcjach, wiecie? Lepsze są imprezy, bale, licealia, wyjazdy, projekty unijne…
  Drażni mnie koncepcja uczenia się do matury. Jak diabli! Moim zdaniem, człowiek powinien uczyć się dla siebie, dla zaspokojenia swojej chęci odkrywania, poznawania, rozwijania się. Dla przyjemności. A nie dla papieru. Rozumiem – bez odpowiedniego wyniku na maturce nie dostanę się na odpowiednie studia, ale wychodzę z założenia, że jeśli staram się być aktywna na wszystkich lekcjach, rzetelnie notuję, odrabiam lekcje, dostaję dobre oceny, punkty, czy cokolwiek, to z jakiego magicznego powodu miałabym nie dać rady na maturze. Skoro nawet formułki rozwiązywania zadań na „egzaminie dojrzałości” są nam wciskane na lekcjach… Nie tylko uczniowie wychodzą ze złych założeń. Poza tym, im można wybaczyć  - to tylko uczniowie. Gorzej, że duża część belfrów również nie wierzy w żadną edukację poza tą, której efekty mają być wyrażone jedynie wysokim wynikiem z maturki. Serio, to jest takie ważne? Naprawdę? Matura - nie zapał, chęć, rozwój?
  Najbardziej śmieszą, czy może wzburzają, mnie sytuacje, w których instytucja, która spełnia swoje zadanie i produkuje rzesze przyszłych studentów dobrych uczelni, nagle boi się, że wypadnie gorzej i spadnie ze swojego podium, na którym zdążyła się zadomowić… I wprowadza system zajęć, na których można się uczyć, dostawać zadania domowe i kontaktować się ze „specjalistami pierwszej próby” zwanymi kiedy indziej nauczycielami. Istnieje już instytucja podobna do tego! Wiecie, jak się nazywa? Szkoła! Rusza szkoła w ramach szkoły. Szkoła po szkole. Perspektywa nauki dodatkowo, dłużej, popołudniami, najczęściej z tymi samymi nauczycielami i nagle wszyscy dostają szału, i uznają, że to świetny pomysł.
  Nie zrozumcie źle podłoża mojego zdenerwowania. Nie mam nic przeciwko dodatkowej nauce, jeśli komuś jest potrzebna. Nie mam nic przeciwko pogłębianiu wiedzy z interesujących kogoś przedmiotów, lub uzupełniania jakichś braków. Ale, że bardzo lubię organizować ludziom życie, krew mnie zalewa, gdy widzę takie marnotrawstwo czasu – niewykorzystywanie potencjału zwyczajnej lekcji i organizowanie kolejnych lekcji, na których pewnie też się znajdą ludzie, którzy tak naprawdę nie będą chcieli się niczego nauczyć… Serio, czasami wystarczałoby wykorzystanie tego, co się już ma. Czy nie?

Szczere Kocisko

Natalia ma haka na raka!

Piękna Dita.
  Ostatnio często przypominam sobie o tym, że jestem kobietą. Zwykle o tym nie myślę. Wolę widzieć siebie jako dziecko. Szczególnie, gdy jestem wokół ludzi. Czasem lubię chodzić, ciężko szurając butami, z naburmuszoną miną, zgarbiona. Jak każde zwierzątko próbuję wyglądać groźniej i czując grząski grunt oraz spojrzenia ludzi, wysyłać sygnały „Jestem zła, nie zbliżaj się, bo pożałujesz!”.  A jednak ostatnio chcę się czuć kobietą. Czasami. Stosunkowo rzadko. Przecież jestem dzieckiem, tak? Tak?
  Tu powstaje mała rozbieżność.  Bo moim ulubionym programem kulinarnym jest Bitchin’ Kitchen, zachwycam się Ditą von Teese, uwielbiam przeglądać sklepy internetowe ze ślicznymi sukienkami w stylu pin-up, w drogerii zawisam nad lakierami do paznokci, eyelinerami i szminkami, których zazwyczaj i tak nie zamierzam kupić. Lubię blogi girl-powerowe, lubię czytać o kobietach pewnych siebie, niezależnych, silnych. Uwielbiam Marię Skłodowską-Curie, serio. Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy – nawet w żartach – słyszę, że miejsce kobiety jest w kuchni, że kobiety nie potrafią prowadzić auta i nie mogą być szefami.  Ostatnio nawet ćwiczyłam do fitnessowych filmików na YT, słuchałam Ellie Goulding i P!nk. I to wszystko zdaje się wskazywać na to, że nie powinnam mieć żadnych wątpliwości co do mojej babskości. A jednak staram się wyglądać jak dziecko, nie potrafię uśmiechać się na zdjęciach tak, aby nie był to uśmiech psychopaty,  nie znoszę takich zwyczajnie romantycznych filmów o oklepanej kompozycji, jeszcze bardziej nie znoszę komedii romantycznych! Trzymam się z dala od dekoltów, których nosić nie cierpię, zawsze używam tylko jednego kosmetyku do makijażu oczu na raz. Nie jara mnie publikowanie swoich zdjęć gdzie się da, nie mam photobloga, konta na instagramie, nie jestem dziką łowczynią lajków…  Może po prostu jestem normalna? Czy raczej odpowiednio dziwna…
  Teraz trochę poważniej. Mamy XXI wiek. Wydawać by się mogło, że to czas tolerancji, równości kobiet i mężczyzn, i… cielesności. Zastanawiałam się nad tym ostatnio i doszłam do wniosku, że jako społeczeństwo jesteśmy jedną nogą w wyzwoleniu, zachwycie nad ciałem, ciekawości, a drugą w średniowiecznej pogardzie dla tego, co z ciałem związane. Szczególnie z ciałem kobiety. Z jednej ciężko znaleźć teledysk bez cycków i tyłków, i nawet nie mówię o popowej papce, ale również o ambitniejszej muzyce. Ciało jest pokazywane. W różnym kontekście. Bo Miley Cyrus chodzi o coś innego w „Wrecking Ball”, a Jaredowi Leto chodzi o coś innego w „Up in the Air” i sądzę, że to oczywiste, dlaczego pierwszy wymieniony przeze mnie teledysk budzi mój niesmak, a drugi nie. A jednak znajdą się osoby, które nie zwracając uwagi na treść, oburzają się formą. To chyba ludzie pełni kompleksów, niepewni siebie, nieznający siebie i żyjący w jakimś dziwnym strachu przed własnym ciałem. Ludzie, którzy swoimi sądami mogą zniszczyć pewność siebie i poczucie zgody z samym sobą u innych. Nie wiem, trzeba umieć określić, co jest smaczne, a co nie. Co jest skromne, a co nie. Co jest dopuszczalne, a co nie.
Szczere Kocisko
Kiedy zauważyłam, że moja słodka charakterystyka zachowania ofiary w jakiś sposób (choćby minimalny) spotkała się z aprobatą kilku z Was, Co Bardziej Rozgarnięci Czytelnicy, pomyślałam, że może zakres stosowalności moich spostrzeżeń wykracza poza mój umysł i trafnie opisuje to, co tam się kryje pod czaszeczkami innych wariatów. Być może i dziś uda mi się wstrzelić. Czy nie?
Chyba każdy lubi ładnie wyglądać. Chyba – bo zawsze znajdą się tacy osobnicy i takie osobniczki, które całą sprawę olewają tłuszczem kapiącym z ich włosów (w tym momencie Kocisko samo obrzydziło się tym, co właśnie napisało…). Jednak sądzę, że nawet ci ludzie czują się lepiej i pewniej, gdy mają okazję wyglądać ładnie – przynajmniej we własnym odczuciu. Wiadomo – piękno jest pojęciem bardzo względnym i nawet, jeśli ktoś przejmuje się modą i innymi bzdetami, zachowuje choć promil indywidualizmu w ocenie jakiejś estetyki – przynajmniej chciałabym w to wierzyć. Ten przydługi rozbieg, jaki właśnie uskuteczniłam uznaję już za skończony. Wróćmy do początku tego akapitu, skąpanego we wzniosłych treściach i uwagach. Każdy lubi ładnie wyglądać, w tym ja. Nie dla kogoś, nie aby zrobić wrażenie, nie aby ktoś mi zazdrościł (serio, to możliwe?), ale dla własnej satysfakcji. Po prostu. Niestety wyjątkowo ciężko mi czuć się ładnie wyglądać w szkole… Lub w jakimkolwiek miejscu, które nie jest moim domem. Z reguły nawet nie wiem, jak wyglądam, ale kiedy tylko kątem oka zauważę kawałek lusterka lub, co gorsza, zajdę do WC, wpadam w dwusekundową panikę. Dłuższa panika w spawach wyglądu w moim odczuciu nie ma sensu. Chyba, że nie wiem w co się ubrać albo co kupić. W tych dwóch przypadkach panika jest całkowicie uzasadniona!
Dysproporcja między tym, jak oceniam swój wygląd w zaciszu mojej jaskini nołlajfa, a poza nią, jest dość znaczna. Czy bierze się to z tego, że mając możliwość porównania siebie i ludzi, którzy mnie otaczają, nie mam jak stworzyć ładnego przekłamania w swojej magicznej głowie, czy może jest to wynik nadmiernej samokrytyki albo wykładnik mojego samopoczucia wśród ludzi? Szczerze mówiąc – nie mam pojęcia, ale ostatnia opcja do mnie rzeczywiście przemawia. Logiczne – ciężko wyglądać dobrze, nie czując się dobrze.
Brak zainteresowania tym, co myślą o mnie inni, nie wydaje mi się wykluczać z moją chęcią dowiedzenia  się, jak wyglądam z perspektywy osoby trzeciej. W tym momencie chodzi mi nie tylko o wygląd, również zachowanie. Bardzo chciałabym poznać siebie z dystansu… I próbować ocenić siebie tak, jak oceniam innych. Lubiłabym się? Powinnam się lubić?

Szczere Kocisko
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ▼  2016 (18)
    • ▼  marca (3)
      • szczerekocisko.pl
      • Stawianie na głowie
      • Dzielę się jedzeniem - luty
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.