• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

Rozmarzony, melancholijny, lekko ospały i pełen sentymentów klimat z poprzedniego wpisu nie zelżał. Wręcz przeciwnie, zdaję się zanurzać się w nim po czubek głowy. Łącznie ze słuchaniem „Jesiennej” piosenki zespołu Akurat, choć nie robiłam tego przynajmniej od dwóch lat. Ileż można jednak pisać o hamakach, spokoju i wspomnieniach?

Dziś trochę od innej strony. Kiedy coś szczególnie zaskakującego dzieje się w moim życiu lub wręcz przeciwnie – nie dzieje się nic szczególnego i mam czas na uporządkowanie myśli, przeanalizowanie ostatnich miesięcy i poupychanie wspomnień i pomysłów do stosownych szufladek, lubię zadawać sobie pytanie, jak zareagowałabym, jeśli rok temu ktoś powiedziałby mi, że „to wszystko” tak się potoczy?

Bo zwykle okazuje się, że odpowiedź brzmi – nie uwierzyłabym, wyśmiałabym informatora z przyszłości, strzeliłabym facepalm.

Rok temu, już po trzech dniach szkoły, miałam dość i nie chciałam nawet myśleć o maturze. Rok temu nie wpadłabym na to, że sama zdecyduję, że pójdę na studia do Torunia. Rok temu miała być przecież Warszawa. Rok temu miałam na koncie o ponad sześćdziesiąt wierszy mniej. I nie pomyślałabym, że któryś z tych, niepowstałych jeszcze, wierszy trafi do radia, do kwartalnika literackiego lub że będę je czytać na turniejach jednego wiersza. I że z sukcesami. Rok temu nie uwierzyłabym, że matura okaże się tak przyjemną zabawą. I że tak bardzo pokocham Murakami'ego. Że Tove Jansson całkowicie mną zawładnie. I tak dalej. Rok temu nie byłabym w stanie przewidzieć prawie niczego, co stało się w międzyczasie.

Choć właściwie nic się nie zmieniło.

Starym zwyczajem przesiaduję w rogu łóżka i czytam książki po przebudzeniu i przed snem.  Nawyki mi się praktycznie nie zmieniły. Nieznacznie. I tylko na lepsze.

I wiecie co? Bardzo się z tego cieszę. Że jestem, mimo wszystko, tą samą osobą. Tylko po kilku aktualizacjach, paru upgrade’ach, usunięciu kilku bugów i sezonowych przeglądach. Czyli bogatszą o masę książek, filmów, wystaw i spotkań. O całe morze plotek, zwierzeń i opowieści z dawnych czasów. O solidną porcję doświadczeń. O tonę inspiracji, które – mam nadzieję – utkną we mnie na zawsze i przyjdzie czas, że będą drogowskazem i punktem wyjścia dla mojej przyszłości. O odrobinę zdrowsze spojrzenie na siebie – z zewnątrz i od wewnątrz. O wielkie plany, marzenia, nadzieje i tęsknoty.

Ojej, jak mi dobrze!
Lubię wszelkie niuanse. Małe różnice, które odpowiadają za wrażenie, jakie wywołuje w nas jakaś sytuacja. Szczegóły, które sprawiają, że początek września różni się od końca sierpnia.

No właśnie.

Muszę przyznać, że nadejście września wywołało we mnie lekką panikę i dół. Kazało po raz kolejny analizować to, jak ciężko mi poruszać się między etapami w życiu i z jakim żalem żegnam jedno i witam następne. Mam to do siebie, że jeśli sytuacja nie pcha mnie na jakąś krawędź i nie każe palić za sobą mostów, ciężko jest mi się pożegnać. To jak z rozłączaniem się po rozmowie telefonicznej. Wolę mówić tysiąc razy „No dobra, na razie, pa!”, niż sama zakończyć rozmowę. Zabawne.

Ale wrzesień, zwłaszcza początek września, jest zbyt ładny, aby się tym przejmować. Szczególnie, kiedy jest wolny i po raz pierwszy od wielu, wielu lat ma się okazję tak dokładnie mu przyjrzeć - z perspektywy hamaku, a nie szkolnej ławki, czy przez zroszone deszczem szyby samochodu.

Nadchodzące pory roku zawsze witam z ekscytacją. Niezależnie od tego, która z nich ma się właśnie rozpocząć. Pierwszą rzeczą, jaka zwiastuje mi zmianę, jest zapach. Każda poza roku ma swój – wyjątkowy, niepodrabialny, trudny do opisania. Zapachy są dla mnie w ogóle bardzo ważne. Pewnie nie tylko dla mnie, bo jako ludzie, choć nie cieszymy się wyśmienitym zmysłem węchu, bardzo często łączymy wspomnienia nie tylko z obrazami w naszej pamięci, ale i z zapachami właśnie.
Dla mnie jesień pachnie między innymi wilgocią lasu, glebą, mchem, pojawiającymi się coraz liczniej wokół mojego podwórka kaniami. Wizualnie, dysponuje jeszcze miłym, letnim, słonecznym blaskiem i ładnym, błękitnym niebem. Ma w swoim arsenale zastępy wiewiórek, śpiewy odlatujących ptaków i całą masę wzruszeń.

A ja lubię wzruszenia.

Lubię też ten szczególny stan ducha, który w nie do końca zrozumiały dla mnie sposób łączy w sobie szczęście, melancholię i błogostan. Lubię do czegoś tęsknić, ale jednocześnie uśmiechać się do siebie i myśleć, że właściwie, to mam wszystko, czego mogłabym chcieć i że niczego więcej mi na tę chwilę nie potrzeba. I lubię wspominać. Minione lata, wycieczki do lasu w podstawówce, wspinanie się na piaszczyste górki i turlanie się z nich z innymi dziećmi. Jazdę konną, która była moim ulubionym zajęciem jesienią podczas wczesnych klas podstawówki. Łażenie po parkach i zbieranie kasztanów. Kota, który przysiadł się do mnie, kiedy obserwowałam kaczki w parku w centrum miasta dwa lata temu.

Początek września mi pachnie, brzmi i wygląda. Nareszcie. Chcę zatrzymać ten spokój jak najdłużej.
Wierzę w słowa. Od tego należałoby zacząć. Wierzę w moc i znaczenie słów. Czasem trochę naiwnie zakładam, że mają one taką samą wartość dla wszystkich. Czasami zdarza mi się na tym przejechać. Ale nie to jest istotą tego wpisu. Tym, co - w moim odczuciu - sprawia, że słowa są takie ważne, jest ich wpływ na rzeczywistość. A dokładniej – na nasze postrzeganie rzeczywistości. To, jak nazywamy rzeczy, potrafi zmienić nasze nastawienie wobec nich, więc przebudowuje nieco nasz świat, to jasne. Ważną rolę pełni też tu język. Jednak wpływ języka, którym się posługujemy, na nas samych to bardziej temat mojej przyszłej pracy naukowej. Na razie skupię się na samym nacechowaniu słów.

Nie lubię, kiedy ludzie psują sobie rzeczywistość właściwie bez powodu i na własne życzenie, i postanawiają, że muszą się tym brzydkim, szarym, smutnym i złym światem podzielić z innymi.

Drażnią mnie wszelkie baby zamiast kobiet, pogardliwe panienki zamiast dziewczyn, idioci, debile, buraki. Podobnie, jak to, kiedy przestaje się pić kawę i wybiera się plujkę. Kiedy rezygnuje się torby i nosi dziadówkę. Kiedy się liże, kiedy się żre, kiedy się chla.

Wracasz na chatę, napychasz mordę kiełbą i kiedy już zmielisz mięso w pysku, możesz się już tylko wysrać. Mniam.  

To nie brzmi, jak dobry dzień.

I ok, zrozumiałabym, gdyby miał być to naprawdę beznadziejny dzień. Ale wiem, że wiele osób mówi tak, niezależnie od tego, jak im minął dzień. Ze zwykłego przyzwyczajenia. Przyzwyczajanie się jest takie łatwe.

A jestem pewna, że w świecie w którym się żre, zdycha, rucha, w świecie ze szlugami, wódą i resztą syfu, drogi są mniej równe, pogoda gorsza, a politycy częściej kłamią. W takim świecie sama nie chciałabym nikomu ufać i chodziłabym z wiecznie skwaszoną miną. Nie chciałabym z nim żyć, nie wiem, może i chciałabym zdychać.

Nie twierdzę, że słowa są pierwotne w stosunku do świata. Gdyby tak było, nie musielibyśmy się ich uczyć. Ale tkwienie w językowych schematach skutecznie utrudnia spojrzenie na życie w szerszej perspektywie i zrobienie z nim czegoś, dokonanie zmian na lepsze.

Zmiany nie chodzą samotnie, musimy podać im rękę.
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ▼  2016 (18)
    • ▼  marca (3)
      • szczerekocisko.pl
      • Stawianie na głowie
      • Dzielę się jedzeniem - luty
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.