• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

Poprzedni wpis był nie tyle rzeczywistym zapisem mojej codzienności w moim miejscu – choć z powodzeniem mógłby nim być – ile początkiem opowiadania, nad którym pracuję. Tak, poszło już nieco dalej. I rozjechało się z rzeczywistością. Bardzo się cieszę!

Już tłumaczę, czemu…

Od jakiegoś czasu świat mi bardzo sprzyja. Nie wiem, co robię dobrze, ale najwidoczniej skutkuje. Do wszystkich pozytywnych rzeczy, które mnie spotykają, wczoraj dołączyła kolejna. Do moich drzwi zapukali właściciele mieszkania, chcieli wypytać, jak mi się żyje, spisać inwentarz, sprawdzić, czego potrzebuję (wiadro i mop to jednak must-have!), skorzystałam więc z okazji i zapytałam – czy i kiedy dostanę współlokatorów. Z nadzieją, oczywiście, że nigdy. I właśnie – okazało się, że reszta mojego mieszkania jest wolna! Dwa pokoje, które teraz są już zamknięte na klucz, co bym ich nie eksploatowała i nikomu nie udostępniała, w przyszłości będą mogły posłużyć jedynie studentom z wymiany Erasmus. Na razie jednak nic na to nie zapowiada.

Przesuwam granicę swojości dalej. Zamykam drzwi do mieszkania, swobodnie rozkładam jedzenie w lodówce i kuchennej szafce (choć wciąż zajmuję tylko jedną!). Trzymam kosmetyki w łazience. Szok i luksus. I robię to wszystko bez strachu, że wrócę i kogoś tu zastanę. Luksus mentalny.

Tak naprawdę dopiero dziś zaczynają mi się zajęcia. Jestem podekscytowana, zamierzam się jak najszybciej dostać do koła naukowego. Nawet, jeśli z początku miałabym tam tylko parzyć kawę i patrzyć jak pracują inni. Nawet to wydaje mi się przewspaniałe. Zabrakło mi książek (tak, wiem, że w Toruniu SĄ biblioteki), więc czytam pdf-y z materiałami na wykłady. Plączę się od kilku dni między wstępem do wstępu do anatomii układu nerwowego, artykułami o Adrianie Owenie, pompą sodowo-potasową i informatyką. Informatyką – muszę przyznać – najmniej. Zaplanowałam już też pierwszy powrót do domu.

Żyję dobre, fajne i ładne życie. I wydaje mi się, że zaangażowane. I wiecie, czuję się szczęśliwa. Zarówno tak sama z siebie, spokojnie szczęśliwa, jak i wdzięczna. Lubię wdzięczność, wiecie? Co chwilę portale i magazyny psychologiczne trąbią o tym, że odczuwanie wdzięczności jest kluczem do szczęścia i brzmi to mało wiarygodnie, ale kurczę, tak to właśnie działa.

Nie jesteśmy w stanie objąć swoją perspektywą całego świata, nawet jeśli staramy się patrzeć jak najszerzej, dlaczego więc nie starać się spoglądać z namaszczeniem na dobre rzeczy? Potrzebne rzeczy? I prawdziwe?

Wiem, mam łatwiej, bo świat mi tu jeszcze nie znormalniał. Na szczęście mam w zwyczaju (a może w charakterze) cieszyć się długo i z małych rzeczy, bo lubię się cieszyć i kiedy potrzebuję, zawsze znajdę pretekst. Lubię się też czasem smucić, wiadomo. Do smutku też zawsze znajdę powód. Jak poszukam, to znajdę. Teraz nie szukam. 
Mieszkam tu już tydzień i czuję się coraz lepiej. Kiedy wychodzę, dokładnie zamykam swój pokój, mieszkanie muszę jednak zostawiać otwarte – frontowe drzwi przyjaźnie czekają na przybycie lokatorów, o których nie wiem nawet, czy istnieją. Ilekroć wracam, zatrzymuję się na chwilę przed wejściem i wstrzymuję oddech. Wyobrażam sobie zamieszkałe pokoje i ludzi krzątających się z bagażami. Ich twarze, ich szczoteczki do zębów oparte o umywalkę, naczynia i ich spojrzenia kierowane na ślady mojej obecności. Naciskam klamkę i konsekwentnie moim oczom ukazują się zamknięte pokoje oraz klucze tkwiące spokojnie w zamkach. Nikogo tu nie ma. A mieszkam tu już tydzień.

Mieszkam tu już tydzień i kiedy wracam, wita mnie zapach jedzenia dochodzący z kuchni. Jedzenia, które sama dla siebie gotuję i sama zjadam. To mnie cieszy, udało mi się zadomowić. Nigdy nie pozostawiam brudnych naczyń, co rano myję zlew, umywalkę, przecieram lustro. Rzadko wynoszę śmieci. Ile odpadków może wyprodukować przez tydzień jedna osoba?

To nie jest samotność, jeśli kuchnia pachnie ulubionymi przyprawami, a łazienka prowansalskim mydłem. Jest bardzo spokojnie i przytulnie. Nigdy nie miałam piękniejszego pokoju. W kuchni zajmuję tylko jedną szafkę i jedną tylko półkę w lodówce. Jestem ciągle gotowa na to, że przyjdą. Przyjdą, zanim miną dwa tygodnie – mówią mi to wszyscy. Więc siedzę, kiedy tylko mogę, żeby nie przegapić momentu. Nasłuchuję. Kroki na schodach i auta parkujące pod kamienicą odzywają się ze mnie lękiem i przekonaniem graniczącym z pewnością, że to ostatnie minuty, że zaraz będzie tu ktoś jeszcze, cały obcy tłum i trzeba się będzie przyzwyczajać, zadomawiać na nowo. A przecież mieszkam tu już tydzień i jestem zadomowiona.

To nie jest samotność, że nie chcę wychodzić do miasta. Lubię nowe towarzystwo, ale obecnie sama nim jestem, staram się więc jak najlepiej poznać siebie w nowym miejscu. Jest tyle spraw, które wydają mi się ważne. Wykonuję telefony, fotografuję, rozmawiam i myślę. Naprawdę nie ma powodu, aby to myślenie w sobie tłumić. Na to przyjdzie pora, kiedy przyjdą i oni, i zaczną mi zmieniać wspomniany ład w kuchni, ten mój spokój i ciszę.

Spotykam się ludźmi, na których mi najbardziej zależy, w myślach. A przecież spotkanie z pisarzem powinno mieć miejsce tylko w jego książkach. Tak twierdzi pani Jansson, a ja jej ufam, bo jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Myślę, że pani Jansson mieszka bardzo blisko. Kiedy następnym razem usłyszę kroki za drzwiami, pomyślę, że to ona. Potrzebuję karty bibliotecznej, ale próżno w tym mieście szukać bibliotek. Z rodzinnego domu wrócę z książkami.
Wszystko jest po coś. Lubię wychodzić z tego założenia, to pomaga zaakceptować obrót spraw inny, niż planowany przez nas, pogodzić się z niepowodzeniami, dać spokój ciągłemu rozpamiętywaniu i iść dalej. Nie lubię jednak, kiedy ktoś oczekuje od sztuki, nieważne, jaka by ona nie była, że będzie czemuś tak wyraźnie i uniżenie służyć. No po prostu nie. Nie ma opcji, aby jakiś tekst kultury wywarł na wszystkich to samo wrażenie i trafił do wszystkich w równym stopniu. Uważam że – może z wyjątkiem sytuacji, kiedy np. w jakiejś galerii sztuki współczesnej natykamy się na odgrzewany kotlet sprzed połowy wieku podany jako coś buntowniczego, świeżego i zaskakującego – nie powinno być dyskusji o tym, jaka sztuka jest potrzebna, a jaka nie. Każda jest w równym stopniu potrzeba i nie potrzebna. Jeśli powstała, to najwyraźniej miała powstać. A gdyby nie powstała, w przeważającej liczbie przypadków, świat by się nie załamał.

Na wszelkie pytania, co dają mi książki, które czytam, filmy, które oglądam i tak dalej, i tak dalej, reaguję alergicznie. W pierwszej chwili mam ochotę rzucić się na rozmówcę jak wygłodniała wilczyca i poprzegryzać mu arterie, potem momentalnie doznaję nieprzyjemnego opadu rąk, w końcu dochodzę do wniosku, że w sumie można byłoby pogadać na ten temat i przedstawić spokojnie swój punkt widzenia.

Nie oglądam filmów, nie czytam książek, nie gram w gry komputerowe, nie chodzę do teatru, filharmonii lub na wystawy po to, aby dowiedzieć się czegoś o świecie. Żeby dowiedzieć się czegoś o świecie żyję, rozmawiam z ludźmi, obserwuję i takie tam. Rzeczy wymienione wyżej robię po to, aby – poobcować z pięknem, niepięknem, uczuciami, aby się zainspirować, aby spojrzeć na coś od nieco innej strony, by skonfrontować swoją wrażliwość z wrażliwością innego, obcego mi człowieka, aby się trochę poutożsamiać, oraz – uwaga, najważniejsze – dla przyjemności i z ciekawości. O. Z tych powodów właśnie.

Kiedy zaczynam zastanawiać się, co dały mi niektóre książki, przychodzi mi do głowy tylko – przeczytanie ich pozwoliło mi na wyłapywanie nawiązań do nich poukrywanych w innych książkach. A inne – choć swoją fabułą, czy przekazem (nie lubię tego słowa w takim kontekście) w zasadzie nie powinny rozłożyć nikogo na łopatki, tkwią we mnie bardzo głęboko i ciągle, ciągle, ciągle mają na mnie wpływ.  Tak po prostu. Bo czytałam je w ważnym czasie i okolicznościach, bo wpasowały się w to, co spotykało mnie samą lub co sama czułam. Różnie.

Mimo to, nie da się powiedzieć – celem tego filmu jest to i tamto. Ani – ta książka powstała po to, by… Kiedy ktoś tak gada, nie potrafię w to uwierzyć, nie wierzę i zwykle zauważam zupełnie co innego. I dobrze. Tak ma być.
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ▼  2016 (18)
    • ▼  marca (3)
      • szczerekocisko.pl
      • Stawianie na głowie
      • Dzielę się jedzeniem - luty
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.