• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko


  Przytłoczona brakiem pomysłów, inspiracji i zajęć, a także brakiem słodyczy, którymi najchętniej bym się teraz napchała, postanowiłam napisać dziś coś troszkę innego, niż wyroby pisane dotychczas. Zwykle takie rzeczy pojawiają się w czymś w rodzaju mojego pamiętnika. Cóż – pomyślałam, że dam szansę swoim zapiskom, a może uda mi się kogoś zmotywować.

Przedstawiam więc Mały Poradnik Szczerego Kociska!


1.       Zaakceptuj to, jaka/jaki jesteś!
Jeśli źle czujesz się w tłumie i unikasz go – dobrze! Pod warunkiem, że nie opłakujesz po nocach swojego braku wielu znajomych. Musisz zdecydować: jesteś towarzyski, czy introwertyczny. Zrozum, nie wszyscy mają takie same potrzeby, nie smuć się jeśli nie przeszkadza ci brak popularności. Nie jesteś zupą pomidorową, żeby cię wszyscy lubili!
2.       Znajdź swoją niszę!
Wierzę, że każdy znajdzie miejsce, w którym poczuje się dobrze. Nieważne czy to szkoła, kółko zainteresowań, klub sportowy, czy jakaś internetowa społeczność. Ale trzeba zacząć szukać! Nie chodzi koniecznie o wejście w jakieś towarzystwo, nawet nie musi chodzić o ludzi, a o przestrzeń, w której znajdujesz ujście swojej kreatywności, np. blog, kanał na YouTube.
3.       Dbaj o świeży umysł!
Nie, nie chodzi o zombie, które jest na głodzie bo nie zadbało o zapas mózgów. Po prostu nie pracuj nad czymś wymagającym skupienia i kreatywności gdy jesteś struty. To brzmi dziwnie, ale na „doła” najlepsze jest sprzątanie! Zmień coś, poprzestawiaj bibeloty na biurku i wyrzuć niepotrzebne zagracacze. Puść muzykę, która ci w duszy gra i pomyśl spokojnie nad swoim planem działania – przydaje się szczególnie gdy czujesz się przytłoczony ilością spraw do załatwienia.
4.       Zapisuj swoje pomysły!
Nawet, jeśli nie dasz rady wykonać ich teraz, nie ulecą. Jeśli zaczniesz myśleć kategoriami „Mam dobry pomysł, wykonam go, gdy nadarzy się okazja, gdy zamknę otwarte na razie sprawy.”, a nie „Mam pomysł, wykonam go już w tej właśnie chwili!! O nie, muszę odrobić lekcje –chlip – nigdy nic mi się nie uda…” osiągniesz dużo więcej i bez niepotrzebnego stresu.
5.       Nie zniechęcaj się!
To, że raz nie wyszło (lub dwa, lub trzy) nie znaczy, że już się nigdy nie uda. Jeśli czegoś pragniesz próbuj do skutku! Jeśli ci się nie chce – cóż, może to tylko upierdliwa zachcianka?
6.       Proś o pomoc!
Istnieją życzliwi ludzie i pewnie masz ich gdzieś w pobliżu, jeśli znają się na czymś lepiej niż ty – schowaj swoją dumę i poproś o pomoc!
7.       Bądź miły!
Serio, bądź miły dla ludzi, a ludzie będą mili dla ciebie i nie będą sprawiać problemów. Pewnie nie wszyscy – ale olać ich, najwidoczniej nie są warci twojej uwagi.
8.       Pracuj nad sobą!
To chyba najważniejsze…  Nigdy nie myśl, że taki już jesteś i nie ma sensu tego zmieniać. Jeśli coś ci się w tobie nie podoba, próbuj powoli to zmieniać, doskonalić się. Jeśli to nie pomaga, odwróć swoją uwagę od tej wady, nie pozwalaj się jej uaktywniać, skup się na dobrych rzeczach!


  Wszystko ładnie wypisane, teraz tylko zacząć się do tego stosować… 
Szczere Kocisko

  Chyba nikomu kapcie z wrażenia nie spadną jak powiem, że wspomnienia są po to, aby je wspominać. Tautologia. Ale co konkretnie wspominamy? Fakty, czy raczej złudzenia? Zdecydowanie częściej wracają do nas przejmujące sny, marzenia i obietnice, niż fakty i zwykłe zdarzenia. Realne spojrzenie na sytuację z przeszłości przegrywa w walce o miejsce w naszej świadomości z wyidealizowanymi (lub zdemonizowanymi) wycinkami przeżytych zdarzeń. Nie do końca wiadomo dlaczego. W każdym razie ja nie wiem, osoby znające się na psychologii, osoby badające mechanizmy ludzkiego umysłu z pewnością znają odpowiedź na moje pytanie. Do czego zmierzam? A do tego, że powoli dochodzę do wniosku, że niezbyt warto wspominać zbyt wiele. Łatwo o zawód.
  Ostatnio postanowiłam skorzystać z wolnej chwili i odwiedziłam swoją poprzednią szkołę. Byłam bardzo podekscytowana, zastanawiałam się o czym opowiem nauczycielkom, dla których postanowiłam nawiedzić te stare szare mury. Po prostu zasługiwały na pamięć. W każdym razie wizytę wyobrażałam sobie zgoła inaczej, myślałam, że to będzie jak odwiedziny w dawno niewidzianym domu rodzinnym. W liceum nie zawsze czuję się tak swobodnie, jak bym chciała i lubię obarczać je winą za to. Myślę wtedy coś w stylu: „Ach, jak chciałabym wrócić do mojego gimnazjum…” albo „Eh, w gimnazjum było lepiej…”. No i wróciłam. Na niespełna godzinę, ale jednak. I co? Czułam się dokładnie tak samo, jak w nowej szkole, może nawet byłam jeszcze bardziej podenerwowana. Co więcej, okazuje się, że nawet badawcze spojrzenia czwartoklasistów uczących się o tym, dlaczego należy odrobaczać swoje pieski, mogą mnie zawstydzić, zablokować i zniechęcić. Zastanawiam się teraz: czy było warto? Tak, zdecydowanie cieszę się że moja bajeczna wizja gimbazy upadła. W ten sposób jest jakoś lżej.
  Wspominanie to takie trochę taplanie się w słodkim i gęstym syropie z kłamstwa. Nasze wspomnienia z dzieciństwa z biegiem lat mają coraz mniej wspólnego z prawdą. Jakim cudem pamiętamy momenty, których nie mamy prawa pamiętać? Co zrobiliśmy podczas pierwszego pobytu u dziadków, jak wyglądały jedne z naszych pierwszych świąt? Zasłyszane przez nas opowieści o nas za maleńkości wbijają się w naszą świadomość, wierzymy w nie. Dowód na to, że wielokrotnie powtarzane kłamstwo może stać się prawdą. I zanurzamy się we wspomnieniach i narzekamy na to co jest teraz, bo przeszłość wydaje się piękniejsza. Jak w „Jesiennej” zespołu Akurat – „Jesień jest wtedy gdy myśli zmienia tęsknota za czymś, czego nie ma.”. Bardzo prawdziwe.
  Warto w ogóle wspominać? Myślę, że tak, o ile nie łączy się to z użalaniem nad sobą i narzekaniem na jakże ulotne „teraz”. Retrospekcje są przydatne, mogą coś wyjaśnić, mogą wywołać uśmiech na twarzy, mogą wzruszyć, mogą zmotywować na zasadzie „jak kiedyś się udało, to teraz też się uda”. A może lepiej zacząć marzyć i wybiec naprzód? Znaleźć jasny cel, zaplanować drogę, która nas do niego doprowadzi – całkiem dobry pomysł… Pozostaje tylko dowiedzieć się, jak.
Szczere Kocisko

  Ostatnio wszystko ma nieznośną tendencję do denerwowania mnie. Irytowania swoją głupotą. Może mówię trochę zbyt dosadnie, ale co ja mogę? Przesilenie wiosenne od lat ma mnie za swój cel i atakuje na różne sposoby. Czasem, kiedy staje przed swoim składzikiem z artylerią wybiera jakąś fikuśną chorobę, innym razem codzienny ból głowy, albo – jak w tym roku – irytację i pozorną (lub nie) utratę kontroli nad czasem. Zaraz… Utratę kontroli nad… czasem? Tak, uważam, że w dużej mierze od nas zależy, czy jesteśmy z ciągłym niedoczasie i zaniedbujemy to, co w naszym własnym interesie, czy może sprezentujemy sobie popołudnie z książką lub na świeżym powietrzu. Jeszcze lepiej – z książką i na świeżym powietrzu! Paradoksalnie im więcej mamy na głowie, tym więcej mamy czasu dla siebie. „Dlaczego?” – zapytasz co bardziej rozgarnięty czytelniku. Odpowiedź jest bardzo prosta: kiedy napięty grafik zmusza nas siłą, byśmy się zorganizowali, wychodzi nam to tak świetnie, że i czas wolny się znajdzie. Czas jest w ogóle bardzo elastyczny, ale jak z każdym  materiałem, z czasem trzeba umieć się obchodzić. Bądź kowalem swojego czasu? Coś w tym stylu, jednak nie to jest tematem (zaplanowanym tematem) moich dzisiejszych rozważań.
  Cóż więc takiego wpłynęło na mnie tak, że po dwutygodniowej przerwie postanowiłam usiąść spokojnie i coś napisać? Brak czegokolwiek, co wpływałoby na młodych ludzi, co by ich zainteresowało i STYMULOWAŁO MÓZGI. Wszystko na raz, aby nie pozostawiać wątpliwości. O co mi znowu chodzi i czemu się czepiam? Szkoła nie może już pełnić funkcji centrum kultury, dla większości ludzi w moim wieku. Mały wybór rzeczy, którymi można by się zająć oraz „skazanie” na określoną społeczność, która wcale nie musi nam odpowiadać – oto wady kulturalnej twarzy szkoły, które sprawiają, że u przeciętnego lub wcale nieprzeciętnego nastolatka przegrywa ona z Internetem. W moim przypadku też tak jest, co widać – przecież piszę internetowy blog, zamiast na przykład publikować swoje wypociny w szkolnym szmatławcu. Po prostu wydaje mi się, że szkolny szmatławiec ograniczał by kreatywność i zmuszał do kontaktu z ludźmi, czego wolę unikać, jeśli mam taką możliwość. A mam. Właśnie ten blog. Nadążacie?
  Więc skoro szkoła odpada, to co ma do zaoferowania Internet? Znalezienie swojej niszy, swojej społeczności, swoich odbiorców. I wydaje się, ze to wyjście idealnie. Ale zaczęłam łapać się na tym, że zupełnie nieświadomie skłoniłam się do nieco materialistycznej postawy. Coraz częściej czegoś chcę lub przekonuję się do czegoś z racji mody. A gdy przychodzi chwila na refleksję – jestem przerażona. Bo zaczynam myśleć, że świeczka, luźny sweter i kubek kawy to miły wieczór, że jestem gorsza, bo nie mam szalonych spontanicznych (czyt. pozowanych, zaplanowanych i dopracowanych) zdjęć z wyjazdu tu czy tam i że do życia niezbędne mi takie i takie buty. Paranoja, czyż nie?
  Więc może jest jakieś głębsze źródło poznawania kultury, dowiadywania się o ciekawych zjawiskach, ludziach? Jakieś gazety? Dla młodzieży? Od razu zaznaczę, że nie chodzi mi o żadne newsy z …. o amerykańskich gwiazdeczkach (Bravo itp.), mam na myśli coś poważniejszego. Cogito?  Przed długi czas łudziłam się, że jest dość wartościowe, jednak coraz trudniej mi w to uwierzyć. Artykuły o kierunkach studiów itp. wcale nie niosą pomocy czytelnikom, bo albo nie są potrzebne, albo zupełnie nietrafiające w target. Bo targetem czasopisma edukacyjnego dla licealistów, są licealiści zainteresowani edukacją, a ilu zainteresowanych edukacją licealistów marzy o karierze stewarda czy stewardesy? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, nie wydaje mi się, że byłoby ich wielu.  Możemy sobie też poczytać o seksualizacji dzisiejszej młodzieży (Ah ta straszna, dzisiejsza młodzież… Za moich czasów…), o tym że dziewczyny nie są już subtelne, nie ma dam, są tylko puste… nie wiem jakiego słowa użyć, no nieważne, wiadomo o co chodzi. Możemy sobie poczytać opowiadania o trudnym życiu, abyśmy mieli wzorce do identyfikowania się z nimi. Możemy też dowiedzieć się o zupełnie nie przydatnych nam eventach. Po wszystkie, o których możemy przeczytać, są skierowanie do znających się na czymś konkretnym, laikom wstęp wzbroniony. A jak ktoś nie jest laikiem tylko powiedzmy działa w domu kultury czy czymkolwiek takim, to dostaje informacje o konkursach i wydarzeniach związanych ze swoją dziedziną. O utrwalaniu stereotypów już się nie będę rozpisywać, potrzeba by na to osobnego wyrobu…
   Kiedyś było pod tym względem łatwiej, w każdym razie tak mi się wydaje. Mniejszy wachlarz możliwości ułatwiał decyzję, pozwalał znosić niedogodności na zasadzie „albo to, albo nic”. Teraz jeden program telewizyjny i jedna gazeta nie uszczęśliwią całego pokolenia. Bo istnieją atrakcyjniejsze perspektywy. Ale czy wydawcy zdają sobie z tego sprawę? Myślę, że jeśli jeszcze przez chwilę chcą mieć czytelników, muszą zrozumieć, że nie będą już jednym oknem, przez które młodzi ludzie mogą patrzyć na świat. Czy zrozumieją?
Szczere Kocisko
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ▼  2016 (18)
    • ▼  marca (3)
      • szczerekocisko.pl
      • Stawianie na głowie
      • Dzielę się jedzeniem - luty
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.