Wielu sądzi, że zdolność do
odczuwania emocji przypisana jest ludziom. Niektórzy są nawet skłonni
powiedzieć, że zwierzęta kierują się wyłącznie instynktami i odczuwać mogą
najwyżej fizyczny ból lub przyjemność. Serio? Jesteśmy jedynym gatunkiem, który
czuje, ma intuicje i bardzo dobrą pamięć, i potrafi to wszystko po chamsku
zbagatelizować. W dodatku jesteśmy więźniami swoich dokonań i płacimy sztucznie
ustanowioną walutą za jakość życia. Gdyby się temu
dokładniej przyjrzeć można uznać, że zarobek jest dla ludzi tym, czym polowanie
i maskowanie się dla zwierząt, pobór wody i odpowiednie ustawienie liści dla
roślin. Ale istnieje jeden haczyk. Sukces nie-ludzi opiera się na właściwościach
stałych dla danego gatunku, na rozwinięciu, podobnych dla całej grupy,
umiejętności. Ludzie za pomocą pieniądza omijają ten mechanizm. Mogą kraść,
mogą się „ustawić”, mogą trafić na żyłę złota. I są najbardziej
odindywidualizowanymi zwierzętami stadnymi.
Narzuciliśmy sobie czas zegarowy.
No może nie my sami. Gdy się urodziliśmy, zegary tykały już wszędzie i trzeba
było na to przystać. Jednak jako gatunek, sami zamknęliśmy się w czasie. Nasze
umiejętności mieszczą się dziś w sekundach, nasze zyski dzielą się na godziny,
nasze szczęście kolekcjonuje się w latach. Nawet ja, pisząc w tej chwili
zastanawiam się ile czasu już pisałam i ile jeszcze mi zejdzie. Z uśmiechem na
ustach marnujemy czas i jesteśmy źle, gdy okazuje się, że go brakuje. Źródła
radości i rozwiązania problemów upatrujemy w skrupulatnym pakowaniu czasu,
mieszczeniu się w nim i nadziei, że zostanie nam ta wisienka na torcie, którą
będzie można przeleżeć do góry brzuchem. Myślimy co było i co będzie, że pomimo
dokładnego zarządzania minutami, umyka nam najważniejsze – teraźniejszość. I
jak tu czuć czyste emocje?
Pies. Taki pies widzi tylko teraz. Miewa świadomość przeszłości, czasem
przeczuwa przyszłość (np. wizytę u weterynarza), ale to, co istotne trwa
właśnie w tej chwili. Tu posłużę się cytatem z powieści Olgi Tokarczuk „Prawiek
i inne czasy”. „Lalka mieszka więc w teraźniejszości. Dlatego kiedy Misia
ubiera się i wychodzi, Lalce się wydaje, że odchodzi ona na zawsze. Na zawsze
co niedziela idzie do kościoła. Na zawsze schodzi do piwnicy po ziemniaki.
Kiedy znika z pola widzenia Lalki, znika na zawsze. Smutek Lalki jest wtedy
bezgraniczny, suka kładzie pysk na ziemi i cierpi.” Lalka to – jak można się
domyślić – pies .
Dochodzę do wniosku, że Czas Zegarowy, to po
prostu zły brat Czasu. Czując obecność przeszłości i przyszłości, widzimy
szerzej. W ten sposób emocje chyba trochę tracą swoją siłę. Z kolei, kiedy
zagłębimy się w momencie, którego nie ma (był, może będzie), czujemy emocje,
których nie ma.
Pozostaje tylko pytanie, czy jest możliwe i czy ma sens w
dzisiejszych czasach, uwolnić się spomiędzy tych niedorzecznie uwierających
wskazówek i czuć?
Szczere Kocisko
