• Home
  • O mnie
  • Instagram
  • Facebook
  • Kontakt

Szczere Kocisko

Na początku października zamierzałam robić wszystko. Najlepiej wszystko i z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Czytać wszystkie teksty, o których wspominali prowadzący zajęcia, przepisywać na  czysto wszystkie notatki. Ćwiczyć każdego wieczoru, bez wyjątków, angażować się we wszystkie interesujące inicjatywy. Chodzić na wszystkie fajne koncerty, odwiedzać wszystkie wystawy, ponownie zacząć grywać w gry (przez tematy poruszane na zajęciach od jakiegoś czasu chodzi za mną Deus Ex: Human Revolution), oglądać masę filmów, uczyć się intensywniej szwedzkiego, czytać, ach, ile czytać.

Nie ma. No nie da się tak. To znaczy – pewnie by się dało, są osoby, które zdają się być wszędzie i angażować się we wszystko, ale albo rybka, albo akwarium – nie robią za to tych rzeczy, którym ja poświęcam wiele czasu i które mają dla mnie duże znaczenie. Świadome zakupy, gotowanie, jedzenie bez pośpiechu, szukanie inspiracji, pisanie, czytanie, z którego nie mogłabym zrezygnować… Także kontakt z rodziną. Nie wyobrażam sobie przez cały dzień nie zadzwonić do mamy. Mam wrażenie, że już jakiś czas temu jedną z moich pasji stała się codzienność. Dbam o nią jak o cenną roślinkę, której nie można zaniedbać.  

W ostatnim tygodniu, choć nie był tak ciężki, jak mógłby, (naprawdę, gdybym wiedziała, ile zajęć zostanie odwołanych, podeszłabym do niego z zupełnie innym nastawieniem i bez środkowotygodniowej załamki) kilkakrotnie udało mi się zakwestionować moją zasadność bycia tutaj. Dziwnie funkcjonować ze świadomością, że nie mam żadnych podstaw do czucia się pod względem prawdopodobieństwa zaliczenia semestru bezpieczniej, niż inni. Gimnazjum kończyłam na pozycji uprzywilejowanej i na takiejż dostałam się do liceum. Liceum, w którym szybko znów wskoczyłam na półkę traktujcie mnie nieco inaczej, jestem olimpijką. I ten stan w pewnych aspektach jeszcze się utrzymuje – z tytułu bycia studentką -finalistką OLiJPu do końca roku akademickiego będę dostawać stypendium. Cieszę się niezmiernie, ale dalej mnie to dziwi, jak można być gratyfikowanym za kilka miesięcy pracy po tak długim czasie? To trochę tak, jak z wejściami na blog za pośrednictwem haseł „jak napisać pracę olimpijską”. Serio, co roku, od sierpnia do grudnia, przynajmniej raz na tydzień ktoś natknie się na mnie w ten sposób.

I tak, pojawiają się wątpliwości – czy wybierając ten kierunek, wiedziałam, na co się piszę? Nie czuję się dobrze pracując w grupie i mam ambiwalentny stosunek do sztucznej inteligencji. I czuję się ogromnie nieswojo patrząc na świeże zdjęcia pustych mózgoczaszek. Ale są tu też rzeczy, które niesamowicie lubię! Wszelkie te tematy związane z fizjologicznymi aspektami pamięci, z neuroplastycznością, lingwistyka poznawcza... Pocieszam się myślą, że te wszystkie metodologiczne flaki z olejem są potrzebne, są punktem wyjścia i w przyszłości będą dla mnie po prostu zestawem narzędzi, który będzie dla mnie naturalny i na który i tak nie będę zwracać uwagi. No, taką mam nadzieję.

Znalazłam sobie furtkę, dzięki której jest mi trochę łatwiej i całkiem możliwe, że z nieco mniejszą presją – wystarczy pamiętać, że ja to lubię. Że nie muszę, że nikt mi nie każe. Że lubię. I że mogę działać w takim zakresie, jaki uważam za stosowny i dopasowany do swoich potrzeb, bo i tak tu nikogo to nie obchodzi. Mimo to, jednak, chciałabym czegoś więcej, niż zaliczenia, a i o nie zaczynam się martwić.

Szkoła wychowała mnie na naprawdę dobrą uczennicę, ale nie wiem nic o byciu studentką.
Nie jest łatwo, bo psuje się pogoda, a słońce w pigułce, które ostatnio kupiłam, jeszcze nie działa. Ok – myślę sobie – nie dokręcam śruby, daję sobie czas i pozwalam sobie nawet posmucić się nieco, czasem trzeba i nie mam z tym żadnego problemu. Rozumiem, akceptuję i daję sobie na to moment.
A tymczasem zostawiam tu kolejną porcję zdjęć mojego jedzenia. Planuję dzielić się tu nimi regularnie, np. co miesiąc. Dobrze?
Płatki owsiane na wodzie, z jogurtem, cynamonem, chałwą, daktylami suszonymi, bananem i granatem

Obiadek w mojej ulubionej wege restauracji w Toruniu - Ciasnej. Burger z buraczków i czerwonej fasoli, roszponka, guacamole, marynowane pieczarki cytrynowe, wegański sos czosnkowy

Płatki owsiane na wodzie z cynamonem, melasą, pomarańczą i figą

To samo, wersja z granatem, bananem i figą

Zupa soczewicowa (domowe leczo + zielona soczewica z puszki), guacamole, gotowa tortilla podsmażona z przyprawami w charakterze nachos

Domowy wegepasztet, kiełki, ryż gotowany z kurkumą, miks sałat z pomidorem i kiełkami w sosie z musztardy i octu balsamicznego

Bułka kukurydziana, musztarda, rukola, wegepasztet, pomidory, kiełki brokułu

Kiszone warzywa (babcine), zgrillowana bułka razowa, pasta z ciecierzycy z musztardą i kurkumą, kiełki

Grillowana włoszczyzna z olejem z pomidorów suszonych, makaron, duuuużo pieprzu czarnego

Grillowana bułka z ziarnami i zupa soczewicowa, taka jak poprzednio

Jarmuż, awokado, pomidory, kiełki, sos czosnkowy (na jogurcie), gotowa tortilla

Nasiona chia na mleku ryżowym, banan, mango, granat, wiórki kokosowe
Banan, pomarańcza, granat, melasa, wiórki kokosowe
Owsianka na wodzie z bananem, granatem i melasą



Za mną ciężki tydzień. Tydzień, który zmęczył mnie, zanim zdążył się jeszcze rozpocząć, a w zasadzie, w który weszłam już zmęczona i zniechęcona, bo w domu było tak miło i tak sentymentalnie, że zderzenie z mniej miłą, mniej sentymentalną i jednak, jak się okazuje, mniej moją rzeczywistością, musiało skończyć się frustracją. Tydzień, który przez pierwsze dwa dni zadawał ciosy, aby zrehabilitować się trzeciego dnia, ale nie tak, aby się człowiek wyspał, nie! Raczej tak, aby czuć jakąś tam dumę z siebie przy jednoczesnym, nerwowym rozglądaniu się za kawą. Taki oto tydzień.

A teraz mam świadomość, że to za mną. Że minęło. Że nie ze wszystkim dałam radę i nie wszystko mogę w notatniku odhaczyć jako zrobione, a wkrótce pojawią się kolejne wyzwania, którym trzeba będzie stawić czoła, ale będę dawać radę. Znów i znów.

Dzisiejsze przedpołudnie było już naprawdę ciężkie. Sam poranek nie, ani moment budzenia się – z tym nigdy nie mam problemu, bardzo lubię celebrować pierwsze minuty po otworzeniu oczu, nie grzebię się, nie przysypiam, nie narzekam. Działam. Trochę jeszcze na ślepo i czasem zdarzy mi się rzucić kubkiem lub zaplątać w kabel od ładowarki, ale to dość zabawny rodzaj roztargnienia.  
Zaniepokoiłam się dopiero, kiedy wypiwszy dużą, pyszną kawę, zamiast poczuć przypływ energii, która pozwoliłaby mi zachować przytomność na wykładzie, poczułam jedynie drżenie rąk. Choć poprzednio piłam kawę dopiero we wtorek.

Na szczęście nie musiałam już przystopowywać, to już – chwila na oddech. Chwila na dokładne przyjrzenie się swojemu zmęczeniu, na radość, że doczekałam się tej chwili spokoju, że w ogólnym rozrachunku poradziłam sobie, sprostałam i nie jest źle. Jest bardzo, naprawdę bardzo dobrze.

Zmęczenie jest fajne. Nawet z tego względu, że brzmi całkiem sensownie jako wymówka. Nie wstanę jutro o szóstej – powinnam odpocząć. I dlatego, że – jeśli się swojego ciała uważnie słucha – można się wiele dzięki zmęczeniu o sobie dowiedzieć. O tym, co nas męczy, jak nas męczy, co od nas to zmęczenie odpędza. O tym, jak, pomimo zmęczenia, siłą rozpędu można jeszcze przygotować sobie przepyszny obiad, zrobić pranie, zapalić świeczki, kupić nowy świecznik, poświęcić uwagę wszystkim i wszystkiemu, co ważne. O tym, ile ma się rezerw i jak przyjemnie móc się w końcu położyć, zdrzemnąć o godzinie piętnastej lub leniwie czytać Prousta. Nie wiem, czy każdy poświęca sobie tyle uwagi, co ja, raczej nie. 

Ja nie wyobrażam sobie w pozbawionym uwagi życiu szczęścia. 
  • Older posts →
  • ← Newer Posts

❤

Szczere Kocisko

❤

❤

Archiwum bloga

  • ▼  2016 (18)
    • ▼  marca (3)
      • szczerekocisko.pl
      • Stawianie na głowie
      • Dzielę się jedzeniem - luty
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2015 (66)
    • ►  grudnia (5)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (11)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (7)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (6)
  • ►  2014 (72)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (2)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (9)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (5)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2013 (66)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (6)
    • ►  października (5)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (5)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (9)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (5)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (5)
  • ►  2012 (5)
    • ►  grudnia (5)
Created by ThemeXpose. All Rights Reserved.