Chyba nikomu kapcie z wrażenia
nie spadną jak powiem, że wspomnienia są po to, aby je wspominać. Tautologia.
Ale co konkretnie wspominamy? Fakty, czy raczej złudzenia? Zdecydowanie
częściej wracają do nas przejmujące sny, marzenia i obietnice, niż fakty i
zwykłe zdarzenia. Realne spojrzenie na sytuację z przeszłości przegrywa w walce
o miejsce w naszej świadomości z wyidealizowanymi (lub zdemonizowanymi)
wycinkami przeżytych zdarzeń. Nie do końca wiadomo dlaczego. W każdym razie ja
nie wiem, osoby znające się na psychologii, osoby badające mechanizmy ludzkiego
umysłu z pewnością znają odpowiedź na moje pytanie. Do czego zmierzam? A do
tego, że powoli dochodzę do wniosku, że niezbyt warto wspominać zbyt wiele.
Łatwo o zawód.
Ostatnio postanowiłam skorzystać
z wolnej chwili i odwiedziłam swoją poprzednią szkołę. Byłam bardzo
podekscytowana, zastanawiałam się o czym opowiem nauczycielkom, dla których
postanowiłam nawiedzić te stare szare mury. Po prostu zasługiwały na pamięć. W
każdym razie wizytę wyobrażałam sobie zgoła inaczej, myślałam, że to będzie jak
odwiedziny w dawno niewidzianym domu rodzinnym. W liceum nie zawsze czuję się
tak swobodnie, jak bym chciała i lubię obarczać je winą za to. Myślę wtedy coś
w stylu: „Ach, jak chciałabym wrócić do mojego gimnazjum…” albo „Eh, w
gimnazjum było lepiej…”. No i wróciłam. Na niespełna godzinę, ale jednak. I co?
Czułam się dokładnie tak samo, jak w nowej szkole, może nawet byłam jeszcze
bardziej podenerwowana. Co więcej, okazuje się, że nawet badawcze spojrzenia czwartoklasistów
uczących się o tym, dlaczego należy odrobaczać swoje pieski, mogą mnie
zawstydzić, zablokować i zniechęcić. Zastanawiam się teraz: czy było warto?
Tak, zdecydowanie cieszę się że moja bajeczna wizja gimbazy upadła. W ten sposób jest jakoś lżej.
Wspominanie to takie trochę
taplanie się w słodkim i gęstym syropie z kłamstwa. Nasze wspomnienia z
dzieciństwa z biegiem lat mają coraz mniej wspólnego z prawdą. Jakim cudem
pamiętamy momenty, których nie mamy prawa pamiętać? Co zrobiliśmy podczas
pierwszego pobytu u dziadków, jak wyglądały jedne z naszych pierwszych świąt?
Zasłyszane przez nas opowieści o nas za maleńkości wbijają się w naszą świadomość,
wierzymy w nie. Dowód na to, że wielokrotnie powtarzane kłamstwo może stać się
prawdą. I zanurzamy się we wspomnieniach i narzekamy na to co jest teraz, bo
przeszłość wydaje się piękniejsza. Jak w „Jesiennej” zespołu Akurat – „Jesień
jest wtedy gdy myśli zmienia tęsknota za czymś, czego nie ma.”. Bardzo
prawdziwe.
Warto w ogóle wspominać? Myślę,
że tak, o ile nie łączy się to z użalaniem nad sobą i narzekaniem na jakże
ulotne „teraz”. Retrospekcje są przydatne, mogą coś wyjaśnić, mogą wywołać
uśmiech na twarzy, mogą wzruszyć, mogą zmotywować na zasadzie „jak kiedyś się
udało, to teraz też się uda”. A może lepiej zacząć marzyć i wybiec naprzód?
Znaleźć jasny cel, zaplanować drogę, która nas do niego doprowadzi – całkiem
dobry pomysł… Pozostaje tylko dowiedzieć się, jak.
Szczere Kocisko
Brak komentarzy: