Im dłużej tkwię w tajemniczym
tworze zwanym liceum ogólnokształcącym, tym więcej mnie w nim irytuje. Nie
jestem stworzeniem wybitnie towarzyskim: rocznikowy rajd integracyjny spędziłam
w toalecie, nie mam potrzeby utrzymywania kontaktów ze starymi znajomymi i z
każdym dniem odkrywam kolejną rzecz, która mnie w ludziach wkurza. Nawet jeśli danego
dnia nie dam rady odkryć nic nowego, to na pewno coś sobie przypomnę. Tylko
niefortunnie się składa, że lubię się tym przejmować. Bo w sumie, to nie chcę się denerwować. Ale cóż ja biedna mogę zrobić?
Moje zachowanie może wydać się
bezsensowne, możecie pomyśleć sobie „O co tej wariatce znowu chodzi?”. I może
mielibyście rację, nie chcę wnikać… W każdym razie zauważyłam, że szkole chyba
trochę wszystko jedno, kto się w niej uczy. Określa się jednym mianem dużą
zbiorowość, zróżnicowaną zbiorowość i… niekoniecznie świadomą swojej roli
zbiorowość. Elita. Jaka elita, przepraszam bardzo? Elita, która myśli, że jak
już jesteś beznadziejny z historii, biologii i języka, to zawsze możesz zostać inżynierem?
Która wierzy w seriale takie jak „Doktor House” lub coś z serii CSI?
Oczywiście, część z nas ma jakąś szansę stać się kiedyś elitą, ale dopiero za
jakieś 10 lat! I szkoła, jaką skończyliśmy decyduje o tym w najmniejszym
stopniu. Śmieszne? Śmiać to mi się chce, gdy widzę ludzi, którzy sądzą, że
szkoła zrobi coś za nich, za nich zda tę wymarzoną i wynoszoną to jakiejś
niezwykle wysokiej rangi maturę. W drugą stronę też jest źle: kiedy ktoś myśli,
że nauka i tak nic nie znaczy, a naukę utożsamia z maturą właśnie. I mówi, że
Bill Gates, czy Steve Jobs nie skończyli studiów i im się udało, że czemu mu by
się miało nie udać. Z tym, że oni ich nie skończyli nie z powodu lenistwa i
myślenia „jakoś to będzie” lub „na co mi to”, ale po to by pracować, coś
stworzyć. I zdaje mi się, że mieli na to pomysł i
potrzebną wiedzę. Tak, szkoła nie jest
konieczna, o ile ma się wiedzę. No niestety często się jej nie ma. Ktoś mądry
powiedział, że ciasnota umysłowa się poszerza. Dodam, że w zatrważającym
tempie. Kto teraz chce być wszechstronny sam z siebie? Każdy chce się teraz
zamknąć z swojej dziedzinie i nie wiedzieć nic poza tym. No jasne, po co komu
wiedza ogólna? Może po prostu zamkniemy ogólniaki i stworzymy np. prawniczą
zawodówkę albo technikum medyczne? Ktoś chętny?
Coś jeszcze. Wychowawcza forma
szkoły zanika. Naprawdę, nie brakuje nikomu prezentowania pozytywnych i
negatywnych wzorców zachowań? Serio, jesteśmy już tacy dojrzali, że przestało
to być potrzebne? Czy może dla niektórych już za późno?
Szczere Kocisko
Brak komentarzy: