„Człowiek od zawsze zastanawiał
się, jaka jest koncepcja ludzkiego losu… Guzik prawda! Człowiek od zawsze
strugał dzidy i zabijał żółwie!” – oto cytat Wariata-od-polskiego. Wariat rzucił
tym stwierdzeniem podczas omawiania cotrymestralnych próbnych prac maturalnych,
zwanych diagnozami. I choć miało to na celu skrytykowanie bezmyślnego stylu
pisania, cechującego wielu uczniów, wyciągniętego żywcem w gimnazjum,
chciałabym pójść w stronę zabijanych żółwi.
Jesteśmy obdarzeni moralnością,
prawda? Skądś wiemy, że niektóre zachowania są złe, inne dobre. Nie jest to
wynik postępu cywilizacyjnego, rozważań filozofów ani dokładnej analizy
historii. Po prostu wiemy. Jednak są takie sytuacje, gdy ocena dobra i zła
przychodzi z większym trudem. Istnieją dwa ciekawe dylematy – zwrotnicy i
mostka. Tu pozwolę sobie przytoczyć fragment artykułu „Lustrzana moralność”
Jerzego Vetulaniego – „[…]W dylemacie zwrotnicy po szynach nadjeżdża rozpędzony
wagon. Stoisz przy zwrotnicy ustawionej tak, że wagon pojedzie prosto i zabije
pięć nieznanych ci osób idących po torze. Jeżeli nie uczynisz nic – wszyscy
zginą, ale możesz przestawić zwrotnicę. Wówczas wagon skręci na boczny tor, na
którym stoi jeden, również nieznany ci człowiek. Przestawiając zwrotnicę
ratujesz życie pięciu osobom, ale zabijesz tę jedną. Czy przestawisz zwrotnicę?
[…] Sytuację matematycznie identyczną przedstawia dylemat mostka. Niby podobna
– tor, rozpędzony wagon, pięć osób na torze, które bez twojej interwencji nie
unikną śmierci. Ale faktycznie jest inna – tor biegnie prosto pod mostkiem, na
którym stoisz z nieznanym ci człowiekiem, podobnym do tych na torze. Jeżeli
zepchniesz go w odpowiednim momencie, to jego ciało padając na tor spowoduje
zatrzymanie wagonu, ale on sam niechybnie zginie[…]”. Na czym polega problem?
Otóż w pierwszej sytuacji, gdy na to, co stanie się z człowiekiem wpływamy
niebezpośrednio, więc zabicie jednaj osoby nie jest problemem. Kiedy trzeba
zrzucić nieszczęśnika pod pociąg, wolimy nie zrobić nic. Mamy tendencję do umywania rąk, odwracania
wzroku, przechodzenia obojętnie. Jednocześnie uwielbiamy wykorzystywać
zwrotnicę, nasz wentyl bezpieczeństwa, pozwalający na… przejęcie władzy nad
sytuacją.
Kiedy jedni strugali dzidy i
zabijali żółwie, inni obmyślali plan działania, taktykę walki, nie dotknąwszy ani
jednego żółwika o słodkich, żółwikowych oczkach. Kto jest odpowiedzialny za to
polowanie? Kto krzyczał „Hejże, na żółwiki!”… Z czasem technika wyszła nam naprzeciw.
Dała broń lepszą, niż dzidy. Pozwoliła odizolować się od własnego okrucieństwa
i stale uszlachetniać barbarzyństwo, a może raczej znieczulać nas na nie.
Akceptujemy „pokojowe wojny”, cieszymy się na „wojny dronów”. Zapominamy, że
kiedy my sterujemy uroczym, bezzałogowym odrzutowcem, jego lot ma umożliwić
zabicie większej ilości ludzi. „Rozpoznanie terenu i obserwacja”, jasne.
Kiedyś, aby zaspokoić swoją potrzebę destrukcji, trzeba było jeszcze mieć
odwagę spojrzeć przeciwnikowi w oczy i posłużyć się mieczem. Teraz zabijanie
jest prostsze. Nie tylko stratedzy mają swoją zwrotnicę, każdy ją ma.
Mimo tej całej moralności,
różnicy między dobrem a złem, człowiek potrzebuje destrukcji. Potrzebuje jak
nie wiem co! Jak inaczej wyjaśnić na czym polega popularność krwawych filmów,
okrutnych gier komputerowych, kryminałów i dlaczego na internetowych serwisach
informacyjnych największą popularnością cieszą się informację o wypadkach i katastrofach?
Ciekawostka na koniec – kiedy spopularyzowały się pociągi, a w zasadzie
parowozy, rozpoczęły się prawdziwie odkrywcze eksperymenty. Chciano sprawdzić,
co się stanie, gdy uderzą w siebie dwie, rozpędzone do granic możliwości,
maszyny. Nie muszę chyba mówić, jak to się kończyło. Odłamki lecące na wszystkie
strony dostarczały obserwatorom… wyjątkowych wrażeń.
Człowiek od zawsze obrażony był
moralnością i konsekwentnie ją bagatelizował. Szlachetny gatunek.
Szczere Kocisko
Znałam ten "test" z wagonikiem, jeśli można określić to tym słowem. Podobno psychopaci odpowiadają, że zrzuciliby tego człowieka - mam nadzieję, że istnieją wyjątki od tej reguły, bo odpowiedziałam dokładnie tak samo.
OdpowiedzUsuńJeśli mam być szczera i mogę trochę ponarzekać to powiem, że moralność jest dla mnie przereklamowana - nie można stwierdzić czy coś jest całkiem dobre lub całkiem złe, dlatego jak dla mnie powinniśmy wyłączyć ten głupi mechanizm i zacząć żyć trochę inaczej. Może łatwiej mi tak mówić, bo sama nie miałam chyba nigdy jakiś wyrzutów sumienia albo czegoś w tym stylu, ale z drugiej strony nie można stwierdzić, że jakiś czyn był tylko zły lub tylko dobry - nawet jeśli chodzi o zabójstwo w pierwszy wypadku i pomoc ubogim w drugim.
Tak naprawdę nie da się tego wyzbyć. Nie mówię o wyrzutach sumienia, ale o samej ocenie. A w ogóle to można być psychopatą i nie zabijać, więc spokojnie ;P 3% każdego społeczeństwa to psychopaci
UsuńO zgrozo, to bardzo dużo! Człowiek tak naprawdę często nie wie, czemu postępuje w dany sposób...coś robi, a później się zastanawia nad mechanizmem, nie może uwierzyć - jak mógł to zrobić...
UsuńLudzki mózg podejmuje decyzje zanim świadomość zajarzy... Potem człowiek tylko racjonalizuje to, co zrobił...
UsuńTak, też je lubie. Nath artystka XD
OdpowiedzUsuńCiekawe spostrzeżenia.
OdpowiedzUsuńPamiętam, że kiedy byłam młodsza, bywały chwile, w których dosłownie wstydziłam się tego, że należę do gatunku homo sapiens. Zachowujemy się jak władcy. Egoistyczni, pyszni, wciąż nienasyceni. Zdobywamy. Więcej, więcej. Nie patrząc na konsekwencje. A tak naprawdę w środku... Jesteśmy cholernymi tchórzami i kiedy dochodzi do tragicznej sytuacji, w której na przykład mamy okazję uratować komuś życie, trzęsiemy portkami. Piszę w 1. osobie lm., bo zapewne sama nie jestem lepsza. Czasem czuję, że zwierzęta mają w sobie więcej "człowieczeństwa" - tak się mówi, choć czym jest to człowieczeństwo?
Człowieczeństwo to chyba rezygnacja z naturalnych mechanizmów, prawa dżungli. W ten sposób większość ludzi ma z człowieczeństwem bardzo mało wspólnego...
UsuńMoralność jest potrzebna niemal na każdym kroku, ale powiedzmy szczerze - bez ludzi, którym jej trochę (albo i całkowicie) brakuje byłoby nudno. Nie wyobrażam sobie życia pośród samych powściągliwych ludzi :D
OdpowiedzUsuńChyba trochę nie o to chodzi w moralności. Nie mówię o tym w kontekście obyczajowym, gdzie moralność to pewne "ograniczenia". Chodzi o samo rozpoznanie tego, co, jako ludzie mamy zrobić w takiej i takiej sytuacji, czasem wybór mniejszego zła...
UsuńMoralność działa, dopóki ktoś nie zacznie nam robić wody z mózgu, bo duży wpływ mają na nią także nasi najbliżsi. Ja mam taki pewien problem, jeżeli chodzi o uprawianie seksu. W domu ciągle trują mi, że to złe, że nie ma co szybko zaczynać, że mam się szanować i w ogóle, a wówczas wszędzie, bo w mediach, szkole, filmach pokazuje się takie sceny, propaguje się antykoncepcję itd. Nie jestem głupią dziewczyną i na pewno nie poszłabym do łóżka od tak sobie, ale przyznam, że będąc już tyle czasu z chłopakiem myślę nad tym, aczkolwiek coś mnie blokuje, bo oni mi wgadali, że to złe, traktując mnie jak małą dziewczynkę, która nie wie, co to prezerwatywa. Tak więc moralność nie zawsze potrafi podpowiedzieć nam, co jest dobre, a co złe. PS Dobry przykład z tymi pociągami. Byłam doprawdy zaskoczona. Pozdrawiam ; *
OdpowiedzUsuńNo tak, tu wkracza obyczajowość... W takich sytuacjach chyba najlepiej posłuchać własnego sumienia, odświeżyć swój system wartości. Rozmawiać :)
UsuńO tych eksperymentach z pociągami dowiedziałam się niedawno, też nie mogłam w to z początku uwierzyć ^.^
Ooo! Widzę, że ktoś tu słucha Comy. Byłam na ich koncercie dwa razy. "Angelę" uwielbiam, bo ta piosenka w gruncie rzeczy mówi o mnie i zaliczam ją do jednych z tych kawałków, które nigdy mi się nie nudzą. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama i nie tylko ja wybucham. To złe, bo ranimy naszych facetów tym. To takie idiotyczne... On jest dla mnie taki dobry, a ja robię wielkie rzeczy z niczego, rycząc, rzucając się na łóżko i szarpiąc za włosy. Kiedyś nie miałam czegoś takiego. Dopiero jak wpadłam w anoreksję zaczęło się to tak na mnie odbijać i pozostało. W każdym razie postanowiłam jakoś zacząć nad tym panować. Lepiej późno niż wcale.
UsuńO tak, "0rh+" <3 Kompleksy? Jeżeli chcesz o tym pogadać, to ja z chęcią. Jestem pewna, że niepotrzebnie się nimi zadręczasz, bo wyglądasz na bardzo mądrą, inteligentną i sympatyczną dziewczynę. Powiem Ci, że jeżeli nie można pokochać i zaakceptować samego siebie, to trudno normalnie żyć. Wiem z własnego doświadczenia, niestety. Coś trzeba z tym zrobić, nie możemy tak cały czas stać w miejscu. Jeżeli my nie weźmiemy spraw w swoje ręce, to nigdy nic nie zmienimy, dlatego trzeba działać! ; )
UsuńAjj, kochana! Na pewno nie jest tak źle! Podziwiam Cię, że uprawiałaś jakikolwiek sport, bo ja z reguły jestem leniuszkiem. Nie lubię ćwiczyć, nie jestem typem sportowca. Dopiero choroba nauczyła mnie męczyć się po parę godzin dziennie, żeby schudnąć. Wiesz, rozumiem Cię. Czasem też patrzę w lustro i przypominam sobie bardzo chudą mnie z wystającymi kośćmi i chciałabym tak wyglądać, ale nie chcę znowu w to wpaść, dlatego staram się z tym walczyć, chociaż to nie takie łatwe. Poza tym umięśnione kobiety wcale nie są takie ładne, bynajmniej wg mnie. Ty na pewno jesteś szczupła i nie powinnaś mieć sobie nic do zarzucenia. Jeśli chodzi o sukcesy, to tak jest, że skoro już się to osiąga, to chciałoby się czegoś więcej i... Ech, wiesz, o co mi chodzi, prawda? Poza tym ciesz się tym, co masz. Ja np. często przywołuję tę myśl: Wolałabym być dalej mega patykiem czy być z Mateuszem? Miłość wygrywa ; ) Czasem człowiek jest w strasznym dole i nie zawsze to pomaga, ale bywa, że daje do myślenia.
UsuńMoże to brzmi samolubnie, ale taka prawda - ja także miewam chwile, w których chcę zwrócić na siebie uwagę, nawet często. Liczę na to, że kiedyś albo nauczymy się z tym walczyć, albo z tego wyrośniemy i będzie dobrze. Poza tym to bardzo Ci dziękuję, to naprawdę miłe. Nie jestem dobrym przykładem ani też nie jestem zbyt wytrwała w mojej walce, bo trudno wyzbyć się czegoś, z czym żyje się od tylu lat dzień w dzień i nieustannie się o tym myśli. Cieszę się jednak, że los przysłał mi Mateusza akurat wtedy, gdy byłam bardzo załamana i nie miałam nadziei na lepszą przyszłość. Tak na marginesie to wierzę w coś takiego, że skoro teraz jest źle, to kiedyś zostanie nam to wynagrodzone i będzie już w porządku. Oby!
UsuńBardzo motywujące stwierdzenie, poważnie. Tylko powiem Ci, że po prawie dwóch latach walki człowiek stale słabnie i ma coraz mniej siły na to wszystko. Ciągle tylko podejmowanie prób, które i tak idą na marne. Wtedy, gdy postanowiłam kolejny raz się zmienić i założyłam tego bloga, miałam serio dobry dzień i stwierdziłam, że to dobry moment żeby założyć coś raz na zawsze i tego dokonać. Hmmm, skoro mówisz, że z wiekiem to nie przechodzi... Myślę, że masz rację, bo to jednak tkwi gdzieś w charakterze, a charakter trudno zmienić. Poza tym nie wiem, w jakim wieku jesteś i trudno mi stwierdzić, czy wiesz to z własnego doświadczenia ; ) Ja akurat mam 17 lat i pójdę do II klasy liceum. Zawsze boję się, że ludzie z internetu wezmą mnie za gimbusa... Cóż ; )
UsuńNo to możemy przybić high five. Po prostu czasami piszę w wielkim nieładzie, a moje życiowe sytuacje i zachowanie jest niejednokrotnie tak dziecinne, że jeżeli ktoś nie wie, ile mam naprawdę lat, z pewnością weźmie mnie za gimbusa, co by mnie uraziło, bo gimbusy w tych czasach to jakaś masakra. Bynajmniej u mnie nie da się na to patrzeć.
UsuńRacja, tylko dziwne jest to, że ten przełom następuje właśnie w gimnazjum - tam dzieciaki myślą, że są już dorosłe. Ostatnio stoję w kolejce i kupuję grę. Za mną stała pewna dziewczyna, taka w naszym wieku. Po chwili przyszedł do niej jakiś gnojek [miał z dobre 12 lat] i zapytał ją, czy da mu fajkę, bo chce mu się palić. Myślałam, że polegnę...
UsuńJak mówisz o sępieniu szlugów, to zaraz przypomina mi się mój Mati. Jak nie ma pieniędzy na papierosy, a na ogół tak jest, to łazi po szkole i próbuje od kogoś zgarnąć chociaż jedną fajkę. Najlepsze jest to, że jego znajomi gdy wracają ze mną do domu, mówią: "Nie gniewaj się, ale jak ja go widzę, to mu nie daję", po czym sami mnie proszą, żebym z nimi zapaliła i dają mi darmo papierosy, mimo że nikogo o nic nie proszę. Wtedy przynajmniej mogę coś przynieść Mateuszowi ; ) Jestem lepszą zdobywczynią fajek niż mój chłopak, nikotynowy pasożyt.
UsuńCiesz się, że rzucił. Mój próbował parę razy i raz szło ładnie, bo nie palił od dwóch miesięcy. Potem się rozchorowałam i kumple w przeciągu tygodnia znowu ściągnęli go na złą drogę. Cóż, trudno rzucić nałóg po prawie 3 latach palenia... Co gorsza, nie dość, że nie udało mi się mu pomóc, to sama zaczęłam palić. Teraz nazywają nas zakochanymi palaczami.
UsuńMasz rację. Muszę po prostu znaleźć sobie jakieś zajęcie. Powiem Ci, że poprawiłaś mi tym humor i zaszczepiłaś we mnie jakąś chęć do działania. Gadałam też przed chwilą z koleżanką z klasy, Wiktorią. Zaprosiła mnie do siebie na noc i zaproponowała, żebyśmy w czwartek poszły na basen. Poza tym znalazłyśmy sobie jakiś wspólny cel, który chcemy zrealizować. Od razu raźniej. No i tak jak napisałaś, widzę, jakby wyglądało moje życie bez niego. Nie wiem, jakim cudem wytrzymywałam to wcześniej... Chociaż gdy się poznaliśmy byłam wrakiem człowieka. Dopiero on postawił mnie na nogi. Tak na marginesie, jakie plany na te wakacje? ; )
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńOlimpiada? Można wiedzieć, jaka? Przyznam, że mnie tym zaintrygowałaś ; )Zazdroszczę Ci bardzo tego wyjazdu z ukochanym do dziadków, serio. To coś wspaniałego. Też bym z chęcią gdzieś z tym moim pojechała, ale stwierdziliśmy, że za rok pojedziemy sobie na wspólne wakacje. Moje plany w sumie nie są zbyt konkretne. Głównie to jeżdżenie na basen, spędzanie czasu z Matim, skończyć pisać książkę no i dobrze by było uwolnić się raz na zawsze od anoreksji ; )
UsuńPS Przepraszam za ten komentarz powyżej, przez przypadek zalogowałam się na moje konto z prawdziwego maila.
Hmmm, humanista! Ja chodziłam na takie olimpiady w gimnazjum. Nie wiem dlaczego, ale w liceum jeszcze się z tym nie spotkałam. Co do dziadków, to na pewno są kochani i macie się u nich dobrze. My czasem wpadamy do dziadków od Mateusza, gdy jesteśmy w mieście. Jego babcia zawsze da nam się przejeść i bez bólu brzucha stamtąd nie wyjdziemy ; ) Książkę piszę i chciałabym wydać, ale nie dla własnych korzyści. To ma być taka podzięka dla Mateusza za to wszystko, co dla mnie w życiu zrobił, robi i jeszcze będzie robił. Cieszę się, że nazwałaś to gównem, bo dotychczas spotykałam się z idiotkami, które zazdrościły mi choroby. Nic, tylko sobie walnąć kulę w łeb.
UsuńOn nie wie, że mu ją piszę. Wie jedynie, że chcę wydać jakąś książkę, ale nie wnika w to. Tym lepiej dla mnie ; ) Chcę tam walnąć jakąś ładną dedykację, poszukać wydawcy i tyle. Pewnie mało kto przyjmie tą książkę, ale będę walczyć do skutku. No to podziwiam Cię, bo ja jestem typowym humanistą tych czasów. Przedmioty ścisłe kompletnie mi nie podchodzą. I gratuluję laureata, ja byłam finalistą, bo zabrakło mi 5 punktów do laureata ; ) Ja także nie rozumiem tego. Ci ludzie są chyba bardziej chorzy umysłowo niż ja. Zazdroszczą anoreksji, bo nie umiem jeść i przez to chudnę. Dramat. Tylko problem polega na tym, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy, z jakim się to cierpieniem wiąże. Chcesz jeść, ale się boisz, a nie że nie chcę jeść - tak to działa.
UsuńLiczą liczą, ale mam nadzieję, że rodzice mnie wspomogą. W końcu wiedzą, że to dla mnie bardzo ważne. Czego się boję? Boję się utyć, a tyje się, gdy się je. Dlatego boję się jedzenia. Najgorsze jest to, ze ja nawet nie chcę utrzymywać wagi, bo wtedy jadłabym normalnie. Ja chcę cały czas chudnąć. Dlatego nie potrafię zjeść np. 2000 kcal dziennie. Ten strach jest okropny. Nie wiem, czy kiedyś bardzo się stresowałaś, ale możesz to do tego porównać. Jeśli już zjesz, to też jest źle, bo dręczy Cię sumienie. Kumulujesz w sobie ogromne napięcie, które musisz rozładować, bo nie wytrzymasz. Potem zaczynają się właśnie niemiłe rzeczy... Dlatego lepiej trzymać się w ryzach.
UsuńChudziutka jesteś. Nie masz po co mieć kompleksów, bo naprawdę ważysz idealnie. Co do mnie... Mam 165 cm wzrostu i w najgorszym momencie ważyłam 37 kg. Bardzo to po mnie było widać, bo jestem kościstej budowy. Po wyjściu z choroby ważyłam 60 kg. Potem znowu dopadł mnie ten tok myślenia i tak stale chudnę, raz się głodząc, a raz objadając [najpierw chwyciła mnie bulimia, a potem kompulsywne jedzenie]. Póki co ważę 54 kg, ale mam silne wahania wagi tak nawet poniżej 50 kg. Trudno mi to jakoś ustabilizować, ale będzie ok, musi być. Jeśli chodzi o stres, to nie wiem, czy masz tak jak ja, że nie denerwujesz się szkołą, ale jakimiś sytuacjami życiowymi i głupotami tak ; )
UsuńCzyli tak zwane dylematy moralne. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy wrzuciłabym jakiegoś nieszczęśnika pod pociąg żeby uratować kilku innych. Chociaż jeżeli, chodzi o zwrotnicę to jestem prawie pewna, że zabiłabym jedną osobę kosztem innych. To naturalne, że nie chcę się wrzucać kogoś pod pociąg a za to skazuję się go na to niebezpośrednio.
OdpowiedzUsuńJeżeli stoi się na moście, to wie się że w sumie równie dobrze samemu można byłoby rzucić się pod wagon i go zatrzymać. Nie mieszając w to człowieka stojącego obok. Ale wątpię, żeby ktoś chciał poświęcać własne życie. Nawet gdyby załóżmy grupa ludzi zginęła, to można byłoby sobie to racjonalizować w sposób: skoro człowiek nic nie zrobił, nie mogłam i ja nic zrobić. Z kolei, gdy stoi się przy zwrotnicy dylemat wydaje się prostszy, bo już zasadniczo swojego życia nie można ofiarować. Człowiek łudzi się, więc ze osoba stojąca na torach na jego miejscu zrobiłaby to samo. Mam nadzieję, ze jasno to przedstawiłam :)
Tak, wręcz idealnie przedstawiłaś różnicę między działaniem pośrednim i bezpośrednim dla moralności człowieka ;) to znaczy, że jesteś zdrowa psychicznie ;D
UsuńUff... jakie szczęście. Właściwie nie wiedziałam, co przedstawiam ale wczułam się w tą osobę X i napisałam wszystkie spostrzeżenia. :D
UsuńZ jednej strony to dobrze, że masz prawidłowo działającą moralność, z drugiej - to pokazuje schematyczność ludzkiego umysłu xD
UsuńW niektorych kwestiach chyba lepiej być schematycznym xD
UsuńOczywiście! ;D
UsuńNie zrzuciłabym tego człowieka z mostu. I nie wiem czy pociągnęłabym za zwrotnicę, by uratować tą piątkę ludzi tym samym zabijając jednego. Bo jakby nie patrzeć, gdyby nie moja interwencja szedł by sobie spokojnie dalej. Czasami włącza mi się myślenie typu "a może tak miało być? A może ten pociąg MIAŁ w nich wjechać?". Trzeba tylko uważać, by nie traktować tego jako wymówki, bo wszystko można zwalić na los.
OdpowiedzUsuńNo tak, mały Hitler miał się utopić, ale ktoś postanowił postąpić moralnie...
UsuńMoralność jest po prostu niemodna. Kto w XXI wieku jeszcze zachowuje się w porządku?
OdpowiedzUsuńObawiam się, że w większości przypadków część mózgu chce zachować się w porządku. Ale reszta nie zawsze na to pozwala :/
UsuńNie wiem, czy ktoś jeszcze postępuje morlanie, z jakimiś normami. Moje są inne niż wszystkich (tak mi się wydaje). Szczerze powiedziawszy, jestem okrutna i może dziwna... ale postarałabym się o to, by ten pociąg zabił każdego. razem ze mną.
OdpowiedzUsuńCzy wszytskie to nie wiem, nawet nie większość. Czasami sporadycznie się zdarzy. ;)
Uważam, że albo wszyscy albo nikt.
UsuńNie, nie piszę wierszy. Wszystko wypływa ze mna pod wpływem emocji, czasami jakiś tekst mnie zainspiruje.
Mówiono mi to nie raz, ale ja jednak wolę pozostać przy takim pisaniu. Wiersze... źle mi się koajrzą.
UsuńSzkoła i te sprawy. Do interpretowania wierszy mnie zmuszano, gdybym to pisała czułabym jakbym zmuszała innych do interpretowania, czy wgl czytania tego.
UsuńPrawda? Liceum i polski nmnie przerażają!
UsuńJa jako, że bardziej ze mnie ścisłowiec niż humanista to no.. z polskim na bakier jestem. Gimnazjum nauczylo mnie penwych rzeczy, których tudno mi siewyzbyc, by dobrze coś napisać w liceum.
UsuńAaaa bo my ludzie mamy skłonności do motywu brzydoty - ja tego nie rozumiem, sama nie czytam/oglądam horrorów, ani żadnych takich krwawych rzeczy. Choć gry strzelanki w młodości lubiłam, a zatem niewiele się różnię.
OdpowiedzUsuńCo do zasad, przedstawione przykłady są wyborem mniejszego zła, a w takiej sytuacji tkwimy w sytuacji tragicznej. W sumie nie bez powodu mówi się o ludziach, którzy nie posiadają kręgosłupa moralnego, że idą po trupach do celu. To się zgadza.
Brzydota jest po prostu tajemnicza i zaskakująca. A każdym razie łatwiej o zaskakującą brzydotę, niż zaskakujące piękno ^^
UsuńNo w sumie, tak z życia wzięte, łatwiej usłyszeć: "patrz jaka/i brzydka/i" niż "patrz jaka/i piękna/y!". Brzydota zaskakuje bardzo.
UsuńI poprawia humor. Czyjaś brzydota nie wprawi cię w kompleksy ;D
UsuńAhahahaha, no w sumie, jedynie co mogę wówczas odczuwać to współczucie xD.
UsuńDokładnie!
UsuńMówiøam powaænie :C
OdpowiedzUsuńHehe, spoko jest. :d
OdpowiedzUsuńLudzie posiadają instynkt przetrwania, który budowany jest przez lęk przed winą. Umywanie rąk jest jedną z form obrony siebie samego, często reakcją bezwarunkową, efektem szoku.
OdpowiedzUsuńTak, ale gdy "wina" jest niebezpośrednia, pośredniczy nam inna, automatyczna akcja, nie czujemy tej potrzeby... Ludzie są śmieszni
Usuń