![]() |
| Mimo pozornego uroku, to nie jest coś, co chciałam oglądać w ferie... |
Tak, jak od średniowiecza człowiek był regularnie
rozdzielany na ciało i duszę, tak Kocisko zdaje sobie sprawę ze swojego
rozdarcia na ścisłowca i humanistę. Wiecie, jedną półkulą mózgu rozwiązuję
zadanka z fizyki i rozmyślam o układzie oddechowym płazów, a drugą płaczę nad
losem Baczyńskiego i piszę rozprawki na 820 słów. Jednocześnie. Za tydzień
odbędzie się etap okręgowy olijp-u, więc spędzam te radosne dni oddzielające
mnie od zmierzenia się z czterogodzinnym siedzeniem na tyłku i pisaniem w szkole.
Z humanistami. No kto to widział?!
Nie, nie zamierzam nikogo krytykować, podśmiewać się,
ironizować. Podziwiam humanistów, zauważyłam, że to prawdziwi ścisłowcy sztuki.
Mówię jak najbardziej serio. Mam wrażenie, że mat-fiz, czy bio-chem obdarzony
jakąś wrażliwością, fantazją, czy czymkolwiek, co pozwala mu rejestrować bodźce
płynące z obcowania ze sztuką, bo przeczytaniu wiersza, który przypadnie mu do
gustu, będzie się zastanawiał, coś czuł, może się biedaczysko wzruszy. Odbierze
tą poezję, ona wywrze na nim jakieś wrażenie, jeśli duże – znajdzie szczególne
miejsce w jego pamięci. Co zrobi w takim wypadku humanista? Sporządzi notatkę.
Ups. Jakoś mi się to zupełnie nie zgadza. To znaczy w
gruncie rzeczy zazdroszczę determinacji i chęci osobom, które tak potrafią, ale
sama nie mogłabym w ten sposób. Wygląda na to, że chyba znalazłam czynnik
wykluczający mnie z grona humanistów. Będzie śmiesznie, gdy ów czynnik okaże
się wykluczającym mnie również z grona olimpijczyków, gdyż wyszłam z założenia,
że życie jest zbyt krótkie, by sporządzać notatki i szatkować nimi jakże
szlachetny proces odbioru sztuki. Jeśli coś – jakiś wiersz lub cytat – krzyknie
mi w mordkę rozpaczliwe „Zapamiętaj mnie!”, szczytem mojej aktywności jest zrobienie
mu spektakularnej fotografii okraszonej hipsterskim filtrem.
W gimnazjum zupełnie inaczej do tego podeszłam. Chyba jakoś
zdrowiej. Nie miałam żadnego kontaktu z innymi olimpijczykami, nie słuchałam
plotek głoszących o tym, jak to niektórzy przygotowują się popołudniami, siedząc
codziennie do dziewiętnastej z nauczycielami w szkole. I co? I byłam jedyną
laureatką z języka polskiego i jedną z dwóch laureatek w całej szkole w
czymkolwiek. Trochę bieda. Pamiętam, jak przed okręgowym moje przygotowania
ograniczały się do przeczytania „Buszującego w zbożu”, „Pianisty”, „Gnoju” i „Alchemika”,
a przed finałem do lepszego poznania Szymborskiej i przeczytania jakiegoś
radosnego spisu motywów literackich i jeszcze kilku książek w tym cudownego „Świata
Zofii”. Serio.
Szczere
Kocisko

To beznadziejne uczucie. Sam wiele razy dumałem nad tym swoim rozdarciem - wiesz, siadałem zgarbiony, opierałem łokieć o kolano, starając się wyglądać inteligentnie. Przez lata edukacji szkolnej można sobie porozmyślać nad tym spokojnie, ale w pewnym momencie liceum się kończy, a Ty siedzisz przed stroną wybranej uczelni i robisz wyliczankę między kierunkami humanistycznymi a ścisłymi ;)
OdpowiedzUsuńOj... Jak na razie ja staram się nie dopuścić do siebie myśli, że jestem w połowie swojej licealnej drogi, nie wiem, co to będzie później, ale chcę połączyć pierwiastek humana i ścisłowca i iść na kognitywistykę albo na kognitywistykę komunikacji ;)
UsuńJa jeszcze się nie określiłam, do której grupy przynależę. Kocham sztukę, literaturę i chcę pisać, ale biorę udział w olimpiadzie z fizyki, a ostatnio doszły mnie słuchy, że w tej z matmy też. Może po prostu jestem ''wszechstronna'' ? :D
OdpowiedzUsuńAch, ta wszechstronność :D No zaraz wpadnę w samouwielbienie :D
OdpowiedzUsuńJako dziecko,tak do 13 roku życia bardziej byłam humanistą, bo wielbiłam czytać, malować i robić wszystko to co można było podciągnąć pod twórczość artystyczną. Jednocześnie byłam bardzo dobra z matmy i ją lubiłam ale skończyło się to wraz z pójściem do średniej, gdzie nauczycielka mnie skutecznie zniechęciła do tego przedmiotu. Przez ostatnie 2 lata szkoły miałam nową nauczycielkę z polskiego, która jako pierwsza w życiu zaraziła mnie miłością do poezji, której wcześniej nie czytałam, Przeprogramowałam się. To było to co docierało do mnie, matma była na sucho. To dzięki tej nauczycielce od polskiego dowiedziałam się, że umiem pisać lepiej niż przeciętnie. Miałam być architektem, ostatecznie wylądowałam na studiach filologicznych, potem na kulturoznawczych (obecne). Także chyba jednak jestem humanistą, bo choć wiem że gdybym przysiadła teraz do matmy to bym się jej nauczyła, ale nie mam do niej serca, nie sprawia mi przyjemności.
OdpowiedzUsuńPowodzenia na olimpiadzie :) a co do tego że mało przeczytałaś książek a i tak odniosłaś sukces, może lepiej jest przeczytać jedną a ze zrozumieniem, niż 10 i zapamiętać je tak jak klucz nakazuje :)
Hmm ja pamiętam, że w podstawówce byłam niezłym matematycznym mózgiem. Takim serio mózgiem. Potem w gimnazjum też było super, ale jednocześnie zainteresowałam się polskim, zrobiłam tą olimpiadę i w ogóle.
UsuńTeraz mam rozszerzenie mat-fiz-bio i z matmy i fizyki wychodzą mi trójki bo jestem zbyt zajęta olimpiadą z polskiego, by ogarniać xD
Co do tych książek - może masz rację ;)
Hm, chciałabym być trochę bardziej ścisłowcem, tak po połowie :P Bo głównie jestem humanistką... Chociaż w sprzeczkach z moim lubym mówię mu, że humanista to człowiek wszechstronnie wykształcony, a to się u mnie zgadza - uwielbiam literaturę, ale kocham też geografię ;) No więc uważam Twoje ścisło-humanistyczne zainteresowania, nastawienie za atut ;)
OdpowiedzUsuńNo tak, w pierwotnym znaczeniu humanista to właśnie człowiek radzący sobie z niemalże każdą dziedziną. Taki Leoś z Vinci ;)
UsuńW sumie antyczni filozofowie to też antyczni matematycy, więc każda dziedzina nauki wyrasta pierwotnie z jednego korzenia
http://koty-to-zlo.blogspot.com/2014/02/jakies-takies-pytania.html
OdpowiedzUsuńProszę szczerze odpowiedzieć na moje pytania, jak na Szczere Kocisko przystało! :D
Oczywiście, że odpowiem ;) Jak tylko znajdę trochę czasu ;)
UsuńPrawdziwy humanista nie rozbiera wiersza na części pierwsze, tylko się nim autentycznie zachwyca. Analiza i interpretacja utworu literackiego to jest jakaś umiejętność, którą umie opanować w stopniu podstawowym właściwie każdy, czy jest z humana, czy z mat-fizu. Ja raczej zaobserwowałam, że ścisłowcy, a zwłaszcza biol-chem mają tendencję do określania wierszy jako nudy, głupoty, bezsensu itd. Nie chce im się nawet zastanowić nad tym, co czytają, bo od początku przyjmują, że to stek bzdur.
OdpowiedzUsuńPoza tym humanista we właściwym tego słowa znaczeniu musi mieć o wiele rozleglejszą wiedzę z dziedzin: języka polskiego, języków klasycznych (łacina, greka), filozofii, socjologii, psychologii, sztuki.
Ja uważam się za humanistkę, a interesuje mnie wiele rzeczy, między innymi biologia. Zamykanie humanisty w ramach narzędzia do interpretacji wierszyków mnie oburza.
Również byłam jedną z dwóch laureatów w moim gimnazjum w całej jego historii (dodam jeszcze, że nikt nie wierzył, że zrobię laureata z języka polskiego) i uważam, że po pierwsze trzeba mieć wrodzone umiejętności, a po drugie lubić literaturę. Tępe kucie nic nie da, ale moim zdaniem chwalenie się tym, że się nie uczyło jest dziwne.
Ja szanuję ścisłowców, dlaczego na każdym kroku słyszę, że jestem skazana na McDonald? Drażni mnie to, bo nie jestem nieukiem, który nie ma pojęcia o świecie, leży na brzuchu i nic nie robi.
Moje spostrzeżenia dotyczące humanistów i ścisłowców sformułowałam na podstawie tego, co widzę wśród moich znajomych. Humaniści, o których piszę, to po prostu ludzie, z którymi mam do czynienia na zajęciach olimpijskich i oni (z tego, co zauważyłam) notują i analizują jak zaklęci ;P
UsuńNie oburzaj się, serio, nie warto.
Nie chodziło mi o to, że się nie uczyłam. Uczyłam się. To znaczy czytałam. I pisałam, nic więcej nie było mi potrzebne, bo w dalszych etapach w gimbie nie ma testu językowego, a szkolny był dość łatwy. Po prostu nie pozowałam na cierpiętnicę, która poświęca wszystko w imię upragnionego laureata...
Słyszysz, że jesteś skazana na McDonald, bo najczęściej mówi się to zupełnie bezmyślnie i od bezmyślnych ludzi, których filozofia życiowa opiera się na haśle "Chanie, wóda, polibuda"
To nie miał być napad na Ciebie, tylko takie ogólne spostrzeżenia a propos odnoszenia się do humanistów, więc nie obrażaj się, czy coś :)
UsuńSpoczko, nie ma problemu ;]
UsuńNo cóż, jeszcze parę lat temu szczerze wyśmiałabym osobę, która by mi powiedziała, że pójdę na bio-chem-mat, choć biologię lubiłam od zawsze, to jednak lepiej czułam się w językach (w tym polskim, naturalnie) i przez część podstawówki i całe gimnazjum byłam przekonana, że chcę być tłumaczem. Przyszły konkursy przedmiotowe, spróbowałam swoich sił zarówno w językowych, jak i ścisłych - polski nie wyszedł, bo nie przeczytałam nic, z angielskiego doszłam do rejonowego, a potem dowalili słownictwo ze sportu, z niemieckiego zabrakło mi 3%, z chemii, która jawiła mi się jako czarna magia, doszłam do finału (sama się przygotowując), a z biologii byłam finalistką, bo miałam dość i nie czytałam o nietoperzach ;p Dało mi to obraz, że daję w miarę radę na wielu polach, co wcale nie ułatwia sprawy...
OdpowiedzUsuńBardzo szanuję i uwielbiam literaturę i sztukę w ogóle. Ale dla mnie interpretacja i analiza wierszy zawsze były katorgą, bo dla mnie jest to jak łapanie motyli i przybijanie ich szpilkami do ściany, żeby podumać nad wzorkami na ich skrzydłach. Jako mowę uczuć staram się je odczytywać językiem uczuć. Moja mama jest polonistką i wpoiła mi to od małego, raczkuję w czytaniu książek i wierszy po angielsku, może kiedyś dojdą utwory po niemiecku. Z drugiej strony kocham rozpisywać reakcje (redoksyyyy <3), rozkminiać izolacje rozrodcze, a nad pracą domową z funkcji też miło posiedzieć. Ale łamię sobie głowę nad kierunkiem studiów, a i tak wróżę sobie karierę pod mostem :) Takie życie.
Co do poprzedniego komentarza, zabawy z woskiem są mi nieodłączne, tak samo jak robienie kici-kici niezależnie od miejsca i czasu na widok kotów. Czaaaas... przyjmę w każdej ilości.
Nie, nie skończymy pod mostem. Będziemy kreatywne, wszechstronne i wykształcone i świat będzie się bił o naszą wielozadaniowość, ot co! :D
UsuńPodoba mi się takie myślenie :D Zapożyczę sobie, chyba nawet spiszę sobie to zdanie i nakleję na ścianę, o!
UsuńO, bardzo mi miło w takim razie ^.^
UsuńW sumie Cię rozumiem, bo też jestem wewnętrznie rozdarta. Z jednej strony od zawsze nienawidzę fizyki, był czas, kiedy chodziłam na korki z matematyki i aktywnie uczestniczyłam w lekcjach polskiego, biorąc udział w konkursach (nawet z sukcesami) oraz pisząc opowiadania. Z drugiej - zawsze ciekawiła mnie biologia, kiedyś chemia była ulubionym przedmiotem, problemy z matmą zamieniły się w przyjemność z nauki, a polski zaczął okropnie nudzić. Obecnie mam dużo lepsze oceny z królowej nauk aniżeli z ojczystego języka. W klasie maturalnej mam wątpliwości, jakie studia wybrać. Po prostu jeden wielki chaos.
OdpowiedzUsuńW każdym razie już teraz życzę powodzenia na olimpiadzie!
Dziękuję ;)
UsuńA ja życzę powodzenia w ogarnianiu chaosu ^^
Dziendoberek Kocisko!
OdpowiedzUsuńJakże dawno musiałaś nie widzieć mojego nicku w komentarzu. Wybacz. Ale nie morduj mnie wzrokiem, ponieważ wszystkie notki czytałam, tylko nie miałam czasu skomentować ^^"
Ja jestem humanistką i mimo dobrych ocen z fizyki czy chemii - do ścisłowca mi daleko. Zdarza się, że przeczytam jakiś wzruszający cytat tudzież wierszyk ale tak jak ty, nie zapisuję takich rzeczy. Jak zapamiętam to zapamiętam, a jak nie to następnym razem gdy natknę się sie ów twór będę pod takim wrażeniem, jakbym czytała to po raz pierwszy ;)
Jedyne co zapisuję to własne dzieła, ale tylko mnie one interesują... no i ewentualnie koleżanke, która uwialbia wszystko, czego autorem jestem ja (fajnie jest mieć takuego fana ^^).
Pozdrawiam i zycze wygranej,
Lina
Tym razem oszczędzę Twoje życie ;)
UsuńWłaśnie mam bardzo zbliżone podejście - jeśli coś jest warte mojej pamięci, zostanie zapamiętane ;P
Ja swoje zapisuje, ale potem bardzo często gubię... A nawet jak nie gubię, to samo z siebie się przedawnia ^^
naprawdę humaniści przy sztuce potrafią tylko robić notatki? jakoś nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. a nawet myślałam, że to właśnie humaniści wzruszają się, są bardziej wrażliwi na sztukę. a ścisłowcy próbują wszystko upchnąć we wzorze. co przy sztuce jest nieco niepełne. ale kwestia perspektywy. :)
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki. czasem nie chodzi o wykutą wiedzę, a właśnie o to co mamy w środku. i czy stres nas nie zje i będziemy w stanie uzewnętrznić się. czuję, że będzie dobrze.
Walentynki... to takie ironicznie wspomnienie, czy naprawdę lubisz to święto? :)
Też tak myślałam. Ale przygotowując się do olimpiady, widzę, jak ci humaniści szukają nawiązań, motywów, toposów, archetypów i zastanawiają się "jak to wyglądałoby w innej epoce". Nie wiem, nie czuję tego... To znaczy rozumiem, że dobrze znać kontekst, że to pomaga w pełnym zrozumieniu, ale kurczę, poezja nie jest po to, żeby zasilać zeszycik z motywami...
UsuńDziękuję ;)
Hm... To trzecie walentynki w moim ukochanym i za każdym razem staramy się je jakoś świętować. Wiesz, dać sobie jakiś mały podarunek, pójść do kina na jakąś kreskówkę (serio), zjeść kebaba na mieście. Tak bez szaleństw i zbędnego kiczu ;)
Nominowałam cię do Liebster Blog Award :) http://imaweirdkidyouknow.blogspot.com/2014/02/liebster-blog-award.html
OdpowiedzUsuńO, kolejny liebster do zrobienia ;P
UsuńMusisz znać jakiś fałszywych humanistów, kto normalny robi notatki z wiersza?? To wszystko się przecież wie. Prawdziwy humanista to człowiek wszechstronnie wykształcony, któremu nie jest obca żadna dziedzina nauki, posiadający lotny umysł i świetny dar wymowy. Potrafi namalować przyzwoity obraz, napisać książkę czy wiersz, a jednocześnie obliczy zadanie i zna budowę wewnętrzną protistów. Nie musi robić żadnych notatek z wierszy bo doskonale zna ich budowę i jest na tyle inteligentny by zrozumieć sens, również ten drugi i trzeci. Tak w każdym razie byłoby idealnie, ponieważ humaniści są bezlitośnie wypaczani przez szkołę która służy ich ograniczaniu, rodzinę która wolałaby inżyniera i takich właśnie ,,notatkowych" z którymi muszą chodzić do szkoły,a którzy nie kumają matmy więc się im wydaje ze są humany. Human to stan umysłu, to styl życia, rodzaj człowieka... Do tego trzeba mieć powołanie!
OdpowiedzUsuńZnam ludzi, którzy przygotowują się do olimpiady z polskiego, a olijp się w sumie rządzi własnymi prawami... To tyle, co mam do powiedzenia ;P
UsuńJa kiedy poznałam "typowego humanistę" i typowego "ścisłowca", stwierdziłam, że nie jestem ani jednym ani drugim. Jeśli jednak pominiemy "typowy", to jestem matematyczno-fizycznym ścisłowcem, który lubi języki obce (włącznie z C#) i pisać w zaciszu własnej klawiatury. Mój umysł jest zbyt nastawiony na chłodną kalkulację, aby angażować się w poezję i podziwiać piękno sztuki. Natomiast piszę znacznie lepiej od przeciętnego informatyka. Stawia mnie to w wygodnej pozycji pod tytułem: "Ze wszystkim sobie jakoś poradzę". Studia jednak mam przed sobą ścisłe. ;)
OdpowiedzUsuńMam podobnie, choć skłaniam się również ku poezji, psychologii, filozofii. I zdecydowanie lepiej radzę sobie z biologią, niż z matmą i fizyką, ale absolutnie nie przeszkadza mi to w rozszerzaniu tych przedmiotów ;)
Usuń