Nigdy nie przepadałam za
wakacjami. Wiązały się często ze stresem spowodowanym koniecznością
przeprowadzenia gruntowniejszych porządków, niemalże codziennym myciem naczyń,
oglądaniem godzinami kreskówek lub MTV Rocks. Elementem przełamującym nieznośną
rutynę były wyjazdy. Plażująco-tańczące ze szkołą podstawową, jeździeckie,
kickboxerskie. Różne. I bywało różnie. Moja introwertyczna natura sprawdza się
wprost idealnie, gdy przychodzi mi mieszkać z ludźmi w jednym pokoju, jeść z
ludźmi, siedzieć z ludźmi i tak cały czas. No cóż, w końcu jednak przyszedł
taki rok, gdy nauczyłam się w pozytywny sposób wykorzystywać dostępny czas. Na
tegoroczne wakacje już się cieszyłam. Wizja dwóch miesięcy bez szkoły była tak
piękna. Nie wnikam w to, ile udziału miała w tym sama szkoła. Po prostu się
cieszyłam. Zaczęłam od dokładniejszego uporządkowania pokoju, jego ukrytej
pozaprzestrzeni, odkrycia, że pod łóżkiem jest podłoga – nie piekielne wrota.
Potem spędziłam sympatyczny tydzień, wyjechana.
Jestem, przede mną wizja wielu
cudownych dni, małych wyjazdów, wielkiej radości. Ale nie tylko. Zmotywowana
zeszłorocznym gimnazjalnym sukcesem na olimpiadzie języka polskiego, postanowiłam
spróbować szczęścia w drugiej liceum. A nuż uda się ominąć maturę z polskiego i
zapobiec stresowi związanemu z rekrutacją na studia… Zapomniałam tylko, że
kiedyś trzeba napisać tą nieszczęsną pracę olimpijską. Że trzeba przeczytać te
wszystkie książki. Że trzeba się nauczyć pisać rozprawki na kilkanaście stron
A4, albo chociaż na pięć. Nie wiedziałam, że samo myślenie o tym wszystkim, co
mnie czeka, może być tak stresujące. Że listy książek, gier i płyt, które
miałam zgłębić przez te dwa miesiące, stają się w już nieaktualne. Że chęć
rozwijania się we własną stronę, pisania tutaj i szycia dziwacznych maskotek
jest niczym przy temacie, który muszę opracować. Mało to wesołe.
Wybory bolą. Szczególnie, gdy
trzeba podjąć decyzję, która może czasowo ograniczyć twoje możliwości, ale
jeżeli się dasz radę… Warto! Możliwe, że będę zmuszona drastycznie zmniejszyć
ilość pisanych tu rzeczy. Możliwe, że
siły starczy tylko na pierdoły w stylu tego, co właśnie czytacie. Trochę się boję tego, co mnie czeka. Choć
znając mnie, przesadzam, narzekam, marudę i panikuję. Istnieje bardziej
pozytywna opcja – będę rozkoszować się książkami, dotyczącymi obranego przeze mnie
tematu, zmotywuję się do myślenia ponadprogramowego.
Szczere Kocisko
Jeszcze nic nie wiem. Post –
zapchajdziura. Jeśli na dniach napiszę coś lepszego, ląduje w koszu.
świetny wpis :)na prawdę bardzo mi się podoba!! :)))
OdpowiedzUsuńRadzę poczytać inne, gdyż to jest zapchajdziura niemająca sensu ;)
Usuńakurat ;p dostałam od niej identyczny komentarz xD
UsuńHaha wszędzie jest wysyp wlaśnie takich komentarzy. Gdy tylko widzę, to tępię :P
UsuńAle nie chciałam być nie miła xD
Oj tam, nawet takie posty w twoim wykonaniu wydają się być dość ciekawe. A takie rzeczy jak m.in. przygotowanie do olimpiad i ważniejszych konkursów to wiele wyrzeczeń, jednak skoro cię to interesuje to powinnaś dać radę :)
OdpowiedzUsuńOch, dziękuję ;D
UsuńZ tą olimpiadą jest taka sytuacja, że w gimnazjum poszło mi bardzo łatwo. Robilam to, co chciałam. Czytałam, pisałam felietony. Teraz muszę od nowa uczyć się pisać - tym razem bardziej pełnometrażowo. Przerażające :)
wybory są cieżkie, a zmiany często bolesne. ale inaczej nie szlibyśmy do przodu tak więc... powodzenia:)
OdpowiedzUsuńDziękuję ;) postaram się dojść jak najdalej ^^
UsuńNie wiem, jak wygląda olimpiada w liceum... Ale sama wybierasz zakres, który masz przeczytać ?
OdpowiedzUsuńTak czy inaczej, nie panikuj. Polecam grafik - dzień wolny/dzień naukowy. :) Dużo lepiej wchodzi tworzenie. Wiem. Bo było tak ze mną przed maturą. A nagroda - nie tylko nie piszesz matury, ale jeszcze przyjmą Cię na każde humanistyczne studia. :)
Pierwszy etap trwa do grudnia i pisze się pracę na jeden z podanych tematów. Wszystko w domu. Niektóre lektury są podane, inne nie. Praca na 10-15 stron. Potem okręg: praca pisana na szybko i tak na wiele stron, potem test językowy.
UsuńTo jest tak, że nie naukowe dni i tak będą pracowite, a ja... Lubię nic nie robić. Spróbuję dać radę ;D
Gdybym tylko myślała o humanistycznych studiach. Dla mnie ta olimpiada to trochę wentyl bezpieczeństwa. Choć słyszałam, że niektóre uczelnie biorą wszystkich finalistów laureatów,bez względu na dziedzinę
Patrzę sobie na ten wcześniejszy komentarz i myślę: jesteś bardzo mądra, skoro udało Ci się uporać z taką olimpiadą :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)choć może tylko miałam szczęście ;P
UsuńObie u siebie napisałyśmy posty zupełnie odbiegające od naszego stylu pisania. Zapchajdziury - piękna nazwa :D.
OdpowiedzUsuńTy to jednak jesteś mózg, ja jak poszłam na olimpiadę z polskiego w gimnazjum to spartaczyłam ją totalnie.
Z jednej strony szkoda trochę tych książek i gier, a z drugiej - sądzę, że przygotowania sprawią Ci niesamowitą satysfakcję :-).
A co do matury z polskiego, ja która psioczyłam przez dwa miesiące, że nie zdam polskiego, zdałam i to naprawdę dobrze (bez większych przygotowań), więc w razie ewentualnego niepowodzenia, maturę i tak zdasz bardzo dobrze!
Pozdrawiam!
Mam nadzieję, że wyrobię ;) samą pracę i tak zacznę pisać chyba dopiero we wrześniu, może do grudnia zdążę. Najbardziej denerwuje mnie to, że w tej chwili mogę tylko czekać, bo nie mam jeszcze listy lektur ;c
UsuńNo ale, ktoś musi być tym finalistą i... kto, jak nie ja ;D
O jeny! Pzrypomniałaś mi o tym, że ja w tym roku chyba też będę zmuszona pisać pracę na olimpiadę z j.pol.
OdpowiedzUsuńJak tylko pomyśle o tych książkach i o tym, że będę musiałą napisać tyle stron... Dreszcze przechodzą. ;D
Dokładnie O_O widzę, że wiesz,co czuję ;P
UsuńOj zapchajdziury też się przydają ;)
OdpowiedzUsuńOczywiście - każdy ma czasem jakąś dziurę do zapchania ;D
UsuńIdź na olimpiadę, to rozwijające zadanie, a jeśli Ci się powiedzie możesz zyskać jeszcze więcej;) Jesteśmy zdania, że im więcej ma człowiek obowiązków, tym tak naprawdę mniej czasu marnuje.
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy i dziękujemy za miły komentarz;)
Idę, cokolwiek się zdarzy, lubię wyzwania. A jeśli chodzi o obowiązki, macie całkowitą rację ;D
Usuńudanych wakacji. a co do olimipady. idź, a nuż się uda. nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz :)
OdpowiedzUsuńSkoro Budda mi tak mówi, znaczy, że muszę iść ^^
UsuńTo przeczytaj te wszystkie ksiazki, i napisz 965435678-stronnicowe wypracowanie. So what ?
OdpowiedzUsuńja tam lubie ;3
No to co. XD
OdpowiedzUsuńtrzeba czasem zmusić się do tego, by nie zmarnować wakacji, na które tyle się czeka. spróbuj się zmobilizować, startuj w olimpiadzie, w końcu niczego nie tracisz ;)
OdpowiedzUsuńOprócz połowy wakacji, to nic ;P
UsuńDobra, już nie marudzę. Mobilizacja musi być! ;D
wiesz, tę połowę wakacji możesz równie dobrze przeleżeć z brzuchem do góry a potem narzekać, że straciłaś czas. więc? ;)
UsuńW sumie racja. Jak teraz tak pomyślę, czytanie książek dotyczących pamięci i czasu będzie chyba wartościowsze niż granie na kompie ^^
Usuńmyślę, że tak :) chociaż swoją drogą, mnie ostatnio pochłonęły gry komputerowe :P
UsuńMnie też. A właściwie jedna. No ale cóż ;P
UsuńJa w kategorii: Decyzje jestem najgorsza. Nie umiem podjąć decyzji, za nic! Jest jeszcze gorzej, gdy nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać o tej 'decyzji'.
OdpowiedzUsuńWakacje kochałam (i kocham) od dziecka. Chociaż od czasu do czasu trafiają się te dni oglądania kreskówek i MTV i robienia obiadu, to i tak kocham je za wolność i brak szkoły.
a kto nie kocha wolności? ;P
UsuńUczyć się w wakacje to naprawdę przerażająca wizja, ale lepsze to niż nuda i nicnierobienie, czyli najprawdziwsze marnowanie wolnego czasu. A może się uda? Warto spróbować:)
OdpowiedzUsuńWiem, już czekam na bibliografię :)
UsuńA ja tam lubię się uczyć i w wakacje nie próżnuję!
OdpowiedzUsuńO to gratki. W sumie się już jakoś zmotywowałam, ale myśl o tym, że nie wypełnię własnych planów, jest przygnębiająca
Usuńz tych powodów to też nie przepadam za wakacjami
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie na giveaway http://dark-paradise1.blogspot.com/2013/06/giveaway-with-persunmal.html
UsuńDziękuję ;)
UsuńJeśli będziesz rozwijać się w kierunku, który interesuje Ciebie, to nauka w wakacje będzie przyjemnym spędzeniem czasu :)
OdpowiedzUsuńBardzo. Pogranicze literaturoznawstwa, psychologii i nauki jest cudowne. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej entuzjastycznie ^.^
Usuńja odzwyczaiłam się od nicnierobienia, jestem na farmacji,a tutaj nie ma na nic czasu,więc teraz jestem z jednej strony wniebowzięta,bo mogę spać i mam spokój, jednak z drugiej wiem,że po przeczytaniu wszystkich książek, wychodzeniu tylu km, będę się nudzić i czekać na kolejny rok pełen wrażeń..
OdpowiedzUsuńChyba zawsze się wyczekuje, wbrew pozorom. Klara Morfina - studentka farmacji, piękne! ;D
UsuńO, jesteś genialna ! :D
OdpowiedzUsuńukryta pozaprzestrzeń pokoju.. tak, też ją ostatnio odkopałam! :D
OdpowiedzUsuńhaha, rozumiem. biedna introwertyczka wśród ludzi. cóż, czasem i to trzeba znieść ;D powodzenia w pracy olimpijskiej!
Dziękuję, tak mnie wszyscy motywujecie, że ta praca to chyba będzie arcydzieło literatury światowej ;P
UsuńPrace olimpijskie są mega. Litry kawy, kilka(bywa, że naście) zarwanych nocy i praca jest napisana. Sama pisałam dwa razy na olimpiadę z filozofii ;p
OdpowiedzUsuńKawę uwielbiam, czas mam aż do grudnia - nie jest źle! ;D
UsuńA z jakim skutkiem je pisałaś?
Za pierwszym razem nie odnalazłam się w temacie jaki sobie powzięłam i z marnym skutkiem (w sumie zabrałam się do tego, gdyż mój profesor z filozofii mi to zasugerował). Za drugim podejściem bez problemu przeszłam dalej ale test z wiedzy filozoficznej mnie zmiażdżył.Był łatwy ale ja zamiast się na to przygotowywać, wolałam zajmować się głupotami i sprawę olałam. Życie. Trochę teraz tego żałuję.
UsuńHmm szkoda... Ja się stresuję najbardziej samą pracą, gdybym przeszła, test językowy nie stanowiłby problemu. Tak myślę. Zastanawiałam się też nad olimpiadą z psychologii, ale ona w sumie nie oferuje tyle do zyskania. A temat na polskim mam i tak psychologiczny :)
UsuńO czym temat? :P
Usuń"W poszukiwaniu straconego czasu. Pamięć jako mechanizm psychologiczny, zasób kulturowy i tworzywo literackie" <3
UsuńO kurczę :) Brzmi w sumie jak na psychologiczną, tylko to "tworzywo literackie" typowo polonistyczne. Książki będą pewnie mega ciekawe. Masz w większości narzucone, nie? Najgorsze jest to, że tych ksiażek nie można w większości znaleźć. Pisałam kiedyś esej na podstawie tematu z olimpiady z polskiego, ku uciesze polonistki i myślałam że szlag mnie trafi w poszukiwaniu literatury. (potem polonistka mnie namawiała, żebym rozwinęła pracę i posłała na olimpiadę ale zbiegło mi się to z pisaniem pracy na filozofię... no i cóż xD ) W każdym razie, rada ode mnie - szukaj książek zawczasu.
UsuńWłaśnie czekam na obowiązkową bibliografię, dlatego za nic się nie zabieram, żeby nie tracić czasu na coś, co może się nie przydać. Ale kilka typów już mam. No i artykuły naukowe m.in. o "grzechach pamięci" i funkcji hipokampa ^^
UsuńNie podoba w tegorocznej olimpiadzie to, że trzeba pisać rozprawkę. Jak gimbus. Ale na 15 stron. To się mija z celem, bo rozprawka to uproszczony esej, więc jak napisać ją na tyle stron, rozpatrując suche argumenty ;/
Olimpiady z roku na rok są co raz głupsze :< W sumie według założenia mają wyglądać jak prace naukowe :/ Chcą ludzi jak najbardziej zniechęcić, bo zawsze jest wysyp uczestniczących. Dlatego, książki im trudniej znaleźć tym lepiej, im bardziej "sucha" forma tym lepiej. Szkolnictwo w sumie ogólnie jakby nie patrząc idzie w kierunku odmóżdżenia społeczeństwa.
UsuńOczywiście, ludzie zaczynają mieć mózgi z klucza, niestety...
UsuńBoję się, że już niedługo społeczeństwo będzie wyglądać jak w "Nowym wspaniałym świecie", gdzie wiedza dostarczana jest konkretnym osobom na konkretny temat ;c a ja jestem jakaś renesansowa i nijak się w to nie wpasuję...
Dopisuję się do klubu ludzi renesansu :)
UsuńJuż widać, że wszytko idzie w tym kierunku. Kiedyś w podręcznikach do historii, wszytko pisane było ciągiem. Człowiek musiał przeczytać ZE ZROZUMIENIEM (zwrot dla niektórych archaiczny), wydobyć najważniejsze informacje i dopiero wtedy je zapamiętać. A teraz informacja napisana jedna pod drugą, wali kolorową czcionką i jeszcze pół książki to obrazki... O panie dzięki, ze ja idę starą podstawą programową (jest odrobinę lepiej)
Ojj powiem ci, że z podręcznikami nie jest tak źle. Idę nową podstawą i podręczniki do historii miałam... normalne. Ale to też kwestia tego, na jakich historyków się trafi i co wybiorą. Ja trafiłam na świetnych ;D
UsuńJa się spotkałam z takimi podręcznikami do chemii, gdzie był przepis na ugotowanie rosołu... Toteż mnie nic już nie zdziwi.
UsuńNauczyciele sami załamują ręce nad nową podstawą i starają się jakoś wciskać coś sensownego od siebie ;p
Ja nic do niej nie mam. Jedyne co mi przeszkadza to ograniczanie uczniów, w sensie kierunkowanie. Skończyłam już chemię, geografię, historię, wos, wok, pp, edb i milion innych rzeczy rzeczy i do końca edukacji będę już oscylować wokół tych samych przedmiotów...
UsuńDziękuję! Takie słowa wiele dla mnie znaczą, są niezwykle motywujące ^,^
OdpowiedzUsuńJa swoje konkursowe sukcesy polonistyczne zostawiłam w podstawówce i nie wróciłam. Teraz się z głupią upartością trzymam łatki matematyka i nie daję znać, że czasem więcej niż trzy zdania też sklecę.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za wakacyjne plany. Ja miałam czytać i oglądać seriale i tak się relaksować, że aż skończyłam nad pracą i nauką. :D Znam ten ból wyboru.
Kamsk, to jest tekst sprzed roku ;P
Usuń