53 komentarze:

  1. Ludzie najwięcej myśli poświęcają przeszłości i przyszłości, ponieważ teraźniejszość, obecny moment to najkrótszy odcinek czasu. Gdy skończę pisać to zdanie, stanie się ono przeszłością :)

    Ja też nie chciałam być dorosła. Kiedyś wydawało mi się, że to takie super mieć dowód osobisty, ale szybko przekonałam się, że nie jest wcale tak kolorowo. Pierwszy raz poczułam się dorosła, biegając po urzędzie i załatwiając dowód, a później kartę kierowcy. Wtedy naprawdę poznałam, czym jest biurokracja...

    Ty wydajesz się być nad wyraz dojrzała, jak na swój wiek ;)

    Tak czy inaczej - wszystkiego najlepszego! Sto latek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z kolei przyszłość jest tylko wtedy, gdy jest teraźniejszością. Przeszłość znika z pola widzenia, gdy przestaje być teraz. Teraźniejszość jest najrozciąglejsza i najbardziej zmienna. Przeszłość tylko narasta, przyszłość - uszczupla. Teraźniejszość dryfuje.

      Nie wyobrażam sobie załatwiania rzeczy w urzędzie. Dotychczas samodzielnie w urzędzie tylko odbierałam pieniądze ze stypendium ;P

      A mi się wydaje, że jestem niesamowicie infantylna...

      Bardzo dziękuję za życzenia!

      Usuń
  2. takie bardzo filozoficzne przemyślenia. i z ręką na sercu powiem Ci, że ostatnio przestałam się zastanawiać nad przeszłością - teraźniejszością - przyszłością. to zdrowe rozwiązanie. bo kiedy nad tym się dłużej zastanawiać, stajesz się niewolnikiem czasu. najlepiej jest żyć i po prostu przyjmować to co przynosi nowy dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czas, szczególnie ten linearny, ciągle zastawia na nas pułapki

      Usuń
  3. ale fajne, sama ostatnio pisałam o wieczności, o dorosłości, nawet o 'zawsze' :) mamy podobny sposób patrzenia na niektóe sprawy.
    100 lat Kociaku, pisz dużo mądrych rzeczy jak zwykle i ciesz się swoimi dziewięcioma życiami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie jak pisałam słowo "zawsze", myślałam o Twoim tekście o kwantyfikatorach ;D
      dziękuję bardzo! ^^

      Usuń
  4. Jesteś tylko rok ode mnie starsza? Myślałam, że masz przynajmniej 20 lat, bo jesteś taka... rozgarnięta i dojrzała. Serio, zszokowałaś mnie teraz ;)
    A cd postu, to muszę przyznać, że są to tak filozoficzne przemyślenia, że mój mózg po całym dniu w szkole, jakoś tematu ogarnąć nie potrafi. Później przeczytam ten post jeszcze raz w pełnym skupieniu i myślę, że napiszę jakiś konkretniejszy komentarz ;)
    Spóźnione "Sto lat!!!"
    Lina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha nie jestem dojrzała, jestem bardzo dziecinna i co wiele osób daje mi to do zrozumienia ;P
      Ja nie wiem, czy ten wpis jest w ogóle filozoficzny. Ja tylko przedstawiam to, co w mojej głowie. W niej dziwne rzeczy.
      Dziękuję bardzo! ;)

      Usuń
  5. Ja się ani nie boję dorosłości ani na nią nie czekam. Chyba nie stosuję się do wiekowych wymagań. Nigdy się nie stosowałam, choć zwykle w tę drugą stronę i byłam bardziej dojrzała niż wiek powinien mi pozwalać. Przekroczenie magicznej granicy 18 lat oznacza dla mnie tylko możliwość samotnego podróżowania. Nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd bierze się ta pewność dojrzałości? Ilekroć ja pomyślę, że jestem dojrzała, ktoś niewiele starszy krzyczy mi nad uchem, że gówno wiem...Dlatego wolę ubierać się jak mroczna siedmiolatka z horroru... To mi pozwala wyrażać swoje "poważne" spostrzeżenia i nie narażać się wzburzonym "dorosłym". Ciebie to nie spotyka?

      Usuń
    2. Nie informuję wszystkich publicznie, że uważam się za osobę dojrzalszą od przeciętnego nastolatka. A osobom 'niewiele starszym' nie ufam, bo to zwykle takie osobniki, co kładą większy nacisk na to "starszym" niż "niewiele". Emeryci mniej się obnoszą z rzekomą dojrzałością niż niektórzy dwudziestoparolatkowie.
      Ubieram się jak mieszanka hipstera z grzeczną córeczką. Nie licząc martensów i bojówek. Także styl tu chyba nie gra dużej roli. Bywam dosyć mocno skupiona na nauce, jestem mało emocjonalna i mam lekki dystans do świata - może stąd wynikają te opinie innych o mojej dojrzałości. Ja jej pewna nie jestem. Szczególnie kiedy zaczynam śpiewać w tłumie, biegnę na złamanie karku ulicą albo błyskam czarnym humorem. Człowiek pewny swojej dojrzałości to człowiek niedojrzały.

      Usuń
    3. Przecież to oczywiste, że nie ogłaszasz wszem i wobec, że jesteś dojrzalsza.
      I masz rację - najbardziej o swoją dorosłość walczą ludzie, którzy dopiero dowód dostali ;P
      To dobrze, że nie jesteś jej pewna, uspokoiłaś mnie, bo już zaczynałam się bać ;)

      Usuń
  6. Nie myślę o sobie jako o osobie dorosłej i chyba nigdy nie będe tak myślała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorosłość to rola. I chyba niestety kiedyś trzeba będzie w nią wejść. Choć jedną nogą.

      Usuń
  7. Ale dorośli są tacy strasznie nuuudni, więc po co stawać się nimi :P

    Nie oglądałam za dużo filmów na lekcjach, ale możliwe, że są podobne, trudno inaczej to wyjaśnić, z tym, że moje dialogi nie zawsze będą do końca dla dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jacy dorośli. Jeśli tacy, jak ci opisani w "Małym Księciu" to masz rację. Ale dorosłość to chyba też odpowiedzialność za siebie, za innych, słowność, takt. Nie wyobrażam sobie całe życie być dzieckiem utrzymującym się z czyichś pieniędzy, być beztroskim, nieodpowiedzialnym, przesadnie spontanicznym. Może dlatego, że nigdy nie byłam beztroska...
      Jestem dzieckiem, ale cholernie rozsądnym dzieckiem. I wydaje mi się, że i to nie wystarcza by sobie w życiu poradzić...

      PS. Dlaczego wszyscy odnoszą się się do dorosłości, skoro stricte o niej jest zaledwie jeden akapit?

      Usuń
    2. Odnoszą się, ponieważ, poniekąd, ta myśl siedzi im jakoś w głowie, a o sprawach, które są o wiele trudniejsze i wymagają więcej zastanowienia - nie chce im się myśleć, bądź po prostu boją się wniosków do jakich dojdą, albo nawet do ich braku. Albo, że te spostrzeżenia zdominują w jakikolwiek sposób ich życie.

      Co do czasu i sprawach, które poruszyłaś, sama mam zamiar od jakiegoś czasu napisać post zahaczający w pewien sposób o te punkty.

      Usuń
    3. Możesz mieć rację. Przecież to, jak odczuwamy czas wpływa na to jacy jesteśmy i jak działamy...
      Z przyjemnością przeczytam Twój punkt widzenia na tę sprawę :)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Ale chyba trochę zbyt mocno się tego trzymam...

      Usuń
    2. Bo zbyt lekko zaczęłam podchodzić do życia.

      Usuń
    3. No te rzeczywiście nie za dobrze... Ja staram się wyznawać zasadę złotego środka :)

      Usuń
    4. ...tylko tak trudno jest go osiągnąć.

      Usuń
    5. Wcale nie, potrzeba tylko odrobiny zdrowego podejścia ;P

      Usuń
  9. Dziewczyno, przeczytałam jedną Twoją notkę a już mam ochotę na więcej. Masz niesamowity dar "żyć teraźniejszością" dla mnie to obłędnie niesamowite jak czytałam "żyję w rzeczywistości którą zastaję i dziwię się, że kiedyś mogło być inaczej" gdybym mogła zajrzeć w głąb Twych myśli. Mam nadzieje, że Cię nie przestraszyłam ;) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Ale w tym sensie, o którym piszę, każdy żyje teraźniejszością. Ludzie nie myślą sobie "och jaka piękna pogoda 15 lat temu, pójdę się poopalać" albo"ale za tydzień będę głodna, zjem coś!"
      Tworzą nas obecne emocje i potrzeby, które trzeba zaspokoić teraz. Jedynie ich źródła znajdują się w przeszłości lub przyszłości, dlatego próbujemy do nich uciekać.

      Usuń
  10. Mimo 19 lat wciąż unikam określania mnie dorosłym i staram się być dzieckiem, bo życie dorosłych jest do bani. Osobiście żyję przyszłością i teraźniejszością, nigdy natomiast przeszłością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, czy nie jest - nieważne. Kiedyś pewnie większość nas wsiąknie w dorosłość, będzie próbowała wiązać koniec z końcem, zgorzknieje i oślepnie. To jest straszne...

      Usuń
  11. Zaczynam myśleć, że jesteś jakąś częścią mnie, która ma bloga bez mojej wiedzy. Za dużo podobieństw, moja droga! Powiedz, że nie siedzisz w mojej głowie.

    A tak w ogóle, to wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Ciut późno, ale szczerze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, że nie siedzę w czyjejś głowie. Na dobrą sprawę możliwe, że cały świat, który znam jest wynikiem czyjejś fantazji, lub atomem budującym... cokolwiek. Także wszystko jest całkiem prawdopodobne ;)
      Dziękuję bardzo! ;D

      Usuń
  12. Kiedy ma się te "naście", to jeszcze nie jest źle. Najgorzej faktycznie jest wtedy, kiedy kończy się już szkołę, zaczyna własne, odpowiedzialne życie itd. Wtedy zaczyna się zabawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodzi. Jakoś wątpię w to, ze sobie poradzę. Na dziś dzień nie byłoby to możliwe... No ale mam jeszcze kilka lat w zanadrzu, więc wiele może się we mnie zmienić. Nie, nie zmienić - przystosować. ;P

      Usuń
  13. Czasem myślę,że dorosłość jest mocno przereklamowana.Dla mnie oznacza ona świadomość czym jest człowiek i tyle.Fakt,że to sporo, bo większość "dorosłych' nawet tego nie wie, ale...Ale Wy, to znaczy TY,Szczere Kocisko i Komentatorzy już to wiecie/przeczuwacie albo po prostu i zwyczajnie werbalizujecie
    swoje życzenia, by NIE wsiąknąć w dorosłość.Wsiąkniecie tak czy siak, bo każdy wsiąka, ale można przy tym całym wsiąkaniu czuć/wiedzieć/przypominać sobie...,że osobowość człowieka i jej wartość NIE wsiąka.Jest czynnikiem -wcale niebagatelnym -szczęścia /błogostanu ... i warto o osobowości pogawędzić. Wiem,że to niemodne, ale " Zawsze najważniejsze jest, czym się jest i co człowiek ma sam przez się..."-Artur Schopenhauer.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem świadoma, że kiedyś trzeba będzie wsiąknąć. Choć trochę. Powiem więcej - lubię być odpowiedzialna, lubię zobowiązania, lubię za coś odpowiadać. Ale obawiam się dorosłości, wiesz, braku taryfy ulgowej ;)

      Usuń
  14. Mimo, że to złe to nie należy żyć przeszłością. Ale czy tak się zawsze da? Z doświadczenia wiem, że nie zawsze da się nie wracać do przeszłości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czasem nawet bardzo fajnie wracać do przeszłości - chociaż by porozpaczać ;)

      Usuń
  15. Oj to rzeczywiście nieciekawie. Ale przynajmniej nie żyłaś w kłamstwie, że dorosłość jest taka cudowna ;P
    Dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak pomyślę, że za niespełna pół roku będę miała dowód w portfelu, to mnie skręca. Nie chcę być pełnoletnia! Nie chcę dorastać! Nie wyobrażam sobie siebie za kierownicą samochodu (od razu widzę siebie w pobliskim drzewie, ewentualnie rowie), zarabianie na życie mnie przeraża, a wypełnianie PIT-ów i załatwianie miliona spraw tym bardziej. Dorosłość nie jest dla mnie. Wolę być dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie. Ale wiem, że nie mogę być wiecznym dzieckiem. Chcę być kiedyś matką, żoną, kobietą, która zarabia na życie i wiesz, bycie dzieckiem w tym nie pomaga ;P

      Usuń
  17. Lepiej zapytać kiedy było dobrze i czy wgl było ? to rozmowa na pewno nie na komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow, myślałam, że dobijasz już do osiemnastki, a tu takie zaskoczenie! Strasznie dojrzale piszesz, aż mi się wierzyć nie chce, że jestem od Ciebie starsza (kilka dni, ale zawsze:D) Mam problem z życiem w teraz. Jestem ciągle albo w przeszłości, albo w przyszłości. Zdążę przeżyć wszystkie swoje przygody zanim dojdą do skutku i pozostaje okropne rozczarowanie. Mam wrażenie, że jeśli sobie wyobrażę jak coś będzie wyglądać, to zawsze ale to zawsze coś pójdzie nie tak. Chciałabym bardziej żyć teraźniejszością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym wyobrażaniem to też mam tak ;P notorycznie...

      Usuń
  19. JA chciałabym zatrzymać się teraz i żyć w liceum dopóki nie będę psychicznie gotowa na dorosłość. Przeraża mnie to tak jak Ciebie .. Planować za to nie potrafię ale żyć wspomnieniami i owszem..

    taka-se-nazwa.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to bym wolała gimnazjum. W liceum się nie czuję. Za dużo "dorosłych" i "poważnych". Za dużo fałszu

      Usuń
  20. Wszystkiego najlepszego! :) Wrześniowi, łączmy się!
    Też tak mam, że obecna sytuacja jakby narzuca mi, że trwa od zawsze. Rok temu zaginął mój pięcioletni wtedy kot, teraz wydaje mi się, jakbym nigdy go nie miała. Poszłam do liceum i czuję się, jakbym nigdy nie była w gimnazjum. Usunęłam bloga... i jakbym nigdy go nie miała.
    Mnie też przeraża dorosłość - wszystkie decyzje, rachunki, praca, odpowiedzialność, prace w domu (sniff). Moi rodzice coraz częściej smęcą, że już jestem w szkole średniej, już tylko ten etap dzieli mnie od wyprowadzki. Inni ludzie, kiedy słyszą, że jestem z LO, traktują mnie już jak "panią". Ma to swoje plusy, ale ja nadal lubię myśleć o sobie jako o gimbusiku :3
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie... Dlaczego usunęłaś bloga? Ostatnio dużo ludzi usuwa, to smutne ;(

      Usuń
    2. Nie miałam już ochoty na blogowanie, bo w gruncie rzeczy musiałabym się w nowych postach powtarzać, gdyż omawiam wiele takich "blogowych" tematów z pewną osobą. Ale staram się utrzymywać kontakt przynajmniej z częścią blogerów, mimo że sama nie piszę :)

      Usuń
  21. Skończyłaś 17 lat i mówisz tragedia. Jestem bardzo ciekawa co będziesz mówić jak będziesz kończyć 19 tak jak ja za niedługo... ^^
    Widzę, że nie jestem jedyna, która stresuje się takimi głupimi rzeczami jakimi jest choćby właśnie odebranie telefonu od nieznanego numeru. Co dopiero jest z dzwonieniem gdzieś żeby cokolwiek załatwić...
    Ale widzę, że też się obawiasz przyszłości. Powiem Ci, że to jest straszne. Ta cała dorosłość i odpowiedzialność. Strasznie to przerażające, że czas tak szybko leci...
    Tak nawiasem - przygotuj się, że będziesz miała nową stałą czytelniczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bardzo się cieszę, że komuś chce się czytać moje wynurzenia ;)
      Hmmm kilka dni minęło od moich urodzin i stwierdzam, że nie jest tak źle. Nic się nie zmieniło. Może tylko trochę bardziej manifestuję swoją dziecięcość.Cieszę się, że nie jestem dorosła ;P

      Usuń
  22. Czas to skomplikowany potwór, że tak go nazwę. Ale czym tak naprawdę jest teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. Ciężko to w jakikolwiek sposób zdefiniować. Ja życie w teraźniejszości lubię, bardzo. Ale cały czas marzę o przyszłości, a wspominam z wypiekami na twarzy przeszłość. Niby nic dwa razy się nie zdarza, a z drugiej strony historia lubi się powtarzać. Ciężki orzech do zgryzienia, jak to połączyć, jak to rozumieć. Nie jest to łatwe, ale teraźniejszość to taka wypadkowa przeszłości i przyszłości. Od wczoraj zależy dzisiaj, od dzisiaj zależy jutro. Jutro nie jest dzisiaj, a dzisiaj nie jest wczoraj. Skomplikowany mechanizm, sztuką życia jest go tylko ogarnąć, a przynajmniej nie zmarnować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobne spostrzeżenia co do czasu, wiesz? W ogóle bardzo lubię ten temat, podobnie jak wszystkie rzeczy związane z pamięcią

      Usuń