Skończyły się czasy, kiedy można
było wrócić ze szkoły, rzucić plecak z kąt i oglądać filmiki na YouTube, grać z
Assassin’s Creeda, czytać Metro, pisać na blogu, wymyślać zestawy ubrań ca cały
tydzień itd. itd. itp.. Wydaje mi się, że do mnie i tak przyszło to stosunkowo
późno. Jeszcze w pierwszej klasie liceum nie czułam się przytłoczona ilością
rzeczy do zrobienia, nie wspominając o czasach, kiedy 3 godziny tygodniowo szły
na kickboxing, 2 na strzelnice, a i tak dawałam radę. Teraz popołudnia
przebiegają pod znakiem zadanek z funkcji kwadratowej, dynamiki oraz
biadolenia, jak mi z pracą olimpijską nie idzie. Sama nie wiem, czy mi idzie,
czy nie. Ostatnio pojawiły się pewne… turbulencje, ale miałam wrażenie, że
wróciłam na swój tor. Czy na pewno? Nie ważne! Przecież nie o tym mowa.
Chciałam się dziś zająć tematem…
przyjemności. I pożytecznych przyjemności. Dlaczego człowiek jest bardziej
skłonny marnować czas na coś, co w żaden sposób nie czyni go bogatszym,
spokojniejszym, szczęśliwszym, na coś, co przyniesie chwilową ulgę lub
zapomnienie. W moim przypadku, taką chwilową przyjemnością jest Internet, ale
sądzę, że niektórzy ludzie mogą podać jeszcze inne, z pewnością bardziej
intrygujące przykłady.
Aktywność nie posiadająca głębszego sensu jest taka beztroska. Nie
potrzeba myślenia, nie potrzeba kombinowania, nie potrzeba nic, co miałoby
wyjść od nas. Cudowne? A skądże! A jednak nas to kusi i wciąga niczym czarna
dziura. Czarne dziury może są fascynujące, ale nie zbyt przytulaśne ani
misiaste, ani nawet sympatyczne.
Dlaczego te „wartościowe”
przyjemności z czasem przestają być atrakcyjne? Z braku siły. Ale gdy już
stracimy wieczór na oglądaniu vlogów, jedzeniu czekolady i układaniu grzywki (sic!)
pojawiają się wyrzuty sumienia. Że trzeba było powtórzyć parzydełkowce, że
gitara się kurzy, że zadania z matmy niezrobione, że książka nietknięta. Nasze
próby oszczędzania energii, przyzwolenie na brak siły, lenistwo i marnowanie czasu
kończą się jeszcze większym ubytkiem w naszych zapasach energetycznych. A
gdybyśmy się raz przemogli, zrobili coś kreatywnego, zrobili coś dobrego dla
nas, coś, co może nam faktycznie pomóc, poczulibyśmy przypływ energii.
Poddajemy się pasożytom. Oplatają
nasze mózgi, wiążą ręce i nogi, wmawiają nam fałszywe potrzeby, fatamorgany
szczęścia. A prawdziwe szczęście – tak myślę – jest powiązane z dobrze wykonaną
robotą. Nieważne czy mierzymy ją ubywającymi centymetrami w talii, ocenami,
uśmiechami innych ludzi, pieniędzmi, czy własnymi dziełami – akcja, wykonanie
określonej czynności daje nam szczęście. Wydaje mi się, że gdyby chwilę nad
sobą popracować, nasz układ nagrody odczepiłby się od błahostek, nie potrzebowałby
czekolady, seriali i Facebooka.
Ale… Czasami nie da się byś
produktywnym. Nie da się nie żałować. Nie da się nie marudzić.
Za kilka dni będzie czwarta rocznica śmierci gorzowskiego poety
Kazimierza Furmana. Pozwolę więc sobie przytoczyć na koniec jego wiersz pod
tytułem Cierpliwości:
![]() |
| Pomost pomiędzy latem a jesienią. |
"Pamiętaj
Kiedyś nie doczekasz jutra
Kiedyś nie doczekasz jutra
Naprawdę
To nie jest groźba zdradzonej żony
Odrzuconego kochanka
Ani przepowiednia
To raczej przyjaciel
Kiedy będziesz się tego najmniej spodziewał
Pełen planów na następne
dni
W kalendarzu zaznaczyłeś
Terminy
Godziny
Miejsca spotkań
Imiona i nazwiska
I tak ten skrupulatnie
ułożony plan
Runie jak domek z kart
Tak będzie
Naprawdę
Bądź cierpliwy”

Furman pisał dobre teksty.
OdpowiedzUsuńJak sama wspomniałaś, czasami trudno nam jest być produktywnym, gdyż wszystko tak naprawdę mamy już zrobione, internet nas wyręcza. to smutna prawda.
Internet bardzo ładnie pokazuje, jaki jest współczesny świat - jest w nim dużo brudu, ale i ogrom inspiracji i rzeczy, o których nam się nie śniło. Daje szanse na rozwój, ale wielu ludziom i tak latwiej siedzieć na tyłku...
UsuńObserwuję od poprzedniego posta, ale wcześniej miałam problem z dodaniem komentarza. Absolutnie się z Tobą zgadzam. Wiem, że ludzie często "odpoczywają", marnując przy tym cenny czas. Wiem, że sama też tak robię. O ile lepiej byłoby poświęcić czas na pielęgnowanie swoich paqsji.
OdpowiedzUsuńxwelcome-to-my-circusx.blogspot.com
Niestety zmęczenie nie pozwala myśleć "wow, zrobię coś produktywnego!" :P
UsuńZ kolei czasami aż miło tak z premedytacją nic nie robić ^.^
Właśnie zastanawiam się czasami, dlaczego zamiast robić coś pożytecznego, człowiek sądzie przed laptopem i przegląda fb w nieskończoność.
OdpowiedzUsuńTo jest po prostu łatwiejsze... Ale czy przynosi coś dobrego? Rzadko, bo w ten sposób właśnie trudno odpocząć
UsuńTo jest własnie mój ostatni problem. I rzeczywiście wyrzuty sumienia są okropne.
OdpowiedzUsuńZwyczajny kac moralny w złagodzonej formie, z nutką rozpamiętywania ;P
UsuńMoją taką chwilą przyjemności jest strzelanie z łuku sportowego, gry rozwijające umysł. Niewiele dają pożytecznych rzeczy w życiu, ale i tak lubię to robić.
OdpowiedzUsuńAleż takie rzeczy są bardzo pożyteczne. Rozwijają, więc jak mogłyby się nie przydać w życiu! No kurczę
Usuńjestem zdania, że najlepiej jest znaleźć równowagę pomiędzy "pożyteczną robotą", a lenistwem i przyjemnościami. a najlepiej jeśli Twoja pasja wiąże się z czymś pożytecznym... na przykład, kochasz malować? zacznij malować coś w ramach prezentu dla kogoś na kiedyś tam. albo, kochasz zwierzęta? idź do schroniska i wyprowadź psy na spacer. i tak można mnożyć. a jeśli kochasz seriale itd... to nie ma w tym nic złego. no chyba, że zamykasz się na cały dzień w domu i zapominasz o bożym świecie... wtedy to może być niezdrowy problem.
OdpowiedzUsuńTylko tu nie o to chodzi. Kontekst tego, co napisałam jest taki, że mam ogrom pracy i nie mam czasu na nic nie robienie. A mimo to zbyt czesto wybieram rozrywki, które nic nowego nie wniosą i jeszcze finalnie popsują mi humor. Bez sensu
UsuńRzeczywiście takie marnowanie czasu jest bezcelowe, ale z drugiej strony godzinka nicnierobienia nikogo jeszcze nie zabiła - kwestia znalezienia czasu na odpoczynek i na ogarnięcie się z ważnymi sprawami tak, żeby żyć bez wyrzutów sumienia, że czegoś się nie zrobiło etc. :)
OdpowiedzUsuńPołączenie rozszerzonej matmy, fizyki i biologii, i pisania pracy olimpijskiej sprawia, że lenistwo jest samobójstwem ;P
UsuńW nowej szkole wszystko wróciło do stanu podstawowego i muszę znów zapełniać sobie czas. Póki co się nudzę tak, że ostatnio wzięłam się za zadania z przemian jądrowych, żeby powtórzyć sobie i rozszerzyć materiał z lekcji, a potem uczyłam się norweskiego i fińskiego. I ktoś może mi zarzucić, że po kiego grzyba mi te dwa języki, one są bezużyteczne! Powinnam się uczyć rosyjskiego albo hiszpańskiego - albo najlepiej japońskiego i chińskiego, bo to są języki przyszłości. A ja mam to totalnie gdzieś. Miło jest robić pożyteczne rzeczy, ale nie jestem w stanie robić to 24h na dobę, 7 dni w tygodniu przez cały rok. Muszę się czasem zresetować i posiedzieć w cukierni z przyjaciółkami albo gadać suchary chemiczne. Nie ma niczego złego w odrobinie straconego czasu. Byle nie za dużo.
OdpowiedzUsuńTylko wiesz, zupełnie nie takie"tracenie" czasu miałam na myśli. Jak robisz coś kreatywnego, używasz mózgu i rozwijasz się, w moim odczuciu nie marnujesz czasu. Mi od kilku tygodni brak sił na coś takiego. A potem jeszcze bardziej brak sił do czegokolwiek. Jestem zupełnie rozbita...
Usuńbardzo ładne zdjęcie :)
OdpowiedzUsuńhmm, co do przyjemności, jeśli siedzenie na necie, spanie do późna czy malowanie paznokci sprawia nam przyjemność, to powinnyśmy to robić, w końcu mamy być szczęśliwe :) nie można tylko zaniedbać pewnych ważnych spraw. ja staram się żyć bez wyrzutów sumienia ;)
Dziękuję, lubię zdjęcia z soczewkami. Taki hipsterowaty fetyszyk :D
UsuńA ja sobie cierpię na niedoczas i wyrzuty sumienia...
To prawda, czasem się nie da. Co nie zmienia faktu, że to beznadziejne trwonienie czasu i należy go tak marnować jak najrzadziej. Chociaż czasami przydaje się chwila nic nierobiena. Tak po prostu. :)
OdpowiedzUsuńUwierz. Co chwila wychodzę z takiego założenia i co chwilę mnie to dołuje, bo robota leży i najwyraźniej sama się nie zrobi :/
UsuńOjj, czasami należy nam się choć odrobina przyjemności! W innym wypadku zaharowalibyśmy się na amen :)
OdpowiedzUsuńNie znałam tego wiersza, ale bardzo mi się spodobał. Skłania do myślenia...
Tylko jak mądrze podzielić w czasie przyjemność i zadanie do wykonania...
UsuńUważam, że czasami potrzebujemy leniuchowania. Produktywne czynności, nie ważne czy wykonywane z przymusu czy własnej woli, wymagają jakiegoś wysiłku. A miło jest od czasu do czasu wyłączyć wysokoobrotowe myślenie i dać się ponieść błogiemu wypoczynkowi...
OdpowiedzUsuń-Ania
Tak, też mam marzenia ;P
UsuńNie dołuj mnie.
OdpowiedzUsuńJestem w pierwsze klasie LO i już czuję, że lekko nie będzie.
Codziennie rano odbieram na dworcu w Sopocie Metro i przez cały dzień nie mam czasu nawet wyjąć je z torby.
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko będzie ok, bo u mnie (póki co) się na to nie zanosi.
Trzymaj się.
U mnie będzie luz jak wszyscy będą trzęść się przed maturą, a ja będę miała luzik, bo będę finalistką ^^
UsuńTeż narzekałam na brak czasu w liceum(dojazdy, stypendium, konkursy, nauka, dodatkowa praca). To była z mojej perspektywy teraz beztroska bajka. Teraz nie narzekam, bo nie mam czasu do marnowania - studiuję, uczę się na bieżąco, pracuję, zajmuję się domem, odbywam praktyki, znowu pracuję w drugim miejscu, walczę o stypendium... Czas marnuję gotując(no można kupić gotowca w moim przypadku a raczej naszym,bo mam na głowie rodzinę, zaoszczędzi się!) i czytając w każdej wolnej chwili. Wszystko jest do zrobienia dla odpowiednio zorganizowanej osoby. I jakoś takie marnowanie czasu bezproduktywne mnie nie interesuje. Internet - pół godziny dziennie zupełnie wystarczy by wejść na bloggera i odpisać na ważne maile.
OdpowiedzUsuńTak, ja sobie zdaję sprawę z tego, że jestem gówniarą, która jeszcze nie wie, co mówi. Ale jestem też zmęczona. I nie mogę po ludzku odpocząć, bo staram się ogarniać i nie odpuszczać i robić, co do mnie należy. Tu nie chodzi tylko o zorganizowanie, ale też o siłę. Bo co z tego, że mam zaplanowaną każdą godzinę i staram się te plany wykonywać, skoro wiem, że nie mam możliwości zrobić czegoś teraz, a muszę to kiedyś zrobić. Pamiętanie o tym, ile muszę zrobić w przyszłości i często niemożność zrobienia tego w innym momencie jest strasznie frustrująca
UsuńSkoro ktoś inny daje radę to czemu Ty miałabyś nie dać? To chyba powinna być motywacja.
UsuńAleż ja daję radę. Po prostu zaczynam mieć dość tego, że prawie co wieczór siedzę z zakrwawioną chusteczką pod nosem, panikuję i krzyczę na ludzi...
UsuńSkoro leci Ci krew z nosa i panikujesz to widocznie wzięłaś na siebie za dużo i to nie jest dla Ciebie. Twój brak czasu wynika ze szkoły, może przerost ambicji Cię dotknął? Bo wspominasz tylko o szkole i dodatkowych zajęciach. Mieszkasz sama czy z rodzicami? Bo to też jest różnica.
UsuńZ rodzicami, bez nich to już kompletnie nie dałabym rady. A ambicja to moje drugie imię, więc tak - masz rację
UsuńTylko ambicja ambicją - też byłam ambitna, nadal zresztą jestem, muszę być najlepsza i nie wyobrażam sobie inaczej. Ale moje ambicje z dodatkiem tych wszystkich uroków dorosłości i skróceniem nocy do 4 godzin na dobę nigdy nie sprawiały, że leci mi krew z nosa. A przecież już w liceum zaczęłam odcinać pępowinę. Dlatego uważam, że w Twoim przypadku ambicja jest niebezpieczna. Nie każdy nadaje się do udźwignięcia wszystkiego. Rodzice o tym wiedzą?
UsuńWiedzą i próbują mnie uspokajać, uświadamiać, że świat się nie skończy, gdy popełnię błąd. Ale ja zawsze nakładam na siebie presję. A moje krwotoczki - mogą być też wynikiem jesiennego osłabienia, na które nic nie poradzę ;)
UsuńTakie obijanie się jest potrzebne dla odpoczynku, gorzej jeśli tak cały dzień mija. Są na internecie takie stronki odliczające czas, zawsze można sobie włączyć dla pilnowania czasu:)
OdpowiedzUsuńTak wiem, jednak ta wkurzająca sowa jakoś do mnie nie przemawia ;P
UsuńSzczere Kocisko, jak zwykle masz racje. Ja po leniwym dniu zawsze klepie się w czoło i myślę "w tym czasie zdążyłabym zrobić to, to i to, a nawet wejść na Szczeliniec Wielki i zejść z niego". Choć osobiście, jeśli rano wezmę odpowiedni "rozpęd" to potem ta masa rzeczy do zrobienia sprawia mi niemal przyjemność. Tylko z tym rozpędem często mam problem :P
OdpowiedzUsuńCzasem poleniuchować też trzeba, nawet w tak beznadziejny sposób jak ślęczenie na Facebooku i przeglądanie kwejka. Nie często, ale raz w tygodniu, w piątek... kiedy o tak ma się wszystko w nosie... Dlaczego nie? ;)
Wytrwałości! Jeszcze będziesz miała czas na odmóżdżanie się w internetach ;D
Pozdrawiam,
Lina
Oj tak, dobry rozpęd to więcej, niż połowa sukcesu!
UsuńDziękuję!
Takie prawdziwe... Już parę ładnych lat się zastanawiam skąd się to bierze, ale nie mogę do tego dojść. No bo ok: lenistwo, bezsilność, ale to też musi mieć jakieś swoje źródło. Może to najzwyczajniejsze w świecie przyzwyczajenie? Podobno potrzeba 21 dni na zmianę swojego przyzwyczajenia. Niestety moje dni nadal znikają przed monitorem, tłumacząc się oczywiście tym, że potrzebuję odpoczynku, bo jeszcze się w życiu narobię. Taa.
OdpowiedzUsuńPrzyjazny blog, łoczuję. No i ten kotek po prawej taki urzekający <3
Dziękuję, bardzo mi miło :)
UsuńMasz rację, my sobie wmawiamy, że w aż w takim stopniu potrzeba nam tego lenistwa. Najlepiej to widać, gdy nie ma się wyboru i kilka dni pracuje się na najwyższych obrotach, będąc naładowanym pozytywną energią i zmotywowanym ;)
Fakt, jak nie ma czasu na nic to od razu ma się w głowie milion pomysłów. Gorzej, że jak to wolne faktycznie nadejdzie to znów jest faza odpuszczenia sobie :D
UsuńDziwaczne z nas, ludzi, bestie ;P
UsuńZgadzam się z Tobą i to bardzo. Jest wiele rzeczy, które są pożeraczami czasu. Na przykład miliony bezsensownych stron w necie, albo ogłupiające i niczego nie wnoszące na dobrą sprawę w życie, programy telewizyjne, pokroju: Szkoła życia czy Trudne sprawy.
OdpowiedzUsuńDokładnie. I nie wiadomo czemu, ludzie po jakimś czasie zaczynają wierzyć, że jest im to potrzebne. Zauważyłam że bezczynność pożera więcej energii niż jakieś ciekawe zajęcie... Szczególnie tej dobrej, pozytywnej energii...
UsuńMoją przyjemnością też jest internet. Ciekawe jest to, że za każdym razem próbuję siebie usprawiedliwiać i szukam jakiś pożytecznych rzeczy, które mogę przy komputerze zrobić. Bo przecież czytanie artykułów rozwija, z anglojęzycznych blogów mogę nauczyć się słówek itd. Przynajmniej nie marnuję czasu na kwejka jak kiedyś...
OdpowiedzUsuńOch tak, ja już kilka miesięcy temu porzuciłam wszystkie 9gagi, kwejki, jebzdzidy itp. i widzę jak bezsensowne to było. Czasami tylko za dużo czasu spędzam oglądając filmiki na YT
UsuńJa nie lubię "się lenić" biernie, dla mnie odpoczynkiem jest robienie konkretnej rzeczy, która sprawia mi przyjemność. Siedzenie w miejscu i oglądanie tv, czy samo leżenie i myślenie o kij wie czym - doprowadza mnie do szewskiej pasji, to nie jest dla mnie wypoczynek, lecz wręcz odwrotnie, irytująca, bezproduktywna nuda.
OdpowiedzUsuńDziękuję! :)
O tak, słusznie. Niema co brać się za niskolotne tytuły z kreską, która dodatkowo będzie razić.
Pozdrawiam!
Mnie niestety taka bierność często przyciąga. Ale staram się walczyć ^^
UsuńJa to właśnie czuję niesamowitą satysfakcję, gdy zrobię wszystko na kolejny dzień i jeszcze zdążę trochę przyjemności załapać. Od razu mam więcej energii na kolejny dzień i zresztą nie tylko. ;) Nic mi takiej satysfakcji w roku szkolnym nie przynosi. Pracy na olimpiadę jeszcze nie zaczęłam, podobnie, jak przygotowań do olimpiady z wosu, nie mówiąc już o zaległym rozszerzonym materiałem z wosu. Masakra!
OdpowiedzUsuńZ tym robieniem na zapas mam podobnie. Niestety ilość rzeczy do ogarnięcia trochę mnie męczy
UsuńMam podobne refleksje, i podobnie dręczą mnie wyrzuty sumienia, choć myślę, że i tak góruję trochę nad tymi, którzy nie mają nawet poczucia marnowania czasu;p No tak już człowiek złożony z jakiejś lichej substancji, lgnie do rzeczy prostych, łatwych i wygodnych. Dobrze jest nad sobą pracować;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dodałabym, że człowiek jest złożony z bardzo plastycznej substancji ;)
Usuń