![]() |
| Wspomnienie końca lipca ;-) |
Wiecie, lubię książki. Choć
wydaje mi się, że część osób, bo przeczytaniu pewnego wyrobu, wysnuła
wnioski zupełnie odwrotne, mogę z całą pewnością stwierdzić, że superksiążki są
super. Na słabe nie marnuję czasu. Przygotowania o olimpiady (Kurczę, naprawdę
chciałabym nie wspominać o niej na każdym kroku, ale żyję tymi przygotowaniami!)
zmuszają mnie do częstego wypożyczania książek. Przedtem wolałam od razu kupić
jakąś ciekawą pozycję, pożyczyć od mamy, albo od babci. Niestety teraz czytam publikacje nieznane, rzadkie,
niejednokrotnie dość stare. Czemu „niestety”? No cóż, nie mieszkam w Warszawie
ani we Wrocławiu, ani w Poznaniu, ani w Szczecinie i większości potrzebnych mi
książek po prostu nie ma. A te, które jednak są? Nawet nie wiecie ile z nimi
zachodu!
Pierwszym problemem, a
jednocześnie najbardziej niezależnym ode mnie problemem są ludzie. Jak zwykle,
prawda? No cóż, nie rozumiem tych, którzy myślą, że naprawdę stanowią pępuszek
pępuszka świata. „Phi, co z tego, że nie jestem jedyną piszącą pracę olimpijską
w tym mieście, lepiej wypożyczę wszystkie dostępne książki na raz i będę
trzymał je 3 miesiące!” – serio? Byłoby mi strasznie głupio, gdybym zdała sobie
sprawę, że moje bezsensowne działanie uniemożliwia innym pracę. O ile jeszcze
rozumiem fakt, że nie każdy podzielił sobie materiał tak, jak ja i wolał wypożyczyć
co się da, to wydaje mi się, że trzymanie książek od połowy sierpnia jest ciut
nie fair.
Następnym problemem, który mnie
bardzo, bardzo smuci są same biblioteki. Atmosfera w nich jest nieprzyjemna,
obca, czujesz się jakby właśnie posądzili cię o morderstwo. Informacja też do
bani, dziś po kilku ładnych latach dowiedziałam się jakie jest moje hasło w
systemie bibliotecznym. Bajecznie, teraz mogę rezerwować książeczki na potęgę!
Wspomniałam o rezerwacji i o
systemie. I tu czai się kolejny problem – nie można dotykać książek, nie można
obcować z książkami, nie można zapytać się żywego człowieka, czy pomógłby ci znaleźć
to, czego szukasz. Halo, mamy XXI wiek, teraz przychodzisz do biblioteki, żaby
usiąść przed kompem. No kurczę, logiczne.
Strasznie mnie to przygnębia,
kłóci się z wizją biblioteki, którą przed laty stworzyłam sobie na podstawie
filmów, zasłyszanych historii, czy… książek. Nie ma bata, inspirujące
fotografie krążące po Internecie jak zwykle kłamią, Co Bardziej Rozgarnięty
Czytelniku. Ale spokojnie, gdy będę dużym kotem z własnym kocim domkiem, zrobię
sobie taką biblioteczkę, o jakiej się Interetom nie śniło!
Szczere Kocisko

Jak to nie można dotykać książek?
OdpowiedzUsuńZ założeniem domowej biblioteczki genialny pomysł! Sama chce sobie taką założyć, gdy już będę miała wymarzone gniazdko :)
No nie można :(
UsuńJuż w sumie mam w domu takową, ale należy bardziej do mojej mamy ^.^
Te systemy często są też trochę nieudane i to jest ich największy minus. A co do samego wypożyczania ksiażek to ja pewnie też miałabym z tym nie lada problem, bo mieszkam w małym mieście, gdzie nawet bibliotek jest naprawdę niewiele. Na szczęście nie mam ambicji na olimpiadę polonistyczną ;D
OdpowiedzUsuńJedyne co jest ok w tych systemach, to fakt, że możesz szukać książki nie ruszając się z domu ;)
UsuńNo ja niestety mam takie ambicje, sama nie wiem czemu ;P
Kiedyś lubiłam chodzić po bibliotece, spokojnie przeglądając książki, szukając inspiracji. A w bibliotece wojewódzkiej mam tylko internetowy system. Gorzej jeśli nie ma się pomysłu co chce się przeczytać.
OdpowiedzUsuńCzyli widzę, że mamy ten sam problem... Mnie też przeraża fakt, że panie bibliotekarki coraz częściej nie mają pojęcia o książkach, które wypożyczają. Czasem nawet nie mają pojęcia, gdzie ich szukać. Może za dużo wymagam?
UsuńW mnie w domu to mój pokój stanowi bibliotekę. Zbieram wszystkie możliwe książki :p Niektóre, czytane tysiące razy, już się rozpadają, ale nigdy nie będę miała serca wyrzucić jakąkolwiek książkę.
OdpowiedzUsuńJa mam podobnie. Niestety w moim pokoju jest tylko jeden regał. Za to u mojej mamy książki zajmują całą ścianę ;)
UsuńTeż byłam raz w sytuacji, w której poprosiłam bibliotekarkę o pomoc przy znalezieniu pewnej publikacji. Spojrzała na mnie z wyrzutem i odesłała do internetowego katalogu. Jestem ciekawa, za co tym ludziom płacą :/
OdpowiedzUsuńAnia
Płacą im w ramach zdrowotnego, za odleżyny na tyłkach ;P
UsuńA teraz na serio. Nie można mówić, że wszyscy pracownicy bibliotek są tacy. Wielu z nich to naprawdę aktywni ludzie, którzy organizują sporo eventów. Poza tym praca bibliotekarza to trochę więcej, niż widzi przecięty czytelnik. Jednak niestety często to podejście bibliotekarek do użytkowników bibliotek jest mało fajne i wydaje mi się, że mogłoby być lepsze. Coś czuję, że zastępowanie ludzi komputerami źle się odbija na podejściu ludzi do ich pracy
Uwielbiam chodzić miedzy półkami w bibliotece, czasami żałuję, że jest limit wypożyczenia książek ;>
OdpowiedzUsuńHmmm ja wolę chodzić między półkami w Matrasie. A nawet nie między półkami - wolę grzebać w koszach z książkami z 5 zł ;P
UsuńJa też mieszkam w małym miasteczku, gdzie w bibliotekach naprawdę trudno znaleźć cokolwiek ciekawego. Będąc dzieciakiem, nie byłam tak wybredna i czytałam wszystkie książeczki dla dzieci po kolei, ale teraz byle szmira nie przejdzie :D Głównie kupuję książki w Empiku albo zamawiam przez internet, ewentualnie robię zakupy, gdy jestem w większym mieście typu Wrocław. Aż się boję, co to będzie, gdy nadejdzie czas zebrania literatury na maturę ustną :o
OdpowiedzUsuńNo i ta atmosfera, jakże daleka od tej z amerykańskich filmów...
No serio, atmosfera bardziej jak z urzędu ;P
UsuńJa jestem z małego miasteczka, ale większość dnia spędzam w wielkim mieście, więc problemów z książkami nigdy nie miałam. Bibliotekę kochałam kiedy byłam mała. Potrafiłam przesiedzieć tam cały dzień. Teraz czytam głównie ebooki, a potrzebną literaturę póki co znajdowałam w szkole, więc do biblioteki już dawno nie zaglądałam. Ale też nie było to miejsce, o jakim bym marzyła.
OdpowiedzUsuńMoje miasto w sumie do najmniejszych nie należy, wojewódzkie jakby nie patrzeć, ale nasza biblioteka wojewódzka jest niczym do tej np. w Warszawie ;P
UsuńJa też nie zaglądałabym do biblioteki gdyby nie olimpiada... Choć i tu biblioteka niewiele daje ;P
Dziękuję, staram się mocno o klimat i "to coś" :).
OdpowiedzUsuńJa cały czas muszę latać po bibliotekach, muszę jeszcze w paru wielkich w mieście założyć konta, bo tak samo jest problem, niektórych książek niewolno wypożyczać, trzeba na miejscu. Tylko, że czasem jest spory kawał... No cóż, dla mnie to studencka codzienność teraz, ach, ta filologia!
A, no to super! :)
UsuńFilologia... polska! Także ogrom, naprawdę potężny zbiór lektur, pojedynczych tekstów, podręczników... A ile jeszcze przede mną!
O widzisz :). Ja rozbiegnę chyba to na dwa fronty, jedno z kulturoznawstwem, drugie nauczycielskie, a co mi tam. Albo edytorstwo. Mam czas na wybór jeszcze, na szczęście. Tak czy siak potwornie podoba mi się fakt, że poznaję język od podstaw, poprawiam błędy, rozwijam to wszystko, mam większe spektrum widzenia tego, co robiłam źle i czego unikać.
UsuńFilologia: pół życia w czytelni drugie pół nad książkami, w przerwach (coby odetchnąć) można poukładać wzory na gramatykę, ustosunkować się do badaczy i odszukać logiczne powiązania. A we śnie wymyślić swoje interpretacje. A podobno to najprostszy kierunek z możliwych. Eh, chyba dzieciaki, którym ktoś nawkładał głupot do głowy o kluczu maturalnym interpretacji (przecież coś takiego nie istnieje!) puścili taki mit i się przyjął. :)
UsuńPrzepraszam, ale co na celu ma Twój komentarz? Jak to się ma do tego, że dziewczyna studiuje filologię? Dlaczego wychodzisz z założenia, że każdy oprócz Ciebie to dzieciak, który nie wie, co mówi.
UsuńKlucz istnieje... niestety. Mamy co trymestr próbną pracę interpretacyjną i na jakiejś podstawie to sprawdzają. Niekiedy mamy te klucze do wglądu.
Komentowałam ogrom lektur na filologii - pierwszy komentarz. I nie wychodzę z takiego założenia, a wnioski wysnułam na podstawie własnych doświadczeń (zza biurka i ławki). To macie widocznie kiepskich polonistów, bo klucz dotyczy pisania pracy (składniki wstępu, logiczne wnioski, odpowiednie umieszczenie w przestrzeni intertekstualnej itp) a nie tego o czym pisałam i co jest powodem takiej paniki; jak wbić się w klucz czyli co autor miał na myśli. A to jest mit w który nadal ludzie wierzą.
UsuńNie zabrzmiało to w ten sposób. W każdy razie było to mało miłe.
UsuńChyba znów się muszę nie zgodzić, gdyż w moim rozumieniu klucz to właśnie składniki wstępu, wnioski, spójność struktury tekstu i właśnie takim kluczem posługują się poloniści w mojej szkole. Nie chodzę do słabej szkoły, to i polonistów nie mam kiepskich. Jakoś co roku produkują tych laureatów.
A co do "wbijania się w klucz" - są tam przecież zawarte wnioski, które muszą zostać przedstawione w pracy. Czasami są banalne i ludzie je pomijają, i właśnie to oznacza, że nie wstrzelili się w klucz.
Tak było dotychczas. Matura 2014 to ostatnia matura z taką pracą interpretacyjną i takim kluczem. Moja matura pisemna będzie formą rozprawki połączonej z pracą interpretacyjną i tam już takiego klucza nie będzie. Wystarczy pogłębienie tematu, wyraźne przedstawienie tezy i argumentów, spójność strukturalna, dobry styl i język.
Ja na szczęście jakoś nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem potrzebnych mi książek w Poznaniu, zawsze w jakichś tam sobie bibliotekach dobiorę. :)
OdpowiedzUsuńZ tego, co widziałam w internetowych spisach, tych, które potrzebowałabym czasem nie ma nawet w Poznaniu ;P
UsuńA szukałaś skanów/zdjęć na chomikuj.pl? Z tego co się orientuję, jeśli pozycje pokrywają się z tymi z kanonu lektur na filologii polskiej (choć to wątpliwe), to część przynajmniej powinna być. Możesz poszukać też opracowań danych badaczy w innych pozycjach w Twojej bibliotece (prace badawcze są bardzo często przedrukowywane w innych książkach fragmentarycznie). Biblioteki mają też taką cudowną funkcję, że mogą sprowadzić dla Ciebie książki z innych bibliotek w Polsce (ja sprowadzałam i z Krakowa i z Poznania więc odległość nie jest problemem).
OdpowiedzUsuńCo mogłam, to znalazłam, dziś złożyłam zamówienie na kolejne rzeczy, co nie zmienia faktu, że nie lubię bibliotek ;P
UsuńSą jeszcze przecież biblioteki cyfrowe pełne prac badawczych.
UsuńPrzegrzebałam co mogłam, niestety ta bibliografia jest na moje oko z tyłka wzięta....
UsuńPrzejrzałam tylko bibliografię do jednego tematu i jest z kosmosu, masz rację. Nie mogli wziąć jakichś normalnych nazwisk? A może to dodatkowe utrudnienie? :-)
OdpowiedzUsuńMożliwe... Choć to trochę nie fair. Wiadomo, że ludzie z Warszawki w tym momencie mają łatwiej niż inni...
Usuńw oczach wielu "wspolczesnych", "nowoczesnych" ludzi ksiazki traca na wartosci, ja tego chyba nigdy do konca nie zrozumiem.
OdpowiedzUsuńbiblioteka nigdy nie kojarzyla mi sie z niczym przyjemnym, choc powinna, bo lubie ksiazki!
Mnie denerwuje fakt, że biblioteka często buduje stereotyp książki jako czegoś ludzi eleganckich, starych, cichych, nudnych, a potem się dziwią, że mało ludzi chce czytać...
UsuńJakie to szczęście, że u mnie biblioteka bazuje na starych zasadach i przychodzi się do niej po książki (nie ma komputerów... pewno nie dostali na nie dotacji... albo to też przez to, że nie ma na nie miejsca). No i też nie mam tam jakiś większych problemów z wypożyczaniem :)
OdpowiedzUsuńŁojej, u mnie nawet małe, osiedlowe biblioteczki mają po kilka kompów...
UsuńNa szczęście mieszkam w dużym mieście, gdzie nie brakuje ogromnych bibliotek, w tym cudownej uniwersyteckiej <3
OdpowiedzUsuńMoje miasto, też nie należy do małych. Jest spore - wojewódzkie, co prawda na spółkę z innym, ale jednak... Bibliotekę też mam ogromną i baaardzo nowoczesną - architekci z zagranicy już kilka razy odwiedzali ją i byli zachwyceni. Ale co z tego, skoro nie mogę dostać tam potrzebnych rzeczy ;c
UsuńJak dobrze, że jestem stara (umiarkowanie, ale jednak) i pamiętam czasy, gdy można było bezkarnie przemykać między bibliotecznymi półkami i smyrać zakurzone grzbiety książek, w poszukiwaniu tych na długie wieczory. Przynajmniej wspomnienia mi się ostały, bo jak teraz widzę komputer z koniecznością logowania na wejściu, to tak jakoś smutno się robi... Własna biblioteczka, to super pomysł. Jest jednym z obowiązkowych elementów mojego i Lubego przyszłego domku - zaraz obok salonu z kominkiem i bunkra na wypadek zombie apokalipsy lub wojny :D
OdpowiedzUsuńHahaha, też chcę kominek i bunkier. No i zbrojownie ;)
Usuń