39 komentarzy:

  1. Jak to nie można dotykać książek?
    Z założeniem domowej biblioteczki genialny pomysł! Sama chce sobie taką założyć, gdy już będę miała wymarzone gniazdko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie można :(
      Już w sumie mam w domu takową, ale należy bardziej do mojej mamy ^.^

      Usuń
  2. Te systemy często są też trochę nieudane i to jest ich największy minus. A co do samego wypożyczania ksiażek to ja pewnie też miałabym z tym nie lada problem, bo mieszkam w małym mieście, gdzie nawet bibliotek jest naprawdę niewiele. Na szczęście nie mam ambicji na olimpiadę polonistyczną ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co jest ok w tych systemach, to fakt, że możesz szukać książki nie ruszając się z domu ;)
      No ja niestety mam takie ambicje, sama nie wiem czemu ;P

      Usuń
  3. Kiedyś lubiłam chodzić po bibliotece, spokojnie przeglądając książki, szukając inspiracji. A w bibliotece wojewódzkiej mam tylko internetowy system. Gorzej jeśli nie ma się pomysłu co chce się przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli widzę, że mamy ten sam problem... Mnie też przeraża fakt, że panie bibliotekarki coraz częściej nie mają pojęcia o książkach, które wypożyczają. Czasem nawet nie mają pojęcia, gdzie ich szukać. Może za dużo wymagam?

      Usuń
  4. W mnie w domu to mój pokój stanowi bibliotekę. Zbieram wszystkie możliwe książki :p Niektóre, czytane tysiące razy, już się rozpadają, ale nigdy nie będę miała serca wyrzucić jakąkolwiek książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam podobnie. Niestety w moim pokoju jest tylko jeden regał. Za to u mojej mamy książki zajmują całą ścianę ;)

      Usuń
  5. Też byłam raz w sytuacji, w której poprosiłam bibliotekarkę o pomoc przy znalezieniu pewnej publikacji. Spojrzała na mnie z wyrzutem i odesłała do internetowego katalogu. Jestem ciekawa, za co tym ludziom płacą :/

    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płacą im w ramach zdrowotnego, za odleżyny na tyłkach ;P
      A teraz na serio. Nie można mówić, że wszyscy pracownicy bibliotek są tacy. Wielu z nich to naprawdę aktywni ludzie, którzy organizują sporo eventów. Poza tym praca bibliotekarza to trochę więcej, niż widzi przecięty czytelnik. Jednak niestety często to podejście bibliotekarek do użytkowników bibliotek jest mało fajne i wydaje mi się, że mogłoby być lepsze. Coś czuję, że zastępowanie ludzi komputerami źle się odbija na podejściu ludzi do ich pracy

      Usuń
  6. Uwielbiam chodzić miedzy półkami w bibliotece, czasami żałuję, że jest limit wypożyczenia książek ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm ja wolę chodzić między półkami w Matrasie. A nawet nie między półkami - wolę grzebać w koszach z książkami z 5 zł ;P

      Usuń
  7. Ja też mieszkam w małym miasteczku, gdzie w bibliotekach naprawdę trudno znaleźć cokolwiek ciekawego. Będąc dzieciakiem, nie byłam tak wybredna i czytałam wszystkie książeczki dla dzieci po kolei, ale teraz byle szmira nie przejdzie :D Głównie kupuję książki w Empiku albo zamawiam przez internet, ewentualnie robię zakupy, gdy jestem w większym mieście typu Wrocław. Aż się boję, co to będzie, gdy nadejdzie czas zebrania literatury na maturę ustną :o
    No i ta atmosfera, jakże daleka od tej z amerykańskich filmów...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem z małego miasteczka, ale większość dnia spędzam w wielkim mieście, więc problemów z książkami nigdy nie miałam. Bibliotekę kochałam kiedy byłam mała. Potrafiłam przesiedzieć tam cały dzień. Teraz czytam głównie ebooki, a potrzebną literaturę póki co znajdowałam w szkole, więc do biblioteki już dawno nie zaglądałam. Ale też nie było to miejsce, o jakim bym marzyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje miasto w sumie do najmniejszych nie należy, wojewódzkie jakby nie patrzeć, ale nasza biblioteka wojewódzka jest niczym do tej np. w Warszawie ;P
      Ja też nie zaglądałabym do biblioteki gdyby nie olimpiada... Choć i tu biblioteka niewiele daje ;P

      Usuń
  9. Dziękuję, staram się mocno o klimat i "to coś" :).

    Ja cały czas muszę latać po bibliotekach, muszę jeszcze w paru wielkich w mieście założyć konta, bo tak samo jest problem, niektórych książek niewolno wypożyczać, trzeba na miejscu. Tylko, że czasem jest spory kawał... No cóż, dla mnie to studencka codzienność teraz, ach, ta filologia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, no to super! :)

      Filologia... polska! Także ogrom, naprawdę potężny zbiór lektur, pojedynczych tekstów, podręczników... A ile jeszcze przede mną!

      Usuń
    2. O widzisz :). Ja rozbiegnę chyba to na dwa fronty, jedno z kulturoznawstwem, drugie nauczycielskie, a co mi tam. Albo edytorstwo. Mam czas na wybór jeszcze, na szczęście. Tak czy siak potwornie podoba mi się fakt, że poznaję język od podstaw, poprawiam błędy, rozwijam to wszystko, mam większe spektrum widzenia tego, co robiłam źle i czego unikać.

      Usuń
    3. Filologia: pół życia w czytelni drugie pół nad książkami, w przerwach (coby odetchnąć) można poukładać wzory na gramatykę, ustosunkować się do badaczy i odszukać logiczne powiązania. A we śnie wymyślić swoje interpretacje. A podobno to najprostszy kierunek z możliwych. Eh, chyba dzieciaki, którym ktoś nawkładał głupot do głowy o kluczu maturalnym interpretacji (przecież coś takiego nie istnieje!) puścili taki mit i się przyjął. :)

      Usuń
    4. Przepraszam, ale co na celu ma Twój komentarz? Jak to się ma do tego, że dziewczyna studiuje filologię? Dlaczego wychodzisz z założenia, że każdy oprócz Ciebie to dzieciak, który nie wie, co mówi.
      Klucz istnieje... niestety. Mamy co trymestr próbną pracę interpretacyjną i na jakiejś podstawie to sprawdzają. Niekiedy mamy te klucze do wglądu.

      Usuń
    5. Komentowałam ogrom lektur na filologii - pierwszy komentarz. I nie wychodzę z takiego założenia, a wnioski wysnułam na podstawie własnych doświadczeń (zza biurka i ławki). To macie widocznie kiepskich polonistów, bo klucz dotyczy pisania pracy (składniki wstępu, logiczne wnioski, odpowiednie umieszczenie w przestrzeni intertekstualnej itp) a nie tego o czym pisałam i co jest powodem takiej paniki; jak wbić się w klucz czyli co autor miał na myśli. A to jest mit w który nadal ludzie wierzą.

      Usuń
    6. Nie zabrzmiało to w ten sposób. W każdy razie było to mało miłe.
      Chyba znów się muszę nie zgodzić, gdyż w moim rozumieniu klucz to właśnie składniki wstępu, wnioski, spójność struktury tekstu i właśnie takim kluczem posługują się poloniści w mojej szkole. Nie chodzę do słabej szkoły, to i polonistów nie mam kiepskich. Jakoś co roku produkują tych laureatów.
      A co do "wbijania się w klucz" - są tam przecież zawarte wnioski, które muszą zostać przedstawione w pracy. Czasami są banalne i ludzie je pomijają, i właśnie to oznacza, że nie wstrzelili się w klucz.
      Tak było dotychczas. Matura 2014 to ostatnia matura z taką pracą interpretacyjną i takim kluczem. Moja matura pisemna będzie formą rozprawki połączonej z pracą interpretacyjną i tam już takiego klucza nie będzie. Wystarczy pogłębienie tematu, wyraźne przedstawienie tezy i argumentów, spójność strukturalna, dobry styl i język.

      Usuń
  10. Ja na szczęście jakoś nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem potrzebnych mi książek w Poznaniu, zawsze w jakichś tam sobie bibliotekach dobiorę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co widziałam w internetowych spisach, tych, które potrzebowałabym czasem nie ma nawet w Poznaniu ;P

      Usuń
  11. A szukałaś skanów/zdjęć na chomikuj.pl? Z tego co się orientuję, jeśli pozycje pokrywają się z tymi z kanonu lektur na filologii polskiej (choć to wątpliwe), to część przynajmniej powinna być. Możesz poszukać też opracowań danych badaczy w innych pozycjach w Twojej bibliotece (prace badawcze są bardzo często przedrukowywane w innych książkach fragmentarycznie). Biblioteki mają też taką cudowną funkcję, że mogą sprowadzić dla Ciebie książki z innych bibliotek w Polsce (ja sprowadzałam i z Krakowa i z Poznania więc odległość nie jest problemem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co mogłam, to znalazłam, dziś złożyłam zamówienie na kolejne rzeczy, co nie zmienia faktu, że nie lubię bibliotek ;P

      Usuń
    2. Są jeszcze przecież biblioteki cyfrowe pełne prac badawczych.

      Usuń
    3. Przegrzebałam co mogłam, niestety ta bibliografia jest na moje oko z tyłka wzięta....

      Usuń
  12. Przejrzałam tylko bibliografię do jednego tematu i jest z kosmosu, masz rację. Nie mogli wziąć jakichś normalnych nazwisk? A może to dodatkowe utrudnienie? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe... Choć to trochę nie fair. Wiadomo, że ludzie z Warszawki w tym momencie mają łatwiej niż inni...

      Usuń
  13. w oczach wielu "wspolczesnych", "nowoczesnych" ludzi ksiazki traca na wartosci, ja tego chyba nigdy do konca nie zrozumiem.
    biblioteka nigdy nie kojarzyla mi sie z niczym przyjemnym, choc powinna, bo lubie ksiazki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie denerwuje fakt, że biblioteka często buduje stereotyp książki jako czegoś ludzi eleganckich, starych, cichych, nudnych, a potem się dziwią, że mało ludzi chce czytać...

      Usuń
  14. Jakie to szczęście, że u mnie biblioteka bazuje na starych zasadach i przychodzi się do niej po książki (nie ma komputerów... pewno nie dostali na nie dotacji... albo to też przez to, że nie ma na nie miejsca). No i też nie mam tam jakiś większych problemów z wypożyczaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łojej, u mnie nawet małe, osiedlowe biblioteczki mają po kilka kompów...

      Usuń
  15. Na szczęście mieszkam w dużym mieście, gdzie nie brakuje ogromnych bibliotek, w tym cudownej uniwersyteckiej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje miasto, też nie należy do małych. Jest spore - wojewódzkie, co prawda na spółkę z innym, ale jednak... Bibliotekę też mam ogromną i baaardzo nowoczesną - architekci z zagranicy już kilka razy odwiedzali ją i byli zachwyceni. Ale co z tego, skoro nie mogę dostać tam potrzebnych rzeczy ;c

      Usuń
  16. Jak dobrze, że jestem stara (umiarkowanie, ale jednak) i pamiętam czasy, gdy można było bezkarnie przemykać między bibliotecznymi półkami i smyrać zakurzone grzbiety książek, w poszukiwaniu tych na długie wieczory. Przynajmniej wspomnienia mi się ostały, bo jak teraz widzę komputer z koniecznością logowania na wejściu, to tak jakoś smutno się robi... Własna biblioteczka, to super pomysł. Jest jednym z obowiązkowych elementów mojego i Lubego przyszłego domku - zaraz obok salonu z kominkiem i bunkra na wypadek zombie apokalipsy lub wojny :D

    OdpowiedzUsuń