Jeżeli istnieje jedna cecha,
którą mogę zupełnie uczciwie i całkiem pewnie określić siebie, jest nią
niezłomność. Nie wiem na ile jest to część mnie, a na ile dostatecznie mocno
wpojone zachowanie, odruch, który uwarunkował się pod wpływem lat i zdarzeń. Ta
cecha upodabnia mnie czasem do przedstawicieli tych niebezpiecznych ras psów,
które nie mogą rozluźnić szczęk, gdy już ugryzą. Nie to, że nie chcą –
fizycznie nie mogą. Nie potrafię odpuścić. W każdym razie nie potrafiłam.
Zauważam, że staję się coraz bardziej… złomna. I nie wiem, co jest gorsze.
Nie potrafię przyznać komuś
racji, jeżeli wiem/czuję/wierzę, że to ja znam prawdę. Nie potrafię machnąć na
to łapą, dać spokój, uznać, że mogę swoją rację zachować dla siebie i przez
chwilę nie zbawiać reszty świata. Może byłoby łatwiej i mądrzej, ale jestem na
to zbyt zasadnicza. Okropieństwo. Nie przechodzę obojętnie wobec czyichś
błędów, najchętniej zakazałabym rezygnowania i niekonsekwencji. Nie wierzę w
półśrodki. Mam zasady…
…Ale czym byłoby życie, gdyby
człowiek nie okazywał się za każdym razem hipokrytą. Dużo wątpię. Dużo marzę.
Dużo myślę. Przeprowadzam miliardy rozmów w tajnym pokoju ukrytym pod moją
czaszką. Dużo chcę. I bardzo się przejmuję. Czasem czuję, że warto byłoby
odpuścić, ale się boję. Wiem, że im częściej sobie na to pozwalamy, tym
trudniej się czegoś trzymać. Oczywiste – gdy raz złamie się zasadę, łatwiej
zrobić to znów i znów, bo na dobrą sprawą najczęściej nie ma to wielkiego i
wyczuwalnego od razu skutku. Te skutki, mityczne skutki wychodzą na światło
dzienne stopniowo.
Trzeba poszukiwać siebie, wiem.
Próbuje. A poszukiwanie charakteryzuje się tym, że próbuje się iść wieloma drogami i wybrać tą najlepszą,
ale ciężko mi się na to zdobyć po tym, jak przez wiele lat robiłam coś, co
chyba nie działało na mnie najlepiej. Wtedy wiele razy słyszałam „ona nie ma
talentu, ale przynajmniej nie odpuszcza”. Podobno najwięcej osiągają ci, którym
wcale nie było łatwo. Podobno sukces osiąga się ciężką pracą, a talent ma
krótkie nóżki. Prawie tak krótkie jak kłamstwo. Może i talent jest rodzajem
kłamstwa?
Z rezygnacją jest ten problem, że
pojawia się ona naprawdę z idiotycznych powodów. Jest wynikiem przegranej z
lenistwem, z hedonizmem, ze stresem, a nawet z pośpiechem. Ale czasami jest to
znak ostrzegawczy, pozwalający uratować swoje życie przed popadaniem w
nieszczęście, oszukiwaniem siebie i chorą ambicją.
Czy da się ocenić, kiedy warto
zrezygnować? Kiedy warto położyć się na łopatki, odpłynąć, poddać się chwili,
uciec, zniknąć, zapomnieć? Która ambicja nie jest chora i gdzie przyjmuje
lekarz – ambicjolog?
Szczere Kocisko
Mam podobnie, uparcie trzymam się swojego zdania. Jeśli masz rację nie jest źle, że próbujesz trzymać się tego. Do ambicjologa sama z chęcią też wybrałabym się, jak znajdziesz, to daj namiary :D
OdpowiedzUsuńNie ma sprawy ;D
UsuńJestem tak bardzo zafascynowana Twoimi notkami, że najczęściej po przeczytaniu, wolę nawet nie komentować, bo obawiam się, że nie zabrzmi to zrozumiale. Ale chyba warto się ujawnić :)
OdpowiedzUsuńTrudno czasem zdecydować czy dana nam cecha jest wadą czy zaletą, jednak należy pamiętać, że pomiędzy czernią i bielą mamy wiele odcieni szarości.
Zdałam sobie sprawę, że szukam siebie dopiero niedawno, chociaż robiłam to całe życie. I pewnie tak zostanie, może na starość uda mi się usiąść i zrozumieć kim jestem. Na razie popełniam błędy, staram się ich nie popełniać, doskonalić, podnosić po licznych upadkach.
Myślę, że talent, którego się nie doskonali i, w który nie wkłada się ciężkiej pracy, nie przyniesie nam żadnych efektów w życiu.
xwelcome-to-my-circusx.blogspot.com
Oj cieszę się, że postanowiłaś się wypowiedzieć ;)
UsuńChyba każda cecha może być zaletą i wadą jednocześnie, to dlatego nie ma człowieka bez wad. Jestem ciekawa, czy kiedyś będę w stanie powiedzieć, kim jestem... I, że odkryję i wykorzystam swój talent :)
Myślę, że ta niezłomność to bardziej zaleta, niż wada. Sam talent nie wystarczy, potrzeba też właśnie takiej niezłomności. Strasznie Ci zazdroszczą, bo choć do pewnego czasu też taka byłam, teraz już jakoś odpuszczam i zdarza mi się, np. że wiem, że ktoś myśli zje, ale ja zwyczajnie machnę na to ręką.
OdpowiedzUsuńDziękuję ;) niestety ta cecha tak często psuje mi krew...
UsuńDużo wątpisz, to bardzo dobrze. Podobno tylko całkowici głupcy nie wątpią, zwątpienie jest oznaką mądrości. : )
OdpowiedzUsuńOjej, jak się mądrze czuję :)
UsuńCzęsto mam ten sam problem - nie potrafię zrezygnować, nawet kiedy czasami nie warto walczyć/kłócić się. Chociaż w ostatnim czasie nauczyłam się ignorować przynajmniej ludzi, którzy nie mają racji i nie potrafią zrozumieć... Ale jeśli chodzi o moje marzenia to chyba nigdy nie będę w stanie odpuścić.
OdpowiedzUsuńI prawidłowo ;)
UsuńWarto walczyć o swoje. Naprawdę się to opłaca. Nawet jeśli, nie wszystkim się to podoba.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się :)
Mi nie chodzi o walkę. Po prostu o pracę nad sobą i nad życiem
UsuńRozwalił mnie powyższy komentarz...Mam nadzieję że Szczera wybaczy mi chwile szczerości. Otóż jeżeli walczysz o swoje do upadłego, mimo że spora część świata woła stój! prawdopodobnie jesteś egoistą i tym dążeniem do swojego niszczysz marzenia kogoś innego. Dajmy na chwile spokój tym nowoczesnym bożkom- bądź sobą, zajmij się sobą- i pomyślmy o innych.
OdpowiedzUsuńNiezłomność nie połączona z rozumem może przynieść niesamowite szkody. Ale jeżeli jesteś niezłomna, to... pewnie masz to po przodkach. Zgłębiając dzieje Polaków widać, że nasi antenaci mieli niezwykle stalową wolę, obojętnie w jakich czasach żyli. Walczyli do końca i o jeden dzień dłużej.
Talent? To przekleństwo. Wątpię czy go mam, ale wielu ludzi przekonuje mnie, że istotnie tak jest. Jaki ty masz talent, wołają, nie możesz go zmarnować! Czemu nie poszłaś na ASP, masz taki talent! Na pewno będziesz sławna, masz taki talent! I tak dzień w dzień, w internecie, w szkole i w domu. Zmuszają mnie jakoby do ciągłego wysiłku, ciągłego tłumaczenia się że wcale nie rysuje tak ładnie by zaraz iść do ASP. A może chciałabym zająć się czymś innym, może sportem? Nie mogę, zaraz mnie zakrzyczą, dlaczego ja, taka artystka, chcę latać za piłką kiedy wcale się do tego nie nadaję. Naprawdę, już lepiej być niezłomną, ale nieutalentowaną, niż żeby coś przychodziło ci bez żadnego wysiłku. O tobie mówią na pewno że jesteś ,,porządna firma" a ja- no cóż. ,,Artystka - wariatka"
Czasami mam ochotę dać ogłoszenie do gazety:,, dwa niepotrzebne talenty na dwie potrzebne umiejętności zamienię"
Cóż mam dodać. Masz rację. Z tym talentem szczególnie...
UsuńTaka walka to nie dla mnie. Lepiej siedzieć cicho.
OdpowiedzUsuńNie. Głupio siedzieć cicho. Nie lubię tego, to pogrąża w uczuciu beznadziejności i bezwartościowości...
Usuńnienawidze uczucia rezygnacji... staram sie nigdy go do siebie nie dopuscic, walcze o swoje i cenie te ceche u innych :)
OdpowiedzUsuńWalka o swoje, a niezłomność to co innego. Dla mnie niezłomność to silna wola i okazjonalne wystawianie drugiego policzka, a więc nie walka. Jak już to z samym sobą. Jeśli przychodzi mi walczyć z kimś, to knock-out pojawia się niespodziewanie szybko ;P
UsuńTeż kiedyś tak myślałam. Ale doszłam do wniosku, że korzystając z niego racjonalnie i w pełni rozsądnie można uzyskać (prawie) same korzyści :)
OdpowiedzUsuńZnam tę potrzebę zbawiania świata. Wiarę, że ja zrobię to lepiej, że ja podołam, że jak nie ja, to kto? Ojciec mi od dzieciństwa wmawiał, że zawsze potrzebny jest leader, ktoś kto to wszystko będzie trzymał na swoich barkach i prowadził do końca. I ja wedle tej nauki się angażuję. A jak już się w coś wciągnę, to nie będzie odwrotu. Niezłomnością tego nigdy nie nazwałam, ale nie nazwałam tego też w żaden inny sposób. Myślę jednak, że ta niezłomność to tylko środek i to rozum powinien zawsze decydować. Kiedy warto podjąć ryzyko? Kiedy to ma sens? Bo rezygnacja to najgorsze uczucie przy takim temperamencie.
OdpowiedzUsuń