![]() |
| Piękna Dita. |
Tu powstaje mała rozbieżność. Bo moim ulubionym programem kulinarnym jest
Bitchin’ Kitchen, zachwycam się Ditą von Teese, uwielbiam przeglądać sklepy
internetowe ze ślicznymi sukienkami w stylu pin-up, w drogerii zawisam nad
lakierami do paznokci, eyelinerami i szminkami, których zazwyczaj i tak nie
zamierzam kupić. Lubię blogi girl-powerowe, lubię czytać o kobietach pewnych
siebie, niezależnych, silnych. Uwielbiam Marię Skłodowską-Curie, serio. Nóż mi
się w kieszeni otwiera, gdy – nawet w żartach – słyszę, że miejsce kobiety jest
w kuchni, że kobiety nie potrafią prowadzić auta i nie mogą być szefami. Ostatnio nawet ćwiczyłam do fitnessowych
filmików na YT, słuchałam Ellie Goulding i P!nk. I to wszystko zdaje się
wskazywać na to, że nie powinnam mieć żadnych wątpliwości co do mojej babskości.
A jednak staram się wyglądać jak dziecko, nie potrafię uśmiechać się na
zdjęciach tak, aby nie był to uśmiech psychopaty, nie znoszę takich zwyczajnie romantycznych
filmów o oklepanej kompozycji, jeszcze bardziej nie znoszę komedii
romantycznych! Trzymam się z dala od dekoltów, których nosić nie cierpię,
zawsze używam tylko jednego kosmetyku do makijażu oczu na raz. Nie jara mnie
publikowanie swoich zdjęć gdzie się da, nie mam photobloga, konta na
instagramie, nie jestem dziką łowczynią lajków…
Może po prostu jestem normalna? Czy raczej odpowiednio dziwna…
Teraz trochę poważniej. Mamy XXI
wiek. Wydawać by się mogło, że to czas tolerancji, równości kobiet i mężczyzn,
i… cielesności. Zastanawiałam się nad tym ostatnio i doszłam do wniosku, że
jako społeczeństwo jesteśmy jedną nogą w wyzwoleniu, zachwycie nad ciałem,
ciekawości, a drugą w średniowiecznej pogardzie dla tego, co z ciałem związane.
Szczególnie z ciałem kobiety. Z jednej ciężko znaleźć teledysk bez cycków i
tyłków, i nawet nie mówię o popowej papce, ale również o ambitniejszej muzyce. Ciało
jest pokazywane. W różnym kontekście. Bo Miley Cyrus chodzi o coś innego w „Wrecking
Ball”, a Jaredowi Leto chodzi o coś innego w „Up in the Air” i sądzę, że to
oczywiste, dlaczego pierwszy wymieniony przeze mnie teledysk budzi mój niesmak,
a drugi nie. A jednak znajdą się osoby, które nie zwracając uwagi na treść,
oburzają się formą. To chyba ludzie pełni kompleksów, niepewni siebie, nieznający
siebie i żyjący w jakimś dziwnym strachu przed własnym ciałem. Ludzie, którzy
swoimi sądami mogą zniszczyć pewność siebie i poczucie zgody z samym sobą u innych. Nie
wiem, trzeba umieć określić, co jest smaczne, a co nie. Co jest skromne, a co
nie. Co jest dopuszczalne, a co nie.
Szczere Kocisko

ja też jestem kobietą-bachorem. Z jednej strony seksowna, kobieca i piękna gdy sytuacja tego wymaga, z drugiej strony dzieciak siedzący w rozciągniętym t-shircie i układający puzzle.
OdpowiedzUsuńjaram się 'kobiecością', ale nie do końca, wolę chyba być tym dzieciakiem, ale to zależy.
a co do miejsca kobiety w kuchni, mnie te żarty bawią, nie jestem zwolenniczką feminizmu.
a ta cielesność to poza, trzeba coraz bardziej szokować, żeby się 'przebić' :<
No, mamy bardzo podobnie ;P
UsuńMnie to raczej nie bawi, ale to też zależy od tonu. Bo jeśli jest to bezpretensjonalny, żartobliwy ton, to i mnie to bawi, jednak jeśli przez takie żarty przemawia poczucie wyższości i pobłażanie to nie ma zmiłuj...
No tak, z tym przebiciem to masz rację, ale nie zawsze tak jest.
Która kobieta lubi publikować swoje słit-focie na instagramie? To raczej domena dziewczynek:) Kobieta kojarzy mi się z większą dojrzałością i świadomością swojego ciała. Nie musi świecić cyckami, żeby zachwycać. Z drugiej strony pin-up jest ciut bezwstydny(?), a jednak taki pociągający:)
OdpowiedzUsuńJa chciałabym być bardziej kobieca i powoli zmierzam w tym kierunku, choć chyba jednak bliżej mi jest do nieśmiałej nastolatki niż wyzwolonej kobiety:)
Kobiety też się zdarzą. Choć to pewnie i tak mentalne dziewczynki, masz rację. Mi też o wiele bliżej do nieśmiałej nastolatki... którą w rzeczywistości jestem ;)
UsuńWiesz, że mamy bardzo podobnie odnośnie tych filmów, nierobienia sobie zdjęć i niewrzucania ich wszędzie? ;) Dla mnie jest to idiotyczne i jeśli to jest dzisiejsza normalność to ja chyba wysiadam.
OdpowiedzUsuńA teraz tak poważnie to w końcu, mimo wszystko stajemy się kobietami i niestety trzeba się z ym pogodzić, jeśli nie polubić :)
To chyba wysiadamy na tej samej stacji xD
UsuńMasz rację... Trochę przeraża mnie ta perspektywa bycia kobietą, która jest już za stara na twierdzenie, że jest dzieckiem, a liczba "18" niebezpiecznie się zbliża ;o
Już jako mała dziewczynka chciałam być kobietą, taką na obcasie i z czerwonymi ustami. Obecnie lubię taki wygląd na co dzień, czuję się w nim pewnie. Ale równie dobrze potrafię założyć martensy, wyciągniętą bluzkę i bez makijażu pójść przed siebie :) Zawsze było we mnie sporo powagi, nawet gdy byłam dzieckiem to była lekko "stara", ale do dziś podobno śmieję się jak dziecko :P hmm wydaje mi się że być kobietą to dobrze się czuć w swojej skórze, czy to ze szminką na ustach czy bez makijażu boso na łące. Sam wygląd nie wystarczy, trzeba to poczuć, tego chcieć i ... dojrzeć :)
OdpowiedzUsuńMądre słowa! Wiesz, ja też zawsze byłam starawa, a gdy wczoraj zrobiłam sobie test na wiek psychologiczny, wyszło mi 23 lata, czyli o 6 za dużo ;P ale i tak zatrzymuję się przy witrynach sklepów z zabawkami i podobnie jak Ty, śmieję się jak dziecko ;)
UsuńJednego jestem pewna - jestem kobietą, ale tego po mnie nie widać. Uwielbiam rozkloszowane kiecki, buty na wysokim obcasie i czerwoną szminkę. Niestety nie znajdziesz tego w mojej garderobie.
OdpowiedzUsuńTa wszechobecna nagość przyprawia mnie o mdłości. O Miley Cyrus wolę się nawet nie wypowiadać, ale skoro już przy muzyce jesteśmy, to muszę powiedzieć, że ostatnio jedynym kanałem muzycznym, który jestem w stanie oglądać, jest MTV Rocks. Na innych nieustannie puszczają pseudo imprezowe piosenki, których teledyski po prostu mnie brzydzą. (Zresztą same piosenki również. Przepraszam jeśli kogoś uraziłam.)
Cielesność jest fajna, jeśli nie jest wulgarna.
U mnie kiecek pod dostatkiem i mam zasadę, aby raz w tygodniu jakąś zakładać ;P
UsuńA jak Marsi? Bo widziałam, że słuchasz, a teledyski właśnie do Up in the Air, czy Hurricane są w tym nieszczęsnym MTV dość nieźle pocenzurowane ;)
Ja na siebie nigdy nie patrzyłam i chyba dalej nie patrzę jak na kobietę. Nie jak na dziecko, nie jak na faceta, ale też nie kobietę. Ciężko mi to opisać, ale nie czułam nigdy potrzeby silnej identyfikacji. Mam zapewne kilka zainteresowań, które można by uznać za stricte dziewczęce, ale moje pasje stereotypowo przypisuje się raczej panom. Ostatnio stwierdziłam, że może spróbować by "wejść w rolę", ale najpierw muszę znaleźć swój ideał kobiecości. A na pewno nie będą to panie, które kobiecymi nazywają się jedynie z figury, pudru i czerwonych szpilek. Dla mnie powinna decydować siła charakteru i pewnego rodzaju mądrość.
OdpowiedzUsuńUważaj, bo Cię zaatakuje straszny gender xD
UsuńHmm... A czy nie lepiej stworzyć własny ideał?
Nie jesteś dziwna, jesteś wyjątkowa :) Każda z nas okazuje swoją kobiecość na różne sposoby. To właśnie jest w nas takie niesamowite, że zbieramy w sobie różne cechy, tworząc unikalne połączenia. Ja uwielbiam kosmetyki, sukienki i zakupy, ale często ładuję się z Lubym przed komputer i w domowych ciuchach, z piwem w ręce rozwalamy jednorożce w Heroes'ach :)
OdpowiedzUsuńCo do otaczającej nas rzeczywistości... To według mnie jest swoisty paradoks, bo jednocześnie wszystko - reklamy, klipy, filmy, prasa - emanuje seksualnością, która ma robić na nas wrażenie, a jednocześnie oczekuje się od nas chłodnego spojrzenia i dystansu. Na mnie to działa w ten sposób, że po prostu zobojętniałam na pewne bodźce wysyłane przez media.
O jeju, jak można rozwalać jednorożce?! ;O
UsuńWydaje mi się, że tak trzeba, zobojętnieć albo po prostu nie patrzeć...
Kiedy jest się nekromantą 27 poziomu, do niektórych rzeczy idzie przywyknąć :)
UsuńStraszne ;D
UsuńNie znam tych piosenek więc nie skomentuję odnośnie nich, tylko ogólnie- we wszystkich aspektach zycia irytuje mnie, jak ktoś wykorzystuje kobiety tylko po to, by zwabić facetów. Czyli dziewczyna w bikini na reklamie blachodachówek szwedzkich. Czyli sztuki teatralne, w których faceci rozbieraja sie rzadko (aczkolwiek i na takiej byłam) za to kobiety muszą latać bez staników obowiązkowo.
OdpowiedzUsuńNie jesteś dziwna. Ja też ubieram sie zupełnie po męsku, łazę w wojskowych spodniach, bluzie i glanach po jakimś chłopaku, bo nie chce mi sie biegać po mieście na szpilkach! Bycie taka super-kobietą z filmu, która lata po świecie z pistoletem pod spódnicą i na 10 cm szpilkach, przy czym ma zawsze nienaganny makijaż, jest niemożliwe. Możemy albo ubierać się słodko i być uznawane za słodkie idiotki, które niczego same nie zrobią, aby sobie tipsów nie uszkodzić, albo za twarde hic mulier latajace po mieście w glanach. Idealnym rozwiazaniem byłoby dostosowywanie ubioru do sytuacji, ale na to to tzreba by było mieć kasę :/ Taki los, psia kostka.
Hm... Ja nie wyglądam po męsku, no może czasami mi się zdarza, jednak najczęściej wyglądam jak mroczny przedszkolak ;)
UsuńTak, wkurza mnie nagość w teatrze. I w ogóle wszędzie. No ileż można, no już nawet nie szokuje...
Była sobie taka piosenka... I'm not a girl, not yet a woman :P Ja się określam jako prawie kobieta, z humorami i zamiłowaniem do gorsetów, ale też z wieczną tęsknotą do bokserek, plecaków, garniturów, mundurów... Chętnie rzucam się na lalki, klocki lego - płaczę ze szczęścia, jak je widzę, lubię grać w gry. Daleko mi do stuprocentowej kobiety. Bardzo.
OdpowiedzUsuńNagość nagości nierówna. Umiejętne jej wykorzystanie to skarb. Ale częściej wydaje mi się, że jest wciskana na siłę, dla pozyskania namiętnych spojrzeń męskiej części świata (i damskiej też). Wrecking ball spowodowało moje złapanie się za twarz, choć piosenka sama w sobie nie jest wcale zła. Ale lizanie młotków i siedzenie goło na kuli to nie moje klimaty ;)
To widzę, że serio nie jestem osamotniona w tym swoim byciu pomiędzy ;)
UsuńTak, teledysk zdecydowanie zniszczył całkiem niezłą kompozycję... Może ktoś się pokusi o jakiś wykokszony cover...
Żółwik, beczka i piąteczka </3
Usuńhttp://www.youtube.com/watch?v=NLtmauJLP-A ja trafiłam jakiś czas temu na tę parodię ;P
Ahhh, znam to! Takie prawdziwe!
Usuńhttp://www.youtube.com/watch?v=6IKE2lCoNqY a to widziałaś? Ta parodia jest trochę przerażająca xD
Tego nie... moje życie nigdy nie będzie już takie samo :o Inną parodią nie mam się jak odwdzięczyć, ale za to mogę dać coś takiego: http://www.youtube.com/watch?v=D_h2G6QMMjA :3
UsuńWow, dziękuję. Jeny, jaka schiza O_o
UsuńDokładnie to samo pomyślałam :D Creepypasta Polska na facebooku, (nie) polecam :>
UsuńHihihi chyba zajrzę ;)
UsuńW moim przypadku mówienie o kobiecości może być trochę nie na miejscu ze względu, że wyglądam na gówniarę ;p wszyscy mi to mówią, więc już się przyzwyczaiłam. Ale powiem Ci, że znalazłam jeden haczyk na ludzi, mogę wyglądać jak małolata, jednak jeśli uśmiechnę się do nich naprawdę szczerze, to mogę być pewna, że odbiorą mnie bardzo dobrze i jeśli o coś poproszę, na pewno to dostanę.
OdpowiedzUsuńJa zawsze chciałam mieć pełną szafę sukienek i spódnic, ale nigdy nie lubiłam w takich ciuchach chodzić - ok, teraz mam tego "ciut" więcej, jednak dalej muszę się przekonywać, żeby kupić takie cacko i chodzić w nim częściej, niż raz w roku.
O epatowaniu nagością nie chcę się wypowiadać, bo to, co się porobiło, to jest jakaś tragedia...
Tak, też znam te udogodnienia ;)
UsuńLudzie mają problem z tolerancją i określeniem dobrego smaku. Ale to w zasadzie normalne, taka nasza psychika czy tego chcemy czy nie, automatycznie nie możemy zaakceptować niektórych rzeczy. A zahamowania kulturowe tylko nam wszystko utrudniają, w końcu nie tak dawno nie było tolerancji dla cielesności o wszystko było schowane, pod przykryciem. Pamiętamy to, mamy tego świadomość i to też nas ogranicza. Dlatego dla niektórych goła dupa to goła dupa, nigdy nic więcej, żadna otoczka nawet w ambitną treść nie zmieni zdania niektórych.
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że cielesność np. w USA była dość ważna już na początku XX w., poza tym, antyk i w ogóle, kolebka europejskiej cywilizacji, tam cielesność była bardzo ważna i bardzo czczona...
UsuńTe zahamowania i jakby wstręt to chyba taka czkawka po - no nie wiem - średniowieczu?
ja mimo, że mam 20 lat czuję się mentalnie na 12 i z jednej strony chcę, żeby mnie traktowali jak dorosłą, a z drugiej tęsknię za tymi czasami, kiedy każde decyzje podejmowali za mnie rodzice. ŁEH!
OdpowiedzUsuńTak, możliwość zwalenia odpowiedzialności na rodziców jest przednia xD
Usuńmam to samo. jak byłam młodsza, myślałam, że przekroczenie 18 sprawi, że stanę się kobietą, a tu co, nieprawda. co do kobiecego ciała, wydaje mi się, że zawsze będzie wywoływać takie pytania, w gruncie rzeczy wszystko można pokazać na kilka sposobów - tych mniej i bardziej smacznych. szczerze mówiąc, zaintrygowałaś mnie ; ) chętnie obserwuję!
OdpowiedzUsuńO, w takim razie bardzo mi miło, dziękuję ;D
UsuńMnie też wkurzają takie dowcipy, ale jednocześnie jestem raczej rock girl a nie poważną kobietą. Nigdy nie chciałam być dorosła i nie mam zamiaru przyśpieszać tego procesu. Wieczna nastolatka z gitara, oto ja...
OdpowiedzUsuńszczerze mówiąc, mam już dośc tego pokazywania nagości. To przez teatr, niestety. Chodzę na spektakle co najmniej raz w miesiącu i prawie zawsze ktos tam sie obnaża, i to jeszcze podział nierówny bo facet był na razie tylko raz! Niestety, rzadko ma to coś wspólnego ze sztuką która jest odrywana. Po prostu taki chwyt, żeby ludzie przyszli i żeby było nowocześnie. Bardzo mnie to wkurza. Kiedyś przekazywali to samo co teraz, a nikomu nawet nie przyszłoby do głowy by grać bez ubrań. Nasze czasy lubuje się w łamaniu kolejnych tematów tabu i tyle.
Skończymy jak w ,,Tangu" Mrożka. Bardzo ci polecam ta sztukę, stary Mrożek był normalnie jasnowidzem.
"Tango" to mój ulubiony dramacik... Bardzo często odnajduję w sobie cechy Artura... Łączenie z takim neurotyzmem. W moim mieście wystawiono "Tango" w trochę inny sposób - odnoszący się bardziej do sztuki
UsuńOkej, nie ma problemu, w zeszłym roku też w jakiś sposób uczestniczyłam w tej akcji ;)
OdpowiedzUsuń