Kiedy zauważyłam, że moja słodka charakterystyka zachowania
ofiary w jakiś sposób (choćby minimalny) spotkała się z aprobatą kilku z Was,
Co Bardziej Rozgarnięci Czytelnicy, pomyślałam, że może zakres stosowalności
moich spostrzeżeń wykracza poza mój umysł i trafnie opisuje to, co tam się
kryje pod czaszeczkami innych wariatów. Być może i dziś uda mi się wstrzelić.
Czy nie?
Chyba każdy lubi ładnie wyglądać. Chyba – bo zawsze znajdą
się tacy osobnicy i takie osobniczki, które całą sprawę olewają tłuszczem
kapiącym z ich włosów (w tym momencie Kocisko samo obrzydziło się tym, co
właśnie napisało…). Jednak sądzę, że nawet ci ludzie czują się lepiej i
pewniej, gdy mają okazję wyglądać ładnie – przynajmniej we własnym odczuciu.
Wiadomo – piękno jest pojęciem bardzo względnym i nawet, jeśli ktoś przejmuje
się modą i innymi bzdetami, zachowuje choć promil indywidualizmu w ocenie
jakiejś estetyki – przynajmniej chciałabym w to wierzyć. Ten przydługi rozbieg,
jaki właśnie uskuteczniłam uznaję już za skończony. Wróćmy do początku tego
akapitu, skąpanego we wzniosłych treściach i uwagach. Każdy lubi ładnie wyglądać,
w tym ja. Nie dla kogoś, nie aby zrobić wrażenie, nie aby ktoś mi zazdrościł (serio,
to możliwe?), ale dla własnej satysfakcji. Po prostu. Niestety wyjątkowo ciężko
mi czuć się ładnie wyglądać w szkole… Lub w jakimkolwiek miejscu, które nie
jest moim domem. Z reguły nawet nie wiem, jak wyglądam, ale kiedy tylko kątem
oka zauważę kawałek lusterka lub, co gorsza, zajdę do WC, wpadam w dwusekundową
panikę. Dłuższa panika w spawach wyglądu w moim odczuciu nie ma sensu. Chyba,
że nie wiem w co się ubrać albo co kupić. W tych dwóch przypadkach panika jest
całkowicie uzasadniona!
Dysproporcja między tym, jak oceniam swój wygląd w zaciszu
mojej jaskini nołlajfa, a poza nią, jest dość znaczna. Czy bierze się to z
tego, że mając możliwość porównania siebie i ludzi, którzy mnie otaczają, nie
mam jak stworzyć ładnego przekłamania w swojej magicznej głowie, czy może jest to
wynik nadmiernej samokrytyki albo wykładnik mojego samopoczucia wśród ludzi? Szczerze
mówiąc – nie mam pojęcia, ale ostatnia opcja do mnie rzeczywiście przemawia.
Logiczne – ciężko wyglądać dobrze, nie czując się dobrze.
Brak zainteresowania tym, co myślą o mnie inni, nie wydaje mi
się wykluczać z moją chęcią dowiedzenia się, jak wyglądam z perspektywy osoby
trzeciej. W tym momencie chodzi mi nie tylko o wygląd, również zachowanie. Bardzo
chciałabym poznać siebie z dystansu… I próbować ocenić siebie tak, jak oceniam
innych. Lubiłabym się? Powinnam się lubić?
Szczere Kocisko
Szczerze tez mnie mało obchodzi co inni myślą o mnie ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie i wzajemnej obserwacji :)
www.aneczka84.blogspot.com
Nie warto się tym przejmować. Chyba, że jesteś seryjnym mordercą i ktoś próbuje cię zatrzymać... Wtedy warto się przejąć ;P między innymi dlatego jestem ciekawa tego, jak inni mnie postrzegają. Żeby się upewnić, że nie musi mnie to obchodzić :)
Usuńale jednak wlasna satysfakcja wiaze sie z tym, jak postrzegaja nas inni :) przeciez i tak sie im pokazujemy, wiec jestesmy "ciekawi", co mysla o naszym wygladzie. raczej nie chcemy oblesnie wygladac wychodzac na ulice - a moze inaczej - jesli sie malujemy czy ladnie ubieramy, to wlasnie po to, by nie robic wiochy i nie zbierac spojrzen pelnych pozalowania :D
OdpowiedzUsuńNo tak, tylko podkładamy główną przyczynę pod coś innego. W każdym razie ja. Nie ubieram tego, co ubieram w celu udowodnia komuś, że jestem ładna, aby przynależeć do grupy, albo żeby po prostu nie wyglądać obleśnie. Gdym wyglądała obleśnie nawet w swoim pokoju czułabym się nie za dobrze... Podobnie źle czułabym się ubrana jak inne dziewczyny w mojej szkole - przezroczysta bluzka, leginsy, obcasy. Brrrr! Czasami z premedytacją ubieram się tak, że wyglądam jak małe, nieogarnięte dziecko, więc raczej to zachwytu nie wzbudza, a jednak nie czuję się źle. Mimo wszystko, często mam wrażenie, że ktoś na mnie patrzy - i jak ty nie być ciekawym?
UsuńJa zdecydowałam się walczyć z moim dawnym przekonaniem, że dbanie o wygląd jest nieistotne. Zauważam u siebie większą pewność siebie, kiedy podobam się samej sobie. Łatwiej mi wtedy skupić się na swoich celach, mówić do ludzi (a na tym polega obecnie większość moich zadań) i o wiele trudniej mnie rozdrażnić, bo skoro już wkładam tę skórzaną kurtkę, upinam włosy i wiem, jak świetnie wyglądam w tych jeansach, to nic nie ma prawa mi przeszkodzić. ;) Mój wygląd nie zawsze pasuje do ogółu, ale zwykle współgra ze stylem osób, które mi imponują. Czuję się najlepiej, kiedy wyglądam na osobę, którą chciałabym być. ;)
OdpowiedzUsuńTak, to prawda i mam podobnie, ale jednak nieważne jak bym się nie ubrała, gdy widzę te swoje podkrążone oczy i żółto-pomarańczową skórę, to mi się odechciewa ;P
UsuńJa wtedy otwieram szufladę i wyciągam NiesamowicieDrogiIPodobnoSkutecznyPodkład. Ale chyba czas coś zrobić z własną cerą zamiast ją przykrywać. Jakieś oleje czy inne ogórki może. :D
UsuńJa używam kremu bb o różowych tonach, ale czasem od niego jestem z kolei nienaturalnie biała ;P chyba pora znaleźć więcej czasu na maseczki ^.^
UsuńHm, ten post przemówił do mnie nawet bardziej niż poprzedni. Niby wszędzie mówią żeby nie przejmować się opinią innych, a jednak chyba każdy czasem się trochę zastanowi co myślą inni na jego temat. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńO w takim razie się cieszę, że jednak trafił :)
UsuńOpinią innych niemal w ogóle się nie przejmuję, za to opinią własną o sobie... To już choroba, zbyt krytycznie, bardzo krytycznie, masakrycznie krytycznie.
OdpowiedzUsuńW takim wypadku może warto byłoby się dowiedzieć o zdaniu innych. Mogłoby być miłym zaskoczeniem ;)
UsuńWiesz, że mam bardzo podobnie do ciebie? Z jednej strony nie zależy mi jakoś za bardzo na opinii innych, ale w sumie chciałabym wiedzieć, jak odbierałabym samą siebie jako osoba trzecia. A świadomość, że wygląda się ładnie zawsze dobrze działa :)
OdpowiedzUsuńTylko problemem jest dowiedzieć się tego. Bo nie wiadomo, w jakim stopniu opinie, które słyszymy o sobie są miarodajne... Więc chyba najlepiej jest podobać się sobie :)
UsuńWyrosłam z etapu omijania luster, witryn sklepowych i szyb samochodowych. Teraz jak patrzę w lustro nie doznaję może samozachwytu, aczkolwiek stwierdzam, że jest w normie i świat stoi na swoim miejscu.
OdpowiedzUsuńPoza tym moim zdaniem wygląd to sprawa drugorzędna. Ja na wygląd osób poznawanych nie patrzę, najpierw staram się je poznać. Oczywiście inną kwestią są sprawy higieny, mówię w tej chwili tylko o aparycji.
Niby sprawa drugorzędna i nikt się nie chce przyznawać, że sądzi, że jest inaczej, a jednak wygląd jest kluczowym składnikiem wizerunku, z którego można wiele wywnioskować, za pomocą którego ludzie określają się. Weźmy na przykład Nosowską - w jej przypadku najważniejsza jest muzyka, teksty, emocje w jej głosie, a jednak ten "drugorzędny" wizerunek sprawia, że widzimy ją i jesteśmy pewni, że to ona, patrzysz na te ogromne tuniki, prosty makijaż i przerażenie w oczach i wiesz z kim masz do czynienia, na czyim koncercie jesteś ;P
UsuńTo jest jasna rzecz, ale mówisz w tej chwili o czynniku charakterystycznym. Wygląd to coś, co pozwala odróżnić Madzię od Zuzi i w tym sensie jest on bardzo ważny, bo na przykład Zuzia ma kręcone, długie włosy i to jest cecha charakterystyczna, która ją wyróżnia, natomiast Madzia farbuje się na czerwono i nie ma szans, aby pomylić ją z Zuzią. Ale w sensie estetycznym dla mnie przynajmniej (bo wiem, że niestety dla innych nie) wygląd jest zupełnie nieważny, bo nie szukam w człowieku ładnych rysów twarzy, tylko fajnego charakteru i zainteresowań możliwie zbieżnych z moimi. Mam tylko jedno uprzedzenie - osobom tłustym mówię NIE, a to dlatego, że lenistwa nic nie usprawiedliwia (i znowu mówię tu o osobach otyłych, z wyraźną nadwagą, pulpetowatych, zapuszczonych, bo wiadomo, że są na świecie różne sylwetki i różne budowy ciała, a biologii nie przeskoczysz) no i to jest taki mój mały wkład w nietolerancję na tle wyglądu. Co nie przeszkadza mi mieć znajomych nieco grubszych, chodzi mi tu właściwie o chłopaka, jeśli ściśle określamy.
UsuńSorki, napisałam się z tą swoją pseudoideologią antywyglądową, czy jak to w ogóle nazwać.
Co do osób otyłych, z wyraźną nadwagą itp. to powiem Ci, że do niedawna miałam na ten temat taką samą opinię i nie zmieniłoby się to, gdybym nie poznała dziewczyny, która rzeczywiście, jest bardzo spora, że tak to ujmę, ale nigdy nie widziałam tak aktywnej osoby - bieganie, rower, siłownia, konie i co tylko, ale los obdarzył ją problemami hormonalnymi i nie ma możliwości, aby schudła przed ewentualnym porodem... Więc nie zawsze jest to wina lenistwa.
UsuńTu znów obronię ten biedny wygląd - może nie jest to powód, dla którego powinno się kogoś lubić lub nie, ale jest to sposób zamanifestowania siebie, znak sygnalizujący - spodziewaj się po mnie tego i tego. I nie chodzi mi o stereotypy, raczej o to, że zakładając koszulkę jakiegoś zespołu pokazujesz to, że jesteś fanką takiej i takiej muzyki. Ostatnio często ludzie noszą bluzy z jakimiś hasłami, które też mogą mówić coś o ich zainteresowaniach. Tak samo przypinki, breloki, cokolwiek. Tak, to jest wygląd. Przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz. Makijaż. Bo jeśli ktoś zawsze nosi powiedzmy klasyczne kreski i czerwone usta, można wywnioskować, że ta dziewczyna lubi kulturę lat 50. i Marylin Monroe, z kolei jeśli widzisz u kogoś "puppy eyes", gradientowe usta i bladą cerę, jest duża szansa, że spotkałaś osobę zainteresowaną Azją... Wydaje mi się, że pisałaś kiedyś u siebie, że się raczej nie malujesz - i w ten sposób pokazujesz, swój stosunek do wyglądu zewnętrznego.
Reasumując, wygląd nie jest najważniejszy, ale taka "jedność treści i formy" jest całkiem fajna, przydatna i powszechnie stosowana ;)
Każde spojrzenie w lustro kończy się sekundowym zawałem, ale jak już się uspokoję i poprawię sterczące na wszystkie strony włosy, to jest lepiej ;) Niestety lubienie siebie taką, jaka jestem, nadal mi nie wychodzi. Jestem świadoma swoich kompleksów i czasami nawet wstydzę się wyjść do ludzi.
OdpowiedzUsuńTeż miewam z tym kłopoty. Ale pamiętaj, mamy postanowienia xD
UsuńZawsze, gdy wchodzę do toalety w szkole, reakcja jest taka sama: "O matko, jak ja wyglądam..." :D Wtedy poprawiam szybko grzywkę i uciekam od lustra ile sił w nogach.
OdpowiedzUsuńNiby dużo ludzi mówi, że dba o wygląd wyłącznie dla własnej satysfakcji, ale chyba mało która dziewczyna maluje się i układa fryzurę, kiedy nie musi wychodzić z domu. Paradoks.
Ja ja czasami lubię wyglądać ładnie w domu. A z kolei zdarza mi się idąc np. do kina, że przykrywam nieogarnięte włosy czapką, ubieram się w byle co, bo i tak mam kurtkę i nie maluję się bo i tak w kinie jest ciemno ;D
UsuńWszystko zależy od nastroju i potrzeb :)
I tak właśnie powinno być. Z trzeciej strony, nie za bardzo rozumiem osoby, które malują się i stroją na spacer z psem czy zakupy w warzywniaku :D
UsuńA co do komentarza u mnie, to masz rację - pewnie wynika z to z utartego myślenia, że na studniówce trzeba wyglądać jak bóstwo. Fryzjera sobie odpuszczam, to byłoby zdecydowanie za dużo! Natomiast pod choinką znalazłam bon do kosmetyczki, więc muszę go jakoś wykorzystać, w końcu mama chciała dobrze... :)
Nigdy nie przestane pisac. Ja sie po prostu ROZWIJAM ! XD
OdpowiedzUsuńMówie powaznie.
W pewnym stopniu zgadzam się z tym co napisałaś, jednak zazwyczaj chcę dobrze wyglądać dla innych. Kiedy siedzę sama w domu, ani myślę narzucać tapety na twarz, czy zakładać szpilek. To jest mój czas, moja przestrzeń i ja tu rządzę :D
OdpowiedzUsuńJednak kiedy czeka mnie jakieś spotkanie - szczególnie z nowo poznaną osobą - chcę prezentować się właściwie. Tuszuję niedoskonałości, schludnie się ubieram aby mój obraz w oczach tej osoby przedstawił się jak najlepiej.
W zawiły sposób próbuję wyjaśnić, że czujemy się dobrze, gdy inni nas postrzegają jako wyglądających dobrze (powtórzenia celowe :)). Jednym słowem nasz wygląd jest pośrednim środkiem do zdobycia przychylności innych. Oczywiście liczy się przede wszystkim charakter, ale pierwsze wrażenie robi się twarzą, a nie wnętrzem :)
Ooo bardzo trafnie!
Usuń