Nigdy nie rozumiałam
ludzi, gdy mówili, jaką pomyłką jest gimnazjum, jakie straszne rzeczy się tam
dzieją, jak się nikt niczego tam nie uczy. Nie chodzi o to, że jestem ślepa,
nie. Zawsze zdawałam sobie sprawę z rzeczy, które tam spotykały… innych ludzi. Ale
nie mnie. Żaden nauczyciel się na mnie nie uwziął, nikt mnie nie gnębił, nie
było żadnych większych konfliktów wewnątrzklasowych. Zupełnie miła odmiana po
podstawówce, prywatnej podstawówce. Paradoksik.
A potem przyszło
liceum. I chyba przestaje lubić chodzenie do szkoły… Nie chcę po raz kolejny
wyżywać się na tej mojej cudownej, wyjątkowej, osławionej placówce. Wydaje mi się,
że chodzi mi o szkołośredniość w ogóle. O widmo matury i dorosłości. O ludzi
zachwyconych inwestycjami w przyszłość, kompendiami, korepetycjami, zbiorami
zadań, którzy cały ten swój zachwyt muszą później odreagowywać na lekcjach, no
bo po co uważać? Doczyta się, cudowny korepetytor opłacany z tatusiowych
pieniążków dopowie… Szkoła wydaje się chcieć spełniać wszystkie zadanie poza jednym –
uczeniem! Takim programowym, na lekcjach, wiecie? Lepsze są imprezy, bale, licealia,
wyjazdy, projekty unijne…
Drażni mnie
koncepcja uczenia się do matury. Jak diabli! Moim zdaniem, człowiek powinien
uczyć się dla siebie, dla zaspokojenia swojej chęci odkrywania, poznawania,
rozwijania się. Dla przyjemności. A nie dla papieru. Rozumiem – bez odpowiedniego
wyniku na maturce nie dostanę się na odpowiednie studia, ale wychodzę z
założenia, że jeśli staram się być aktywna na wszystkich lekcjach, rzetelnie
notuję, odrabiam lekcje, dostaję dobre oceny, punkty, czy cokolwiek, to z
jakiego magicznego powodu miałabym nie dać rady na maturze. Skoro nawet formułki
rozwiązywania zadań na „egzaminie dojrzałości” są nam wciskane na lekcjach… Nie
tylko uczniowie wychodzą ze złych założeń. Poza tym, im można wybaczyć - to tylko uczniowie. Gorzej, że duża część
belfrów również nie wierzy w żadną edukację poza tą, której efekty mają być
wyrażone jedynie wysokim wynikiem z maturki. Serio, to jest takie ważne?
Naprawdę? Matura - nie zapał, chęć, rozwój?
Najbardziej śmieszą,
czy może wzburzają, mnie sytuacje, w których instytucja, która spełnia swoje
zadanie i produkuje rzesze przyszłych studentów dobrych uczelni, nagle boi się,
że wypadnie gorzej i spadnie ze swojego podium, na którym zdążyła się zadomowić…
I wprowadza system zajęć, na których można się uczyć, dostawać zadania domowe i
kontaktować się ze „specjalistami pierwszej próby” zwanymi kiedy indziej nauczycielami.
Istnieje już instytucja podobna do tego! Wiecie, jak się nazywa? Szkoła! Rusza
szkoła w ramach szkoły. Szkoła po szkole. Perspektywa nauki dodatkowo, dłużej,
popołudniami, najczęściej z tymi samymi nauczycielami i nagle wszyscy dostają
szału, i uznają, że to świetny pomysł.
Nie zrozumcie źle
podłoża mojego zdenerwowania. Nie mam nic przeciwko dodatkowej nauce, jeśli
komuś jest potrzebna. Nie mam nic przeciwko pogłębianiu wiedzy z interesujących
kogoś przedmiotów, lub uzupełniania jakichś braków. Ale, że bardzo lubię
organizować ludziom życie, krew mnie zalewa, gdy widzę takie marnotrawstwo czasu
– niewykorzystywanie potencjału zwyczajnej lekcji i organizowanie kolejnych
lekcji, na których pewnie też się znajdą ludzie, którzy tak naprawdę nie będą
chcieli się niczego nauczyć… Serio, czasami wystarczałoby wykorzystanie tego,
co się już ma. Czy nie?
Szczere Kocisko
W szkole uczą stereotypowych schematów, doskonałym przykładem jest własnie matura, która "uczy" jak się podporządkować, a nie być sobą i się rozwijać. Osoby bardziej utalentowane, myślące nieszablonowo, oryginalnie (pomimo genialnych umiejętności) przeważnie kończą z marnym wynikiem, nie dostają się tam, gdzie sobie wymarzyli, a zamiast tego - fala zaprogramowanych istot wchodzi przez kolejne stopnie maszyny, a potem się dziwią, że społeczeństwo jest, jakie jest...
OdpowiedzUsuńDokładnie... Problem w tym, że moja szkoła szczyci się tym, że jest inna, ma inny system i w ogóle, ale tak naprawdę to parcie na maturę jest takie samo, jeśli nie większe...
UsuńSkąd ja to znam! U mnie każdy straszy egzaminami zawodowymi i maturą już od samego początku, a ludzie stwierdzają, że "uczyć się będą przed" i teraz idealnie ignorują nauczycieli i to, co ci chcą im przekazać na lekcjach. Jak dla mnie bez sensu - skoro już siedzę w tej ławce to chcę wynieść z lekcji coś więcej niż kolejna zapisana strona notatek albo dawka plotek (czy kreda w kieszeni :D)
OdpowiedzUsuńNiestety ludziom ciężko pojąć, że wszystko ma swój cel i że np. każda jedna lekcja powinna do czegoś zmierzać... No cóż ;/
UsuńTo chyba zależy do jakiej szkoły się trafi...Moje liceum nie jest złe, ale nie ma takiego parcia na sukces. Nie chciałam iść do najlepszej szkoły w mieście, chociaż dzięki konkursowi mogłam to zrobić. Poszłam do szkoły z atmosferką. Z genialnymi, nieszablonowymi nauczycielami, z ludźmi którzy stawiają na rozwój artystyczny, mniej na naukę. W mojej klasie nie ma samych prymusów, za to jest mnóstwo ciekawych ludzi: młodzi muzycy, sportowcy, modelki, pisarze, aktorki, historycy i politycy. Jedna humana łączy ich wszystkich, więc jest naprawdę ciekawie. Choć oczywiście nauczyciele narzekają że moglibyśmy więcej sie uczyć :)
OdpowiedzUsuńWiesz, u mnie też się z pewnością tacy znajdą i kiedyś właśnie tacy ludzie byli większością w moim LO... No cóż, priorytety się zmieniają...
UsuńMyślę, że gimnazjum jest czasem kiedy zaczynamy dojrzewać i wiele się w nas zmienia. Często wtedy po raz pierwszy próbujemy alkoholu czy papierosów ( chociaż jak patrzę na dzisiejsze podstawówki... ), to czas popełniania błędów. Tak przynajmniej było ze mną. Zgadzam się z tym co mówisz o zachowaniu licealistów. W moim liceum ludzie skupiają się na imprezach w weekendy, a na lekcjach w szkole i wielkim zapałem rozmawiają o tym jak to się nie napili, czego to nie zrobili. Mało kto wykorzystuje szkołę do nauki.
OdpowiedzUsuńxwelcome-to-my-circusx.blogspot.com
Ja w gimnazjum trafiłam na świetną klasę, której nie potrafiłam docenić - przynajmniej tak mi się wydaje z perspektywy czasu. Oczywiście w szkole był alkohol, papierosy, bójki, ale zawsze mnie to omijało. Miałam tam swoje miejsce. Tutaj tego miejsca nie znajduję...
UsuńW szkole marnuje się mnóstwo czasu. Zdarza się, że zwalniam się z niektórych lekcji, które są nieważne, typu wf czy religia, i idę do domu uczyć się. Nie znoszę też bezproduktywnego siedzenia podczas zastępstw i okienek. Co do matury, to według mnie ona skutecznie zabija - a przynajmniej ogranicza - kreatywność i niezależność; wystarczy choćby wspomnieć o pisaniu wypracowań pod klucz i takim samym sprawdzaniu czytania ze zrozumieniem. Albo taka matura z matematyki - wystarczy 30%, by zdać, a z samych zadań zamkniętych abcd można otrzymać aż 50%, więc zwykły idiota, któremu dopisze szczęście, ma szansę dostać lepszy wynik od kogoś, kto sumiennie się uczył, ale poddał się stresowi. A moja mama - btw. polonistka w szkole średniej - twierdzi, że liceum to nic innego jak trzyletni kurs przygotowawczy do egzaminu.
OdpowiedzUsuńTak. I to przerażające, ale wszyscy nauczyciele doskonale o tym wiedzą, wiedzą również, że to nie ma sensu, ale to i tak nic się nie zmienia... ;/
Usuń1) Wf jest bardzo ważną lekcją, bo nauka to nie wszystko i trzeba czasem ruszyć zasiedziałą dupę.
Usuń2)Matura, zwłaszcza z polskiego (jestem zorientowana, moja mama siedzi w szkolnictwie) ma być zmieniona od mojego rocznika, już nie będzie pod klucz, zwłaszcza ustna. Trzeba się będzie wykazać rzetelną wiedzą.
3)Matura z matematyki raz bywa łatwa, innym razem trudniejsza, ale nie uważam tych 30 % za jakiś skandal. I tak żeby się dostać na dobrą uczelnię, trzeba mieć wyższy wynik. Poza tym nie wierzę, żeby ktoś ciągle sobie trafiał w zadaniach zamkniętych.
Pozdrawiam.
1) Czasami trzeba coś poświęcić, żeby np. wyrabiać z fizuni <3
Usuń2) Więc jesteśmy z jednego rocznika. Suodko. Tak, rzetelną wiedzą? Testy zawsze jakiś klucz będzie, bo w jakiś sposób trzeba systematyzować sposób oceniania, co by samowolki nie było. Z tą różnicą, że teraz można mieć swoje zdanie w jakimś zakresie, no i nie będzie punkcików za stwierdzenia typu "Lady Makbet była żoną Makbeta". Na ustną wszyscy się boją, identyczna forma jest na finale olimpiady z polskiego w gimnazjum. Powiem tyle - lejesz wodę i mówisz szybko to wystarczą 2 trafne myśli, aby zrobić wrażenie.
3) Ale nie powiesz, że dobrym rozwiązaniem jest to, że trzeba będzie do każdego durnego zadania pisać kilka zdań wyjaśnienia, co tam się w ogóle zrobiło. To jest naprawdę głupie, bo wydaje mi się, że wystarczy, że ktoś myśli i wie, jak rozwiązać zadanie - odwoływanie się do regułek nie powinno być tak cenione na maturze... Teraz jest tak, że osoba z talentem, które widzi wyniki i nie potrzebuje rozpracowywać każdego kroku jest oceniana gorzej, niż ktoś, kto z matmy jest nogą, a jedyne, co umie robić, to kuć...
1) Mam w pizdu roboty do szkoły plus olimpiady i jakoś nie widzę potrzeby opuszczania wfu, żeby się uczyć. Może masz problem z organizowaniem czasu?
Usuń2) To będzie ocenianie holistyczne, a w takim żadnego klucza nie ma. Byłam na finale z polskiego i jeśli tak będzie wyglądać matura, to uważam, że bardzo spoko. Ani za łatwo, ani za trudno. Weź pod uwagę to, że nie wszyscy są lotni z języka naszego ojczystego. Tumanów też trzeba zrozumieć xD
3) Nie słyszałam nigdy o tym, że trzeba pisać jakieś durne wyjaśnienia. Będzie po prostu kilka zadań, w których trzeba będzie coś udowodnić, a to właśnie uczy myślenia, a nie wkuwania, bo zadania dowodowe nie na tym polegają, o czym myślisz.
1) Ja w sumie też nie, ale rozumiem, że ktoś może jeszcze latać na jakieś angielskie, muzyczne itp, a jednak dobrze jest mieć życie
Usuń2) Nie ma, ale przecież jest określone za co, ile punktów można uznać lub odjąć, jakie są dopuszczalne błędy etc. Mam wrażenie, że i tak lepiej oceniane będą bardziej prawomyślne prace...
3) Nie no, nie możesz w zadaniu przyjąć jakiegoś oczywistego założenia ot tak, musisz to okrasić odpowiednim wyjaśnieniem, typu "Powołuję się na zasadę taką i taką, która oznacza to i to."
rzeczywiście, nauka powinna być dla nas, a ludzie kompletnie źle do tego podchodzą - bo w szkole nie mówią nam, że tak naprawdę nie uczymy się DLA OCEN, ale żeby wyjść na ludzi....
OdpowiedzUsuńa gimnazjum wspominam właśnie tragicznie :D
Hm... Powinna być dla nas, ale dużo ludzi w ogóle nie chce nauki, ale musi się jej poddać. I wydaje mi się, że właśnie to uniemożliwia wykorzystanie potencjału lekcji...
UsuńGimnazjum było najszczęśliwszym okresem mojego życia. Ze względu na naukę, jak i na ludzi. Wtedy jeszcze chodzenie do szkoły miało jakiś sens. Lekcje były interesujące. A co jest w liceum? Po korytarzach boję się chodzić, na lekcje również, bo nauczyciele ciągle straszą maturą i wyborem studiów. A co z przyjemnością z nauki? Co ze szkolnymi wycieczkami? (Nie miałam ani jednej od dwóch lat.) Liceum zapamiętam tylko jako lata ciągłej presji i katorżniczej pracy (która swego czasu zapędziła mnie nawet do szpitala).
OdpowiedzUsuńU mnie niektóre lekcje są dużo fajniejsze, niż w gimbie, ale czuję się dość obco. W dalszym ciągu, gdy mam okazję zerknąć na budynek mojego gimnazjum, nie mogę powstrzymać wzruszenia, cały czas to jest bardziej moja szkoła. Choć wiem, że przez te półtora roku sporo się tam zmieniło na gorsze...
UsuńSerio? Aż szpital Ci szkółka zafundowała? O_o mi się zawsze kończyło na kilku niespodziewanych krwotoczkach...
Ja też niby chodzę do fajnej szkoły, a nie czuję się jednak tak dobrze, jakbym chciała. Niby mam fajną klasę, ale ich nie rozumiem i chyba nie chcę. Może to się zmieni. A może nie. Męczą mnie rozmowy o niczym albo o innych ludziach, które sprowadzają się do obgadywania. Gimnazjum moje było ogromną rejonówką, ale paradoksalnie wśród tych wszystkich "trudnych ludzi" czułam się swojsko. Ta głupia "elytarność lycealystów" doprowadza mnie do szału.
OdpowiedzUsuńNa dźwięk słowa "matura" mam ochotę rozpędzić się i walnąć głową w ścianę. Pozdrawiam :3
Hahaha tak, mam bardzo podobnie. Dziś zaczęły się u mnie próbne, to już w ogóle... Każdy nauczyciel ciągle powtarza to słowo na "m". Dziś, na filozofii powiedziałam, że w ramach socjalizacji szkoła chce nas przekonać, że naszym celem jest matura, choć przecież to nie głupi papier jest celem nauki. Nauczyciel się zgodził, a reszta klasy mnie pohejtowała... Ludziom mózgi wyprało...
UsuńJest mi trochę żal, kiedy patrzę na swoje stare zeszyty (6 kl. i 1 kl. gimnazjum) i widzę, że myślałam kompletnie inaczej, miałam chyba szersze spojrzenie na świat i ciekawość, choć mniejszą wiedzę. W gimnazjum zaczęły się jazdy na robienie pod klucz i dostosowywanie toku myślenia do poszczególnych nauczycieli, a wypracowania pisałam stylem łzawym i pompatycznym, bo taki podobał się mojej polonistce. Liceum trochę stara się rozepchać te wąskie ramy, ale też chyba chce nas upchać w nowe. Schematy są dobre, ale nie za dużo.
UsuńLiceum zdaje się być takim prawdziwym przedsionkiem studiów :)
OdpowiedzUsuńSerio? Będzie jeszcze gorzej?
UsuńWysoce prawdopodobne.
UsuńAłć...
Usuńzgadzam się, to całe gadanie o maturze irytuje mnie najbardziej. ja wiem, że jakoś muszą sprawdzić naszą wiedzę, ale z matury robi się nie wiadomo co. nie wiadomo, jaki test dorosłości, podczas kiedy z dorosłością nie ma on zbyt wiele wspólnego. dobiero studia chyba rzucą nas na głęboką wodę - szczególnie jeśli wiążą się z wyprowadzką z domu.
OdpowiedzUsuńporuszyłaś ciekawy temat, pozdrawiam!
Z kolei znam bardzo dużo osób, które musiały opuścić rodzinne gniazdo idąc do liceum. Dojrzałość to nie jest wynik jednego testu ani jedna decyzja, ani jeden czyn, ani dowód w portfelu...
UsuńParanoją jest to, że ludzie uczą się do matury, a nie dla siebie i po prostu po to, żeby być ogarniętym człowiekiem. Bo ok, wykują na maturę, ale jak mają to gdzieś, to w życiu i tak będą głupcami, jeśli nie znajdę własnej drogi...
A ja nie dołączę do grona narzekających.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze lubię moje liceum, mimo wszystkich jego wad, które ma, jak każda szkoła.
Po drugie nie widzę nic złego w imprezach, wycieczkach, balach, studniówkach, połowinkach itp. itd., albowiem uważam, że to właśnie liceum jest okresem, kiedy można się wybawić za wszystkie czasy (z głową!) i będąc młodą osobą bardzo sobie cenię ten aspekt szkoły, chociaż wcale nie jestem osobą imprezującą, omijam dyskoteki itp.
Poza tym nie wiem, gdzie wy żyjecie ludzie, może jesteście ślepi, albo trzeba wam mocniejszych okularów, albo po prostu jakiegoś wyjrzenia poza to, co ja, moje. Ja widzę bardzo wiele ludzi, którzy uczą się dla samych siebie, nauczyciele wcale nie wmawiają mi na każdym kroku, że moja edukacja jest bez sensu (kilku tragicznych belfrów też się znajdzie, no ale bez przesady), korków wcale ludzie nie biorą na potęgę tylko dlatego, że im się nie chce uważać na lekcji. Moja szkoła realizuje podstawę programową, jednocześnie umożliwiając uczniom samokształcenie i samorealizację, urozmaicenie nudnego życia szkolnego i można z tego skorzystać, albo nie. Znajdzie się spore grono osób, które są leserami i wolą imprezki, niż raz przysiąść porządnie nad zadaniem z matmy, ale to wcale nie jest większość, a już z pewnością nie całość.
Lubię atmosferę liceum z wszystkimi jego smaczkami i przywarami, lubię szaleństwo studniówkowe i maturalne, lubię wycieczki klasowe i lekcje i nie uważam tego za bezsens.
To masz fajne i niezadufane w sobie liceum. Tylko się cieszyć. Niektórzy (ja) mogą tylko pozazdrościć i zasłaniać się durnym 58. miejscem w kraju...
UsuńJa się cieszę, że mam dwa lata w plecy. Pomimo irytujących, młodocianych class mates, cieszę się, że mam maturę za 3 lata. XD Przeraża mnie myśl studiów ( na których raczej kasy mieć nie będę ) i pracy. Szczególnie jako kombinacji XD
OdpowiedzUsuńTak bardzo prawdziwe! Niestety, elitarne, "dobre" (o ironio) szkoły mają to do siebie, że uczniów traktują dość przedmiotowo. Mamy wykuć tak, aby nie obniżać im standardów, aby wciąż królowali pod względem wyników i zdawalności matur. Zadania na matematyce - pod maturę. Zagadnienia na języku polskim - pod maturę. "Następny test będzie wyglądał inaczej, moi państwo, ponieważ musimy zacząć przygotowywać się już do tego, co spotka nas na maturze". W PIERWSZEJ KLASIE.
OdpowiedzUsuńDokładnie, znam to aż zbyt dobrze...
UsuńE to standard. W gimnazjum wiecznie gadają o egzaminie gimnazjalnym, w średniej o maturze... i to tak się ciągnie. Ale co się przejmujesz... :)
OdpowiedzUsuńBo w gimbie chociaż uczniowie nie robili z tego afery... A tutaj głównie uczniowie ;P
Usuń