34 komentarze:

  1. W szkole uczą stereotypowych schematów, doskonałym przykładem jest własnie matura, która "uczy" jak się podporządkować, a nie być sobą i się rozwijać. Osoby bardziej utalentowane, myślące nieszablonowo, oryginalnie (pomimo genialnych umiejętności) przeważnie kończą z marnym wynikiem, nie dostają się tam, gdzie sobie wymarzyli, a zamiast tego - fala zaprogramowanych istot wchodzi przez kolejne stopnie maszyny, a potem się dziwią, że społeczeństwo jest, jakie jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... Problem w tym, że moja szkoła szczyci się tym, że jest inna, ma inny system i w ogóle, ale tak naprawdę to parcie na maturę jest takie samo, jeśli nie większe...

      Usuń
  2. Skąd ja to znam! U mnie każdy straszy egzaminami zawodowymi i maturą już od samego początku, a ludzie stwierdzają, że "uczyć się będą przed" i teraz idealnie ignorują nauczycieli i to, co ci chcą im przekazać na lekcjach. Jak dla mnie bez sensu - skoro już siedzę w tej ławce to chcę wynieść z lekcji coś więcej niż kolejna zapisana strona notatek albo dawka plotek (czy kreda w kieszeni :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ludziom ciężko pojąć, że wszystko ma swój cel i że np. każda jedna lekcja powinna do czegoś zmierzać... No cóż ;/

      Usuń
  3. To chyba zależy do jakiej szkoły się trafi...Moje liceum nie jest złe, ale nie ma takiego parcia na sukces. Nie chciałam iść do najlepszej szkoły w mieście, chociaż dzięki konkursowi mogłam to zrobić. Poszłam do szkoły z atmosferką. Z genialnymi, nieszablonowymi nauczycielami, z ludźmi którzy stawiają na rozwój artystyczny, mniej na naukę. W mojej klasie nie ma samych prymusów, za to jest mnóstwo ciekawych ludzi: młodzi muzycy, sportowcy, modelki, pisarze, aktorki, historycy i politycy. Jedna humana łączy ich wszystkich, więc jest naprawdę ciekawie. Choć oczywiście nauczyciele narzekają że moglibyśmy więcej sie uczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, u mnie też się z pewnością tacy znajdą i kiedyś właśnie tacy ludzie byli większością w moim LO... No cóż, priorytety się zmieniają...

      Usuń
  4. Myślę, że gimnazjum jest czasem kiedy zaczynamy dojrzewać i wiele się w nas zmienia. Często wtedy po raz pierwszy próbujemy alkoholu czy papierosów ( chociaż jak patrzę na dzisiejsze podstawówki... ), to czas popełniania błędów. Tak przynajmniej było ze mną. Zgadzam się z tym co mówisz o zachowaniu licealistów. W moim liceum ludzie skupiają się na imprezach w weekendy, a na lekcjach w szkole i wielkim zapałem rozmawiają o tym jak to się nie napili, czego to nie zrobili. Mało kto wykorzystuje szkołę do nauki.

    xwelcome-to-my-circusx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w gimnazjum trafiłam na świetną klasę, której nie potrafiłam docenić - przynajmniej tak mi się wydaje z perspektywy czasu. Oczywiście w szkole był alkohol, papierosy, bójki, ale zawsze mnie to omijało. Miałam tam swoje miejsce. Tutaj tego miejsca nie znajduję...

      Usuń
  5. W szkole marnuje się mnóstwo czasu. Zdarza się, że zwalniam się z niektórych lekcji, które są nieważne, typu wf czy religia, i idę do domu uczyć się. Nie znoszę też bezproduktywnego siedzenia podczas zastępstw i okienek. Co do matury, to według mnie ona skutecznie zabija - a przynajmniej ogranicza - kreatywność i niezależność; wystarczy choćby wspomnieć o pisaniu wypracowań pod klucz i takim samym sprawdzaniu czytania ze zrozumieniem. Albo taka matura z matematyki - wystarczy 30%, by zdać, a z samych zadań zamkniętych abcd można otrzymać aż 50%, więc zwykły idiota, któremu dopisze szczęście, ma szansę dostać lepszy wynik od kogoś, kto sumiennie się uczył, ale poddał się stresowi. A moja mama - btw. polonistka w szkole średniej - twierdzi, że liceum to nic innego jak trzyletni kurs przygotowawczy do egzaminu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. I to przerażające, ale wszyscy nauczyciele doskonale o tym wiedzą, wiedzą również, że to nie ma sensu, ale to i tak nic się nie zmienia... ;/

      Usuń
    2. 1) Wf jest bardzo ważną lekcją, bo nauka to nie wszystko i trzeba czasem ruszyć zasiedziałą dupę.
      2)Matura, zwłaszcza z polskiego (jestem zorientowana, moja mama siedzi w szkolnictwie) ma być zmieniona od mojego rocznika, już nie będzie pod klucz, zwłaszcza ustna. Trzeba się będzie wykazać rzetelną wiedzą.
      3)Matura z matematyki raz bywa łatwa, innym razem trudniejsza, ale nie uważam tych 30 % za jakiś skandal. I tak żeby się dostać na dobrą uczelnię, trzeba mieć wyższy wynik. Poza tym nie wierzę, żeby ktoś ciągle sobie trafiał w zadaniach zamkniętych.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. 1) Czasami trzeba coś poświęcić, żeby np. wyrabiać z fizuni <3
      2) Więc jesteśmy z jednego rocznika. Suodko. Tak, rzetelną wiedzą? Testy zawsze jakiś klucz będzie, bo w jakiś sposób trzeba systematyzować sposób oceniania, co by samowolki nie było. Z tą różnicą, że teraz można mieć swoje zdanie w jakimś zakresie, no i nie będzie punkcików za stwierdzenia typu "Lady Makbet była żoną Makbeta". Na ustną wszyscy się boją, identyczna forma jest na finale olimpiady z polskiego w gimnazjum. Powiem tyle - lejesz wodę i mówisz szybko to wystarczą 2 trafne myśli, aby zrobić wrażenie.
      3) Ale nie powiesz, że dobrym rozwiązaniem jest to, że trzeba będzie do każdego durnego zadania pisać kilka zdań wyjaśnienia, co tam się w ogóle zrobiło. To jest naprawdę głupie, bo wydaje mi się, że wystarczy, że ktoś myśli i wie, jak rozwiązać zadanie - odwoływanie się do regułek nie powinno być tak cenione na maturze... Teraz jest tak, że osoba z talentem, które widzi wyniki i nie potrzebuje rozpracowywać każdego kroku jest oceniana gorzej, niż ktoś, kto z matmy jest nogą, a jedyne, co umie robić, to kuć...

      Usuń
    4. 1) Mam w pizdu roboty do szkoły plus olimpiady i jakoś nie widzę potrzeby opuszczania wfu, żeby się uczyć. Może masz problem z organizowaniem czasu?
      2) To będzie ocenianie holistyczne, a w takim żadnego klucza nie ma. Byłam na finale z polskiego i jeśli tak będzie wyglądać matura, to uważam, że bardzo spoko. Ani za łatwo, ani za trudno. Weź pod uwagę to, że nie wszyscy są lotni z języka naszego ojczystego. Tumanów też trzeba zrozumieć xD
      3) Nie słyszałam nigdy o tym, że trzeba pisać jakieś durne wyjaśnienia. Będzie po prostu kilka zadań, w których trzeba będzie coś udowodnić, a to właśnie uczy myślenia, a nie wkuwania, bo zadania dowodowe nie na tym polegają, o czym myślisz.

      Usuń
    5. 1) Ja w sumie też nie, ale rozumiem, że ktoś może jeszcze latać na jakieś angielskie, muzyczne itp, a jednak dobrze jest mieć życie
      2) Nie ma, ale przecież jest określone za co, ile punktów można uznać lub odjąć, jakie są dopuszczalne błędy etc. Mam wrażenie, że i tak lepiej oceniane będą bardziej prawomyślne prace...
      3) Nie no, nie możesz w zadaniu przyjąć jakiegoś oczywistego założenia ot tak, musisz to okrasić odpowiednim wyjaśnieniem, typu "Powołuję się na zasadę taką i taką, która oznacza to i to."

      Usuń
  6. rzeczywiście, nauka powinna być dla nas, a ludzie kompletnie źle do tego podchodzą - bo w szkole nie mówią nam, że tak naprawdę nie uczymy się DLA OCEN, ale żeby wyjść na ludzi....
    a gimnazjum wspominam właśnie tragicznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... Powinna być dla nas, ale dużo ludzi w ogóle nie chce nauki, ale musi się jej poddać. I wydaje mi się, że właśnie to uniemożliwia wykorzystanie potencjału lekcji...

      Usuń
  7. Gimnazjum było najszczęśliwszym okresem mojego życia. Ze względu na naukę, jak i na ludzi. Wtedy jeszcze chodzenie do szkoły miało jakiś sens. Lekcje były interesujące. A co jest w liceum? Po korytarzach boję się chodzić, na lekcje również, bo nauczyciele ciągle straszą maturą i wyborem studiów. A co z przyjemnością z nauki? Co ze szkolnymi wycieczkami? (Nie miałam ani jednej od dwóch lat.) Liceum zapamiętam tylko jako lata ciągłej presji i katorżniczej pracy (która swego czasu zapędziła mnie nawet do szpitala).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niektóre lekcje są dużo fajniejsze, niż w gimbie, ale czuję się dość obco. W dalszym ciągu, gdy mam okazję zerknąć na budynek mojego gimnazjum, nie mogę powstrzymać wzruszenia, cały czas to jest bardziej moja szkoła. Choć wiem, że przez te półtora roku sporo się tam zmieniło na gorsze...
      Serio? Aż szpital Ci szkółka zafundowała? O_o mi się zawsze kończyło na kilku niespodziewanych krwotoczkach...

      Usuń
  8. Ja też niby chodzę do fajnej szkoły, a nie czuję się jednak tak dobrze, jakbym chciała. Niby mam fajną klasę, ale ich nie rozumiem i chyba nie chcę. Może to się zmieni. A może nie. Męczą mnie rozmowy o niczym albo o innych ludziach, które sprowadzają się do obgadywania. Gimnazjum moje było ogromną rejonówką, ale paradoksalnie wśród tych wszystkich "trudnych ludzi" czułam się swojsko. Ta głupia "elytarność lycealystów" doprowadza mnie do szału.
    Na dźwięk słowa "matura" mam ochotę rozpędzić się i walnąć głową w ścianę. Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha tak, mam bardzo podobnie. Dziś zaczęły się u mnie próbne, to już w ogóle... Każdy nauczyciel ciągle powtarza to słowo na "m". Dziś, na filozofii powiedziałam, że w ramach socjalizacji szkoła chce nas przekonać, że naszym celem jest matura, choć przecież to nie głupi papier jest celem nauki. Nauczyciel się zgodził, a reszta klasy mnie pohejtowała... Ludziom mózgi wyprało...

      Usuń
    2. Jest mi trochę żal, kiedy patrzę na swoje stare zeszyty (6 kl. i 1 kl. gimnazjum) i widzę, że myślałam kompletnie inaczej, miałam chyba szersze spojrzenie na świat i ciekawość, choć mniejszą wiedzę. W gimnazjum zaczęły się jazdy na robienie pod klucz i dostosowywanie toku myślenia do poszczególnych nauczycieli, a wypracowania pisałam stylem łzawym i pompatycznym, bo taki podobał się mojej polonistce. Liceum trochę stara się rozepchać te wąskie ramy, ale też chyba chce nas upchać w nowe. Schematy są dobre, ale nie za dużo.

      Usuń
  9. Liceum zdaje się być takim prawdziwym przedsionkiem studiów :)

    OdpowiedzUsuń
  10. zgadzam się, to całe gadanie o maturze irytuje mnie najbardziej. ja wiem, że jakoś muszą sprawdzić naszą wiedzę, ale z matury robi się nie wiadomo co. nie wiadomo, jaki test dorosłości, podczas kiedy z dorosłością nie ma on zbyt wiele wspólnego. dobiero studia chyba rzucą nas na głęboką wodę - szczególnie jeśli wiążą się z wyprowadzką z domu.

    poruszyłaś ciekawy temat, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolei znam bardzo dużo osób, które musiały opuścić rodzinne gniazdo idąc do liceum. Dojrzałość to nie jest wynik jednego testu ani jedna decyzja, ani jeden czyn, ani dowód w portfelu...
      Paranoją jest to, że ludzie uczą się do matury, a nie dla siebie i po prostu po to, żeby być ogarniętym człowiekiem. Bo ok, wykują na maturę, ale jak mają to gdzieś, to w życiu i tak będą głupcami, jeśli nie znajdę własnej drogi...

      Usuń
  11. A ja nie dołączę do grona narzekających.
    Po pierwsze lubię moje liceum, mimo wszystkich jego wad, które ma, jak każda szkoła.
    Po drugie nie widzę nic złego w imprezach, wycieczkach, balach, studniówkach, połowinkach itp. itd., albowiem uważam, że to właśnie liceum jest okresem, kiedy można się wybawić za wszystkie czasy (z głową!) i będąc młodą osobą bardzo sobie cenię ten aspekt szkoły, chociaż wcale nie jestem osobą imprezującą, omijam dyskoteki itp.
    Poza tym nie wiem, gdzie wy żyjecie ludzie, może jesteście ślepi, albo trzeba wam mocniejszych okularów, albo po prostu jakiegoś wyjrzenia poza to, co ja, moje. Ja widzę bardzo wiele ludzi, którzy uczą się dla samych siebie, nauczyciele wcale nie wmawiają mi na każdym kroku, że moja edukacja jest bez sensu (kilku tragicznych belfrów też się znajdzie, no ale bez przesady), korków wcale ludzie nie biorą na potęgę tylko dlatego, że im się nie chce uważać na lekcji. Moja szkoła realizuje podstawę programową, jednocześnie umożliwiając uczniom samokształcenie i samorealizację, urozmaicenie nudnego życia szkolnego i można z tego skorzystać, albo nie. Znajdzie się spore grono osób, które są leserami i wolą imprezki, niż raz przysiąść porządnie nad zadaniem z matmy, ale to wcale nie jest większość, a już z pewnością nie całość.
    Lubię atmosferę liceum z wszystkimi jego smaczkami i przywarami, lubię szaleństwo studniówkowe i maturalne, lubię wycieczki klasowe i lekcje i nie uważam tego za bezsens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz fajne i niezadufane w sobie liceum. Tylko się cieszyć. Niektórzy (ja) mogą tylko pozazdrościć i zasłaniać się durnym 58. miejscem w kraju...

      Usuń
  12. Ja się cieszę, że mam dwa lata w plecy. Pomimo irytujących, młodocianych class mates, cieszę się, że mam maturę za 3 lata. XD Przeraża mnie myśl studiów ( na których raczej kasy mieć nie będę ) i pracy. Szczególnie jako kombinacji XD

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak bardzo prawdziwe! Niestety, elitarne, "dobre" (o ironio) szkoły mają to do siebie, że uczniów traktują dość przedmiotowo. Mamy wykuć tak, aby nie obniżać im standardów, aby wciąż królowali pod względem wyników i zdawalności matur. Zadania na matematyce - pod maturę. Zagadnienia na języku polskim - pod maturę. "Następny test będzie wyglądał inaczej, moi państwo, ponieważ musimy zacząć przygotowywać się już do tego, co spotka nas na maturze". W PIERWSZEJ KLASIE.

    OdpowiedzUsuń
  14. E to standard. W gimnazjum wiecznie gadają o egzaminie gimnazjalnym, w średniej o maturze... i to tak się ciągnie. Ale co się przejmujesz... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w gimbie chociaż uczniowie nie robili z tego afery... A tutaj głównie uczniowie ;P

      Usuń