Internet to
wyjątkowe miejsce. Siedlisko hejtów, kotów, inspiracji i pożeraczy czasu, toteż
nie mogło złożyć się lepiej. Zmęczone bezwartościowym pożeraniem czasu Kocisko
postanowiło się wypowiedzieć na temat hejtów i zainspirować może kogoś,
kogokolwiek w gruncie rzeczy, do zmiany perspektywy.
Często mam wrażenie,
że powinnam mieć monopol na złośliwość. W końcu umiejętność skierowania wobec
niczego niespodziewającej się osoby drobnej uszczypliwości w taki sposób, aby „ofiara”
uśmiechnęła się i podziękowała za komplement, nie bierze się znikąd. Do tego
potrzeba łyżki szczerego uśmiechu, szczypty nieśmiałości, odrobiny inteligencji
i trochę dobrych intencji – wiecie, tak do smaku. Ci, co już w pewnym stopniu
poznali tajemnicę kociej niechęci do ludzi, puszkowo-okruszkowego sceptycyzmu i
uroku godnego Kici Rożek z filmu o kultowych klockach Lego (Kto nie widział,
niech leci do kina. Naprawdę, to jest ten przypadek, w którym warto
przesiedzieć 2 godzinki, będąc otoczonym przez chmarę sześciolatków!), wiedzą,
że każdy kot i każdy twór kotopodobny lubi od czasu do czasu rzucić hejtem. Ale
na Latającego Potwora Spaghetti! Umiejętnie!
Czuję się bardzo
no-może-nie-aż-tak-bardzo zawiedziona, gdy widzę, że moi bliscy znajomi nałogowo
lajkują na Facebooku stronki typu „Beka z Ask.fm”, „Beka z fanek Kwiatkowskiego”,
„Beka z nastolatek”, „Beka z bogatych dzieci Instagrama”. Beka z was, ludzie. Nie
dla tego, że wyrażacie swoją opinię, nie dla tego, że odważacie się czegoś nie
lubić, ale dla tego, że w ten sposób torpedujecie nie cudze a swoje działania.
Celowe wystawianie się informacje dotyczące osób/rzeczy/zjawisk, które was
wkurzają, nie jest dobrym pomysłem na szczęśliwe życie, serio. Więc gdy widzimy,
że ktoś dąży do absolutnego zaspamowania naszej tablicy na Facebooku piosenkami
wykonawcy, który nas drażni, to nie wdajemy się w moralizatorskie dyskusje,
mające na celu przekonanie rozmówcy, że słucha skończonego gówna, ok? Zamiast
tego, można delikwenta kulturalnie usunąć ze znajomych, a przy najbliżej okazji
niepostrzeżenie zepchnąć ze schodów albo chociaż sobie to ze szczegółami
wyobrazić? Czy tak nie byłoby lepiej?
Lubię nie lubić.
Każdy czasem lubi nie lubić, być złośliwym, wrednym. Ale warto lubić lubić.
Nieważne, przecież nie o to mi tu chodzi. Wiecie, lubię czasem ponarzekać,
powiedzieć, że kogoś nie lubię, sprzeciwić się, kłócić o losy żyraf na lekcjach
biologii. Ale robię tylko w sytuacji, gdy „antygen” sam pojawia się na mojej
drodze. Wtedy hejt jest jedynie reakcją odpornościową, która ma zapewnić mi
cudowną homeostazę. Wiem, że łatwiej jest stwierdzić, co nam nie odpowiada, niż
co nam odpowiada, ale kurczę, chyba źle jest tworzyć swoją tożsamość jedynie na
nacechowanych negatywnie fundamentach.
Niepokoi mnie to, że
wszyscy lgną do tych negatywnych pułapek, jakimi są fanpage’e poświęcone organizowaniu
rajdów na ludzi, którzy chociaż coś robią oraz to, jak wielu ludzi utożsamia
się innymi jedynie za pomocą nienawiści. Bardzo zakompleksieni jesteśmy i nawet
konstruktywnie krytykować nie umiemy. Ba! Nawet ocenić siebie jako targetu.
Naprawdę, to jakiś kryzys tożsamościowy kieruje te masy w te zakamarki
internetów, które nie mogą liczyć na ich pochlebstwa?
Szczere Kocisko

ja też lubię nie lubić, mam do tego prawo i korzystam z niego.
OdpowiedzUsuńhejtuję jednak agresywne, bezmyślne hejtowanie ;)
High five! ;D
UsuńJakie mądre wywody ze strony kociska. Ja lubię nielubić w samotności, dlatego nie lgnę do wszelkich grup ludzi nielubiących. Nie lubiąc czegoś, trzeba się trzymać od tego z daleka - to logiczne jak przepis na zupę. Dlatego dziwną jest w naturze rzeczą, że stada pędzą ku obiektom nielubianym ;)
OdpowiedzUsuńNie lubić w samotności jest hipstersko :)
UsuńWydaje mi się, że ludzie cierpią na brak stymulacji z otoczenia, nudzą się po prostu i z nudów patrzą, co mogą pohejtować, bo to łatwiejsze niż posiadanie pasji czy celu w życiu...
Nie lubienie powinno mieć po prostu jakiś powód. Też mnie krew zalewa jak widzę, że ludzie po prostu hejtują wszystko. Nawet coś co pozornie wydawałoby się, że nie można tego zhejtować. Też mam takie przejawy nienawiści czasem, ale w takim stopniu, że chyba to normalne.
OdpowiedzUsuńSpóźnione życzenia ślę również z okazji Dnia Kota ;3
Pozdrawiam.
Och dziękuję ;)
UsuńTak, to normalne, dopóki nie zatruwasz sobie tym życie ;)
A może ci biedni ludzie próbują po prostu walczyć w jakikolwiek sposób z zalewającą ich głupotą? Wchodzą powiedzmy na taki Istagram i widzą tysiące fotek czyiś kanapek, wchodzą na Aska i widzą pytania w stylu ,,Serduszko" i odpowiedź ,,iks de", a do tego tysiąc lajków. Widzą i gniew ich chwyta i czasami niedowierzanie, jak świat może być tak straszliwie głupi. Znajomym tego nie opowiedzą, bo a nuż oni też wstawili do Internetu swoje śniadanie? Kto mieczem wojuje od miecza ginie, więc do walki z głupotą w Internecie używają Internetu, zakładając takie własnie strony, na których zbierają tak samo rozgoryczonych jak oni. I utwierdzają się w swoich poglądach o głupocie, wyszukując wciąż nowe jej przykłady... Tak ja to widzę, bo mnie też takie rzeczy wkurzają. Tyle że mam prostsza metodę unikania ich, tzn. wchodzę tylko na blogi i devianta.
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem Instagram to najmilsze, najmniej groźne miejsce w sieci.
UsuńNie, moim zdaniem chodzi o zupełnie coś innego. Przecież ludzie, którzy jarają się robieniem tych rajdów, czy hejtowaniem kogoś na fejsie, są jeszcze głupsi od tych, których hejtują. A normalni ludzie, którzy nieopatrznie polajkują taki twór zapeniają sobie codzienną dawkę irytacji pierdyliard razy większą, niż normalnie.
Pomyśl, przeraża Cię powiedzmy głupota nastolatek i klikasz "Lubię to!" przy stronce "Beka z nastolatek". Dzięki temu Twoja tablica jest zaspamowania zdjęciami idiotów i komentarzami idiotów hejtujących tych idiotów. Fuck logic!
Tak jak napisałaś, "lubię nie lubić" i mam do tego prawo. Ponarzekać można, ale nie trzeba na siłę przekonywać innych do swojej racji.
OdpowiedzUsuńPrzekonywać nawet lubię. Ale epatowanie nienawiścią z tak błahych powodów jak czyjeś słitfocie, czy słaby gust muzyczny to chyba przesada. O tym jest ten tekst...
Usuń"Nieznośką zwą mnie, pasuje do mnie to imię, bo wciąż marudzę" ;)
OdpowiedzUsuńJa lubię nie lubić, lubię narzekać, nie znoszę znosić, ale nie przez cały czas. Z głupotą swoją mogę starać się walczyć, innych się nie tykam, bo jeśli im z tym dobrze i nie pragną mnie nawracać na swoją drogę z żarliwością świadka Jehowy, to spoko.
Ale czasem lubię sobie wejść na jakąś stronkę założoną dla czystej prowokacji typu "Konie są tępe" albo właśnie beka z belieberek czy tam kwiatonators (czekam na dzień, w którym te słowa znajdą się w słowniku), bo zwyczajnie mnie bawią te potyczki słowne. Z drugiej strony jednak jest to smutne, jak dziewczyny (i czasem chłopaki) nie zauważają pułapki i rzucają takim mięchem, że mnie zatyka. Nie lajkuję takich stron i odwiedzam je rzadko, ale to jest trochę tak jak przeczytać książkę, która wydaje nam się denna albo patrzeć na coś, w naszym odczuciu, obrzydliwego. Nie musimy tego lubić, ale warto wiedzieć, że coś takiego istnieje i dlaczego mamy tego unikać. Hejcić bez powodu jest łatwo, ale z powodem - to już coś! ;>
Ale ci "prowokatorzy" też ostro przesadzają i nie dziwię się, że ludzie zaangażowani w dany fandom się tym przejmują, jakikolwiek by on nie był...
UsuńNo w sumie warto konfrontować się z tym, czego nie lubimy, ale najważniejszy jest umiar ;)
Nieznajomość umiaru jest cechą powszechną u ludzi i sama też mam swoje za uszami pod tym względem ;) Nie ma sensu sobie strzępić nerwy na coś takiego. Fandom nakręca prowokatorów, prowo nakręcają fandom. Psychole są po obu stronach barykady. Nie obchodzi mnie, czego (anty)fan(k)ami są dani ludzie, ale jeżeli są w stanie cisnąć w sobie w taki sposób, że jakby ktoś chciał, to spokojnie mógłby kogoś pozwać, to zastanawiam się jednak, dokąd to wszystko ma zmierzać. To już jest naprawdę agresywne i w sumie z głupiego powodu. I uświadamiam sobie, że piszą to ludzie w moim wieku, nawet młodsi. I to jest przykre. Ja uwielbiałam łicze i inne pierdoły, ale to były piękne czasy (matko, brzmię jak stara babcia), kiedy internet był rzadkością w mieszkaniu przeciętnego zjadacza chleba i przesiadywałam na klatce, wymieniając karteczki. To tylko parę lat różnicy, ale jakiej różnicy...
UsuńTa konfrontacja jest po to, żeby poszerzać horyzonty... Ile ja zaczynałam różnych hobby, aby dowiedzieć się, że to jednak nie to? Ile spróbowałam dziwnych potraw, aby upewnić się, że ani to nie pachnie, ani to nie wygląda, a smakować to już w ogóle? Jeśli strach wynika z tego, czego nie znamy, to tak pokonuję strach, błądzę, aby iść dobrą ścieżką. Mogę ufać intuicji, ale lubię się też upewniać, że 100 % (no dobra, >50%) czegoś nie lubię - wiadomo, z umiarem :) Nie będę dawać sobie w żyłę, chlała albo czytała tylko książki, od których chce mi się wydłubać oczy mikserem. To też pozwala mi się choć odrobinę zdystansować. A dystansu to mi już kompletnie brakuje i przyjmę chętnie we wszelkiej ilości:)
W sumie to nie wiem, czy ta różnica była taka duża. Zmieniły się środki, ale dzieciaki zawsze były okrutne i agresywne.
UsuńNo tak, próbowanie i eksperymentowanie jest super, ale, tak jak wspominałaś, zależy czego się próbuje. Sęk w tym, że jak już wiemy, że coś nam nie leży, to odwracamy się na pięcie, a nie poświęcamy temu swojego życia, jak ci rasowi hejtujący...
Fakt. Ale to okoliczności wyciągają te cechy. Jest różnica, czy stary kolega z podwórka, z którym odechciało Ci się spotykać, dalej opluwa Ci drzwi od windy (uwielbiam mój blok <3), czy ktoś kompletnie Ci nieznany wyzywa Ciebie i całą Twoją rodzinę kilka pokoleń wstecz w necie. Nic na to nie poradzę, jest mi po prostu smutno.
UsuńHejt jest w modzie. To się klika, to się lajkuje, jak zauważyłaś. Ktoś zdobywa tak popularność, choć nie jest to sposób świetny. A ci, co lajkują... Ich wybór - podejrzewam, że w końcu sami dochodzą do wniosku, że to zbyt... przygnębiające? i nie lubią już fanpage'a.