15 komentarzy:

  1. ja też lubię nie lubić, mam do tego prawo i korzystam z niego.
    hejtuję jednak agresywne, bezmyślne hejtowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie mądre wywody ze strony kociska. Ja lubię nielubić w samotności, dlatego nie lgnę do wszelkich grup ludzi nielubiących. Nie lubiąc czegoś, trzeba się trzymać od tego z daleka - to logiczne jak przepis na zupę. Dlatego dziwną jest w naturze rzeczą, że stada pędzą ku obiektom nielubianym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubić w samotności jest hipstersko :)
      Wydaje mi się, że ludzie cierpią na brak stymulacji z otoczenia, nudzą się po prostu i z nudów patrzą, co mogą pohejtować, bo to łatwiejsze niż posiadanie pasji czy celu w życiu...

      Usuń
  3. Nie lubienie powinno mieć po prostu jakiś powód. Też mnie krew zalewa jak widzę, że ludzie po prostu hejtują wszystko. Nawet coś co pozornie wydawałoby się, że nie można tego zhejtować. Też mam takie przejawy nienawiści czasem, ale w takim stopniu, że chyba to normalne.
    Spóźnione życzenia ślę również z okazji Dnia Kota ;3
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och dziękuję ;)
      Tak, to normalne, dopóki nie zatruwasz sobie tym życie ;)

      Usuń
  4. A może ci biedni ludzie próbują po prostu walczyć w jakikolwiek sposób z zalewającą ich głupotą? Wchodzą powiedzmy na taki Istagram i widzą tysiące fotek czyiś kanapek, wchodzą na Aska i widzą pytania w stylu ,,Serduszko" i odpowiedź ,,iks de", a do tego tysiąc lajków. Widzą i gniew ich chwyta i czasami niedowierzanie, jak świat może być tak straszliwie głupi. Znajomym tego nie opowiedzą, bo a nuż oni też wstawili do Internetu swoje śniadanie? Kto mieczem wojuje od miecza ginie, więc do walki z głupotą w Internecie używają Internetu, zakładając takie własnie strony, na których zbierają tak samo rozgoryczonych jak oni. I utwierdzają się w swoich poglądach o głupocie, wyszukując wciąż nowe jej przykłady... Tak ja to widzę, bo mnie też takie rzeczy wkurzają. Tyle że mam prostsza metodę unikania ich, tzn. wchodzę tylko na blogi i devianta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem Instagram to najmilsze, najmniej groźne miejsce w sieci.
      Nie, moim zdaniem chodzi o zupełnie coś innego. Przecież ludzie, którzy jarają się robieniem tych rajdów, czy hejtowaniem kogoś na fejsie, są jeszcze głupsi od tych, których hejtują. A normalni ludzie, którzy nieopatrznie polajkują taki twór zapeniają sobie codzienną dawkę irytacji pierdyliard razy większą, niż normalnie.
      Pomyśl, przeraża Cię powiedzmy głupota nastolatek i klikasz "Lubię to!" przy stronce "Beka z nastolatek". Dzięki temu Twoja tablica jest zaspamowania zdjęciami idiotów i komentarzami idiotów hejtujących tych idiotów. Fuck logic!

      Usuń
  5. Tak jak napisałaś, "lubię nie lubić" i mam do tego prawo. Ponarzekać można, ale nie trzeba na siłę przekonywać innych do swojej racji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekonywać nawet lubię. Ale epatowanie nienawiścią z tak błahych powodów jak czyjeś słitfocie, czy słaby gust muzyczny to chyba przesada. O tym jest ten tekst...

      Usuń
  6. "Nieznośką zwą mnie, pasuje do mnie to imię, bo wciąż marudzę" ;)
    Ja lubię nie lubić, lubię narzekać, nie znoszę znosić, ale nie przez cały czas. Z głupotą swoją mogę starać się walczyć, innych się nie tykam, bo jeśli im z tym dobrze i nie pragną mnie nawracać na swoją drogę z żarliwością świadka Jehowy, to spoko.
    Ale czasem lubię sobie wejść na jakąś stronkę założoną dla czystej prowokacji typu "Konie są tępe" albo właśnie beka z belieberek czy tam kwiatonators (czekam na dzień, w którym te słowa znajdą się w słowniku), bo zwyczajnie mnie bawią te potyczki słowne. Z drugiej strony jednak jest to smutne, jak dziewczyny (i czasem chłopaki) nie zauważają pułapki i rzucają takim mięchem, że mnie zatyka. Nie lajkuję takich stron i odwiedzam je rzadko, ale to jest trochę tak jak przeczytać książkę, która wydaje nam się denna albo patrzeć na coś, w naszym odczuciu, obrzydliwego. Nie musimy tego lubić, ale warto wiedzieć, że coś takiego istnieje i dlaczego mamy tego unikać. Hejcić bez powodu jest łatwo, ale z powodem - to już coś! ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ci "prowokatorzy" też ostro przesadzają i nie dziwię się, że ludzie zaangażowani w dany fandom się tym przejmują, jakikolwiek by on nie był...
      No w sumie warto konfrontować się z tym, czego nie lubimy, ale najważniejszy jest umiar ;)

      Usuń
    2. Nieznajomość umiaru jest cechą powszechną u ludzi i sama też mam swoje za uszami pod tym względem ;) Nie ma sensu sobie strzępić nerwy na coś takiego. Fandom nakręca prowokatorów, prowo nakręcają fandom. Psychole są po obu stronach barykady. Nie obchodzi mnie, czego (anty)fan(k)ami są dani ludzie, ale jeżeli są w stanie cisnąć w sobie w taki sposób, że jakby ktoś chciał, to spokojnie mógłby kogoś pozwać, to zastanawiam się jednak, dokąd to wszystko ma zmierzać. To już jest naprawdę agresywne i w sumie z głupiego powodu. I uświadamiam sobie, że piszą to ludzie w moim wieku, nawet młodsi. I to jest przykre. Ja uwielbiałam łicze i inne pierdoły, ale to były piękne czasy (matko, brzmię jak stara babcia), kiedy internet był rzadkością w mieszkaniu przeciętnego zjadacza chleba i przesiadywałam na klatce, wymieniając karteczki. To tylko parę lat różnicy, ale jakiej różnicy...
      Ta konfrontacja jest po to, żeby poszerzać horyzonty... Ile ja zaczynałam różnych hobby, aby dowiedzieć się, że to jednak nie to? Ile spróbowałam dziwnych potraw, aby upewnić się, że ani to nie pachnie, ani to nie wygląda, a smakować to już w ogóle? Jeśli strach wynika z tego, czego nie znamy, to tak pokonuję strach, błądzę, aby iść dobrą ścieżką. Mogę ufać intuicji, ale lubię się też upewniać, że 100 % (no dobra, >50%) czegoś nie lubię - wiadomo, z umiarem :) Nie będę dawać sobie w żyłę, chlała albo czytała tylko książki, od których chce mi się wydłubać oczy mikserem. To też pozwala mi się choć odrobinę zdystansować. A dystansu to mi już kompletnie brakuje i przyjmę chętnie we wszelkiej ilości:)

      Usuń
    3. W sumie to nie wiem, czy ta różnica była taka duża. Zmieniły się środki, ale dzieciaki zawsze były okrutne i agresywne.
      No tak, próbowanie i eksperymentowanie jest super, ale, tak jak wspominałaś, zależy czego się próbuje. Sęk w tym, że jak już wiemy, że coś nam nie leży, to odwracamy się na pięcie, a nie poświęcamy temu swojego życia, jak ci rasowi hejtujący...

      Usuń
    4. Fakt. Ale to okoliczności wyciągają te cechy. Jest różnica, czy stary kolega z podwórka, z którym odechciało Ci się spotykać, dalej opluwa Ci drzwi od windy (uwielbiam mój blok <3), czy ktoś kompletnie Ci nieznany wyzywa Ciebie i całą Twoją rodzinę kilka pokoleń wstecz w necie. Nic na to nie poradzę, jest mi po prostu smutno.
      Hejt jest w modzie. To się klika, to się lajkuje, jak zauważyłaś. Ktoś zdobywa tak popularność, choć nie jest to sposób świetny. A ci, co lajkują... Ich wybór - podejrzewam, że w końcu sami dochodzą do wniosku, że to zbyt... przygnębiające? i nie lubią już fanpage'a.

      Usuń