Jeśli napiszecie mi tak na
maturze! A spróbujcie mi tak zrobić! Nie chcę, żeby mi to ktoś w ten sposób
rozwiązywał! Mi, mi, mi, mi!
Mam rozumieć, że uczeń pisze maturę nie dla siebie, ale dla swojego
belfra? To nie chodzi przypadkiem tu o papierek, za okazaniem którego możemy
lub nie możemy iść na te, czy inne studia, tylko o dobre samopoczucie
nauczyciela, jego świadomość, że umiejętnie wykonuje swój zawód? O, no nie
wiem, honor szkoły, który z jakiegoś, bliżej nieokreślonego powodu winniśmy
bronić?
Ach, jak
dobrze to w końcu wiedzieć!
Nie przypisuję maturze praktycznie żadnej wartości. Myślę o niej tak
samo, jak o sprawdzianie, który po prostu muszę napisać, aby pokazać komuś, że
już umiem to i to, i tamto. Bo rzeczywiście, ludzi uczących się, aspirujących
do zdobywania wyższego wykształcenia, jest sporo i ciężko byłoby selekcjonować
ich, gdyby trzeba było poznawać ich osobiście i tą drogą sprawdzać ich wiedzę.
Uważam przy tym, że lepiej sprawdzałyby się egzaminy wstępne na konkretne
kierunki. To wymagałoby trochę więcej determinacji i trochę mniej YOLO, a
determinacja wydaje mi się konieczna, jeśli ktoś chce się rzeczywiście czegoś
nauczyć. Głęboko w to wierzę i zdaję sobie sprawę z własnej naiwności.
Odpowiadaliście kiedyś na pytanie, kim jesteście i czego chcecie? U
nas, na polskim, odpowiadaliśmy. W kontekście „Gadających głów” Kieślowskiego i
choć to w zasadzie informacja nieistotna, polecam. I wiecie, zszokowały mnie
odpowiedzi , które miałam okazję usłyszeć. Już wyłączając to już z kontekstu
Kieślowskiego, bo nie lubię gadania, że kiedyś ludzie byli szlachetniejsi, altruistyczni,
obdarzeni wielką mądrością. Otóż gros osób odpowiadało „jestem maturzystą i
chcę dobrze zdać maturę”. I pewnie było to poniekąd wynikiem choroby zakaźnej
zwanej tumiwisizmem, bo taka odpowiedź absolutnie nie wymaga myślenia, ale…
…co, jeśli ktoś tak na poważnie? Jeśli ktoś definiuje siebie wyłącznie
przez pryzmat jakiegoś testu, tylko dlatego, że wszyscy mówią mu, że powinien
IM go dobrze napisać? Jeśli ktoś uważa, że oto właśnie matura otworzy mu
o-knonaświat (Yes, my father smokes the pipe…), jeśli tylko napisze ją nie
sobie, ale komuś, według czyichś poleceń, niemalże czyjąś ręką? Nie widzę tego.
Nie widzę w tym przyszłości. Nie nazwę się maturzystką i
nie będę „im” niczego pisać. Po prostu zdam maturę.
Szczere Kocisko

Jak można odpowiedzieć, że jest się maturzystą? Że moim jedynym marzeniem jest zdanie matury? Nie pojmuję tego, w ogóle nie rozumiem tego szału. Przecież po matura jest stworzona tak, by sprawdzić nasze wiadomości! Nie po to żeby nas pożreć i zmusić do brania udziału w milionach kółek, nie wspominając o korepetycjach. Tymczasem niektórzy tak się z tym gniotą i tak się martwią, jakby byli dziećmi którym każą pisać test gimnazjalny.
OdpowiedzUsuńZamierzam nie przejmować się maturą i nie robić z tego szału. Nigdy w życiu nie miałam pały z żadnego sprawdzianu, więc jakim cudem miałabym ją mieć z matury?
Bursa jak zawsze prawdę powie...
Tak się cieszę, że moje bursowe nawiązanie zostało dostrzeżone :D
UsuńWidzę, że w tym roku bedzie tematyka maturalna... Fajnie, chciaż sie dowiem, co mnie będzie wkurzać za rok ;)
OdpowiedzUsuńJa zaczynam wściekać się na ludzi dopiero, gdy nie wiedzą, co to katarakta albo gadaja bzdury o Kochanowskim, bo nie rozumieja archaizmów. To targiczne, że tak wielu ludzi w moim wieku posiada tylko wiedzę szkolna, a żadnej własnej, wyczytanej, zapamietanej, a nie wykutej. Dobra, wkurza mnie jeszcze uczenie się na pamieć "jak mam zinterpretować ten wiersz"...
Nigdy nie myślałam, że mam pisać maturę dla kogoś. Nawet mi to przez głowę nie przeszło. Piszę maturę, bo tak postanowiono, i bo chcę sie wyrwać z liceum i iść dalej. No logiczne...;)
Z tego, co widzę po swojej klasie, to odpowiedx na pytanie "czego chcecie" jest naprawdę wyzwaniem dla wielu ludzi... Chcą po prostu nie wybierać, ani studiów, ani pracy, nie podejmować decyzji, bo to ich przerasta. Nie umieją wyobrazić sobie świata po maturze, jest ona magiczną granicą, po której nie ma już nic... Tak bym tłumaczyła te odpowiedzi...
To tak, takie skupianie się tylko na przyszłości utożsamianej z maturą "pozwala" na olewanie całej reszty w sumie. To cholernie smutne w gruncie rzeczy...
UsuńEee, chyba nawet ja się tak nie czepiam. Bardziej jest to utarta forma składniowa - np. mama mówiąca "spróbuj no mi tylko to zrobić" (nie ma przecież na myśli zrobienia JEJ czegoś, tylko zrobienia czegoś, na co nie daje zgody) - niż zabieg wskazujący na "adresata" czynności.
OdpowiedzUsuńA ja w dalszym ciągu doszukuję się tu czegoś na podłożu psychologicznym - belfra kurczowo trzymającego się swojej władzuni :)
UsuńTrochę zastanawiające jest to, że piszesz o maturze zaznaczając, jak bardzo Cię ona nie rusza. Nie wiem, czy brzmi to wiarygodnie, kiedy roztrząsa się ten temat po raz kolejny (wybacz. Po prostu jak mam coś w dupie albo się bardzo nie przejmuję, to zwyczajnie o tym nie gadam :D)
OdpowiedzUsuńTa konstrukcja, w której zaznacza się to MI, MI, MI, MI, jest dość popularna nie tylko u nauczycieli. Mówią tak do mnie przyjaciele ("spróbuj mi się rozchorować", "tylko mi tam nie padnij" itp.), rodzice... Dla mnie jest to raczej wyraz troski albo po prostu normalny dodatek do wypowiedzenia i wątpię, by to rzeczywiście miało wyrażać władzę belferską. Może myślą, że tak lepiej wpłyną na młodych? Nie każdy czuje wewnętrzny przymus uczenia się dla siebie i ktoś musi cisnąć, ustanowić cel dla tej nauki.
Cóż, ciężko omijać temat, który atakuje mnie zewsząd. Wolę pisać o tym i rozwiewać swoje wątpliwości, które się, owszem, pojawiają, niż trzymać to w sobie i zacząć świrować. Nie widzę sensu w zaprzeczeniu, że mnie to czeka, tym bardziej w zaprzeczaniu, że zamierzam się dobrze przygotować, że robię powtórki. Ale wydaje mi się to rzeczą normalną i tylko jakimś tam etapem, na pewno nie najważniejszym momentem w życiu.
UsuńSkoro mądrzy badacze upierają się, że forma "witam" jest wyrazem nadrzędności nadawcy nad adresatem, to czemu takiej funkcji nie może pełnić partykuła "mi"?
Jeśli ktoś nie czuje takiej potrzeby, to czemu niby ma się uczyć? Może stąd biorą się olewający studenci/wypaleni ludzie bez zajawki/ ludzie biernie wykonujący to, co każe im ktoś "mądrzejszy"?
To oni tak twierdzą, ale wszystko jest względne. Zwłaszcza jeśli dotyczy relacji międzyludzkich.
UsuńObowiązek szkolny jest dobry, ale nie każdy tak to postrzega. Do tego znam masę ludzi, których rodzice to lekarze albo jacyś inni wysoko postawieni i nie przyjmują do wiadomości, że ich dziecko nie chce iść w ich ślady. Cholernie smutne, bo to też zabija chęć do nauki i rozwoju. W ogóle zabija szczęście. No i dochodzą do tego ludzie, którzy twierdzą, że uczą się, bo tak wypada, studia wypada mieć, lepiej na jakimś przyzwoitym kierunku... Nie ma w tych planach żadnego wkładu własnego.
No i właśnie... Jakby nie było takiego parcia na naukę, wyniki i rankingi to ludzie by się uczyli o wiele lepiej, czyli po raz kolejny nasza (jako społeczeństwa) nadgorliwość nam szkodzi :)
UsuńMatura, matura, matura... Mi jeszcze do niej długo, ale ostatnio tyle się o niej słyszy. Albo za trudna, i nie da się tego zdać, albo jest taka łatwa, że mają maturzystów za idiotów. Prawda jest taka, że od 1 klasy podstawówki, wklepują nam do głów, że uczymy się dla siebie. A potem przy pierwszym ważniejszym teście (a ja wiem? Teście szóstoklasisty?) zaczynają nam mówić, że mamy IM to dobrze napisać. Żebyśmy IM nie zrobili wstydu. Na pewno chodzi o wstyd? Czy o kasę...? Ciężko określić, bo ludzie są różni. Wiemy jedno, nie obchodzi ich co zrobisz, ze swoją przyszłością po maturze. Chodzi o to jak napiszesz dla nich, teraz.
OdpowiedzUsuńMogę zaprosić?
http://normalnieszaleni.blogspot.com/
Też czasem rozmyślam na temat tego aspektu finansowego, ale wolę się wstrzymać od jakichkolwiek wypowiedzi na ten temat - nie mam zamiaru tworzyć teorii spiskowych :)
UsuńI w sumie są tacy nauczyciele, którzy interesują się przyszłością uczniów, ale niestety nie wszyscy są tacy...
Ostatnio też chodzi za mną "mi, mi, mi"... ale to przez Muppety. :D Tak mi się skojarzyło, mam nadzieję, że wybaczysz, infantylnej Normce. :D
OdpowiedzUsuńMnie Muppety męczą na wuefie, cały czas z kumpelką chodzimy i śpiewamy "mana mana tu tu tururu" :D
UsuńHihi, ja tak mamie umilam czas w kuchni. Albo "mana mana" z końcówką Malkontentów "the question is, what is the mana mana. the question is, who cares?!" albo gdy coś mi nie wychodzi robię pretensjonalne "mi mi miiii".
OdpowiedzUsuń#takilajfstajl
nie wiem o co chodzi bo spróbowałam i nie przeczytałam.
OdpowiedzUsuńKreatywność lvl hard
Usuńżycie na krawędzi :D
Usuń"mi" - to chyba jakoś tak się utarło, oni nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że tak mówią..
OdpowiedzUsuńmatura to bzdura, niektórzy nawet z doktoratem są debilami, a ludzie, którzy nie skończyli gimbazy rosną na bohaterów, dlaczego my zawsze musimy przywiązywać tak wielką wagę do wszelkich egzaminów?
Bo do zdania egzaminu nie potrzeba zajawki... Więc nudziarze widzą tu jedyną opcję :P
Usuń