Nie zwykłam czekać na święta. Od kilku lat w domu raczej nie
przejmujemy się choinką, nie myjemy okien dla jeżusia, kolacja wigilijna nigdy
nie odbywa się u nas. Jedynym wyjątkiem był rok, kiedy okropnie nas zasypało i
dosłownie nie byliśmy w stanie ruszyć się z domu. I w zasadzie każde odwiedziny
u dziadków wypadają podobnie, niezależnie od okazji. Jest jedzenie, rozmowy,
herbata, wspominki, słuchane po raz kolejny, ale zawsze nieco zmienione,
anegdotki. Standard. I, o ile się nie mylę, w wielu domach wygląda to podobnie.
Przy czym nie myślcie, że nie lubię świąt – w niczym mi nie przeszkadzają, a
to, że się je obchodzi, jest bardziej oczywiste od pór roku. Szczególnie teraz.
Na co też nie zamierzam narzekać, śnieg jest kompletnie niepraktyczny.
Wizualnie przyjemny? Tylko przez pierwsze dni!
Ale muszę przyznać – jest przed świętami jakoś milej. Tak, wiecie, w
mieście. Zmrok zapada szybko, wszelkie niedoskonałości krajobrazu maskowane są
przez kolorowe światełka. To tak, jak z zapalaniem ich w pokoju – dzięki nim
nawet rozrzucone skarpetki wyglądają jakoś ładniej. Nie? I te tłumy w centrach
handlowych też jakieś milsze. Ekspedientki milsze. Nawet w tych droższych
sklepach, szaleństwo!
Święta i bycie miłym to również, a może przede wszystkim, składanie
szczerych i nie-zupełnie-nieszczerych życzeń tym najbliższym i najdalszym. I tu
zaczyna się mój problem. Postawiona w konieczności złożenia komuś życzeń
panikuję. Tak na rodzinnej, jak i szkolnej wigilii, na urodzinach przyjaciół, i
wszystkich innych okazjach, których w tym momencie przypomnieć sobie nie umiem.
W gimnazjum ułatwiliśmy sobie zadanie – mówiliśmy sobie wszyscy:
- Tego
samego!
- Dziękuję,
tego samego!
I nikt nie
widział w tym jakiegokolwiek kłopotu, było śmiesznie, było naszo. Piekłam dziesiątki babeczek, aby potem móc patrzeć, jak
ludzie rozsmarowują je sobie nawzajem na twarzach. Było granie na gitarach i
genialne prezenty. Gimbaza była cudowna, ale nie przejmujcie się, to tylko niewinna
dygresja.
To nie jest tak, że ja po prostu ludziom źle życzę. Nawet, jeśli kogoś
nie lubię, nie życzę nikomu źle! Po prostu. Uważam się wręcz za mistrzynię w mówieniu
o ludziach dobrze i ładnie – ta umiejętność wyszła na jaw, gdy przyszło do
zbierania opinii do Księgi Rocznika. Okazało się, że nie tylko moi przyjaciele
mają zalety, no kto by pomyślał! Ale życzenia to coś, czego nie przeskoczę i
doskonale wiem, co jest winowajcą.
Uwaga, uwaga – nieśmiałość!
Nieśmiałość nie pozwala na złożenie bliskim takich życzeń, jakie bym
chciała i jakie im tam niewerbalnie składam, bo tak sobie na nich patrzę i od
razu boję się, że wyjdzie głupio, nagle jestem pod kolor do barszczu i tylko
nerwowo burczę coś pod nosem. Nieśmiałość nie pozwala na wymyślenie na
poczekaniu miłych, serdecznych życzeń mniej bliskim. Nie cierpię sztuczności i
wolę nie silić się na oryginalność. W efekcie nie silę się na nic, poza… znów, nerwowym
wesołych świąt, satysfakcji z
pracy/sukcesów/zdrowia/czego tylko sobie zażyczysz.
I najważniejsze – nieśmiałość sprawia, że tak rozpływam się pod wpływem
składanych mi życzeń, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Bo jak się tak
nasłucham, że mam być dalej taka śliczna/mądra/zdolna/dobra/kocia
i odnosić sukcesy, to, och, czegóż więcej chcieć od życia?
Wiec zwracam się z prośbą i apeluję – jeśli składam zupełnie nieudane
życzenia, w odpowiedzi na Wasze – takie kochane, pełne ciepła i serca – to możecie
być pewni, życzę Wam jak najlepiej!
Jeśli palę buraka – to samo! Jeśli głupio się szczerzę – a jakże, jesteście
najlepsi! Postanowienie noworoczne – nauczyć się składać życzenia. Kiedyś by w
końcu wypadało!
Szczere Kocisko
Człowieku, ja komuś życzyłam ostatnio "gwiazdek, jabłek z nieba i czego tam chcesz" i to wcale nie bliskiej przyjaciółce! Z kumplem się prawie pokłóciłam o życzenia, bo on miał inną wizję tego, co powinnam mu życzyć. Na drugiego kumpla zabrakło mi pomysłów, ale to był wyjątek... Koleżace życzyłam, żeby została prezydentem Ameryki... Jeżeli i tak cała klasa uważa cie za człowieka niepoważnego i zabawnego, jaki jest sens składania poważnych życzeń? I tak się nie spełnią, więc można się powygłupiać :D
OdpowiedzUsuńTak byłam mała, życzyłam rodzinie plastrów szynki. Chyba wygrałam :P
UsuńNajbardziej stresujący moment wigilii. Też ich nie lubię :/ złożone na wesoło jeszcze mi wychodzą, ale dla rodziny już wypada powiedzieć coś na poziomie "dorosłego i poważnego człowieka" i tu następuje gleba. Ajajaj.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, dlatego nie można tego pominąć, rzucić się na żarcie i po prostu być miłym? :D
UsuńMoja kumpela ma zwyczaj wrzeszczeć do każdego zbliżającego się do niej z opłatkiem człowieka: ,,życz mi podróży do Rosji!!" i żadnych innych życzeń nie uznaje. No, może jeszcze o męża Dymitra. To bardzo ułatwia sprawę... Moim skromnym zdaniem to oczywiste, że takie z trudem wypowiedziane, poplątane życzenia są szczersze niż wyrecytowana ,,formułka na każdą okazję". I takie zazwyczaj składam, chociaż w połowie już nie mogę wytrzymać, rozpędzam się, wpadam w słowotok...I zaczynam bredzić z głębin swojej duszy, którą niekoniecznie każdy powinien znać. W tym roku prawie zasugerowałam koleżance, że jest brzydka i prawie wyleciałam przez okno, przerażona tym co mówię. Widzisz, ci bardzo wygadani tez mają czasem przerąbane. No i ludzie źle się czują, kiedy oni mi ,,wszystkiego najlepszego" a ja im epistołę na dwie strony wierszem....
OdpowiedzUsuńHahaha ja się zdecydowanie wliczam do tych, co kwitują epistoły dwoma słowami :P życzenia to naprawdę dziwna sprawa :D
Usuń"jestem pod kolor do barszczu", trafnie to ujęłaś c:
OdpowiedzUsuńDziękuję ;)
Usuń"Raczej nie życzymy nikomu źle, raczej nikomu dobrze" ;p
OdpowiedzUsuńNie no, ja życzę wszystkim dobrze. From the bottom of my heart. [I wanna wish you a (??) Merry Christmas...] tylko to tak zostaje na tym bottomie. I ja koło ratunkowe rzucam, i kotwicę i wogle, tylko to jakoś nie chce wyjść. Więc klepię standardzik albo wywalam z czymś tak dziwnym, że ludzie myślą, iż jestem naćpana. To te wiecznie rozszerzone źrenice, mówię Ci.
Ogólnie to rok w rok myślę sobie, dlaczego nie mogę zjeść całego opłatka :X
Ładne - zostaje na bottomie <3
UsuńJa w tym roku na wigilii szkolnej w ogóle nie brałam opłatka, ale potem wychowawca oddał mi połowę swojego i co ja miałam biedna zrobić :P
serio? ja właśnie mam wrażenie że ludzie są mega agresywni, a te tłumy przyprawiają mnie o białą gorączkę :D i ekspedientki warczą, w sumie trudno im się dziwić, bo ludzie opanowani gorączką bożonarodzeniową doprowadzają wszystkich do szału.
OdpowiedzUsuńojej, nieśmiałość! u mnie to musi być coś innego, ale działa podobnie, bo też werbalnie składam słabe życzenia :p
ściskam świątecznie ♥
Jestem zaskoczona! Czyżby mój kochany Gorzów stanowił w tym względzie chlubny wyjątek? Albo chociaż trafiłam na dobry dzień? :D
UsuńWydaje mi się, że jest w ogóle dość niewielka ilość osób, które swobodnie i fajnie składają życzenia. Wybrańcy jacyś...
Wesołych! <3