... i spuszczam z siebie powietrze. Trzeba wam wiedzieć, że właśnie, po raz pierwszy w historii Szczerego Kociska, nie piszę do was w Wordzie. Tak, pisanie tekstu w Bloggerze zakrawa u mnie o szaleństwo.
Nie mam ochoty pisać na konkretny temat. Od konkretnych tematów jest gazetka szkolna (która - nareszcie - zaczyna się rozkręcać, dzięki fajnej ekipie, która się w tym roku na naszą redakcję zebrała). Zaczął się nowy trymestr, ostatni pełny trymestr, wypełniony po brzegi nikczemnym słowem na "M" a ja staram się nie stracić gruntu pod stopami. Robić wszystko, co do mnie należy, nie kolekcjonować czarnych dziur, pisać swoje, myśleć swoje, czytać swoje, wysyłać swoje wiersze, gdzie się tylko da w nadziei, że ktoś coś. I dbam o siebie, i traktuję siebie dobrze - ćwiczę, odżywiam się - nie tylko zaspokajam głód, śpię, unikam wszelkiej toksyczności, toksycznych ludzi szczególnie. Ale cały czas nie mogę poczuć spokoju.
To taki trochę zadanioholizm. Potrzeba sprawdzenia się na wszelkich polach. Strach przed porażką i przed byciem gorszym. Oczywiście, staram się z tym walczyć, ale cóż z tego, jeśli wywalczony zeszłorocznym olimpijskim wysiłkiem spokój i fakt, że wymarzone studia mam na wyciągnięcie ręki, gdyż kognitywistyka w Toruniu takich, jak ja chętnie przytuli do swojego serduszka, jeśli ktoś mówi mi "jak to, nie chcesz zdać rozszerzenia z matmy, myślałem, że jestem ambitna" i okazuje się, że to, co już zrobiłam nie ma dla ludzi żadnej wartości? (Wybaczcie za to wielokrotnie złożone, trudne do zrozumienia zdanie).
Chcę. Naprawdę bardzo chcę. Wszystkiego na raz. Ludzi, sukcesów, spokoju, czasu, czasu, czasu, wiedzy, pomysłów, czasu. I jeszcze - chcę nie czuć presji, jaką na siebie narzucam. Albo lepiej, jaką myślę, że na siebie narzucam. Bo jakoś ludzie wokół dają radę ze znacznie ciaśniej zagospodarowanym czasem - jakieś korki codziennie, kółka (trójkąty, kwadraty...), prace, związki. Ja zostałam bez niczego takiego, a mam wrażenie, że nie mam nawet czasu myśleć.
Nie, nie folguję sobie, nie oglądam seriali, nie pamiętam, kiedy ostatnio w coś grałam. Internet stał się z powrotem bardziej narzędziem, niż pożeraczem czasu.
I gdzieś w tym wszystkim jest blog. Który zdecydowanie przestał być formą szlifowania własnego stylu pisania, ani miejscem na pokręcone obserwacje. Teraz mam od tego wiersze, opowiadania i gazetkę. Szczere Kocisko staje się odskocznią. I chyba jesteście zmuszeni czytać tu coraz bardziej osobiste refleksje. Wiem, to się mija z tym, co przed dwoma laty sobie założyłam. Wybaczycie?

Zawsze jak Cię czytam to czuję szpilę przez Twoją wielozadaniowość i wielkie ambicje. W sumie zawsze dużo robiłam, ale nigdy tak konkretnych rzeczy jak Ty. I muszę Ci napisać, że nie raz mnie zawstydziłaś, a jesteś trochę ode mnie młodsza ;)
OdpowiedzUsuńChoć nie mam intencji nikogo zawstydzać ani wbijać szpili, muszę przyznać, że to mnie podbudowało. Bo na co dzień, w szkole itd. mam wrażenie, że robię strasznie mało strasznie nieważnych rzeczy...
UsuńWybaczam, bo sama tak robię... Więcej piszę o sobie, niz o tym, o czym bym chciała pisać.
OdpowiedzUsuńTen problem ludzi ambitnych... Chciałoby się wszystko. Mnie na równi fascynuje jezyk polski, biologia, fizyka, historia, wos, archeologia... Ale aby się tego wszystkiego nauczyć potrzebowałabym kilku żyć co najmniej! Bo widzę, jak uczą się przyjaciele z innych profilów i widzę, jakie mam, po gimnazjum, zaległości z tych pzredmiotów, których nie nadrobię, jeżeli będę traktować np. taka fizykę jako hobby między jedną a drugą rozprawką. Ja chcę więcej żyć..!
Taak, doskonale rozumiem strach przed byciem gorszym... Wybujałą ambicję mam we krwi. Razem z niską samoocena to złe połączenie.
Ba, zauważyłam, że dobrze się czuję, gdy cos organizuję, kombinuję, wymyślam, planuję, marzę... Hipis w swoim żywiole to Hipis pochylony nad mapą, robiący korektę pracy z kawą pod ręką i koniecznie na to narzekajacy :P
pozdrawiam
Oj, więc chyba jesteśmy pod tym względem bardzo podobne :)
Usuń