11 komentarzy:

  1. Fiński jest całkiem wporzo. Może trochę trudniejszy od polskiego z racji zwiększonej liczby przypadków. No i jest to język ugrofiński, z którym na co dzień nie mamy kontaktu. O ile norweskiego czy szwedzkiego łatwiej się nauczyć, bazując na angielskim czy bardziej niemieckim, to już z fińskim tak fajnie nie ma. Plus język, w którym kluczową rolę pełni długość głosek. Bo tuli znaczy ogień, a tuuli - wiatr xD A islandzki? :D kto go ogarnie, jest moim mistrzem.
    Mnie też ucieczka korci i domaga się uwagi. O ile samodzielne wyprawy mam już za sobą, nie mówiąc o przygotowaniach i planowaniu, co jest moją prawie ulubioną częścią podróżowania. Ale podejrzewam, że ucieczki, których pragnę, nie będą przyzwolone przez świat. Już moja mama wściekła powiedziała, że autostopem mogę się wypchać. Ale i tak będę stopować.
    Matura budzi we mnie mieszane uczucia. Chcę ją zdać, jak najlepiej. Nie mam zabezpieczenia w formie indeksu, zresztą... Ufam, że jeśli stanie się nie do końca tak, jak chcę, to widać tak powinno właśnie być. Oczywiście i tak zakuwam, by powtórki były lżejsze :P powodzonka i trzymaj się. Kłodzko jest kochane i Twierdza miażdży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczysz się fińskiego? :)
      Wydaje mi się, że każdy, czy prawie każdy na tym etapie zastanawia się nad ucieczką. Ciekawi mnie jednak, dlaczego mimo wszystko nie uciekamy. Czy naprawdę jesteśmy tak ambitni, że chcemy mieć tytuły naukowe i jak najszybciej iść do pracy i osiągać sukces,
      czy to bardziej jakaś taka kulturowa presja, że po liceum są studia itd. itd. Zastanawiam się również, dlaczego w Polsce nie funkcjonuje coś takiego jak gap year. Bo coraz częściej myślę, że to byłaby fajna - choć właśnie nie do końca społecznie akceptowalna - opcja...
      Oj, miażdży, szczególnie widoki na miasto :)

      Usuń
    2. Trochę go liżę ;p Kiedy mam czas.
      Może jest to pogoń za... no nie wiem, jak najszybszym staniu się dorosłym, poważnym człowiekiem? Raczej nie z własnej woli, po prostu napór innych, równie zagubionych ludzi to wymusza. Gap year to coś świetnego! Ale właśnie - bo to przecież przerywanie ciągłości nauki, ucieczka... Nie idziesz od razu na studia? => nie wiesz, czego chcesz, jesteś dzieciakiem, dziwakiem albo biedakiem. A potem kończy się studia, pędzi się do roboty i już nie przystoi uciekać. Zostają tylko wczasy w ciepłym kraju, na które ciułano cały rok. Oczywiście urlop w sezonie. Błagam, nie...
      Miasto z góry i z dołu jest cudne ^^ Byłaś tylko w Kłodzku?

      Usuń
    3. Jestem właśnie po rozmowie z moją mamą o gap year i - uwaga - jest za, więc mam szansę pobyć sobie dzieciakiem/dziwakiem/biedakiem jeszcze trochę. Czas pokaże :)
      Miałam przesiadkę we Wrocku, wiec i tak spędziłam kilka godzin ale to już taki bardziej turystyczny mainstream - rynek i okolice - bo nie miałam dużo czasu a byłam głodna i zmęczona ;)

      Usuń
  2. ach te pierwsze ucieczki :) mój pierwszy wyjazd bez rodziców to była, jak mi się wtedy wydawało, taka ucieczka, ale i tak to bardziej ogarnięte koleżanki wszystko za mnie załatwiły. dopiero potem zaczęłam się usamodzielniać, no i dobrze mi poszło :)
    a maturę zdasz śpiewająco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, mam nadzieję :)
      Najzabawniejsze jest to, że jak miałam już kilkukrotnie uciekać gdzieś z bardziej ogarniętymi osobami, dalej i z większym rozmachem, to nigdy się nie udawało - za każdym razem ktoś musiał zrezygnować, ktoś czegoś nie dopilnował i plany się sypały. Więc jestem tym bardziej zadowolona, że udało mi się i że ani przez moment nie wpadłam tam w panikę ani nie czułam się niepewnie :)

      Usuń
  3. Kłodzko? Teraz się zastanawiam, czy ja tam byłam, czy nie... Ach ta pamięć.
    Nie szkodzi. Dla mnie każde w mare stare miasteczko/miasto jest w porządku i cudowne.
    Godny rozważenia pomysł. Ucieczka od ludzi i normalnego świata, aby dokładnie obejrzeć sobie miejsce, które kiedys tak się spodobało. Nie ty pierwsza opowiadasz mi o takim pomyśle odciecia się od ludzi na jakiś czas. Dlatego juz po raz któryś zastanawiam się, czy ja tak po prostu potrafię.
    Sęk w tym, że zawsze byłam samotnikiem-nieszczęśliwym w swojej samotności samotnikiem. Teraz, zyskujac przyjaciół, trzymam się ich panicznie-jak tonący brzytwy- chociaż ten okres tak naprawdę powinnam przejść w podstawówce/gimnazjum. Czuje się strasznie opóźniona emocjonalnie, szczerze mówiąc.
    Z drugiej strony, kusi mnie samotność. Jestem osobą ogarnietą-gubię się, ale wychodzę z tego, zawsze mam mapę, chusteczki pod ręką, jestem "pakowna" i praktyczna, zorganizowana-samotne podróż nie byłaby dla mnie trudna.
    Ech, życzę powodzenia w dalszych ucieczkach i przeprowadzcce na Islandię... ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o opóźnienie emocjonalne, możemy przybić sobie piątkę, bo ja ludzi zaczęłam odkrywać dopiero jakoś rok temu :P a że od jakiegoś czasu znów zaczęłam czuć się źle w mojej samotności, z którą niezbyt miałam co zrobić, postanowiłam wybrać samotność na własnych zasadach, aby nie myśleć o tej innej. Zdecydowanie pomogło :)
      Och, dziękuję, na pewno po maturze sobie jeszcze gdzieś ucieknę... może na Islandię ;D

      Usuń
  4. bardzo ładne. ucieknijmy wszyscy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, uciekajmy, ciekawe co by się stało, jeślibyśmy wszyscy uciekli :)

      Usuń
  5. Aw, ile razy uciekam. Zwłaszcza przed olimpiadą miałam taki stan - nie dlatego że się jej bałam, tylko po prostu ze zmęczenia materiału. Iść sobie gdzieś. Zająć się czymś innym, jakąś inną robotą, byleby nie te same problemy co wcześniej. Uciekałam choćby na pobliskie łąki, jako że dali mi kilka dni wolnego :D Regularnie uciekam do miasta - właściwie całe może życie skupia się obecnie na uciekaniu od wsi w której mieszkam. Wyjeżdżam wcześnie rano, wracam wieczorem, byleby jak najdłużej być daleko, w mieście, wśród ludzi, obojętnie, znanych czy nieznanych. Ale moje miasto też niedługo mi się znudzi i ucieknę do innego. Dlatego nieszczególnie podoba mi się idea Gap year. Co bym miała w tym czasie robić? Wrócić do mojej wsi, zdziczeć na nowo? Już szybciej pojechałabym do innego miasta i zaczęła pracować, ale kto chcę do pracy humanistę po liceum?
    Chciałabym podróżować i będę to robić, nie ma obaw. Wiecznie mnie gdzieś ciągnie, choćby na drugi koniec miasta, ale też wiecznie ciągnie się za mną widmo braku pieniędzy, które skutecznie sprowadza mnie na ziemię i stawia jasne warunki. Dlatego zamiast uciekać, staram się wziąć życie we własne ręce, ogarnąć artystyczny nieład i jednak zostać.

    OdpowiedzUsuń