Gdzie kończą się zainteresowania,
plany na przyszłość i marzenia, a zaczyna się wyścig szczurów i moda? Co może
wyniknąć z owczego pędu i powtarzania zabobonów? I czy człowiek w wieku nastu
lat może ze stuprocentową dokładnością stwierdzić, co będzie robić w
przyszłości? Takie pytania choć raz powinny pojawić się w umyśle co bardziej
rozgarniętych licealistów. W moim się już pojawiły i zdążyły zasiać ferment.
Dlaczego?
Po okresie, kiedy to wśród
młodych ludzi powodzeniem cieszyły się kierunki humanistyczne: psychologia,
socjologia, kulturoznawstwo, marketing i zarządzanie, powiedziano „Stop!”.
Potrzeba nam specjalistów, zarządzających mamy już dość. I prawidłowo, to
trzeba było przerwać. Jak wiadomo, społeczeństwo musi być wykształcone
różnorodnie, w przeciwnym razie bezrobocie wita. Więc stworzono kierunki
zamawiane, politechniki otworzyły gościnnie swoje drzwi i obiecały studentom
sukces. I poszło…
Teraz, w liceum, w którym się
uczę jest około 20 humanistów i 160 ścisłowców. Ścisłowcy to w większości
ludzie marzący o medycynie, kryminalistyce lub bliżej nieokreślonej
biotechnologii. Dam sobie rękę uciąć, że
wielu z nich nie należy do szczerych fanów chemii, fizyki i szczególnie
obleganej biologii. A co z resztą? Humaniści stali się obiektem drwin, krążą
memy o ich przyszłości na kasie w KFC, przynajmniej raz dziennie słyszy się
wypowiedziane drwiącym głosem „Humaniści…”, ten trend dosięgnął nawet
nauczycieli.
Nastąpiło przebiegunowanie. Brakuje
nam biotechnologów, patologów, a lekarze zawsze będą potrzebni, jednak wszystko
ma swoje granice. Ale owczy pęd ma to do siebie, że dotknięte nim osobniki nie
widzą tych granic. Najprostszy przykład? Z supermarketu (w supermarketach jest
wszystko, więc przykład też się znajdzie)! Kiedy otwarte są dwie kasy, przy
których zdążyły ustawić się długaśne kolejki, otwiera się trzecią, by
rozładować ruch. Wtedy zwykle większość kolejkowiczów przenosi się do owej
kasy. Rezultat? Jedna bardzo długa kolejka, dwie wolne kasy. Każdy próbuje
poprawić swoją sytuację, choćby podczas robienia zakupów. Więc kiedy młodzi
ludzie słyszą, że nie dostaną pracy wybierając kierunki humanistyczne,
automatycznie wolą ścisłe. W ten sposób pasjonaci historii i języka polskiego,
pozostając wiernymi swoim pasjom, mogą na tym wyjść bardzo dobrze – nie mają
konkurencji.
A pozostali? No cóż, ci bez smykałki do nauk przyrodniczych daleko nie
zajdą. Zaszkodzą nie tylko sobie, ale i tym, który ową smykałkę posiadają,
zajmując im miejsca i ograniczając możliwości, nie wiedzieć czemu, zawsze równa
się do najgorszych… Nie zdziwię się, jeśli niebawem w eter pójdzie informacja,
że brakuje wykwalifikowanych sprzątaczy, śmieciarzy i monterów anten
satelitarnych. Rada: jeśli taką informację usłyszycie i staniecie przed wyborem
zawodu, najgorsze co możecie zrobić, to w nią uwierzyć.
Szczere Kocisko
Brak komentarzy: