Oto zbliża się nieuchronny koniec przerwy świątecznej i co? Rozumiem, że wszystkie
plany zrealizowane, wszyscy odwiedziliśmy lekarza, z którym i tak zwlekaliśmy długo, zrobiliśmy projekty, zanim czas będzie naglić, posprzątaliśmy tą
tajemniczą szafkę, w której kryje się niewiadomoco,
znaleźliśmy czas na rozwinięcie swojej nowej pasji oraz przyłożyliśmy się do ćwiczeń, aby
zrzucić to, co przyniosło gwiazdkowe obżarcie. Bzdura! Jestem przekonana, że wielu z nas nie kiwnęło
nawet paluszkiem. Mam się pogniewać?
Kiedy zauważyłam, że środa
magicznie przemieniła się w niedzielę, ogarnęło mnie lekkie przerażenie i
zdenerwowanie. Tyle miałam przecież zrobić, tyle zacząć, tyle skończyć.
Początek przerwy świątecznej był dosyć nerwowy, fukałam na około, nie wiedząc w
co ręce włożyć. Jak tek ten przysłowiowy głupek, co biega z pustą taczką w tę i
nazad, i jest tak zapracowany, że nie ma czasu rzeczonej taczki załadować.
Teraz dochodzę do wniosku, że fizycznie wykonalną część moich planów da się
załatwić w jeden dzień. Po co był stres?
Nie wiem po co, ale myślę, że należy
obwiniać ludzką naturę. Bo co było impulsem do odkrywania, wynajdowania i
szukania, gdy jeszcze siedzieliśmy w jakże przytulnych jaskiniach? Ułatwianie
sobie życia, droga na skróty, lenistwo.
Więc perspektywa robienia czegoś w czasie teoretycznie wolnym może
budzić panikę. To już lepiej poganiać w pustą taczką. Ale z kolei tak ganiając,
można uwierzyć w to, że rzeczywiście wykonuje się bardzo ważne i konieczne do prawidłowego
funkcjonowania zajęcie.
Więc co? Może lepiej zupełnie nic
nie robić? Oj nie. Nie ze mną te numery. Wystarczy się uspokoić, zapalić… zapachową
świecę, oczywiście! Wyrzucić znerwicowane myśli z naszej taczki i zapełnić ją
mądrze, logicznie. I znaleźć czas na odpoczynek, uśmiech. Cytując moją nauczycielkę historii „Macie
akurat tyle czasu, że i do kina, i na dyskotekę pójdziecie, i projekt z
historii dacie radę zrobić”. Więc czemu mielibyśmy nie dać rady?
Zaczęłam zastanawiać się, czy
pośpiech dzisiejszego świata nie jest tylko pozorem. Czy przypadkiem ludzie nie
biegają ze swoimi pustymi taczkami. I miedzy łykiem kawy, a kęsem kanapki po
prostu nie mają czasu, by zauważyć, to
co mieli do nich załadować, leży gdzieś obok i spokojnie czeka. A takie czarne
dziury, co pożerają całe tygodnie, mają za zadanie po prostu zaskoczyć naszych
- tak bardzo zajętych – ludzi. Żeby załadowali taczki.
Szczere Kocisko
Brak komentarzy: