Moje dzisiejsze przemyślenia na temat jakże mi bliski, temat edukacji, wychowania i ogólnie przyjmowanej przez młodych ludzie drogi, zaczęły się, kiedy przeglądając 9gag trafiłam na pewien obrazek. Przedstawiał Dave’a Grohl’a wskazującego na siebie i wypowiadającego słowa „Stay in school and don’t do drugs, cause look what happens!”. I nie do końca miałam pomysł jak to zrozumieć. Bądź grzeczny, bo jak nie to spełnisz swoje marzenia, będziesz ważną postacią w współczesnej muzyce i życie ci się uda? Postanowiłam poświęcić biografii Grohl’a więcej czasu w poszukiwaniu wyjaśnienia. Otóż muzyk miał poważne problemy zdrowotne spowodowane przedawkowaniem … kawy.
Mimo małego rozczarowania, nie przestałam zastanawiać się nad sensem tychże słów. I nad sensem wspomnianej w nich szkoły. Bądźmy dobrymi uczniami. Miejmy stuprocentową frekwencję. Zdobywajmy najlepsze oceny. Dostańmy się do najlepszych liceów/ techników/ na najlepsze uniwersytety/politechniki. Znajdźmy dobrze płatny etat. Kupmy mały domek na przedmieściach. Kupujmy dużo niepotrzebnych rzeczy w supermarketach, za ciężko zarobione pieniążki. Wyjeżdżajmy na wakacje do Egiptu. Miejmy dzieci. One też niech będą dobrymi uczniami, itd. itd. itd. Stwórzmy szczęśliwe, głupie, szare społeczeństwo. Stwórzmy nowy, wspaniały świat. I brnijmy w to. Dalej i dalej. Posłuchajcie moich rad, a na pewno będziecie na dobrej drodze by ziścić treść książki Aldousa Huxleya. Nie, lepiej ich nie słuchajcie! Bo ja nie chcę żyć w takim świecie… Co ciekawe, Szwecja, za którą ludzie tak szaleją, jest już blisko tego „ideału”.
Wspomniana w poprzednim wyrobie felietonopodobnym pani od historii, często skłania mnie do przemyśleń. Dziś powiedziała „Mówią, że podczas II wojny światowej jako jedyni zachowaliśmy się idealnie. Że cały czas staliśmy po właściwej stronie barykady. Że nie współpracowaliśmy z Hitlerem, choć podobno mogło nam to wyjść na dobre. No, i pięknie! Pięknie! Ale co z tego?” Właśnie. Można być wzorem, a jednocześnie nic sobą nie reprezentować. I odkąd poszłam do liceum - bardzo dobrego, zaznaczę - coraz częściej się z tym stykam. Dobry nauczyciel nie zrobi nic, gdy otępiałe stadko nawet nie próbuje śledzić jego myśli, uczestniczyć w rozważaniach. I muszę przyznać, że szlag mnie trafia, kiedy widzę, jak bardzo mądrzy, wiele wiedzący ludzie siedzą cicho, bo nie chce im się angażować. W tej sytuacji wolę już niewiedzących o czym mówią, pseudointeligentnych zawracaczy głowy. Z takimi to chociaż kłócić się można. To zjawisko wprawia mnie w lekkie przerażenie, ponieważ w gimnazjum nie zauważyłam jego istnienia. Dwójkowi i trójkowi uczniowie potrafili wyrażać swoje poglądy, bronić ich. Moja klasa potrafiła sama wymyślić, że nakręci film na podstawie lektury i efekty były świetne. Co roku! A tu jesteśmy przesiani, wyselekcjonowani, z najlepszym wynikiem testów gimnazjalnych, laureaci olimpiad. Zdawałoby się – elita. A większość nie potrafi opowiedzieć nic o ostatnio przeczytanej książce! We wszelkie szkolne działania jest angażowany zwykle stały skład, któremu udało się przebić. Reszta po prostu egzystuje, może się boi zaangażować, może nie ma informacji, co i gdzie można zrobić. Ale na pewno lwia część tej reszty cierpi na tumiwisizm. Na kolejną chorobę cywilizacyjną. Teraz to nauczyciele wychodzą z inicjatywą i każdy musi wykonać projekt z większości przedmiotów, uczestniczyć w działaniu społecznym na WOK-u. Minimalne zaangażowanie stało się zwykłym szkolnym obowiązkiem. Smutne.
Jak to powiedziała pani od historii (moje żywe źródło cytatów) „Trzeba mieć to coś!”. Właśnie… Kiedyś miałam zupełnie inny pogląd na ta sprawę. Myślałam, że najważniejsze to wypełniać swoje obowiązki i zachowywać się tak, jak trzeba, nie robić tego, czego niewolno. Myślałam, że to wystarczy. I choć dalej uważam te rzeczy za ważne – w każdym razie dla mnie – widzę, że to nie wszystko. Jeszcze trzeba mieć swój cel. Wiedzieć, co się robi i co chce się tym osiągnąć. I tu wydaje mi się, że dostanie się na prawo lub medycynę nie jest wystarczającym celem…
Szczere Kocisko
Stawianie oporu Hitlerowi to to samo co podążanie utartą ścieżką i niewychylanie się? Powiedziałabym, że raczej odwrotnie...
OdpowiedzUsuńCzytanie ze zrozumieniem to to samo, co wyciąganie z kontekstu pojedyńczych zdań? Powiedziałabym, że odwrotnie...
UsuńW tamtym przykładzie chodziło o to, że poza staniem po właściwej stronie i heroiczną walką, nie robiliśmy wokół siebie nic, nie potrafiliśmy znaleźć sobie realnych sojuszników, pozycji itp. Z resztą nieważne. To nawet nie moja myśl, czemu mam jej bronić...
To, co napisałaś w komentarzu ma sens. Ale nie napisałaś tego w notce. Po stwierdzeniu, że "nie współpracowaliśmy z Hitlerem" pojawia się komentarz "Ale co z tego?", a potem Twoje zdanie: "Właśnie. Można być wzorem, a jednocześnie nic sobą nie reprezentować". To zabrzmiało tak, jakbyś mówiła - fajnie, Polacy byli wzorem (moralnym?), ale to nie ma żadnego znaczenia. O tym, że Polacy nie potrafili znaleźć sojuszników itp. nie ma w notce mowy, więc nic dziwnego, że zrozumiałam to niezgodnie z Twoimi intencjami...
Usuń