Przecież my nawet jednego miasta nie
potrafimy kochać jak trzeba!
Gdziekolwiek jesteśmy nasze idealnie miasto odsuwa się od nas o kolejne
kilometry. A my siedzimy i marudzimy. Bo nic się nie dzieje, bo ludzie dziwni,
bo budynki szare. Bo psie kupy zdobią trawniki, bo dziury w drogach, w nogach i
w naszych głowach. Idziemy przed siebie, stałą ścieżką. Byleby dostać się z
punktu A do B, cały odcinek |AB| mamy
zupełnie gdzieś. No może z wyjątkiem psich kup, dziur i obszarpanych tynków.
Nie podnosimy głowy, nie wiemy o istnieniu czegokolwiek poza zasięgiem naszego
wzroku. W rozjazdach za to lubimy nie lubić środków masowego transportu,
turystów, dróg jednokierunkowych, nastroju, pogody i miliona innych rzeczy.
Przecież my własnych idoli
mieszamy z błotem. Sportowców, bo nie zawsze wygrywają. Ulubione zespoły za ich
najnowsze płyty – zawsze najgorsze, z zasady. Blogerów, vlogerów, youtuberów bo
im bogatsi tym mniej śmieszni i w ogóle sprzedali się. Nauczycieli, bo zbyt
wymagający, za mało wymagający, wredni, nie wredni, kiedyś byli lepsi. A tak
naprawdę wcale nie byli, tylko my byliśmy głupi i ślepi, i niezrozumiale
wyrozumiali. Przyjaciół bo siarę robią, bo głowę zawracają, bo straszni i mają
wszystko gdzieś. Wszystko gnój. Ziemia, niebo, ciało Hioba, gnój jak to napisał
Różewicz…
Siedźcie sobie i nic nie lubiąc,
narzekajcie, przecież jesteście ponad… Ponad co? Ponad możliwość zmiany
czegokolwiek? Ponad chęci? Czy może to wasze, nasze akty maruderstwa są ponad
ogólną potrzebę marudzenia? Jeśli kiedyś posiądę odpowiednie umiejętności,
stworzę system pozyskiwania energii z dotychczas bezcelowego narzekania.
Delikwenci będą na przykład umieszczani w kołowrotkach z prądnicami i swoją negatywną
energię będą wysyłać w postaci prądu wprost do mojego laptopa, a ja poprowadzę
internetowe badania jakości energii
elektrycznej pozyskiwanej z surowca narzekającego. Ewentualnie
rozpalonych nienawiścią osobników zanurzę w lodowatej wodzie, by ochłonęli, a
powstałą parę wodną wykorzystam na zasadzie maszyny parowej. Skoro wspomniana para
wodna jest gazem, sądzę że znakomicie przyjęła by się nazwa „gaz głupkowy”. Ale
dość o moich planach na przyszłość…
Zapraszam do lubienia. Nie, nie
różnych wymyślnych stron na twarzoksiążce. Zapraszam do lubienia tak po prostu.
Lubię Gorzów za ukryte przed wzrokiem ślepych na jego piękno miejsca. Lubię
Zieloną Górę za deptak, palmiarnię i wiele miejsc, których nie pamiętam. Lubię
Poznań, Warszawę, Kraków, za bycie kolejno Poznaniem, Warszawą i Krakowem.
Lubię nawet Pszczynę! Za Wodną Wieżę i miasteczkowy urok. Lubię Paryż, lubię
Amsterdam, lubię Wenecję, Berlin, San Marino i Kopenhagę. Lubię wiosnę, lato
oraz jesień! Lubię zimę, za to, że wcale jej nie lubię, za widok znikającego
śniegu i wychodzącego słońca, który daje mi tyle frajdy!
Nie lubię? Ludzi, żył, węży, ryb
i ślimaków…
Szczere Kocisko
Brak komentarzy: