Jak już wiecie, nie czuję się nastolatką. Teraz przyszła kolej na
następne wyznanie. Nigdy nie zrozumiem kobiet. Takich typowych kobiet. Takich,
które można znaleźć, od niechcenia przeglądając blogostefę. Takich, dla których
tworzone są kolorowe magazyny i reklamy karm dla kotów. Adresatek bloga Audrey
Kitching i kanału CutiePieMarzia. Kobiet chudnących z Ewą Chodakowską,
wcierających we włosy kozieradkę, zbierających obrazki z inspiracjami,
adorujących serialowe pary. O ile istnieją przedstawicieli płci pięknej
faktycznie reprezentujące przynajmniej 2 z wymienionych cech – nie rozumiem
ich.
Nie jestem chłopczycą. Naprawdę, takie stwierdzenie bardzo mijałoby się
z prawdą. Rozczulam się na widok zwierzątek, lubię małe dzieci, słucham troszkę
babskich zespołów. Przynajmniej raz w tygodniu muszę ubrać spódniczkę, cieszę
się, gdy mam okazję wyglądać uroczo. Lubię patrzeć na ładne rzeczy i mieć
względny porządek wokoło. Płaczę na filmach, ale nie na tych romantycznych. Ani
na poważnych, tylko na „Madagaskarze”, a ostatnio na komedii „Kick-Ass 2”.
Lubię się z brązowym tuszem do rzęs, z kremem BB, czasem z kredką do oczy, czy
z duetem składającym się z białego i brązowego cienia do powiek.
Tym bardziej czuję się kompetentna, aby stwierdzić, że kobiecie
całkowicie wystarczą 3 pary butów. W moim przypadku są to glany, trampki i
baleriny. Nie potrzeba na nie dużo wydawać, może teraz kogoś zaskoczę, ale
zwykłe, czarne trampki z Deichmanna wyglądają i sprawują się równie dobrze, jak
Conversy. Nie potrzeba mi też wielu kosmetyków i kupuję następne dopiero, gdy
obecne są już na wyczerpaniu. Całkowicie zadowala mnie oferta drogerii w
pierwszym lepszym centrum handlowym, nie potrzebuję specjalnego szamponu z
Internetu, ani bardzo drogiego mydła z liścia laurowego, czarnuszki, oliwy z
oliwek i innych składników obiadu. Najfajniejszą odżywką do włosów jest moim
zdaniem zwykła woda pokrzywowa i mam gdzieś to, ile jest w niej alkoholu, a
najlepszym kremem – Nivea Soft. Nie zwracam uwagi na kształt i rodzaj „zębów”
mojej szczotki, ważne że da się nią uczesać. Nie wpadam w popłoch, gdy moim
włosom zdarzy się zelektryzować. Lubię patrzeć na torebki z Restyle, czy
Glovestar, ale nigdy ich nie kupię, bo i tak wolę swój stary plecak. Nie oglądam
seriali, bo wkurzają mnie problemy bohaterów, a po co się wkurzać na siłę. Albo
jeszcze lepiej – ekscytować się życiem osobistym nieistniejących ludzi. Czy na
około brakuje osób, które na siłę demonstrują innym całe swoje życie? Nie jaram
się balami i pompatycznymi okazjami do wskoczenia w sukienkę – jak już mówiłam
ta część garderoby ma swoje stałe miejsce w moim życiu. Nie dbam o to, że
odprysnął mi lakier z paznokcia i nie lubię mieć na głowie skomplikowanych
upięć – jeśli coś ogranicza moje ruchy, jestem zła i wyobcowana. Mam gdzieś, z jakiego materiału jest moja
koszulka, o ile jest wygodna. Za nic w świecie nie wejdę w szpilki - lubię moje
kości w całości.
Jestem normalną młodą kobietą, nie maniaczką. Nie wyobrażam sobie, jak
to jest poświęcać tyle energii swojemu zewnętrzu. Staram się utrzymać harmonię
między ciałem, a duchem. Nie boję się upaprać ani wziąć pajączka w ręce. Moje śniadanie nie musi być dziełem sztuki –
zadowolę się jajecznicą w solą. I wierzę w to, że nie jestem wybrykiem natury, a
Internet kłamie!
Szczere
Kocisko
Ja nie ogarniam ostatniego szału na ćwiczenia z niejaką Chodakowską. Nigdy nie pojmowałam też obsesji na punkcie serialów pokroju "Skins" czy "Plotkara". Kompletną abstrakcją są dla mnie również blogi szafiarek.
OdpowiedzUsuńCo mnie zaś łączy z klasycznym typem kobiety? Strach przed pająkami urastający do rangi fobii. Płacz na filmach, ale tych najsmutniejszych (ostatnio na "Now is good"). No i oczywiście obcasy <3
Przecież pajączki są spoczko. Nic nikomu nie robią bez powodu, łapią muchy, dekorują wnętrza gustownymi sieciami ;P
UsuńTo jak śmieszne, bimo tak z rok, czy dwa lata temu mogłam normalnie chodzić w obcasach. Teraz chyba nie dałabym rady. Ja po prostu ciągle hasam i baaardzo szybko chodzę po mieście ;P
W większości opisanych sytuacji mam tak samo jak Ty. Jestem normalna, nie przesadna. Chociaż zdarzy mi się zdenerwować stanem moich włosów, butów w mojej szafie jest trochę więcej, a pająków się brzydzę to nie skupiam się tak bardzo na swoim wyglądzie. Czasami mam ochotę posiąść całą tę magiczną wiedzę, która robi z kobiet boginie, ale szkoda mi na to czasu.
OdpowiedzUsuńCzasami się zastanawiam, czy te boginie myślą czasem o czymś innym. Naprawdę, wiem jak mi ciężko wysupłać chwilkę na zrobienie paznokci, czy maseczkę raz na ruski rok. Więc jak one wyrabiają z jakimiś obowiązkami domowymi, pracą, innymi zajęciami...
UsuńMoże nie zarabiają na siebie, nie zajmują się domem i jednocześnie nie studiują? Wtedy łatwiutko na wszystko znaleźć czas, choć ja twierdzę, że i te trzy rzeczy można pogodzić z rozwojem intelektualnym i dbaniem o siebie. Ot, co - odpowiedź. :)
UsuńKurczę, czy tylko moja doba jest tak krótka? ;/
UsuńMoja metoda - prawie nie spać(za chwilę idę zrobić pranie rodzeństwu sooo...:P).
UsuńJak można rezygnować z najfajniejszej części dnia?! ;D
UsuńNo to witam w klubie, ja też nie maluje się zbyt często, rzadko chodzę w spódniczce i osobiście wolę tuniki. Mam skórzaną torebkę z ZARY, z którą rzadko chadzam, bo też wolę plecak, rozczulam się na widok małych zwierzątek, na filmach płaczę rzadko, niemal wcale. Nie uważam siebie za jakieś coś dziwnego, wolę być sobą niż kimś kim nie jestem.
OdpowiedzUsuńNo i oczywiście jak zwykle zapomniałam dodać namiar :P
Usuńhttp://pi-razy-drzwi.blogspot.com/
I bardzo dobrze, nie ma sensu udawać. Hmmm, fenomen zary, wygląda podobnie jak szał na h&m, gdy byłam młodsza. A ja nic kompletnie w tym sklepie nie widzę
UsuńGdzieś słyszałam, że prawdziwe kobiety płaczą na Zielonej Mili a małe dziewczynki na komediach romantycznych(chociaż ja na nich nigdy nie płakałam, bo oni zawsze tak głupio umierali np. uderzali w mur głową[wtf?!])
UsuńA fenomen zary? No proste - ZARA JEST DROGA WIĘC STAĆ NA NIĄ BURŻUIIII. Dlatego każda szafiarka w niej kupuje. <3
UsuńDobra, więc kto płacze na głupich, amerykańskich komediach i na kreskówkach?
UsuńOk, już rozumiem... Tylko... Nawet nie ma tam nic ciekawego ;c
Dzieci?
UsuńAwww dziękuję ^^
UsuńTrochę kłamie, bo jednak mimo wszytko nie ma wcale aż tak dużo osób, które do tego stopnia świrują na puncie wyglądu, eko-kosmetyków, organicznego jedzenia i tych wszystkich innych dziwactw, na które ostatnio jest moda. A przynajmniej ja w realu zbyt często takich dziwaków nie spotykam ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ania z tripleAworks.blogspot.com
PS Co do butów z Deichmanna i Conversów to się nie zgodzę, bo trampki z tego pierwszego starczają mi zazwyczaj na jakieś pół roku dosyć intensywnego noszenia (miałam już parę razy), a moje conversy noszę już czwarty rok ;) Generalnie nie jestem fanką drogich butów (ani ubrań - zazwyczaj kupuję w second-handach), ale czasem warto postawić na dobrą firmę ;)
Uff, to dobrze, już się bałam, że nie jestem prawdziwą kobietą ;P
UsuńChyba jestem wymagającym chodzaczem, bo jedne i drugie w moim przypadku po roku nie mają podeszwy ^.^ w ogóle kiedyś w Deichmannie były do kupienia Conversy bez znaczka. W sensie te same buty z tej samej fabryki, ale niefirmowane. Tak samo jak można kupić laptop Asusa o połowę taniej jako e-machines. Ale to inna bajka :)
Wydaje mi się, że dużo jest takich kobiet, jak Ty, czy ja. Bo mam identycznie. Z jednym wyjątkiem, ćwiczę z Ewką. ;) Wiesz, ja ostatno jak ubrałam spódnicę to moja babcia myślała, że zawału dosatnie albo ducha zobaczyła, bo ja i spódnca? Ta sama osoba, która przez jakieś 11-12 lat nie miała na sobie ani sukienki ani spódnicy? :D
OdpowiedzUsuńTrampki to najwygodniejsze buty na świcie, zresztą dwie pary, baleriny, kozaki i buty do biegania to wystarczająca ilośc do każdego zestawu podejdzie ;)
Spódniczki są fajne ^^
UsuńOj, widzisz, zapomniałam napisać o butach do biegania ;)
Powiem Ci, że moje mniemanie o sobie jest dość niskie i mimo, że spódniczki mi "leżały" i sukienki to ich nie nosiłam. Zdecydowanie bardziej wolę załozyć dzinsy, jakiś t-shirt bluzę i tyle mi wystarczy. Nawet jeśli musiałabym wygladać elegancko, bo tak by wypadało, to jedyne co w tym kierunku zorbię to podkręcę włosy, jesli same tego nie zorbiły ;D
UsuńWłaśnie zauważyłam, że dużo fajnych dziewczyn nie może się zdobyć za założenie spódniczki, czy sukienki, hmm...
UsuńPowiem Ci, ze ja też to zaobserwowałam i zastanawiam się czemu. Jest kilka powdów, które przychodza mi do głowy. M.in. jest to dość nie wygodne jeśli chodzi o swobodę ruchów (oczywiście zależy od korju, ale mówie ogólnie).
UsuńNo tak... Ze spódniczką trzeba się najpierw zastanowić zanim się usiądzie na podłodze albo zacznie podskakiwać, czy coś ;P
UsuńO szpilkach mogę zapomnieć, bo z moją koordynacją ruchową, przewracam się w trampkach (za dwie dychy, nie za dwieście). Nie maluję się, bo wolę dłużej pospać. Sukienki kocham, uwielbiam chodzić w rozpuszczonych włosach i często się zakochuję (niestety bez wzajemności). Coś z kobiety we mnie jest, ale nie mogę się nią nazwać, bo wyglądam jak dziecko.
OdpowiedzUsuńJa przewracam się w glanach, jak po przerwie zakładam je na jesień, więc możemy sobie przybić piątkę ;P
UsuńNo to piona! :D
UsuńA ja lubię większość tych rzeczy pamiętając, że dla dobrze zorganizowanego umysłu zawsze jest czas na wszystko. Buty? Czemu nie, lubię mieć kilka par najlepiej a'la litów + trampek. Moje włosy na alkohol reagują krzykiem więc szampon bez SLS także czemu nie. To samo z drewnianą szczotką. A kosmetyki? Lubię ich używać, lubię dbać o siebie więc czemu mam sobie tej przyjemności odmawiać? Robię kropeczkę na liście z kosmetykami gdy jakiś zaczyna mi się kończyć i tyle, oszczędzam tym czas. A kosmetyki bio? Podejrzewam, że nie są testowane na zwierzętach a temu procederowi wiele osób jest przeciwnych stąd ich popularność, choć ja osobiście wolę kasę z konta marnować na książki z cudnego allegro niż nowości z bio sklepów. Poza tym co w tym złego, że ktoś nie lubi się pocić w koszulkach i zerka na skład? W moim przypadku te lipne z sieciówek typu EJDŹENDEM odpadają i jakoś muszę z tym żyć. Ale czy to wystarczający powód żeby stwierdzić, że jestem typową, wkurzającą kobietą? Nawet jeśli do śniadania(ładnego, brzydkich dań nie jadam, bo mam problemy z nadwagą) włączam Breaking Bad(nie mam już moralności przez ten serial tak samo jak po pierwszej serii Prison Break) albo czytam Gombrowicza? Podsumowanie - wszystko jest dla ludzi i jeśli ktoś wariuje na punkcie kosmetyków bio albo zdrowego jedzenia to nie oznacza to, że nie ma czasu na nic innego. Jasne, można mieć jedną parę majtek, stanik i mydło i jeść suchy chleb a resztę przeznaczać na cele charytatywne i książki tylko...co to wtedy za życie? Powyższe rzeczy nie przeszkadzają mi w osiągnięciach. Czy czuję się gorsza przez to, że lubię te rzeczy? Nie, bo nie przeszkadzają mi one także grać w gry komputerowe(no dobra, w tym jestem akurat beznadziejna, ale lubię) i ziewać na widok Chodakowskiej, której szczerze nie trawię. Więc - wszystko z umiarem, a nie każdy, kto lubi robić inne rzeczy jest wybrykiem natury. :)
OdpowiedzUsuńSpokojnie, też lubię kosmetyki, tylko potrafię się powstrzymać jak widzę 5. odcień fioletowego lakieru do paznokci, który mógłby się potencjalnie znaleźć na mojej półce.
UsuńNie neguję tego, o czym piszesz, nie mówię, że to jest złe. Po prostu tego nie ogarniam, nie potrzebuję i czasem wkurza mnie to, że Internet-Władca-Świata zdaje się tego ode mnie oczekiwać. Krzyczy, że nie powinnam kupować kremu nawilżającego w drogerii, bo po 20 sekundach dostanę rumień. A ja kupuję i nie dostaję. I Internet się gniewa. Rozumiesz, o co chodzi? Czytam sobie "Blogerki zniszczyły mi życie" i zaczynam się zastanawiać, kim ja w końcu jestem. Bo zdjęcia obiadu mnie nie kręcą, wcierki do włosów mnie nie kręcą, podobnie jak wszelkie thinspirations i nienawidzę portalu jakim jest wizaz.pl
Niby nie negujesz, ale zaznaczasz, że nie jesteś maniaczką, bo tego nie lubisz.
UsuńPS. Jeśli nie masz cery wrażliwej(ja) lub alergicznej(też ja) to spokojnie możesz kupować kremy w drogeriach, mnie niestety to dobrodziejstwo omija. To jest napisane na opakowaniach.
Bo ja tego nie lubię. Cały post odnosi się do tego, jak bardzo ja, jako osoba, nie wpasowuję się w ramy bycia kobietą w sposób prezentowany i promowany w sieci. Chyba normalne, że to mnie wkurza...
UsuńNormalne, że każdego coś wkurza, ale użycie przymiotnika "maniaczki" w stosunku do osób innych niż Ty jest trochę nieetyczne.
UsuńI tu mnie nie zrozumiałaś. Chodzi o nazwy: włosomaniaczki, lakieromaniaczki... Same się tak ochrzciły, więc cóż poradzę?
UsuńHm, rzeczywiście, zwracam honor i już nie czuję się urażona. :)
UsuńPS. cośtammaniaczka brzmi jeszcze w miarę. Tylko czemu jeśli akurat jak ja, kocha się człowiek w książkach, to jest nazywany jakimśtamFILEM?
UsuńTo się cieszę ;)
UsuńBo książki wydają się bardziej wzniosłą rozrywką, to i nazwa musi być bardziej wymyślna. A że stawia w jednym szeregu ze zboczeńcami i leukocytami, to inna sprawa ;P
U mnie to wygląda tak, że w gimnazjum uczyli, że owoce zawierając cukry proste podnoszą poziom glukozy we krwi i szybko stajemy się po nich głodni. Na dodatek są szybko trawione i mnie osobiście wzdymają więc wole białkowe kolacje. Tylko jak można brać się za odchudzanie i nie wiedzieć takich podstaw? :)
OdpowiedzUsuńPS. Bo plasterek sera to zamaskowany ninja!
~Askadasuna - co do karm dla zwierząt chodziło mi o reklamy. Zauważ, że są robione identycznie jak reklamy jakichś kobiecych przekąsek... Zobacz taki mus Sheba ;P. Za skrzyp się kilka razy brałam, ale jakoś nie jestem zbyt wytrwała jeśli chodzi o wpylanie tabletek :P
OdpowiedzUsuńAle wiecie, że tak naprawdę te bajki o tym, w jakich godzinach, co trzeba jeść są mało prawdziwe? To znaczy - oczywiście, jak się napchasz przed snem, nie będzie najlepiej, podobnie po zjedzeniu wzdymających rzeczy, ale te godzinowe ograniczenia są mocno naciągane. Każdy powinien jeść to, co mu służy, w ilościach, wtedy, kiedy czuje taką potrzebę. Jedzenie to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, no!
Możemy się spodziewać jakiegoś wpisu o osobach, które sobie cenisz z charakteru, osobowości, z Twojego otoczenia? Szkoły, podwórka czy po prostu z miasta? Oczywiście bez imion i nazwisk [ewentualne inicjały]. Sądząc po Twoich wpisach raczej starannie dobierasz sobie znajomych albo osoby, które lubisz i interesuje mnie Twoje zdanie o tychże relacjach.
OdpowiedzUsuńTak, można powiedzieć, że znajomych poddaję tak starannej selekcji, że prawie ich nie mam :)
UsuńDobrze, spróbuję napisać coś, o osobach, które cenię. Taki pozytywny wpis mi się przyda!
Bardzo dziękuję, za podsunięcie mi tego pomysłu ;)
Po raz kolejny muszę się zgodzić - chociaż sama oglądam seriale, ale nie wydaje mi się, że sam ten fakt świadczy o byciu kimś uzależnionym czy coś ;p Zależy jaka jest ich tematyka ;D
OdpowiedzUsuńPoza tym myślę, że wiele dziewczyn nie ma pojęcia o co chodzi z tymi szczotkami, milionem odżywek czy też nie nosi szpilek i sukienek ;)
Też mi się tak wydaje i to sprawia, że ich szał jest jeszcze bardziej zabawny. No chyba, że jakaś naprawdę się na tym zna i jest to jej pasja - w takim razie nie mam nic przeciwko, a nawet podziwiam - jednak taka "kobiecość" jest zupełnie nie dla mnie
UsuńW tych czasach takie zachowania nie są już tylko domeną kobiet. Zdziwiłabyś się, ilu facetów ma cechy pań, o których mówisz, haha.
OdpowiedzUsuńBoziu, serio? Jak dobrze, że mój ukochany jest normalnym facetem i nie popada w jakiś dziwny metroseksualizm ;D
UsuńTo już wiem, czemu mój mężczyzna ucieka w pole gdy proponuje mu kupno kremu do rąk(pracuje fizycznie w fabryce). Nie chce skobiecieć po prostu!
UsuńDokładnie! Czasami to jest aż śmieszne, ale wolę takiego, co nie chce skobiecieć, od takiego z kosmetyczką większą od mojej ;P
UsuńMoja kosmetyczka uboga nie jest, ale raczej większa od twojej też nie.
UsuńTo jeszcze w granicach rozsądku ;)
UsuńJedyne sensowne ograniczenie czasowe o jakim wspominała mi Pani dietetyk i o którym czytam na sensownych stronach o odchudzaniu to: nie żryj trzy - cztery godziny przed snem.
OdpowiedzUsuńNo tak, to ma sens. Chociaż nie zawsze jest wykonalne - jak się wraca do domu o 21:30 na przykład ;/
OdpowiedzUsuńTo jeszcze wcale nie tak późno, szczególnie gdy z domu wychodzi się o 6.30.^^
OdpowiedzUsuńTo jest późno.
OdpowiedzUsuńpiątka! dziesiątka! uwielbiam Cię kocurze :D
OdpowiedzUsuńhaha, podpisuję się czterema łapami, a szpilki każą mi nosić do pracy ;c musiałam kupić specjalnie na tę okazję, brrr.
zrobisz mi przyjemność i wejdziesz tu? :) /mój archwalny wpis/
http://to-ja-spadam.blogspot.fr/2012/08/meski-mozg.html
Bardzo mi miło ;D
UsuńOjej, biedna... Nie wiem, co zrobię, jeśli mnie też coś takiego spotka...
*,* archiwalny, binowy wpis! już patrzę ;)
Aż się uśmiechnęłam po przeczytaniu tej notki. Dobrze, że są jeszcze takie kobiety. I faceci powinni Ich szukać ze świecą.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Oj wydaje mi się, że wielu szuka czegoś odwrotnego... a potem narzekają ;P
UsuńOdkryłam już kto prowadzi takie blogi(te profesjonalne). Studentki kosmetologii lub kosmetyczki z zawodu.
OdpowiedzUsuńAkurat do tych nic nie mam - ich wiedza jest przynajmniej sprawdzona. Ale kiedy słyszę o pudrowaniu się skrobią i myślę sobie, jak ona się w ciągu dnia w porach rozkłada - zgroza!
UsuńJak czasem oglądam telewizje tzw. śniadaniową, albo przeglądam te niby "lajfstalowe" blogi to też się zastanawiam czy takie kobiety (ludzie) w ogóle istnieją. Ostatnio wyłączyłam głos gdy pan Woliński opowiadał, że codziennie trzeba przez co najmniej 2 godziny ćwiczyć, a każdy kęs przeżuwać po pół minuty. Serio? Kto normalny ma na to czas. Albo bliższy przykład. Wszyscy w szkole dookoła narzekają, że na nic nie mają czasu, że się nie wysypiają, nie ma kiedy się uczyć itp. Tylko ta sama osoba codziennie rano wstaje kilka godzin wcześniej by wyprostować włosy, nałożyć na siebie kilogram tapety i nie wiem co tam jeszcze. Oczywiście pazurki zawsze zadbane z nowościami serialowymi i filmowymi zawsze na czasie, a po szkole na shopping.
OdpowiedzUsuńOstatnio załamałam się widząc, że na rozpoczęcie roku szkolnego, gdzie większość przychodzi w jeansach lub jakiś materiałowych zwykłych spodniach, moja koleżanka wystroiła się w sukienkę bardziej elegancką niż ja kupiłam sobie na zblizające się połowinki... ;D
Nie no, bez przesady, bywałam na różnych imprezach w małej czarnej i trampkach, ale rozpoczęcie roku to uroczystość i pewien strój obowiązuje: biało-czarno/granatowo lub czarno/granatowo, elegancko, zakryte palce u stóp w butach, obowiązkowo rajstopy i długość odpowiednia - czyli minimalnie przed kolano lub do kolan. :) Tak samo jak na rozmowę kwalifikacyjną nie chodzi się w jeansach tak samo nie chodzi się na uroczystości szkolne w zwykłych ubraniach.
UsuńNiestety, na moich rozpoczęciach lub nawet na inauguracji większość dziewczyn myli tuniki z sukienkami a zdarza się(o zgrozo!), że niektóre na egzamin przychodzą wyzywająco ubrane lub ubrane zwyczajnie...Oczywiście w przypadku egzaminów ustnych są automatycznie wypraszane z sali.
Na studiach to uroczystość. W szkole średniej - niekoniecznie. Nikt nie burzy się widząc bardziej codzienne stroje ;)
UsuńKurczę, skończyłam liceum trzy lata temu i rozpoczęcie roku zawsze było uroczystością - akademią. A o dojrzałości człowieka świadczy między innymi umiejętność dostosowania się do sytuacji, stąd moje oburzenie. Bo skoro nie ubieramy się elegancko na uroczystość to jak ubierzemy się na rozmowę kwalifikacyjną? W japonki? Ale może od tego czasu coś się w statutach szkoły pozmieniało.
UsuńPewnie tak ;) naprawdę, teraz wystarczy ubranie się na czarno/czarno-biało, nikt nie zastanawia się nad swoimi palcami lub rajstopami. Ja staram się myśleć, ale cóż - jestem nietypowa.
UsuńGdzie znaleźć spódniczkę do kolan? Przeszukuję sklepy w poszukiwaniu spódniczki ciętej z koła, sięgającej do kolan i nigdzie takiej nie widzę ;(
Szkoda, jednak świat schodzi na psy, eh. Tylko czekać aż na uroczystościach państwowych panienki będą pokazywać się w bikini.
UsuńNie pomogę Ci, bo moja babcia jest krawcową więc problem ubrań mam z głowy. A lumpeksy? Allegro? Wydaje mi się, że widziałam taką pod hasłem spódniczka rozkloszowana.
to nie to samo ;( nie można sobie przymierzyć, pomiętosić i w ogóle ;P
Usuńbyły kiedyś na restyle.pl takie pin-up'owe w białe groszki, na halce - cudeńka! Niestety już nie ma po nich śladu ;/
Jestem tylko biedną studentką, nie mogę Ci więc pomóc.
UsuńInternet skupia tyle osobowości, że nie da się uniknąć skrajnych przypadków. Kobieta, której makijaż poranny zajmuje 3 h jest dla mnie tworem tak samo fantazyjnym jak ta, która jest gotowa do wyjścia prosto po zerwaniu się z łóżka. Nie ma co ukrywać, że "płcią piękną" jesteśmy nazywane nie bez powodu. Nie znaczy to jednak, że jedyne z czym mamy się kojarzyć, to atrakcyjny wygląd. Pisząc o harmonii między ciałem a duchem, doskonale to ujęłaś. No bo żeby g...wno zawinąć w złoty papierek - nadal g...nem będzie - tak obrazowo kończąc :)
OdpowiedzUsuńMasz rację - Internet prezentuje wielki wachlarz możliwości. Tylko często ludzie zapominają, by nie ulegać zbyt radykalnym i niekoniecznie trafionym zachowaniom ;)
UsuńPotrzebny jest do tego złoty środek ;)
UsuńJak do wszystkiego ;)
UsuńMyślę, że nie jesteś jedyną taką kobietą.
OdpowiedzUsuńDużo rzeczy jest na pokaz. A pamiętajmy, że mnóstwo kobiet w Polsce nie jest aktywnych w sieci. (jest nadzieja ;p)
hmm.. ja chyba jestem gdzieś pomiędzy. mam słabość do organicznych kosmetyków. dlatego jednak gdzieś tam szukam. choć w życiu nie wydałabym za krem do twarzy (czasem 15ml!) 40 zł albo i więcej. Dla mnie to jest paranoją.
Ja mogę wydawać dużo tylko na kosmetyki z Korei, które u-wiel-biam! I nawet jeśli kupuję krem za 80zł, to ma on 60ml i jestem całkowicie pewna, że starczy mi na rok, będzie bardzo wydajny i oszczędzi mi wielu kłopotów ze skórą. Aczkolwiek teraz zadowalam się Niveą ;P
UsuńMożna powiedzieć, że jestem gdzieś po środku.
OdpowiedzUsuńOglądam mało seriali, a jeśli już jakieś to kryminalno-obyczajowe lub same kryminalne. Uważam,że w innych bohaterowie mają głupie problemy lub po prostu nie widzę sensu zachwycaniem się losu bohatera.
Ale za to zwracam uwagę na materiał bluzek, w niektórych człowiek sie strasznie poci.
No rzeczywiście, seriale kryminalne mogę być, choć czasem denerwuje mnie to, że po nich ludzie wierzą, że tak wygląda praca kryminologa ;P
UsuńJa po prostu oceniam materiał swoimi łapkami. W poście chodziło mi raczej o coś w stylu "noszę tylko organiczny len, nie jakieś włókna GMO". Tak, spotkałam się z czymś takim ;P
A NIE WYGLĄDA?
UsuńJU DONT MEJD MAJ NAJT.
:( depresja.
Ty się śmiejesz, a tłumy ciągną na kryminologię, żeby być jak z CSI ;__;
UsuńTo ja Ci powiem, że posiadam przynajmniej dwie cechy wymienione przez Cb na początku... i wcale nie jestem słodką idiotką liczącą na lekcji swoje rozdwojone końcówki :)
OdpowiedzUsuńPost napisałaś dowcipnie, aż się uśmiechnęłam, ale nie do końca rozumiem Twój punkt widzenia.
I wiesz? Mi po prostu takie głupiutkie drobnostki dają trochę szczęścia:D Nawet jeśli jest to ubijanie sobie dreda albo... (tu się pewnie uśmiechniesz z niedowierzaniem. A może politowaniem?) malowanie koleżance brwi. Kabum! :)
Ależ mi wcale nie chodziło o bycie słodką idiotką. Raczej o bycie taką kobietką, której zachowania są dla mężczyzn zupełnie niezrozumiałe i absurdalne. Nie tylko dla mężczyzn - dla mnie też, bo jestem w tych sprawach prosta jak budowa cepa.
UsuńOczywiście mnie też dotyczą wyjątki. Lubię kolczyki i mam ich bardzo dużo - większości nigdy nie założyłam. I nie założę, bo teraz mam tunel, którego rozpychanie też sprawiło mi wiele radości ^^
Co do brwi - wiem, że dla wielu osób brwi są ważne. I niektóre dziewczyny mają naprawdę piękne brwi, umieją je sobie ładnie podkreślić, czego ja nigdy bym nie zrobiła. Ale niektóre robią sobie krzywdę ;P jednak wierzę, że Twoja koleżanka nie wyglądała potem jak Frida ;P
Jesteśmy do siebie podobne, choć w kilku kwestiach się z Tobą nie zgadzam ;)
OdpowiedzUsuńJa również nie lubię, kiedy jakaś misterna fryzura psuje się już po pierwszym ruchu głową, dlatego chcąc nie chcąc, zawsze mam włosy rozpuszczone. Jednak uważam, że każda kobieta powinna mieć tą jedną "magnific" sukienkę, którą mogłaby przywdziać na ważne okazje czy choćby po to, by będąc przez jeden dzień wystrojoną i piękniejszą niż zazwyczaj poprawić sobie samopoczucie.
Jako bardziej interesującą część komentarza, powiem Ci, że miałam kiedyś koleżankę, która potrafiła przyjść do szkoły z godzinnym spóźnieniem, bo "z jednej strony miała loki jak pudel, a z drugiej przyplaskane COŚ". Nawet, gdy szła jedynie wyrzucić śmieci waliła tyle różności na twarz, że od podrapania się po policzku pod paznokciem zostawała jej tona gładzi szpachlowej. Nigdy nie wyszła z domu bez wcześniejszego użycia eyelinera i tuszu do rzęs, a paznokcie potrafiła malować przez kilka godzin. Chyba wiem, skąd u niej takie zachowanie, lecz sądzę iż takie coś to już (uciążliwa dla innych) choroba.
Pozdrawiam,
Lina
http://zchmurki.blogspot.com/
Ale ja myślę dokładnie tak samo! Napisałam przecież "cieszę się, gdy mam okazję wyglądać uroczo" i że "Przynajmniej raz w tygodniu muszę ubrać spódniczkę"! Po prostu nie rozumiem wpadania w szał i poświęcania takiej ilości czasu, pieniędzy i energii na pierdoły
UsuńJa też tego nie rozumiem. Poza tym to musi być okropnie męczące! Siedzenie przez godzinę przed lustrem, bo pasemko włosów nie chce się ułożyć? I'm out.
UsuńHahaha, jak mnie czasami coś opęta i mam ochotę zrobić coś w włosami, to zwykle po 5 minutach nieudolnych prób odpuszczam - nie chcę sobie wyrwać wszyskich kudełków ;P
UsuńPrzez znaczną część tego wpisu czułam się, jakbym czytała o sobie. Zgodzę się z jedną z poprzednich komentatorek - na szczęście nie wszystkie kobiety takie są. Chociaż ja znam kilka takich przypadków, jak opisałaś. Nie są to jakieś bliskie znajome, ale znajdują się wokół mnie. Nie krytykuję ich, bo i nie mam po co, ich życie - ich wola. Irytuje mnie natomiast krytykowanie takich jak my. Dlatego im więcej wpisów podobnych do twojego, tym słuszniej i zwyczajniej się czuję.
OdpowiedzUsuńWłaśnie to popchnęło mnie to napisania tego postu - nadmiar przykazań, co mam ze sobą robić, by móc nazwać się "zadbaną"...
UsuńJa byłam chłopczycą, chodziłam w męskich ( i o wieeeeeeeeeele za dużych ) koszulkach. Ale mi po mału miła, skuszę się czasem, choć żadko na obcasy, a i czasem spódniczkę założę. :D
OdpowiedzUsuńA z grzywką też się tak da, serio, serio, ja bym się zaopatrzyła we wsuwki :D
No to piąteczka! Myślałam już, że z takim podejściem jestem ostatnim egzemplarzem. Miło jest wiedzieć, że są też i inne :)
OdpowiedzUsuńJa też się bardzo cieszę, że okazuje się, że jest trochę dziewczyn, które mnie rozumieją
Usuń