87 komentarzy:

  1. Ja nie ogarniam ostatniego szału na ćwiczenia z niejaką Chodakowską. Nigdy nie pojmowałam też obsesji na punkcie serialów pokroju "Skins" czy "Plotkara". Kompletną abstrakcją są dla mnie również blogi szafiarek.
    Co mnie zaś łączy z klasycznym typem kobiety? Strach przed pająkami urastający do rangi fobii. Płacz na filmach, ale tych najsmutniejszych (ostatnio na "Now is good"). No i oczywiście obcasy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież pajączki są spoczko. Nic nikomu nie robią bez powodu, łapią muchy, dekorują wnętrza gustownymi sieciami ;P
      To jak śmieszne, bimo tak z rok, czy dwa lata temu mogłam normalnie chodzić w obcasach. Teraz chyba nie dałabym rady. Ja po prostu ciągle hasam i baaardzo szybko chodzę po mieście ;P

      Usuń
  2. W większości opisanych sytuacji mam tak samo jak Ty. Jestem normalna, nie przesadna. Chociaż zdarzy mi się zdenerwować stanem moich włosów, butów w mojej szafie jest trochę więcej, a pająków się brzydzę to nie skupiam się tak bardzo na swoim wyglądzie. Czasami mam ochotę posiąść całą tę magiczną wiedzę, która robi z kobiet boginie, ale szkoda mi na to czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami się zastanawiam, czy te boginie myślą czasem o czymś innym. Naprawdę, wiem jak mi ciężko wysupłać chwilkę na zrobienie paznokci, czy maseczkę raz na ruski rok. Więc jak one wyrabiają z jakimiś obowiązkami domowymi, pracą, innymi zajęciami...

      Usuń
    2. Może nie zarabiają na siebie, nie zajmują się domem i jednocześnie nie studiują? Wtedy łatwiutko na wszystko znaleźć czas, choć ja twierdzę, że i te trzy rzeczy można pogodzić z rozwojem intelektualnym i dbaniem o siebie. Ot, co - odpowiedź. :)

      Usuń
    3. Kurczę, czy tylko moja doba jest tak krótka? ;/

      Usuń
    4. Moja metoda - prawie nie spać(za chwilę idę zrobić pranie rodzeństwu sooo...:P).

      Usuń
    5. Jak można rezygnować z najfajniejszej części dnia?! ;D

      Usuń
  3. No to witam w klubie, ja też nie maluje się zbyt często, rzadko chodzę w spódniczce i osobiście wolę tuniki. Mam skórzaną torebkę z ZARY, z którą rzadko chadzam, bo też wolę plecak, rozczulam się na widok małych zwierzątek, na filmach płaczę rzadko, niemal wcale. Nie uważam siebie za jakieś coś dziwnego, wolę być sobą niż kimś kim nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i oczywiście jak zwykle zapomniałam dodać namiar :P
      http://pi-razy-drzwi.blogspot.com/

      Usuń
    2. I bardzo dobrze, nie ma sensu udawać. Hmmm, fenomen zary, wygląda podobnie jak szał na h&m, gdy byłam młodsza. A ja nic kompletnie w tym sklepie nie widzę

      Usuń
    3. Gdzieś słyszałam, że prawdziwe kobiety płaczą na Zielonej Mili a małe dziewczynki na komediach romantycznych(chociaż ja na nich nigdy nie płakałam, bo oni zawsze tak głupio umierali np. uderzali w mur głową[wtf?!])

      Usuń
    4. A fenomen zary? No proste - ZARA JEST DROGA WIĘC STAĆ NA NIĄ BURŻUIIII. Dlatego każda szafiarka w niej kupuje. <3

      Usuń
    5. Dobra, więc kto płacze na głupich, amerykańskich komediach i na kreskówkach?
      Ok, już rozumiem... Tylko... Nawet nie ma tam nic ciekawego ;c

      Usuń
  4. Trochę kłamie, bo jednak mimo wszytko nie ma wcale aż tak dużo osób, które do tego stopnia świrują na puncie wyglądu, eko-kosmetyków, organicznego jedzenia i tych wszystkich innych dziwactw, na które ostatnio jest moda. A przynajmniej ja w realu zbyt często takich dziwaków nie spotykam ;)

    Pozdrawiam
    Ania z tripleAworks.blogspot.com

    PS Co do butów z Deichmanna i Conversów to się nie zgodzę, bo trampki z tego pierwszego starczają mi zazwyczaj na jakieś pół roku dosyć intensywnego noszenia (miałam już parę razy), a moje conversy noszę już czwarty rok ;) Generalnie nie jestem fanką drogich butów (ani ubrań - zazwyczaj kupuję w second-handach), ale czasem warto postawić na dobrą firmę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, to dobrze, już się bałam, że nie jestem prawdziwą kobietą ;P

      Chyba jestem wymagającym chodzaczem, bo jedne i drugie w moim przypadku po roku nie mają podeszwy ^.^ w ogóle kiedyś w Deichmannie były do kupienia Conversy bez znaczka. W sensie te same buty z tej samej fabryki, ale niefirmowane. Tak samo jak można kupić laptop Asusa o połowę taniej jako e-machines. Ale to inna bajka :)

      Usuń
  5. Wydaje mi się, że dużo jest takich kobiet, jak Ty, czy ja. Bo mam identycznie. Z jednym wyjątkiem, ćwiczę z Ewką. ;) Wiesz, ja ostatno jak ubrałam spódnicę to moja babcia myślała, że zawału dosatnie albo ducha zobaczyła, bo ja i spódnca? Ta sama osoba, która przez jakieś 11-12 lat nie miała na sobie ani sukienki ani spódnicy? :D

    Trampki to najwygodniejsze buty na świcie, zresztą dwie pary, baleriny, kozaki i buty do biegania to wystarczająca ilośc do każdego zestawu podejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spódniczki są fajne ^^
      Oj, widzisz, zapomniałam napisać o butach do biegania ;)

      Usuń
    2. Powiem Ci, że moje mniemanie o sobie jest dość niskie i mimo, że spódniczki mi "leżały" i sukienki to ich nie nosiłam. Zdecydowanie bardziej wolę załozyć dzinsy, jakiś t-shirt bluzę i tyle mi wystarczy. Nawet jeśli musiałabym wygladać elegancko, bo tak by wypadało, to jedyne co w tym kierunku zorbię to podkręcę włosy, jesli same tego nie zorbiły ;D

      Usuń
    3. Właśnie zauważyłam, że dużo fajnych dziewczyn nie może się zdobyć za założenie spódniczki, czy sukienki, hmm...

      Usuń
    4. Powiem Ci, ze ja też to zaobserwowałam i zastanawiam się czemu. Jest kilka powdów, które przychodza mi do głowy. M.in. jest to dość nie wygodne jeśli chodzi o swobodę ruchów (oczywiście zależy od korju, ale mówie ogólnie).

      Usuń
    5. No tak... Ze spódniczką trzeba się najpierw zastanowić zanim się usiądzie na podłodze albo zacznie podskakiwać, czy coś ;P

      Usuń
  6. O szpilkach mogę zapomnieć, bo z moją koordynacją ruchową, przewracam się w trampkach (za dwie dychy, nie za dwieście). Nie maluję się, bo wolę dłużej pospać. Sukienki kocham, uwielbiam chodzić w rozpuszczonych włosach i często się zakochuję (niestety bez wzajemności). Coś z kobiety we mnie jest, ale nie mogę się nią nazwać, bo wyglądam jak dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przewracam się w glanach, jak po przerwie zakładam je na jesień, więc możemy sobie przybić piątkę ;P

      Usuń
  7. A ja lubię większość tych rzeczy pamiętając, że dla dobrze zorganizowanego umysłu zawsze jest czas na wszystko. Buty? Czemu nie, lubię mieć kilka par najlepiej a'la litów + trampek. Moje włosy na alkohol reagują krzykiem więc szampon bez SLS także czemu nie. To samo z drewnianą szczotką. A kosmetyki? Lubię ich używać, lubię dbać o siebie więc czemu mam sobie tej przyjemności odmawiać? Robię kropeczkę na liście z kosmetykami gdy jakiś zaczyna mi się kończyć i tyle, oszczędzam tym czas. A kosmetyki bio? Podejrzewam, że nie są testowane na zwierzętach a temu procederowi wiele osób jest przeciwnych stąd ich popularność, choć ja osobiście wolę kasę z konta marnować na książki z cudnego allegro niż nowości z bio sklepów. Poza tym co w tym złego, że ktoś nie lubi się pocić w koszulkach i zerka na skład? W moim przypadku te lipne z sieciówek typu EJDŹENDEM odpadają i jakoś muszę z tym żyć. Ale czy to wystarczający powód żeby stwierdzić, że jestem typową, wkurzającą kobietą? Nawet jeśli do śniadania(ładnego, brzydkich dań nie jadam, bo mam problemy z nadwagą) włączam Breaking Bad(nie mam już moralności przez ten serial tak samo jak po pierwszej serii Prison Break) albo czytam Gombrowicza? Podsumowanie - wszystko jest dla ludzi i jeśli ktoś wariuje na punkcie kosmetyków bio albo zdrowego jedzenia to nie oznacza to, że nie ma czasu na nic innego. Jasne, można mieć jedną parę majtek, stanik i mydło i jeść suchy chleb a resztę przeznaczać na cele charytatywne i książki tylko...co to wtedy za życie? Powyższe rzeczy nie przeszkadzają mi w osiągnięciach. Czy czuję się gorsza przez to, że lubię te rzeczy? Nie, bo nie przeszkadzają mi one także grać w gry komputerowe(no dobra, w tym jestem akurat beznadziejna, ale lubię) i ziewać na widok Chodakowskiej, której szczerze nie trawię. Więc - wszystko z umiarem, a nie każdy, kto lubi robić inne rzeczy jest wybrykiem natury. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, też lubię kosmetyki, tylko potrafię się powstrzymać jak widzę 5. odcień fioletowego lakieru do paznokci, który mógłby się potencjalnie znaleźć na mojej półce.
      Nie neguję tego, o czym piszesz, nie mówię, że to jest złe. Po prostu tego nie ogarniam, nie potrzebuję i czasem wkurza mnie to, że Internet-Władca-Świata zdaje się tego ode mnie oczekiwać. Krzyczy, że nie powinnam kupować kremu nawilżającego w drogerii, bo po 20 sekundach dostanę rumień. A ja kupuję i nie dostaję. I Internet się gniewa. Rozumiesz, o co chodzi? Czytam sobie "Blogerki zniszczyły mi życie" i zaczynam się zastanawiać, kim ja w końcu jestem. Bo zdjęcia obiadu mnie nie kręcą, wcierki do włosów mnie nie kręcą, podobnie jak wszelkie thinspirations i nienawidzę portalu jakim jest wizaz.pl

      Usuń
    2. Niby nie negujesz, ale zaznaczasz, że nie jesteś maniaczką, bo tego nie lubisz.
      PS. Jeśli nie masz cery wrażliwej(ja) lub alergicznej(też ja) to spokojnie możesz kupować kremy w drogeriach, mnie niestety to dobrodziejstwo omija. To jest napisane na opakowaniach.

      Usuń
    3. Bo ja tego nie lubię. Cały post odnosi się do tego, jak bardzo ja, jako osoba, nie wpasowuję się w ramy bycia kobietą w sposób prezentowany i promowany w sieci. Chyba normalne, że to mnie wkurza...

      Usuń
    4. Normalne, że każdego coś wkurza, ale użycie przymiotnika "maniaczki" w stosunku do osób innych niż Ty jest trochę nieetyczne.

      Usuń
    5. I tu mnie nie zrozumiałaś. Chodzi o nazwy: włosomaniaczki, lakieromaniaczki... Same się tak ochrzciły, więc cóż poradzę?

      Usuń
    6. Hm, rzeczywiście, zwracam honor i już nie czuję się urażona. :)

      Usuń
    7. PS. cośtammaniaczka brzmi jeszcze w miarę. Tylko czemu jeśli akurat jak ja, kocha się człowiek w książkach, to jest nazywany jakimśtamFILEM?

      Usuń
    8. To się cieszę ;)

      Bo książki wydają się bardziej wzniosłą rozrywką, to i nazwa musi być bardziej wymyślna. A że stawia w jednym szeregu ze zboczeńcami i leukocytami, to inna sprawa ;P

      Usuń
  8. U mnie to wygląda tak, że w gimnazjum uczyli, że owoce zawierając cukry proste podnoszą poziom glukozy we krwi i szybko stajemy się po nich głodni. Na dodatek są szybko trawione i mnie osobiście wzdymają więc wole białkowe kolacje. Tylko jak można brać się za odchudzanie i nie wiedzieć takich podstaw? :)
    PS. Bo plasterek sera to zamaskowany ninja!

    OdpowiedzUsuń
  9. ~Askadasuna - co do karm dla zwierząt chodziło mi o reklamy. Zauważ, że są robione identycznie jak reklamy jakichś kobiecych przekąsek... Zobacz taki mus Sheba ;P. Za skrzyp się kilka razy brałam, ale jakoś nie jestem zbyt wytrwała jeśli chodzi o wpylanie tabletek :P

    Ale wiecie, że tak naprawdę te bajki o tym, w jakich godzinach, co trzeba jeść są mało prawdziwe? To znaczy - oczywiście, jak się napchasz przed snem, nie będzie najlepiej, podobnie po zjedzeniu wzdymających rzeczy, ale te godzinowe ograniczenia są mocno naciągane. Każdy powinien jeść to, co mu służy, w ilościach, wtedy, kiedy czuje taką potrzebę. Jedzenie to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, no!

    OdpowiedzUsuń
  10. Możemy się spodziewać jakiegoś wpisu o osobach, które sobie cenisz z charakteru, osobowości, z Twojego otoczenia? Szkoły, podwórka czy po prostu z miasta? Oczywiście bez imion i nazwisk [ewentualne inicjały]. Sądząc po Twoich wpisach raczej starannie dobierasz sobie znajomych albo osoby, które lubisz i interesuje mnie Twoje zdanie o tychże relacjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, można powiedzieć, że znajomych poddaję tak starannej selekcji, że prawie ich nie mam :)
      Dobrze, spróbuję napisać coś, o osobach, które cenię. Taki pozytywny wpis mi się przyda!
      Bardzo dziękuję, za podsunięcie mi tego pomysłu ;)

      Usuń
  11. Po raz kolejny muszę się zgodzić - chociaż sama oglądam seriale, ale nie wydaje mi się, że sam ten fakt świadczy o byciu kimś uzależnionym czy coś ;p Zależy jaka jest ich tematyka ;D
    Poza tym myślę, że wiele dziewczyn nie ma pojęcia o co chodzi z tymi szczotkami, milionem odżywek czy też nie nosi szpilek i sukienek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje i to sprawia, że ich szał jest jeszcze bardziej zabawny. No chyba, że jakaś naprawdę się na tym zna i jest to jej pasja - w takim razie nie mam nic przeciwko, a nawet podziwiam - jednak taka "kobiecość" jest zupełnie nie dla mnie

      Usuń
  12. W tych czasach takie zachowania nie są już tylko domeną kobiet. Zdziwiłabyś się, ilu facetów ma cechy pań, o których mówisz, haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boziu, serio? Jak dobrze, że mój ukochany jest normalnym facetem i nie popada w jakiś dziwny metroseksualizm ;D

      Usuń
    2. To już wiem, czemu mój mężczyzna ucieka w pole gdy proponuje mu kupno kremu do rąk(pracuje fizycznie w fabryce). Nie chce skobiecieć po prostu!

      Usuń
    3. Dokładnie! Czasami to jest aż śmieszne, ale wolę takiego, co nie chce skobiecieć, od takiego z kosmetyczką większą od mojej ;P

      Usuń
    4. Moja kosmetyczka uboga nie jest, ale raczej większa od twojej też nie.

      Usuń
    5. To jeszcze w granicach rozsądku ;)

      Usuń
  13. Jedyne sensowne ograniczenie czasowe o jakim wspominała mi Pani dietetyk i o którym czytam na sensownych stronach o odchudzaniu to: nie żryj trzy - cztery godziny przed snem.

    OdpowiedzUsuń
  14. No tak, to ma sens. Chociaż nie zawsze jest wykonalne - jak się wraca do domu o 21:30 na przykład ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. To jeszcze wcale nie tak późno, szczególnie gdy z domu wychodzi się o 6.30.^^

    OdpowiedzUsuń
  16. piątka! dziesiątka! uwielbiam Cię kocurze :D

    haha, podpisuję się czterema łapami, a szpilki każą mi nosić do pracy ;c musiałam kupić specjalnie na tę okazję, brrr.

    zrobisz mi przyjemność i wejdziesz tu? :) /mój archwalny wpis/
    http://to-ja-spadam.blogspot.fr/2012/08/meski-mozg.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło ;D

      Ojej, biedna... Nie wiem, co zrobię, jeśli mnie też coś takiego spotka...

      *,* archiwalny, binowy wpis! już patrzę ;)

      Usuń
  17. Aż się uśmiechnęłam po przeczytaniu tej notki. Dobrze, że są jeszcze takie kobiety. I faceci powinni Ich szukać ze świecą.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wydaje mi się, że wielu szuka czegoś odwrotnego... a potem narzekają ;P

      Usuń
  18. Odkryłam już kto prowadzi takie blogi(te profesjonalne). Studentki kosmetologii lub kosmetyczki z zawodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat do tych nic nie mam - ich wiedza jest przynajmniej sprawdzona. Ale kiedy słyszę o pudrowaniu się skrobią i myślę sobie, jak ona się w ciągu dnia w porach rozkłada - zgroza!

      Usuń
  19. Jak czasem oglądam telewizje tzw. śniadaniową, albo przeglądam te niby "lajfstalowe" blogi to też się zastanawiam czy takie kobiety (ludzie) w ogóle istnieją. Ostatnio wyłączyłam głos gdy pan Woliński opowiadał, że codziennie trzeba przez co najmniej 2 godziny ćwiczyć, a każdy kęs przeżuwać po pół minuty. Serio? Kto normalny ma na to czas. Albo bliższy przykład. Wszyscy w szkole dookoła narzekają, że na nic nie mają czasu, że się nie wysypiają, nie ma kiedy się uczyć itp. Tylko ta sama osoba codziennie rano wstaje kilka godzin wcześniej by wyprostować włosy, nałożyć na siebie kilogram tapety i nie wiem co tam jeszcze. Oczywiście pazurki zawsze zadbane z nowościami serialowymi i filmowymi zawsze na czasie, a po szkole na shopping.
    Ostatnio załamałam się widząc, że na rozpoczęcie roku szkolnego, gdzie większość przychodzi w jeansach lub jakiś materiałowych zwykłych spodniach, moja koleżanka wystroiła się w sukienkę bardziej elegancką niż ja kupiłam sobie na zblizające się połowinki... ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, bez przesady, bywałam na różnych imprezach w małej czarnej i trampkach, ale rozpoczęcie roku to uroczystość i pewien strój obowiązuje: biało-czarno/granatowo lub czarno/granatowo, elegancko, zakryte palce u stóp w butach, obowiązkowo rajstopy i długość odpowiednia - czyli minimalnie przed kolano lub do kolan. :) Tak samo jak na rozmowę kwalifikacyjną nie chodzi się w jeansach tak samo nie chodzi się na uroczystości szkolne w zwykłych ubraniach.
      Niestety, na moich rozpoczęciach lub nawet na inauguracji większość dziewczyn myli tuniki z sukienkami a zdarza się(o zgrozo!), że niektóre na egzamin przychodzą wyzywająco ubrane lub ubrane zwyczajnie...Oczywiście w przypadku egzaminów ustnych są automatycznie wypraszane z sali.

      Usuń
    2. Na studiach to uroczystość. W szkole średniej - niekoniecznie. Nikt nie burzy się widząc bardziej codzienne stroje ;)

      Usuń
    3. Kurczę, skończyłam liceum trzy lata temu i rozpoczęcie roku zawsze było uroczystością - akademią. A o dojrzałości człowieka świadczy między innymi umiejętność dostosowania się do sytuacji, stąd moje oburzenie. Bo skoro nie ubieramy się elegancko na uroczystość to jak ubierzemy się na rozmowę kwalifikacyjną? W japonki? Ale może od tego czasu coś się w statutach szkoły pozmieniało.

      Usuń
    4. Pewnie tak ;) naprawdę, teraz wystarczy ubranie się na czarno/czarno-biało, nikt nie zastanawia się nad swoimi palcami lub rajstopami. Ja staram się myśleć, ale cóż - jestem nietypowa.
      Gdzie znaleźć spódniczkę do kolan? Przeszukuję sklepy w poszukiwaniu spódniczki ciętej z koła, sięgającej do kolan i nigdzie takiej nie widzę ;(

      Usuń
    5. Szkoda, jednak świat schodzi na psy, eh. Tylko czekać aż na uroczystościach państwowych panienki będą pokazywać się w bikini.
      Nie pomogę Ci, bo moja babcia jest krawcową więc problem ubrań mam z głowy. A lumpeksy? Allegro? Wydaje mi się, że widziałam taką pod hasłem spódniczka rozkloszowana.

      Usuń
    6. to nie to samo ;( nie można sobie przymierzyć, pomiętosić i w ogóle ;P
      były kiedyś na restyle.pl takie pin-up'owe w białe groszki, na halce - cudeńka! Niestety już nie ma po nich śladu ;/

      Usuń
    7. Jestem tylko biedną studentką, nie mogę Ci więc pomóc.

      Usuń
  20. Internet skupia tyle osobowości, że nie da się uniknąć skrajnych przypadków. Kobieta, której makijaż poranny zajmuje 3 h jest dla mnie tworem tak samo fantazyjnym jak ta, która jest gotowa do wyjścia prosto po zerwaniu się z łóżka. Nie ma co ukrywać, że "płcią piękną" jesteśmy nazywane nie bez powodu. Nie znaczy to jednak, że jedyne z czym mamy się kojarzyć, to atrakcyjny wygląd. Pisząc o harmonii między ciałem a duchem, doskonale to ujęłaś. No bo żeby g...wno zawinąć w złoty papierek - nadal g...nem będzie - tak obrazowo kończąc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - Internet prezentuje wielki wachlarz możliwości. Tylko często ludzie zapominają, by nie ulegać zbyt radykalnym i niekoniecznie trafionym zachowaniom ;)

      Usuń
    2. Potrzebny jest do tego złoty środek ;)

      Usuń
  21. Myślę, że nie jesteś jedyną taką kobietą.
    Dużo rzeczy jest na pokaz. A pamiętajmy, że mnóstwo kobiet w Polsce nie jest aktywnych w sieci. (jest nadzieja ;p)
    hmm.. ja chyba jestem gdzieś pomiędzy. mam słabość do organicznych kosmetyków. dlatego jednak gdzieś tam szukam. choć w życiu nie wydałabym za krem do twarzy (czasem 15ml!) 40 zł albo i więcej. Dla mnie to jest paranoją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogę wydawać dużo tylko na kosmetyki z Korei, które u-wiel-biam! I nawet jeśli kupuję krem za 80zł, to ma on 60ml i jestem całkowicie pewna, że starczy mi na rok, będzie bardzo wydajny i oszczędzi mi wielu kłopotów ze skórą. Aczkolwiek teraz zadowalam się Niveą ;P

      Usuń
  22. Można powiedzieć, że jestem gdzieś po środku.
    Oglądam mało seriali, a jeśli już jakieś to kryminalno-obyczajowe lub same kryminalne. Uważam,że w innych bohaterowie mają głupie problemy lub po prostu nie widzę sensu zachwycaniem się losu bohatera.
    Ale za to zwracam uwagę na materiał bluzek, w niektórych człowiek sie strasznie poci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rzeczywiście, seriale kryminalne mogę być, choć czasem denerwuje mnie to, że po nich ludzie wierzą, że tak wygląda praca kryminologa ;P
      Ja po prostu oceniam materiał swoimi łapkami. W poście chodziło mi raczej o coś w stylu "noszę tylko organiczny len, nie jakieś włókna GMO". Tak, spotkałam się z czymś takim ;P

      Usuń
    2. A NIE WYGLĄDA?
      JU DONT MEJD MAJ NAJT.
      :( depresja.

      Usuń
    3. Ty się śmiejesz, a tłumy ciągną na kryminologię, żeby być jak z CSI ;__;

      Usuń
  23. To ja Ci powiem, że posiadam przynajmniej dwie cechy wymienione przez Cb na początku... i wcale nie jestem słodką idiotką liczącą na lekcji swoje rozdwojone końcówki :)
    Post napisałaś dowcipnie, aż się uśmiechnęłam, ale nie do końca rozumiem Twój punkt widzenia.
    I wiesz? Mi po prostu takie głupiutkie drobnostki dają trochę szczęścia:D Nawet jeśli jest to ubijanie sobie dreda albo... (tu się pewnie uśmiechniesz z niedowierzaniem. A może politowaniem?) malowanie koleżance brwi. Kabum! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mi wcale nie chodziło o bycie słodką idiotką. Raczej o bycie taką kobietką, której zachowania są dla mężczyzn zupełnie niezrozumiałe i absurdalne. Nie tylko dla mężczyzn - dla mnie też, bo jestem w tych sprawach prosta jak budowa cepa.
      Oczywiście mnie też dotyczą wyjątki. Lubię kolczyki i mam ich bardzo dużo - większości nigdy nie założyłam. I nie założę, bo teraz mam tunel, którego rozpychanie też sprawiło mi wiele radości ^^
      Co do brwi - wiem, że dla wielu osób brwi są ważne. I niektóre dziewczyny mają naprawdę piękne brwi, umieją je sobie ładnie podkreślić, czego ja nigdy bym nie zrobiła. Ale niektóre robią sobie krzywdę ;P jednak wierzę, że Twoja koleżanka nie wyglądała potem jak Frida ;P

      Usuń
  24. Jesteśmy do siebie podobne, choć w kilku kwestiach się z Tobą nie zgadzam ;)
    Ja również nie lubię, kiedy jakaś misterna fryzura psuje się już po pierwszym ruchu głową, dlatego chcąc nie chcąc, zawsze mam włosy rozpuszczone. Jednak uważam, że każda kobieta powinna mieć tą jedną "magnific" sukienkę, którą mogłaby przywdziać na ważne okazje czy choćby po to, by będąc przez jeden dzień wystrojoną i piękniejszą niż zazwyczaj poprawić sobie samopoczucie.
    Jako bardziej interesującą część komentarza, powiem Ci, że miałam kiedyś koleżankę, która potrafiła przyjść do szkoły z godzinnym spóźnieniem, bo "z jednej strony miała loki jak pudel, a z drugiej przyplaskane COŚ". Nawet, gdy szła jedynie wyrzucić śmieci waliła tyle różności na twarz, że od podrapania się po policzku pod paznokciem zostawała jej tona gładzi szpachlowej. Nigdy nie wyszła z domu bez wcześniejszego użycia eyelinera i tuszu do rzęs, a paznokcie potrafiła malować przez kilka godzin. Chyba wiem, skąd u niej takie zachowanie, lecz sądzę iż takie coś to już (uciążliwa dla innych) choroba.
    Pozdrawiam,
    Lina

    http://zchmurki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja myślę dokładnie tak samo! Napisałam przecież "cieszę się, gdy mam okazję wyglądać uroczo" i że "Przynajmniej raz w tygodniu muszę ubrać spódniczkę"! Po prostu nie rozumiem wpadania w szał i poświęcania takiej ilości czasu, pieniędzy i energii na pierdoły

      Usuń
    2. Ja też tego nie rozumiem. Poza tym to musi być okropnie męczące! Siedzenie przez godzinę przed lustrem, bo pasemko włosów nie chce się ułożyć? I'm out.

      Usuń
    3. Hahaha, jak mnie czasami coś opęta i mam ochotę zrobić coś w włosami, to zwykle po 5 minutach nieudolnych prób odpuszczam - nie chcę sobie wyrwać wszyskich kudełków ;P

      Usuń
  25. Przez znaczną część tego wpisu czułam się, jakbym czytała o sobie. Zgodzę się z jedną z poprzednich komentatorek - na szczęście nie wszystkie kobiety takie są. Chociaż ja znam kilka takich przypadków, jak opisałaś. Nie są to jakieś bliskie znajome, ale znajdują się wokół mnie. Nie krytykuję ich, bo i nie mam po co, ich życie - ich wola. Irytuje mnie natomiast krytykowanie takich jak my. Dlatego im więcej wpisów podobnych do twojego, tym słuszniej i zwyczajniej się czuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to popchnęło mnie to napisania tego postu - nadmiar przykazań, co mam ze sobą robić, by móc nazwać się "zadbaną"...

      Usuń
  26. Ja byłam chłopczycą, chodziłam w męskich ( i o wieeeeeeeeeele za dużych ) koszulkach. Ale mi po mału miła, skuszę się czasem, choć żadko na obcasy, a i czasem spódniczkę założę. :D


    A z grzywką też się tak da, serio, serio, ja bym się zaopatrzyła we wsuwki :D

    OdpowiedzUsuń
  27. No to piąteczka! Myślałam już, że z takim podejściem jestem ostatnim egzemplarzem. Miło jest wiedzieć, że są też i inne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się bardzo cieszę, że okazuje się, że jest trochę dziewczyn, które mnie rozumieją

      Usuń