Chyba nie znam osoby, która
miałaby muzykę w głębokim poważaniu. Każdy czegoś słucha, po prostu. Istnieją
różne powody, dla których ludzie słuchają takiej, a nie innej muzyki. Dla
niektórych liczy się zabawa, sama muzyka jest tylko mało znaczącym tłem, byle „umpało”,
było głośno i niezobowiązująco. Inni szukają w muzyce części siebie – analizują
teksty, przeżywają w kółko emocje zawarte w utworach, jak zahipnotyzowani
wpatrują się w teledyski. Są tacy, którym muzyka towarzyszy w każdej chwili -
mają ulubioną piosenkę na każdą okazję, nawet do wiązania butów i ubierania
kurtki. Niektórzy tkwią w jednym gatunku, podczas gdy jeszcze inni skaczą z
muzycznego kwiatka na kwiatek. Czasem dźwięki mają ukoić, pomóc się skupić,
czasami stają się ujściem dla negatywnych emocji, złości, łez. Ja jestem chyba
gdzieś pomiędzy kilkoma z tych grup. Szanuję klasyki, ale nie boję się nowości.
Ciągle słucham zespołów, które uwielbiałam w podstawówce, ale często sięgam po
utwory, o słuchanie których nie podejrzewałabym się do niedawna. Czego innego
słucham „do windy” – kiedy mam rozwiązać trudne zadanie lub grać w Minecrafta,
czego innego gdy chcę się zmotywować i cieszyć, czego innego kiedy cierpię,
pluję jadem i płaczę. Czasami mogę przeboleć słaby instrumental, czy wokal, jeżeli
tekst mnie poruszy. Choć twierdzę, że przesłanie muzyki jest najważniejsze,
zdarza mi się słuchać czegoś sprzecznego z moimi przekonaniami (jakkolwiek to
zabrzmi), jeśli dźwięki okażą się tego warte. No i nie lubię, gdy ludzie,
których nie lubię, słuchają MOJEJ muzyki. Jak mogą? Przecież te dźwięki, te
teksty, te emocje należą do mnie, są w moim życiu. Tu wkracza temat słuchania
muzyki na żywo. Do koncertów podchodzę w bardzo dziwny sposób – to dla mnie
okazja to śpiewania, utożsamiania się z wokalistą, zdzierania gardła bez
narażania się na ocenę ze strony kogokolwiek. Najbardziej w koncertach
przeszkadzają mi ci ludzie w około. Najchętniej znalazłabym się na scenie,
zamiast wśród nich, ale chyba mi nie dane.
Muzyka jest niezwykle ważna.
Ale to również dość kontrowersyjny
temat. Dlaczego tak często zdarza nam się wykluczać kogoś właśnie ze względu na
nią. O ile rzeczywiście: ludzie, którzy
znajdują szczęście słuchając disco polo, czy popowej papki podawanej z Esce nie
zyskują mojego uznania, to nie rozumiem wykluczania niektórych zespołów z kręgu
tego, czego nie wstyd słuchać, jeśli nie wstyd słuchać bardzo zbliżonych
rzeczy. Pokręcone, tak. Wszystko, co zostanie odpowiednio określone, nazwane
oryginalnym, dobrym znajdzie wielu amatorów, podobnie jak wszystko, co dorobi
się jakiejś negatywnej łatki, będzie wyśmiewane i sprowadzane do roli idoli
dziewczynek z podstawówki/gimby.
Zastanawiają mnie dwie rzeczy.
Pierwszą jest zjawisko wyśmiewania muzyki, która niegdyś wzruszała, podobała
się, uznawana była za fajną. Rozumiem – wyrośliście z tego, ale czy to jest
powód, by tępić ludzi, którzy „jeszcze nie wyrośli”? Serio, kto dał komukolwiek
prawo do stwierdzania, kiedy i z czego należy wyrosnąć i do którego momentu w
życiu można się do czegoś przyznawać. Nie rozumiem też zachwytu nad tym, co
starsze. Według tej zasady prawdziwi „znawcy” muzyki powinni zatrzymać się na
dźwiękach epoki brązu, ewentualnie na muzyce
średniowiecznej, czy w najgorszym wypadku renesansowej. Naprawdę, całokształt
muzyki w tych latach 70-80-90., na które zżymają się rasowi hejterzy, nie jest
lepsza o tej dzisiejszej w takim stopniu, jak się zwykło uważać. Oczywiście, są
zespoły przełomowe, cudowne, ponadczasowe. Wiem. Uwielbiam. Chronię przez
zapomnieniem. Ale w czym kolesie z blond tapirami na głowach, w obcisłych,
świecących portkach, niegardzący autotunem są lepsi od dzisiejszych gwiazdorków?
Tak, chcę zasiać ferment.
![]() |
| Tak dla porównania xP |
Kolejna sprawa. Może trochę
bardziej kontrowersyjna. Pamiętacie ten wpis, w którym porównałam Wielką
Improwizację z „Dziadów” do dzisiejszego rapu? Teraz popełnię stwierdzenie.
Popełnię – bo pewnie wielu uzna to za zbrodnię. Słucham sobie ostatnio różnych
rzeczy i odnajduję bardzo ciekawe podobieństwo. Stwierdziłam, że dubstep jest
dziedzicem takich gatunków muzycznych jak metalcore, czy deathcore, ewentualnie
screamo. Chociaż już screamo jest ich dziedzicem. Sama nie wiem, każdy ma
własną klasyfikację. Jednak zauważyłam, ze mózgotrzep, to zawsze mózgotrzep – w
niektórych momentach potrzebny, kojący wręcz, pozwalający się wyżyć, oczyścić,
cokolwiek. Tym bardziej nie rozumiem scysji pomiędzy fanami „corów” wszelakich
i dubstepu. Może nie przyglądają się sobie wystarczająco dokładnie? Jak
dokonałam tego sensacyjnego odkrycia? Z pomocą przybył mi Skrillex. Nie jestem
jego wielką fanką, jednak zdarza mi się go słuchać. Postanowiłam go wygooglować
i… odkryłam, że zanim zaczął „upuszczać bas” był wokalistą zespołu – grającego
screamo – From First To Last. Jednakże po kilku latach musiał zrezygnować z
„darcia mordy”. Chorował na bulimię, regularne wymiotowanie uniemożliwiło mu
dalsze używanie głosu w taki sposób. Tak umarł Sonny Moore, a narodził się
Skrillex. Podejrzewam, że zauważył, że może wyrażać siebie w inny sposób.
Wykorzystując inne narzędzia, zachował swoją ekspresję.
Swoją drogą, dlaczego na muzykę
tworzoną przy użyciu instrumentów podpiętych do prądu, nie mówi się „muzyka
elektryczna”?

Nie lubię ludzi przewrażliwionych na punkcie klasyfikacji muzyki. Sama poruszam się między wieloma gatunkami. Niektórych utworów słucha się na imprezach, innych zasypiając, niektórych płacząc po kątach, a inne po prostu mają dla nas emocjonalne (być może też sentymentalne) znaczenie. Ocenianie ludzi po zaledwie kawałku jego osobowości uważam za bezsensowne.
OdpowiedzUsuńOch nawet nie wiesz jak mi ulżyło, że są ludzie z tak zdrowym podejściem. Zauważyłam, że muzyka to drażliwy temat. W każdym razie w moim otoczeniu (szkoła itp.) łatwo zostać styranym za muzykę. To smutne...
UsuńHigh five!
Serio? Tak w ogóle?
OdpowiedzUsuńCiężko mi sobie wyobrazić, że można nie lubić muzyki. O tym ile znaczy ona dla mnie mogłabym się solidnie rozpisać. Przede wszystkim niesamowicie wpływa na mój nastrój, w jednej chwili wyciąga z dołków, przegania zmęczenie albo wprawia w ponure, melancholijne stany, które od czasu do czasu lubię sobie zafundować. A miłość do zespołów z wczesnej młodości mi nie przeszła i nigdy nie przejdzie, nie ma u mnie czegoś takiego jak "wyrastanie" z muzyki. Jeśli ktoś uważa, że z muzyki wyrósł, to nigdy naprawdę jej nie kochał. I nie ma w tym nic złego, można ją po prostu lubić.
OdpowiedzUsuńZ tym wyrastaniem i niekochaniem trafiłaś w samo sedno!
UsuńJa tylko nie lubię, jak ludzie słuchający metalu i innych cięższych brzmień wszystko inne określają słowem "gówno". Mam wrażenie, że ci, którzy gustują w jakimkolwiek innym gatunku niż metal, są bardziej tolerancyjni w stosunku do muzycznych przekonań innych osób. Nie mam pojęcia z czego to wynika. Podobnie ma się sprawa z tymi, którzy w których odtwarzaczach można znaleźć tylko i wyłącznie tzw. "klasyki" - utwory powszechnie uważane za kultowe. Każda nowość to dla nich kolejny głupi shit. Słowa krytyki kierują się w szczególności w stronę popu i tego, co oferuje nam przeciętna komercyjna stacja radiowa. Zgadzam się, że zazwyczaj nie jest to muzyka górnych lotów, ale nie podoba mi się ta pogarda w głosie, jaką zawsze można wychwycić w ich wypowiedziach. Gust to gust i tego się raczej nie ocenia.
OdpowiedzUsuń-Ania
O tak. Hmm ciekawe, że większość metali i tym podobnych nie chce być nazywana brudami itp., a do oceniania innych są pierwsi...
UsuńCzytając wstęp nie myślałam, że i mnie dotknie coś z powyższych, ale tak się stało. Sama niestety często mówię, że współczesna muzyka nie równa się z dobrymi klasykami serwowanymi przez facetów z blond tapirem. Tak właśnie nad tym rozmyślam, że faktycznie nie ma tej znaczącej różnicy, oprócz tego, że z każdym kolejnym rokiem komercja przekracza kolejne granice. :D
OdpowiedzUsuńMagda M.
Zmieniają się media i możliwości, to i komercja się zmienia. Jedno pokolenie odgryza głowy nietoperzom, a następne pali jointa na scenie i tańczy z karłami odzianymi w lateks. Taka chyba jest kolej rzeczy...
UsuńSpokojnie, nie spalimy Cię na stosie, bo to co napisałaś jest bardzo mądre. :D Sama wolę raczej te zespoły z lat 70. 80. 90., ale zdarza mi się też słuchać tego co akurat leci w radiu. :)
OdpowiedzUsuńOch, to dobrze, bo już się bałam, że powinnam się zapakować z sreberko i nadziać na ruszt ;P
UsuńJeżeli chodzi o muzykę, to dla mnie jest to temat rzeka. Mogłabym się godzinami wypowiadać na ten temat, ale i to by pewnie było mało.
OdpowiedzUsuńWiem co to za ból, bycie "poniżaną" przez swój gust muzyczny. Fani hip-hopu, rapu rzucali we mnie różnymi cudownymi określeniami, że wolałabym ich tutaj nie przytaczać. Taki ładny blog, po co wulgaryzmów używać. ^^ W gimnazjum byłam wielką fanką wszystkiego co rockowe i metalowe. Dosyć mocny przeskok, gdyż w podstawówce słuchałam muzyki mocno rozrywkowej.. Takiej właśnie puszczanej w esce, na mtv (kiedyś tam grali muzykę *ociera łezkę*). Nie mówię, że to był okres w moim życiu, w którym mój gust był be, a teraz jestem mądrzejsza, bo słucham klasycznej i folku.
Ogólnie szufladkowanie ludzi, grupowanie i tego typu rzeczy mnie mocno męczą. I w ogóle nie przeszkadza mi, że rozmawiam z kimś, kto jest wiernym fanem 2Paca czy Hannah Montana.
Jeżeli chodzi o to, czego teraz słucham, to muszę użyć określenia "różnie". W zależności od nastroju, od pogody, od ustawienia planet.. ;) Raz włączę Metallicę czy Iron Maiden, a drugiego dnia Czajkowskiego albo folkową muzykę.
Ah, miło się Ciebie czyta, wiesz, Kocisko? :)
Ach dziękuję droga Normko. Tęskniłam za Twoimi konstruktywnymi komentarzami.
UsuńHmm ja w 1-3 podstawówki słuchałam rapu, w 4-6 najpierw metalu, później emo (sic!), w gimbazie róóóżnie ale oscylowałam w granicach mało modnej muzyki, a teraz jeszcze różniej ;)
A właśnie - jak znajdę chwilkę (pewnie jutro), to postaram się poczytać Twoje wpisy. Trzeba do nich trochę mózgu, którego aktualnie nie posiadam ;P
Człowiek dorasta, zmienia się, jego upodobania również się zmieniają. Taka to już natura, trzeba się przyzwyczaić. A że niektórzy z nią walczą, no cóż. ^^ Nic tylko życzyć powodzenia. Z chęcią popatrzę jak oni z tą motyką na słońcu się bawią. :D
OdpowiedzUsuńMój ostatni wpis może Ci trochę mózg zniszczyć, gdyż przygotowuję się do pierwszego kolosa i postanowiłam opisać 1/6 rzeczy, z których będę się musiała we wtorek na kartce A4 spowiadać. O zgrozo. Jednak przewiduję też lekkie treści, takie ciekawostki, w których ostatnimi czasy tonę. <3
Nie mogę się doczekać! ;D
UsuńMnie muzyka często towarzyszy, ale nie jestem od niej uzależniona. Czasem nie słucham niczego przez dłuższy czas, nie chce mi się naładować mp3 czy coś. Chociaż jeśli gdzieś wychodzę lubię mieć świadomość, że w każdej chwili mogę sobie coś włączyć. Czasem tego nie robię, ale brak tej możliwości sprawia dyskomfort. Jeśli chodzi o gatunki... słucham wszystkiego. No, może bez przesady, ale nie interesują mnie gatunki, nie ograniczam się pod względem tekstów, instrumentów czy czego tam jeszcze. Zwariować by można. Tylko mam taki głupi nawyk słuchania dołującej muzyki jak jest mi źle, mimo że coś pozytywnego mogłoby pokonać przynajmniej część smutku. Nie, lepiej się dobić, a co! A, no i jeśli chodzi o wstyd/dumę w kwestii muzyki to je odczuwam. Niby mam to gdzieś, ale jednak te społeczne stereotypy gdzieś we mnie siedzą. Tyczy się to słuchanych przeze mnie utworów jak i przez innych.
OdpowiedzUsuńSpokojnie, wszyscy chyba dołują się w ten sposób ;]
Usuńszczerze mówiąc staram się nie definiować muzyki, nie zastanawiać się, dlaczego własnie te kawałki, a nie inne... po prostu słucham. i wczuwam się. albo nie. i to jest moim wyznacznikiem.
OdpowiedzUsuńjedyne co mnie odstrasza to klipy pod publikę. z nagością i latającymi cyckami. to jest coś czego nie trawię. nieważne czy tekst będzie miał przesłanie.
Hahaha od razu jak wspomiałaś o tych klipach, na myśl przyszła mi Miley albo Robin Thicke :D
UsuńMetale całą resztę muzyki określają mianem ,,gówna" dlatego że metal to nie muzyka tylko styl życia...Styl życia który wymaga ,,bycia twardym jak Roman Bratny...".
OdpowiedzUsuńZawsze określam muzykę której słucham i nie boję się przyznać, że kocham dwa gatunki a nie toleruję wszystkich innych- jak dotąd nie zlinczował mnie żaden wielbiciel disco-polo. Można. Słucham szeroko rozumianego rocka i...poezji śpiewanej. Wyklucza się, i co z tego? Dodatkowo jestem grunge- i wcale nie czuję się z tego powodu gorsza. Wykluczają cię przez muzykę? Olej ich. Muzyka to jest życie, to jest trwanie i spełnienie...Walenie w gitarę, opierając się plecami o perkusję i wycie do wtóru własnych pieśni, to jest własnie to, coś dla czego warto żyć, dla czego warto męczyć się w szkole i zniechęcać do siebie ludzi. Po prostu jedna z najwyższych wartości.
Mnie też nie linczował żaden wielbiciel disco-polo. I nie, moim zdaniem rock i poezja śpiewana się nie wykluczają. Raczej dopełniają, lubię to połączenie.
UsuńI nikt mnie nie wyklucza - wykluczanie mnie skończyło mi się w podstawówce, gdzie byłam tępiona za czarne ubrania, grzywkę i noszenie kostki z naszywkami SOAD ;D
Z wyciem w moim przypadku jest bardzo ciekawie - uwielbiam śpiewać, ale okropnie się tego boję i jeszcze okropniej zazdroszczę tym, którzy się nie boją...
I hmmm czuję się niekomfortowo z tym, że lubię szeroko pojętą alternatywę, rock, screamo, industrial, dubstep, ambient, ale i takie wynalazki jak Panic! at The Disco, więc każdemu się jakoś narażę.
Nie każdy wali w gitarę, więc nie musi być to jedna z wyższych wartości :)
Dawniej chyba bardziej zwracałam uwagę na podziały w muzyce i trzymałam się raczej paru podobnych gatunków, ale potem zaczęłam poznawać wiele nowych zespołów i wykonawców, którzy na stale zagościli w moim serduchu i są to kompletnie inne brzmienia.
OdpowiedzUsuńZwykle nie słucham radia itd., ale przyznam, że ostatnio spodobała mi się piosenka Capital Cities "Safe and sound", także podobał mi się teledysk, gdzie nareszcie nie było przesłania głębokiego niczym Rów Mariański (dosłowny i... sama wiesz, jaki). Na wfie nasza nauczycielka puszcza nam do ćwiczeń muzykę - też są to jakieś popularne, dyskotekowe bity... ale świetnie się przy tym ćwiczy :D Bo ja tańczyć nie cierpię.
Za to jeśli chodzi o przeżywanie muzyki... Bardzo się wsłuchuję i przez to nie jestem w stanie puścić sobie muzyki w tle do czytania albo nauki, przemierzanie świata ze słuchawkami na uszach też nie jest mi dane.
Dubstepu i techno raczej unikam, bo, mówię prawdę, boli mnie od tego głowa. Ale nie mam nic do ludzi, którzy tego słuchają... przynajmniej dopóty, dopóki oni nie mają nic do mnie ;)
Ojej, kompletnie nie kojarzę tego zespołu ani piosenki ;P
UsuńJa uwielbiam chodzić po mieście po zmroku ze słuchawkami - na przykład gdy idę na jogę - choć wiem, że to nie do końca bezpieczne. No cóż i tak bacznie obserwuję otoczenie i patrzę na cienie za mną, mogę sobie pozwolić na takie fanaberie jak muzyka ;P
Techno też nie lubię. I takiego najzwyklejszego dubstepu też nie - otóż tak, te utwory różnią się między sobą. W skrócie - nie lubię muzyki, którą mogłabym usłyszeć w jakimś klubie, o ile kiedykolwiek bym się w takowym zjawiła ;P
Jeśli o mnie chodzi, największą uwagę zwracam na tekst piosenki. Do ulubionych zaliczam te, w których odnajduję samą siebie. Dzięki muzyce czuję, że nie jestem sama. Przeważnie słucham różnych odmian rocka. Przyznaję jednak, że zdarza mi się włączyć eskę i "odmóżdżyć się" przy popularnych hitach.
OdpowiedzUsuńO tak, muzyka daje takie jakieś poczucie przynależności. Nawet jeśli nie jest to coś zbyt lubianego, masz świadomość, że ktoś to stworzył, ktoś czuł coś podobnego, do emocji, które odczuwasz teraz.
UsuńNauczyłam się, że nie warto pokazywać ludziom moją playlistę. Potem dziwnie na mnie patrzą...
OdpowiedzUsuńDokładnie ;) największą wpadkę zaliczyłam, gdy zgłosiłam się do szkolnego radiowęzła i przez cały dzień puszczałam moją ulubioną muzykę ;P nie muszę wspominać, że nie dostałam tej posady xD
Usuń
OdpowiedzUsuńO, i Minecraft się znalazł, kiedyś grywałam :).
Koncerty są cudownym przeżyciem. Na ostatnim, na jakim byłam, scenę rozgrzewał zespół Trivium. Ostatnio wygrałam bilety na Yellow Umbrellę, ale z moim szczęściem - okazało się, że ktoś tam zachorował, a w związku z napiętą trasą, nie przełożyli daty, lecz całkowicie odwołali ten występ... Ale smutno było przyjść pod drzwi i zobaczyć, że są zamknięte (i bez żadnych adnotacji...), a potem, po spamie na e-mail organizatora, dowiedzieć, że moim mieście już nie wystąpią w tym roku.
Z tą klasyfikacją - to durna sprawa, wiele obecnych zespołów tak bardzo miesza gatunki, że czasem ciężko im samym stwierdzić, co grają. Po drugie nie potrafię zrozumieć osób, które zarzekają się, że słuchają jednego gatunku, przecież to jest potworne ograniczenie. Osobiście zachwycam się przeróżnymi kombinacjami.
Autora, którego wymieniłaś, Sonny'ego, właśnie cenię za to, że potrafił się przemóc i dostosować, nie grymasił, tylko robił swoje dalej. Muzyka, to muzyka.
PS. W końcu u mnie zababrałam listopadowy post :).
Dawno nie grałam w Minecrafta, aż się łezka w oku kręci jak wspominam budowanie mojego kociego domku ;P
UsuńOstatnio byłam na koncercie Nosowskiej - cuuuudoooo!
Ja w ogóle nie lubię się określać. Nie lubię szufladkowania, więc staram się na co dzień unikać stwierdzania czego słucham ;P. Niestety dla niektórych to szufladkowanie jest treścią życia...
Im więcej dowiaduję się na temat Sonny'ego, tym bardziej mnie fascynuje. Wczoraj znalazłam utwory, które były etapem przejściowym między FFTL a Skrillexem - są jeszcze resztki wokalu - już bez żadnych krzyków - ale to już pierwsze próby posługiwania się Fruity Loopsem, bodajże. Lubię znajdować takie rzeczy ;)