![]() |
| Leopold. Kot, który przysiadł się do nas w parku. Ot tak. |
Mieliście kiedykolwiek ochotę na
całkowite, ostateczne i stuprocentowe załamanie się? Poczucie, że już nie ma
sensu walczyć, szamotać się z losem, przeskakiwać przez kolejne kłody. Chęć
popłynięcia z prądem, wciągnięcia się w wir wydarzeń lub wir słodkiej bezczynności?
Ja tak. Właśnie teraz. Po moim chwilowym wzlocie – najprawdopodobniej
spowodowanym zaspokojeniem hedonistycznej chęci posiadania wymarzonych butów –
szybko i boleśnie walnęłam o swoją ambicję. Upadek nie skończył się dobrze.
Stres zaatakował. Moją psychikę i moje ciało. Nawiasem mówiąc, gdy jestem
bardzo zła, czy zestresowana robię pompki i brzuszki, toteż poprawiłam swoją
sylwetkę. Nie będę narzekać.
Zauważyłam, że moje problemy nie
były (nie są) zależne ode mnie. Więc chyba na rękę było mi się dołować, smucić,
wydeptywać sobie schron głębokości Rowu Mariańskiego, chodząc ciągle w kółko.
Dlaczego? Może w ten sposób próbowałam ukryć zadowolenie mojego wewnętrznego
leniwca, że nic nadprogramowo robić nie muszę. Przecież tak głupio się przyznać
przez sobą, że leniwiec zwycięża. Przecież dziś leniwcowi śmierć i zmywak. I
wygląda na to, że nie wiadomo co gorsze. Z moich obserwacji wynika, że młodzi
bardziej boją się jednak zmywaka. Nieważne.
W takich chwilach, gdy jedynym
sensownym wyjściem pozostaje przemienienie się w postać ludzkiej poczwarki
znanej jako „burrito of sadness”, przychodzą myśli co najmniej filozoficzne.
Podważa się sens całego istnienia, jakiejkolwiek aktywności wykraczającej poza
wegetację. Nie wiem jaki jest cel czegokolwiek. Celem życia może być złudzenie,
że życie ma sens i nie robi to wielkiej różnicy. Perspektywa polecenia w
bezsens jest kusząca. Brak skutków, brak potrzeb, brak działań. To trochę przypomina sytuację,
kiedy bardzo staramy się nie ubrudzić, pojawia się jedna plamka i cały nasz
plan ląduje… w błocie… razem z nami.
Przestańmy oszukiwać siebie!
Wymyślać, że jesteśmy bardziej szlachetni, niż w rzeczywistości, bardziej
umęczeni, dotknięci niesprawiedliwością, pokrzywdzeni, niedocenieni, a przecież
tacy lepsi, zasługujący na więcej. Przestańmy udawać, że to wszystko wymyka nam
się z rąk, upada i roztrzaskuje się, bo bardzo możliwe, że kusimy los i
najgorsze czyha tuż za rogiem, aby pokazać, jak bardzo się myliliśmy. Przestańmy
odtrącać pomoc, jednocześnie o nią tak rozpaczliwie wołając. Przestańmy
odkładać odpowiedzialność na później – czemu ciągle odraczamy swoje
ułaskawienie? Czy lepiej być niepewnym, pozbawionym możliwości i chęci do
działania więźniem własnego lenistwa, strachu, konformizmu? Nie, to bez sensu,
gdybyśmy mieli trwać wiecznie w bezruchu, moglibyśmy się bez trudu wprowadzić w
stan anabiozy. A nie możemy, wyciągnijmy więc z tego wnioski.
Czasem trzeba się zatrzymać.
Czasem trzeba puścić wszystkie emocje wolno, dać ujście łzom i tłumionym w
sobie wykrzyknieniom. Czasem trzeba coś zawalić. Zobaczyć, że przegrana nie
jest końcem świata, jedynie końcem jednej z rund. Trzeba doświadczyć tego
wszystkiego, by się podnieść.
Wyjdź spod tej bezpiecznej
pierzyny, ileż można?! Odgarnij grzywkę i wyłącz tę muzykę. Albo nie, muzykę
zostaw… Ogarnij się, Kocisko! Jak dobrze, że za niecały miesiąc idziesz na te
podstawy filozofii. Myśleć zaczniesz. Może…

Gorsze chwile, w których nie potrafimy znaleźć w niczym sensu i wydaje nam się, że zaraz niebo nam się zwali na głowę, są zupełnie normalne. I o ile ten stan przygnębienia nie wymknie się spod kontroli i nie zawładnie nami na dłużej, nie ma w nim niczego złego. Tak mi się przynajmniej wydaje.
OdpowiedzUsuń-Ania
Tak to prawda. Powiedziałabym nawet, że ten stan jest konieczny to skonfrontowania swoich działań z rzeczywistością. Tylko łatwo przesadzić i się zgnieść... Mam wrażenie, że ja otrząsnęłam się w ostatniej chwili...
UsuńJa też miewam takie chwile, więc wiem, co czujesz.
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=mlC0VDfp7PA
Mnie ta piosenka zawsze podnosi na duchu.
Och, na mnie też ten utwór działa niesamowicie. Kiedy byłam na ich koncercie i grali tę piosenkę, nie mogłam powtrzymać łez. Ale takich innych łez, na pewno nie były to łzy smutku ;) no i darłam się tak głośno, że totalnie zdarłam gardło ;P
UsuńPotrzebuję jakiegoś człowieka, który za każdym razem, gdy obudzi się we mnie leniwiec, kopałby mnie w dupę. Coś czuję, że siedzieć bym nie umiała...
OdpowiedzUsuńOj taki człek każdemu jest potrzebny :)
UsuńOch, jak ja kocham te męczeńskie nastroje, kiedy jestem taka nieszczęśliwa i tak niesprawiedliwie potraktowana przez świat... Należy mnie wtedy zamknąć w domu, uszczelnić okna i nie pozwolić wyjść do ludzi, póki nie wyrzucę losowi całego jego bezsensu. Następnie bohatersko wstaję, poprawiam grzywkę i w chwale wracam na salony jako dumny "survivor". :D
OdpowiedzUsuńA filozofia całkiem ciekawie układa różne myśli. Udowadnia, że twoje poglądy nie są niczym nowym, jednocześnie pokazując szereg alternatywnych opinii. Zadaje ciekawe pytania i celuje mocno w twoją niekonsekwencję. Ale to bardzo dobry przedmiot.
Ja... W sumie... Też to lubię. Jakiś mały koniec świata raz na jakiś czas jest potrzebny do zauważenia wielu rzeczy :)
UsuńU mnie będzie tej filozofii dwa razy więcej - nauczyciel tego przedmiotu będzie miał ze mną również polski, będzie ciekawie ;P
Zgadzam się. Do równowagi przede wszystkim. Po końcu świata wszystkie przeciętne dni wydają się niemalże błogie.
UsuńTo bardzo pozytywnie, jak widzę. ;) Ja bym chciała mieć polski prowadzony w bardziej "filozoficzny" sposób, chociaż na obecny też nie narzekam. Samą filozofię mam w ramach dodatkowych zajęć prowadzoną przez absolwenta szkoły, bo moja wychowawczyni uznała, że mat-fizowi się taki przedmiot może przydać (w czym przyznaję jej rację). Wymaga logicznego myślenia.
Wow w mat-fizie? Nieźle :o
UsuńJa z mat-fiz-bio trochę bez wiedzy dyrektorki wybrałam tę filozofię, bo zwykle jest ona tylko dla humanów ;P
U nas dla humanów jest chyba obowiązkowa jako przedmiot uzupełniający, ale ich nauczyciel jest podobno kiepski. Natomiast na życzenie naszej nauczycielki od matmy przychodzi do nas student i charytatywnie robi dodatkowe zajęcia z filozofii specjalnie dla mat-fizu. ;) Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy filozofia jest taka humanistyczna. Wymaga raczej ściśle logicznego myślenia i konsekwencji, a to raczej cechy matematyków. :D
UsuńTo zależy od tego kogo przyjąć za humanistę. Jeśli osobę, która nie umie myśleć i jedyne, co jej zostaje to kucie na pamięć, to masz rację. Jednak ja nie uważam kogoś takiego za humanistę... Tylko za bezrobotnego ;P
Usuńzawsze śmieję się z "burrito of sadness", ktoś, kto wymyślił tę nazwę wygrał życie :D
OdpowiedzUsuńzałamanie się w niczym nie pomaga, chyba, że zrozumiemy wtedy, że trzeba działać! na pewno nie można się nadmiernie dołować, bo to do niczego dobrego nbie prowadzi :)
Czasem trzeba sięgnąć dna tylko po to, by się od niego odbić... ;)
UsuńCzyżby jesienny kryzys? Nigdy nie wolno poddawać się tak całkowicie, trzeba być silną osobą, bo inaczej zginie się w tym świecie :) Ale chwilowo nigdy nie zaszkodzi lekki dół.
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że dół zawsze jakoś szkodzi, psuje krew, ale i tak ma swoją funkcję w naszym życiu. Jak wszystko ;]
UsuńListopad to chyba najbardziej depresyjny miesiąc roku. Mnóstwo blogerek uskarża się na brak weny/inspiracji, kryzys chęci blogowania, codzienne smuteczki... Nie daj się zjeść takim dołkom. Życie (i blogowanie) jest piękne nawet w listopadzie :)
OdpowiedzUsuńMasz rację. Spokojnie, wydaje mi się, że wyszłam na prostą :)
UsuńZastanawiam się, kiedy ja dojdę do tego poziomu, że w złości będę ćwiczyć :>
OdpowiedzUsuńHmm mi to zostało z czasów, gdy trenowałam kickboxing i naturalnym dla mnie był obowiązek ćwiczenia codziennie przed snem ;)
Usuńja jak jestem zła, to żrę. nie jem,żrę.
UsuńMówię poważnie.
Kocisko kickboksiara, hehe :D
UsuńBurrito of sadness, skąd ja to znam :D
OdpowiedzUsuńZależy czy się smucę, czy nie. Bo jeśli tak, to nie jest fajnie xD
Usuń