![]() |
| Żadnej zimy. |
Antynomia. Wiecie, takie dwie
przeciwstawne racje, z którymi można się zgodzić… jednocześnie. Dowód na to, że
nie ma jednej prawdy. Ale czy ktokolwiek potrzebuje na to jakiegoś dowodu?
Nieważne. Mówi się, że warto myśleć co się mówi. Albo warto mówić to, co się
myśli. Oczywiście zgadzam się z obydwoma ze zdań. Dlaczego? Cóż, to zależy od
sytuacji, w której się znajduję. O mój bobrze! Czy to znaczy, że Kocisko jest
fałszywe, okropne, straszne, złe i dostosowuje się do sytuacji?! Ze
stuprocentową pewnością mogę odpowiedzieć jedynie na ostatni „zarzut”. Twierdząco.
Na resztę chyba brak mi dystansu; osobami, które najmniej trafnie nas oceniają
jesteśmy my sami. Bez kupy, Sherlocku…
Panuje moda na bezkompromisowość,
szczególnie widoczna w Internecie, gdzie jeden z drugim jest w stanie obronić
swoje obraźliwe teksty wobec innej osoby jednym, prostym stwierdzeniem: „Mam
prawo mówić, co myślę”. Popularne jest również pojęcie asertywności – jaka szkoda,
że jest ono nagminnie gwałcone przez osoby, które nie znają jego znaczenia. Bo
na tę cechę (właściwie zespół cech) składa się również umiejętność przyjmowania
krytyki, elastyczność zachowania, wrażliwość na innych ludzi. Dodatkowo, moim
zdaniem asertywność powinna służyć obronie swoich zasad wobec czyjegoś braku
zasad, nie na odwrót.
No dobra, sama nie lubię ludzi
fałszywych. Nikt nie lubi. Tylko, że bardzo często, gdy ktoś okaże się wobec
ciebie fałszywy, odpłacasz mu dokładnie tym samym. No nie mów, że nie. Proszę,
nie denerwuj się, bo wobec tego, co przeczytasz za moment, to był pikuś. Uważam,
że dostosowywanie swojego zachowania, temperamentu, sposobu mówienia i
nazywania rzeczy jest jednym z ważniejszych przejawów dobrego wychowania. Z którym
akurat miewam problemy – czasami nie umiem wyłączyć opcji „zawstydzone dziecko”
przez co bywam oschła, mało swobodna i nie potrafię sobie zjednać ludzi
lubujących się w egzaltacji. Ale przynajmniej daleko mi do wazeliniarstwa. W
każdym razie (jednak) nie przepadam za ranieniem ludzi i nie zamierzam być dla
kogoś niemiła, bo-coś-kiedyś-jakoś-i-ta-osoba-jest-bee. Dlatego staram się być
miła (wyłączając te przypadki, w których nachodzi mnie ochota na bycie okropną
lub po prostu okropny humor)– czy to już fałsz?
Może kiedyś było inaczej. Może
bywa inaczej cały czas. Bo czasem sobie odpuszczam, śmieję się w autobusie,
gadam w kinie zdecydowanie zbyt głośno i podskakuję idąc do sklepu. Ale to się
chyba wpisuje w moją kreację – kreację dziecka, która a) jest bezpretensjonalna
i szczera, b) jest moim manifestem wobec wszechobecnej, wszędobylskiej,
wszechogarniającej pogoni za dorosłością.
Tak, zachowanie, kreowanie
siebie, budowanie opinii, cały ten prymitywny PR jest potrzebny. Ale potrzeba
też zachowywać się w porządku wobec drugiej osoby. Tu naprawdę da się znaleźć
złoty środek. I to jest asertywność, to jest dobre wychowanie, kontaktów
interpersonalnych. A nawet więcej – bo buduje nie tylko konkretne relacje z
konkretnymi ludźmi, ale i relację ja-otoczenie. Tak myślę, ale może się mylę.
Tak się mylę, ale chociaż myślę.
Szczere Kocisko (które ma już roczek)

"Bez kupy, Sherlocku" - ingenious :D
OdpowiedzUsuńrzeczywiście, na fałszywość odpowiadamy fałszywością... ogólnie dostosowujemy się do ludzi, nawet, jak wydaje nam się, że wcale nie. przejawia się to choćby tym, że zaczynamy się śmiać, tak jak rozmówca, albo wstawiać w smsach do koleżanki dużo wykrzykników, bo ona sama tak robi...
wszystkiego najlepszego kociaku!
I mi się wydaje, że nie ma nic strasznego w tym dostosowywaniu się. Nikt się nie czepia, gdy zwierzątka stosują mimetyzm i mimikrę ;P
UsuńDziękuję!
Przeczytałam sobie ten post dziś rano jako pierwszy, zaraz po przebudzeniu. :) I muszę przyznać, że chyba faktycznie często dostosowujemy się pod innych ludzi. Pozdrawiam :) I gratuluję roku!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie popsułam Ci całego dnia xD
UsuńDziękuję ;)
Hahah, nie popsułaś, spokojnie :D Miałam miłe rozpoczęcie dnia po przeczytaniu tak mądrego postu. :))
UsuńOooo, w takim razie bardzo mi miło ;)
UsuńRzeczywiście umiejętność dostosowania się do sytuacji jest ważna i nigdy nie uważałam tego, co przejaw fałszywości. To po prostu kultura, trzeba myśleć, co się mówi i przy kim to się robi i to wcale nie oznacza, że się tym bardzo przejmujemy albo nie potrafimy być sobą - trzeba po prostu być osobą kulturalną i czasami elastyczną :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie o to mi chodzi ;)
UsuńNaprawdę fajnie jest czasami sobie ,,pograć". Poudawać, że nie jesteś tym kim jesteś. Internet jest bezkompromisowy bo anonimowy- nie ma strachu. Przynajmniej tak się wydaje zwykłemu człowiekowi. W prawdziwym życiu, głosząc takie tezy jak w Internecie zostaniesz nazwany po prostu chamem, albo ,,olany" przez towarzystwo.
OdpowiedzUsuńChodzi mi po głowie jeszcze jedna myśl, nie wiem tylko, czy dotyczy ogółu- imponują nam ludzie sprytni, którzy potrafią grać według sytuacji i podstępem dochodzić do swego. Choćby w literaturze- nie lubimy głównego bohatera, który jest uprzejmy, naiwny i szczery. Powinien wzbudzać sympatię, a wzbudza litość swoja nieporadnością. Za to imponuje nam jego opiekun, znający życie, cwany jak lis, potrafiący gadać i z władza i z ostatnim niewolnikiem. I ze wszystkimi się dogadać. Posiadający wszędzie znajomości. Taka postać jest interesująca, godna uwagi. Nawet jeżeli spotykając takiego człowieka na jawie uznalibyśmy go za idiotę... i tak imponuje.
Bo trzeba być lisem i trzeba być lwem i ja w to wierzę. Co innego spryt, a co innego chamstwo i kombinatorstwo. Poza tym to dość powszechne, że się zazdrości idiotom...
Usuń