
Tak bardzo nic się nie chce robić! Tym bardziej, że pracy tak dużo. Klasycznie - sprzątanie, nauka, wypadałoby również zadbać o swoją kondycję fizyczną i psychiczną, zrobić kolejne kroki w kierunku spełnienia swoich marzeń, nie zapominając o tym, że potrzebna też kilku dłuższych chwil na byczenie się, spotykanie ze znajomymi i… sen. Ilość wolnego czasu, który z założenia mają zapewnić ferie zimowe, wydaje się odpowiadać ilości rzeczy, które wypadałoby załatwić. Niestety przekonanie o tym, że wcale nie trzeba się tak śpieszyć źle wpływa na efektywność. Właściwie ją zabija.
Zawsze, gdy
zaczynają się ferie, wakacje i inne dłuższe przerwy od normalnego, pracowitego
trybu życia, boję się, że przeleżę ten czas do góry brzuchem, ewentualnie na
tyłku, młócąc w Assassin’s Creeda, czy męcząc do znudzenia te same filmiki na
YT. Ale chyba odkryłam, co może mi w tym pomóc. Celebracja. Upiększanie każdej chwili, retusz świata
wokół, zakrywanie tego, na co nie chcę patrzeć. Skupianie się na tym, co fajne,
ładne, przyjemne i pożyteczne.
Świeczki. Uwielbiam
je. Ostatnio mój ukochany to zauważył i dostaję jakąś piękną świeczuszkę
praktycznie na każdą okazję. Kiedy chcę, aby jakiś przyjazny płomyczek towarzyszył
mi wieczorem, a boję się, że zasnę przy zapalonej świecy, co chyba nie jest
najlepszym pomysłem, idealnie sprawdzają się tea-lighty. Prawie codziennie
jeden ląduje w moim ulubionym, solnym świeczniku lub w kominku do wosków Yankee
Candle, które skradły moje serce w ostatnim miesiącu. Świeczki są dla mnie
lekarstwem na normalność. Moje to i tandetne, kiczowate, nie warte zachodu, ale
lubię usiąść przy oknie, czytać książkę i zerkać na te małe ogniki. To dla mnie
rodzaj terapii – zwykle uciekam od ognia, zapalniczek, zapałek, fajerwerków,
kuchenek gazowych…
Puchate skarpetki. W
paski, kropki, gwiazdki, czarne, różowe, fioletowe, tęczowe. Często z motywem
Hello Kitty. To dla mnie wyznacznik weekendu. To naprawdę idiotyczne, ale takie
grube, puchate, miękkie skarpety bardzo poprawiają mi humor i sprawiają, że choć
przez chwilę czuję się takim dzieckiem, jakim chciałabym być – beztroskim,
wesołym, wiecznym!
Desery! Ładne
desery. Wiecie, takie, które aż żal zjeść nie zrobiwszy im wcześniej zdjęcia. Bomby
kaloryczne. Ostatnio namiętnie trenuję różne wariacje gorącej czekolady z
piankami. Czasami używam zwykłego kakao dla dzieci, czasami kawy i odrobiny gorzkiego
kakao, czasami roztapiam czekoladę, lub dodaję kosteczkę tego cuda do gotowego
napoju. Uwielbiam również herbaty. Najczęściej piję czarną z miodem i cytryną (spokojnie,
najpierw ją studzę…), czasami zieloną z płatkami róży, bławatka i słonecznika,
zdarza się również że sięgam po białą z granatem lub miętę.
Celebruję również
niedzielne śniadania. Gdy mam czas, staram się wyczarować coś niezwykłego,
jestem mistrzynią omlecików z owocami i syropem klonowym. Ostatnio często na
śniadanie jest u mnie sushi. Mmmm, aż zgłodniałam.
Zauważyłam, że w
odnajdowaniu takich ładnych, przyjemnych, odprężających chwil bardzo pomaga mi
instagram. To takie trochę kreowanie swojej rzeczywistości, uwiecznianie
momentów, którymi warto podzielić się ze światem. Pewnie nie jest to zbyt
głębokie i kilka tygodni temu spojrzałabym na siebie z dziś z politowaniem. Ale
co z tego. Postanowiłam dbać o swoje samopoczucie. No to dbam.
Szczere Kocisko

mam to szczęście, że zaliczyłam wszystkie egzaminy w sesji, więc też mogę się byczyć. ;)
OdpowiedzUsuńco do świeczek... u mnie właśnie takie podgrzewacze (na wypadek gdybym zapomniała o nich) zawitały jesienią i nie chcę się z nimi żegnać aż do końca zimy. dają trochę ciepła. jeśli są lepszej jakości, to i trochę zapachu. ostatnio kupiłam takie w Ikei. tam wybór zapachów jest oszołamiający. wybrałam bez lilak i jest niczego sobie.
desery... ja czekam na sezon owoców leśnych. bo tęsknię za moją czeko tartą z malinami. Instagram... ja też tam szukam inspiracji. ale na razie nie jestem gotowa by dodawać moje zdjęcia i dzielić się nimi ze światem.
Naprawdę, spróbuj wosków yankee, kosztują z 8 zł, są bardzo wydajne, bo jeden mały okruszek starcza na cały wieczór :)
UsuńJa jak na razie radzę sobie dzięki zamrożonym zapasom owoców leśnych, jem duuużo pomarańczy, które też uwielbiam, no i ciągle kupuję borówki amerykańskie ;P
Ja najczęściej spamuję na insta zdjęciami jedzenia i książek ;P
Ja swoje ferie przechorowałam, a oprócz tego tylko się uczyłam i sprzątałam...
OdpowiedzUsuńMiałam tyle pomysłów, jak by je spędzić, a w sumie tylko dwa razy wpadły do mnie dziewczyny, coby odwiedzić biednego człowieka w niedoli. Ale z drugiej strony zawsze mam tak, że nadmiar wolnego czasu mnie rozleniwia. Czas przepływa mi przez palce, nic nie idzie tak, jak to sobie zaplanowałam i w gruncie rzeczy mitrężę większość dnia. A potem powrót jest ciężki. Dlatego z jednej strony uwielbiam wolne, a z drugiej nienawidzę nadmiaru wolnego czasu.
Dla mnie optymalna długość dni wolnych to od 4 dni do tygodnia, po tym zaczynam się nudzić. No w sumie teraz wyjątkiem są wakacje, bo staram się z nich naprawdę korzystać, ale kiedyś i one mnie nudziły ;)
Usuńjestem zdecydowanym zwolennikiem celebrowanie niedzielnych śniadań, ale za świecami nie przepadam, jakoś nigdy nei mogę się zebrać, by jakąś zapalić :D
OdpowiedzUsuńSerio? Ja się ostatnimi czasy bez zapalonej świeczki się nie mogę uczyć nawet ;O
UsuńNo i słusznie, należy skupiać się na tym, co poprawia nasze samopoczucie i sobie to perfidnie wykorzystywać. Pozytywna notka, bardzo motywująca :)
OdpowiedzUsuńSzczególna piąteczka za świeczki i gorącą czekoladę z piankami. Pozdrawiam! :)
Cieszę się, chciałam właśnie żeby wyszło tak pozytywnie, jak tylko można! ;D
UsuńPozdrawiam również ;)
widzę że czcisz bożka lenistwa.nie ładnie;)zauważyłam twój blog.Niezły.Szukam kogoś kogo zainteresuje mój.Nie nalegam.Po prostu szukam bratnich DUSZ.Pozdrawiam.http://pisanesnem.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńNie, nie czczę bożka lenistwa, latam jak z motorkiem w tyłku i tylko dbam o ładne chwile, żeby nei zwariować ;P
UsuńCoraz gorzej się czuję - zarówno katarki, jak i przemęczenie daje się we znaki. Nie tylko mnie :(
OdpowiedzUsuńUwielbiam świeczki, ale ze mną lepiej uważać, bo jestem małą piromanką i wszystko mogę podpalić "w ramach eksperymentów" (chemia wymaga poświęceń...)
A puchate skarpetki to moja wielka miłość :D Mam trochę par w różnych kolorach i noszę, aby delektować się uczuciem miękkości :3 Ostatnio trochę uczyłam się szydełkowania i wyczaiłam świetną gazetkę z szydełkowanymi skarpetkami... trzeba pokupować trochę mięciutkiej włóczki i zrobić, już nie mogę się doczekać ferii, by mieć więcej czasu na nowe hobby (powiem Ci, że to naprawdę wciąga :D) i dokończyć swoje ciapy oraz serwetkę, która leży od miesiąca chyba zrobiona do połowy :(
Och, mam podobnie. I nawet nie mam jak wypocząć, bo jak tylko napiszę drugi etap olimpiady, to muszę wracać do szkoły, więc w tym roku nie miałam ani porządnych wakacji, ani ferii :c
UsuńJa się bardzo, bardzo boję ognia, więc trzymam się z dala od takich eksperymentów, ale przyznam, że lubię się bawić takim jeszcze ciepłym, tężejącym woskiem, więc już kilka świeczek uległo w ten sposób niechybnej destrukcji ;P
Ja też ostatnio miałam ochotę, na powrót do szydełkowania! Tylko no... Czasu nie ma...
Też uwielbiam świece. Jak już zrobię wszystko, co mam zrobić, to zapalam kilka świeczek zapachowych i oglądam seriale / czytam książki. A ten post to też w sumie swego rodzaju ''note to myself'', tak się mądrkuje, a sama dupy nie ruszę. Chociaż w sumie na blogu rozwijam się powiedzmy, że dziennikarsko. ;3
OdpowiedzUsuńI koniecznie napisz jak poszła olimpiada ! :D
OdpowiedzUsuń