18 komentarzy:

  1. Rutyna nie musi być nudna - mi ona pomaga ogarnąć wszystko i radzić sobie lepiej z codziennością. To kwestia osobowości i podejścia do życia, ale trochę systematyczności nikomu nie zaszkodziło i na pewno nie zniszczyło tego wszechobecnego ostatnio "szczęścia" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, czyżbym to ja miała zaszczyt wkurzyć cię tak, że aż wyprodukowałaś tą notkę? Jeżeli tak to się cieszę. Oprócz bycia smutnym buntownikiem lubię jeszcze być wkurzającą istotą.
    Problem z porządkiem i uporządkowanym życiem polega na tym, że niektórzy go naprawdę nie cierpią. Wielu ludziom, mi na przykład, te pastelki sa jedna wielka ściema i oszukaństwem a wizja przedstawiana przez lifestylowe blogi- wymysłem małolaty nie znającej świata (to nie o tobie, jakby co). Problem polega też na tym, że bardzo wielu ludzi nie lubi kiedy ktoś próbuje ich do czegoś przekonać- np. zdrowego stylu życia- i nawet czytając o tym na blogu czują potrzebę buntowania się. Choćby w komentarzach, które po to przecież są.
    Oczywiście jak najbardziej możesz lubić porządek, spokój i wszystko co prowadzi do twojego szczęścia- ale dla niektórych własnie przeciwieństwa tych słów są wyrazami szczęścia, tego ich równie prywatnego szczęścia. Albo po prostu mają ochotę zaprzeczyć. Jestem zwolennikiem dyskusji, ale wydaje mi się teraz, po napisaniu całej epistoły, że dyskusje na tematy gustów cholernie nie mają sensu. I, co gorsza, wpadli na to już starożytni. Ponieważ jednak wyrażasz swoje zdanie na ten temat- wyrażę swoje, i choć i tak się nie dogadamy, niech tu sobie tkwi na dowód że nic nie jest pewne ani bezpieczne.
    Jeszcze jedna rzecz mnie intryguje- dlaczego tak bardzo nie lubię czytać o szczęściu? Ale to już nie tutaj do obmyślenia.
    Dzięki za temat do rozpisywania się. nie wiem czy widać to w tekście, ale miałam na celu tylko i wyłącznie wyrażenie swojego zdania, a na pewno nie podważenie sensowności twojej notki. Bo, moim skromnym zdaniem, zawsze piszesz sensownie. Tylko czasami udzielasz ludziom rad typu cieszcie się życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha muszę przyznać - masz swój udział w skłonieniu mnie do napisania tej notki :P
      Jasne, że te pastelki to trochę ściema - tak jak i cały coaching w sumie. Jednak psychologia pozytywna udowadnia, że ta ściema działa. Według jej założeń człowiek tworzy sądy na swój temat w wyniku obserwacji swojego życia, zachowania itp. - dokładnie tak, jak w przypadku poznawania innych ludzi. To dziwne, ale w pewnym stopniu tak jest...
      Chodzi mi o to, że nie należy podciągać tworzenia dobrych nawyków do wizji świata sprzedawanej na blogach lifestyleowych. To trzeba umieć rozdzielić i zauważyć różnicę, tak myślę.
      Też zastanawiam się nad tym, czego w czytaniu o szczęściu nie lubisz... I czym dla Ciebie jest szczęście, szczęśliwe życie? Lubię konfrontacje :)
      Aha, powiem Ci, co do tych rad... Udzielam ich sama sobie :P

      Usuń
  3. Nie cierpię obowiązków.
    Ja jestem straszną... estetyczką (istnieje w ogóle takie słowo? XD) Lubię jak wszystko łądnie wygląda, stoi/leży/lewituje w pewnym ustalonym porządku. Cd. planowania - z tym troche gorzej, biorąc pod uwagę moją niechęć do obowiązków. I pomimo wszystko bywam strasznie niezorganizowana. Wracam ze szkoły o piętnastej, o szesnastej kończę jeść obiad, kolejne pół godziny (jeśli nie więcej) zbieram się do umycia naczyń, po czym je myję... I tak oto (jeśli jakimś fuksem nie mam żadnych zadań domowych) mam czas dla siebie, jednakże wieczorem jestem już tak zmęczona i zrezygnowana, że nie mam ochoty na nic i kończę przed monitorem, przeglądając kwejki. To takie demotywujące. Winę za brak czasu na zrobienie czegoś więcej zawsze zwalam na szkołę, bo bądź co bądź osiem godzin spędzonych w szkole plus nauka w domu i zadania domowe zabierają sporo dnia.
    Ciekawe, co bym zrobiła, gdybym nagle została zwolniona z obowiązku szkolnego. Przyznaje niechętnie, pewnie po jakimś czasie bym tęskniła ;)
    Pozdrawiam, życzę miłego planowania i organizowania i zapraszam do siebie,
    Lina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie zwalaj tego na szkołę :) Serio, to nawet się będzie przyjemniej do niej chodzić, jeśli pomyślisz o niej jako o czymś, co Ci pomaga się jakoś ogarnąć i mieć jakiś rytm dnia. Spróbuj po dwóch urlopach olimpijskich zacząć na nowo regularnie chodzić do szkoły, polecam :D
      Od roku nie otwarłam żadnego kwejka, 9gaga, jebzdzidy ani nic takiego i mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie czuję straty :P
      Serio, wystarczy się kilka razy przełamać i od razu czasu jest aż nadto :)
      Dziękuję i również pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Moi znajomi w poniedziałki zachodzą w głowę, jak ja potrafię połączyć spanie, czytanie, jedzenie, spotkania ze znajomymi, naukę, szydełkowanie i jakieś tam inne pierdółki w weekend. Gimbaza mnie tego nauczyła - wincyj tych obowiązków, kurde :D Teraz w sumie się nudzę, choć powinnam już się uczyć na przyszły rok chyba xD Ale chusta dla mamy czeka...
    Taka dobra organizacja to supersprawa i jestem jak najbardziej za. Choć czasem lubię zrobić coś, że tak powiem, z dupy. A nuż widelec taka dupa stanie się częścią życia :D
    Pozdrowienia! I miłej przerwy maturalnej :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też w gimbazie robiłam z 3 razy więcej wszystkiego. Liceum strasznie rozleniwia wbrew pozorom. Co będzie na studiach?! :D
      Zajęcia z dupy też są spoko, właśnie na nie warto czasem oszczędzać czas ^^

      Usuń
    2. No właśnie - co to ma być, pytam się! Ja to chyba aż normalnie pracy na studiach poszukam! (a czy znajdę, to inna sprawa...)
      Dokładnie tak! :D

      Usuń
    3. Zawsze można w wolnych chwilach smażyć fryteczki :O

      Usuń
    4. Jedzenie na studiach?:D W co Ty wierzysz, Kocie? :D

      Usuń
    5. Wierzę w pracę w McDonaldzie ;P

      Usuń
    6. Coś czuję, że będziemy mało konkurencyjne nawet w maku :<

      Usuń
    7. Hahaha nie no, chyba zbyt dużych kolejek do pracy w maku nie ma :P

      Usuń
  5. Zdecydowanie wolę taką "monotonię" od spontanicznie podejmowanych decyzji. Zazwyczaj staram się trzymać swojego planu dnia, dzięki czemu wyrabiam się ze wszystkim. Nie mam czasu na nudę, zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spontaniczne podejmowanie decyzji też niejednokrotnie popłaca, ale fajnie mieć jakąś "bazę" :)

      Usuń
  6. Wszystko fajnie, plan, organizacja itd. Nie chciałabyś strzelić postu jak się za to zabrać? Ilekroć coś zaplanuję, to i tak się za to nie wezmę. Taka "zorganizowana" jestem xd
    Pozdrawiam,
    Des.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, że nie mam pojęcia na jakiej zasadzie to zabieranie się działa. Postanawiam, spinam tyłek, uśmiecham się i robię - ot filozofia ;D

      Usuń