![]() |
| Tyle efektów, tyle defektów |
Źli i smutni buntownicy z lifestylem się nie liczą. Źli i
smutni buntownicy na lifestyle plują. Mówią, że nie chcą żyć w pastelowych kolorach,
jeść idealnych śniadań i pakować swojej osobowości do perfekcyjnie dopasowanych
pudełek. Mają rację. Ale racja im nie wystarczy, idą więc dalej. Utożsamiają
regularność z nudą. Zorganizowanie z rutyną. Nie ufają uśmiechom i mówią, że to
w sumie bez sensu, że wolą się bać i smucić, i martwić. Że to jest życie. Że
ból jest życiem.
Dlaczego ból, znój, smutek i zaduma ma być życiem? Dlaczego
mają nim być nieprzemyślane decyzje? Ilekroć napiszę o czymś pozytywnym, co w
moim przypadku nie zdarza się za często, uwielbiam bowiem narzekać w
internetach, pojawiają się głosy, że oto wciskam kit, mówię nieprawdę, że tak
się nie da, że nie jest tak łatwo. Muszę z godzić się z jednym. Nie jest łatwo.
Właściwie to łatwość jest nudna, nie szczęście. Moim paliwem są wyzwania i
droga pod górkę, przyznaję bez bicia. Nie ważne, czy jest to olimpiada z
polskiego, codzienne ćwiczenia z Blogilates, ogarnianie szkoły, czy walka o
utrzymanie dobrego trendu jednej przeczytanej książki na tydzień, uwielbiam się
uwijać, być na granicy niepokoju i pewności, że dam radę.
Nic tak nie cieszy osoby o wysokiej neurotyczności, jak
poczucie kontroli. Uwielbiam plany, rozpiski, postanowienia i idę w świat,
starając się rozpocząć na dobre moją krucjatę zorganizowania. Jestem zdania, że
nie ma to jak poukładane życie. Pełne dobrych nawyków. Nie, nie chodzi o to, by
cały czas wyrabiać 200% normy, uśmiechać się tępo i zrezygnować z refleksji na
rzecz automatyzmu i internetowych motywacji. Uwierzcie! Chodzi o coś całkowicie
przeciwnego. Bo kiedy już świetnie się zorganizujecie, odgracicie swój pokój,
wywiążecie się z zobowiązań i spełnicie wszystkie swoje obowiązki, staniecie w
obliczu prawdziwie zdumiewającego odkrycia.
Tu zaczyna się zabawa. Nagle może się okazać, że większość
czasu, jaki poświęcacie rzeczom niezbędnym, marnujecie na zastanawianie się nad
tym, jak bardzo wam się nie chce, co przyjemniejszego moglibyście teraz robić i
jak skutecznie (jabłko!) uciec od obowiązków. Pojawia się pytanie – co zrobić z
zyskanym czasem? Sprzedać? Wymienić na żelki? Zabić zanim złoży jaja? Pomysłów
jest wiele. Ja postanowiłam ten czasem nazwać życiem i wykorzystywać go
najlepiej, jak potrafię. Rozwijać się, czytać, szukać inspiracji, zdzierać
gardło, wchłaniać promienie słoneczne każdym porem (zatkanym oczywiście odpowiednią
ilością filtru UV!), robić przepysznie jedzenie, jeść przepyszne jedzenie, trawić
przepyszne jedzenie, nie robiąc nic, obserwować
zwierzęta i uczyć się od nich wrażliwości, szczerości i bezpretensjonalności.
Stoję murem za pozytywnym wpływem zorganizowania, tworzenia
planów, efektywności i zdrowego podejścia do obowiązków. Dlaczego? Bo właśnie
to pozwala mi się nie zatracić, pamiętać o sobie, zachować względny spokój i
pozwalać sobie na spontaniczność. W końcu nawet jeśli raz nawalę i nie zrobię
nic, moja sytuacja nie jest podbramkowa.
Szczere Kocisko

Rutyna nie musi być nudna - mi ona pomaga ogarnąć wszystko i radzić sobie lepiej z codziennością. To kwestia osobowości i podejścia do życia, ale trochę systematyczności nikomu nie zaszkodziło i na pewno nie zniszczyło tego wszechobecnego ostatnio "szczęścia" :D
OdpowiedzUsuńLittle schedule never killed nobody :D
UsuńHm, czyżbym to ja miała zaszczyt wkurzyć cię tak, że aż wyprodukowałaś tą notkę? Jeżeli tak to się cieszę. Oprócz bycia smutnym buntownikiem lubię jeszcze być wkurzającą istotą.
OdpowiedzUsuńProblem z porządkiem i uporządkowanym życiem polega na tym, że niektórzy go naprawdę nie cierpią. Wielu ludziom, mi na przykład, te pastelki sa jedna wielka ściema i oszukaństwem a wizja przedstawiana przez lifestylowe blogi- wymysłem małolaty nie znającej świata (to nie o tobie, jakby co). Problem polega też na tym, że bardzo wielu ludzi nie lubi kiedy ktoś próbuje ich do czegoś przekonać- np. zdrowego stylu życia- i nawet czytając o tym na blogu czują potrzebę buntowania się. Choćby w komentarzach, które po to przecież są.
Oczywiście jak najbardziej możesz lubić porządek, spokój i wszystko co prowadzi do twojego szczęścia- ale dla niektórych własnie przeciwieństwa tych słów są wyrazami szczęścia, tego ich równie prywatnego szczęścia. Albo po prostu mają ochotę zaprzeczyć. Jestem zwolennikiem dyskusji, ale wydaje mi się teraz, po napisaniu całej epistoły, że dyskusje na tematy gustów cholernie nie mają sensu. I, co gorsza, wpadli na to już starożytni. Ponieważ jednak wyrażasz swoje zdanie na ten temat- wyrażę swoje, i choć i tak się nie dogadamy, niech tu sobie tkwi na dowód że nic nie jest pewne ani bezpieczne.
Jeszcze jedna rzecz mnie intryguje- dlaczego tak bardzo nie lubię czytać o szczęściu? Ale to już nie tutaj do obmyślenia.
Dzięki za temat do rozpisywania się. nie wiem czy widać to w tekście, ale miałam na celu tylko i wyłącznie wyrażenie swojego zdania, a na pewno nie podważenie sensowności twojej notki. Bo, moim skromnym zdaniem, zawsze piszesz sensownie. Tylko czasami udzielasz ludziom rad typu cieszcie się życiem.
Hahaha muszę przyznać - masz swój udział w skłonieniu mnie do napisania tej notki :P
UsuńJasne, że te pastelki to trochę ściema - tak jak i cały coaching w sumie. Jednak psychologia pozytywna udowadnia, że ta ściema działa. Według jej założeń człowiek tworzy sądy na swój temat w wyniku obserwacji swojego życia, zachowania itp. - dokładnie tak, jak w przypadku poznawania innych ludzi. To dziwne, ale w pewnym stopniu tak jest...
Chodzi mi o to, że nie należy podciągać tworzenia dobrych nawyków do wizji świata sprzedawanej na blogach lifestyleowych. To trzeba umieć rozdzielić i zauważyć różnicę, tak myślę.
Też zastanawiam się nad tym, czego w czytaniu o szczęściu nie lubisz... I czym dla Ciebie jest szczęście, szczęśliwe życie? Lubię konfrontacje :)
Aha, powiem Ci, co do tych rad... Udzielam ich sama sobie :P
Nie cierpię obowiązków.
OdpowiedzUsuńJa jestem straszną... estetyczką (istnieje w ogóle takie słowo? XD) Lubię jak wszystko łądnie wygląda, stoi/leży/lewituje w pewnym ustalonym porządku. Cd. planowania - z tym troche gorzej, biorąc pod uwagę moją niechęć do obowiązków. I pomimo wszystko bywam strasznie niezorganizowana. Wracam ze szkoły o piętnastej, o szesnastej kończę jeść obiad, kolejne pół godziny (jeśli nie więcej) zbieram się do umycia naczyń, po czym je myję... I tak oto (jeśli jakimś fuksem nie mam żadnych zadań domowych) mam czas dla siebie, jednakże wieczorem jestem już tak zmęczona i zrezygnowana, że nie mam ochoty na nic i kończę przed monitorem, przeglądając kwejki. To takie demotywujące. Winę za brak czasu na zrobienie czegoś więcej zawsze zwalam na szkołę, bo bądź co bądź osiem godzin spędzonych w szkole plus nauka w domu i zadania domowe zabierają sporo dnia.
Ciekawe, co bym zrobiła, gdybym nagle została zwolniona z obowiązku szkolnego. Przyznaje niechętnie, pewnie po jakimś czasie bym tęskniła ;)
Pozdrawiam, życzę miłego planowania i organizowania i zapraszam do siebie,
Lina
To nie zwalaj tego na szkołę :) Serio, to nawet się będzie przyjemniej do niej chodzić, jeśli pomyślisz o niej jako o czymś, co Ci pomaga się jakoś ogarnąć i mieć jakiś rytm dnia. Spróbuj po dwóch urlopach olimpijskich zacząć na nowo regularnie chodzić do szkoły, polecam :D
UsuńOd roku nie otwarłam żadnego kwejka, 9gaga, jebzdzidy ani nic takiego i mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie czuję straty :P
Serio, wystarczy się kilka razy przełamać i od razu czasu jest aż nadto :)
Dziękuję i również pozdrawiam :)
Moi znajomi w poniedziałki zachodzą w głowę, jak ja potrafię połączyć spanie, czytanie, jedzenie, spotkania ze znajomymi, naukę, szydełkowanie i jakieś tam inne pierdółki w weekend. Gimbaza mnie tego nauczyła - wincyj tych obowiązków, kurde :D Teraz w sumie się nudzę, choć powinnam już się uczyć na przyszły rok chyba xD Ale chusta dla mamy czeka...
OdpowiedzUsuńTaka dobra organizacja to supersprawa i jestem jak najbardziej za. Choć czasem lubię zrobić coś, że tak powiem, z dupy. A nuż widelec taka dupa stanie się częścią życia :D
Pozdrowienia! I miłej przerwy maturalnej :3
Wiesz, ja też w gimbazie robiłam z 3 razy więcej wszystkiego. Liceum strasznie rozleniwia wbrew pozorom. Co będzie na studiach?! :D
UsuńZajęcia z dupy też są spoko, właśnie na nie warto czasem oszczędzać czas ^^
No właśnie - co to ma być, pytam się! Ja to chyba aż normalnie pracy na studiach poszukam! (a czy znajdę, to inna sprawa...)
UsuńDokładnie tak! :D
Zawsze można w wolnych chwilach smażyć fryteczki :O
UsuńJedzenie na studiach?:D W co Ty wierzysz, Kocie? :D
UsuńWierzę w pracę w McDonaldzie ;P
UsuńCoś czuję, że będziemy mało konkurencyjne nawet w maku :<
UsuńHahaha nie no, chyba zbyt dużych kolejek do pracy w maku nie ma :P
UsuńZdecydowanie wolę taką "monotonię" od spontanicznie podejmowanych decyzji. Zazwyczaj staram się trzymać swojego planu dnia, dzięki czemu wyrabiam się ze wszystkim. Nie mam czasu na nudę, zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Spontaniczne podejmowanie decyzji też niejednokrotnie popłaca, ale fajnie mieć jakąś "bazę" :)
UsuńWszystko fajnie, plan, organizacja itd. Nie chciałabyś strzelić postu jak się za to zabrać? Ilekroć coś zaplanuję, to i tak się za to nie wezmę. Taka "zorganizowana" jestem xd
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Des.
Problem w tym, że nie mam pojęcia na jakiej zasadzie to zabieranie się działa. Postanawiam, spinam tyłek, uśmiecham się i robię - ot filozofia ;D
Usuń