Potykając się o różne znajomości, poznając ludzi szybko i patrząc
jak znikają jeszcze szybciej, uznałam, że najlepszą rzeczą, jaką mogę teraz
zrobić, jest przyjaźnienie się z samą sobą. Takie porządne, takie celebrowane.
Obejmujące chwalenie samej siebie za przepyszną herbatę, za dobrze upieczoną
pizzę i w miarę zadbany pokój. To naprawdę niezłe wyjście. Z sobą nie trzeba kombinować,
umawiać się na zatłoczonych korytarzach, jestem dla siebie zawsze dostępna i
bez krępacji mogę w swoim towarzystwie czytać książkę i pozwalać reszcie świata
płynąć nie wiadomo gdzie. Choć nie zawsze się rozumiem i czasem wolę przed sobą
uciec, nie myśleć i nie pytać się o nic, jest to przyjaźń warta zachodu. Moje „ja
niezależne” jest o wiele bardziej rozbudowaną strukturą, niż „ja współzależne”
i już nawet nie czuję potrzeby przejmowania się tym. Tym bardziej, że
akceptacja ilości uwagi, którą muszę poświęcać własnej osobie, aby zapewnić
sobie poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad biegiem wydarzeń, wpływa coraz
lepiej na relacje z otoczeniem.
Warto się z sobą zaprzyjaźnić. Warto być dla siebie podporą,
drogowskazem, znakiem zapytania. Zadawaj sobie pytania dotyczące tego, czego od
siebie oczekujesz. Analizuj oczekiwania, które już spełniłeś i wyciągaj wnioski
z tego, co dzięki temu zyskałeś. Patrz wstecz. Podsumowuj. Patrz przed siebie i
wyznaczaj sobie kolejne cele. Kroki. Pokonuj każdy z nich z namaszczeniem.
Twórz się, buduj swoją osobowość, przypatruj się ludziom i pozwalaj im nauczyć
cię czegoś. Pozwól czasem, aby ktoś był twoim architektem, wybieraj, inspiruj
się. Twój los nie jest zdeterminowany, sam go tworzysz. Tworzą go twoje wybory.
To, co zaniedbujesz i to, o co dbasz.
Okazuj wdzięczność. Wszystkim, którzy na nią zasługują.
Mamie, przyjaciółce, drugiej połówce, każdej osobie, która kiedykolwiek wsparła
cię dobry słowem, która pomogła ci pozbyć się niechcianych myśli. Te wszystkie
elementy – wdzięczność, świadomość, szacunek do siebie, inspiracja, cel –
czynią życie przyjemniejszym. Powalają dniom mijać dokładniej, bardziej szczegółowo
i obficie w szczegóły. Panować nad własnymi emocjami, niekiedy bardzo
sprzecznymi, uczestniczyć we własnym życiu, stać się narratorem własnej
historii. Nie żałować, nie załamywać się. Czyż nie brzmi to kusząco?
Szczere Kocisko
Wdzięczność jest dla mnie bardzo ważna, bo nawet 'dziękuję' poprawia humor i podnosi na duchu :)
OdpowiedzUsuńTo dobrze :) szkoda, że niektórzy nie potrafią takiego "dziękuję" docenić...
UsuńTrzeba akceptować i polubić samego siebie, bo bez tego życie jest o wiele trudniejsze - więc z tą "przyjaźnią" masz racje. Chociaż z drugiej strony niestety sami siebie nie przytulimy... ale od czego są poduszki? ;)
OdpowiedzUsuńBo inni też są potrzebni, ale bez sympatii do siebie ciężko mówić o zdrowych relacjach z innymi...
UsuńSzacunek do samego siebie jest bardzo ważny, ale on nam nie pomoże gdy pomimo starań przyjaciel od nas odchodzi. To nie pomoże nam tego zrozumieć, bo nam zależało a drugiej osobie nie. Wydaje mi się że lubienie siebie jest zależne od tego czy czujemy się przez kogoś lubiani/kochani. Bo to nas podnosi. Także jasne to ważny element doskonalenia się, ale na szczyt nie wejdziemy bez wsparcia bratniej duszy :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie mi się wydaje, że właśnie on wtedy może pomóc. Tylko on. Bez szacunku do siebie i bez sympatii do siebie nie da się zaufać drugiemu człowiekowi, mówić o swoich potrzebach i uczuciach, dawać znać, czy czujemy się urażeni. Jestem o tym przekonana :D
Usuńrzeczywiście, jesteśmy w swoim towarzystwie przez 24/7, więc warto się z tym towarzystwem zaprzyjaźnić :D ja na szczęście również żyję ze sobą w zgodzie o dobrze mi z tym.
OdpowiedzUsuńHigh five!
UsuńO tak, brzmi bardzo kusząco, aż mi się chce do siebie powiedzieć: ,,więc dlaczego ty się, Bukowino, tak bardzo nie lubisz? Zobacz jaką arkadię rozciągają przed tobą, jakie byś miała możliwości. Wystarczy tylko, że podziękujesz sobie za jakąś drobną rzecz i wreszcie przestaniesz się nienawidzić".
OdpowiedzUsuńNiestety, doskonale wiem że nigdy tych ideałów nie spełnię, ponieważ urodziłam się nie tą osobą którą powinnam i nie w tym świecie w którym powinnam. To bardzo przykre schorzenie. Powoduje ciągłe konflikty w sama sobą. Bo Bukowina 1 chciałaby, powiedzmy, iść na imprezę, ale Bukowina 2 nienawidzi imprez i nie idzie. Wtedy 1 zaczyna się wściekać jaką jest beznadziejną osobą. Z kolei gdyby poszła, to 2 by załamywała ręce jaka jest głupia skoro robi rzeczy na które nie ma ochoty.
Tak, fajnie się przyjaźnić ze sobą, ale wszystkim nie dogodzisz. Dobrym rozwiązaniem bywa też posiadanie przyjaciółki która naprowadza twój szalony umysł na proste ścieżki, które z kolei w jej szalonym umyśle tworzy jej psycholog. I tak na jednym psychologu lecą dwie osoby, i mniejsze koszta wypadają. A nawet trzy osoby, jeżeli liczyć mnie za dwie.
A jeżeli nie masz kumpeli chodzącej do psychologa, no to cóż, pozostaje tylko się lubić i od wszelkich problemów z tożsamością trzymać się jak najdalej.
Ałć!
UsuńSpokojnie, mnie też jest czasem dwie, trzy, pierdyliard... Chodzi o to, żeby jakoś nad tym panować, rozumieć o co chodzi i skąd się biorą te konflikty wewnętrzne, i dokonywać wyborów. Jasne, to nie jest proste i czasem do boli, ale w tym momencie uważam, że to najlepsze, co można dla siebie zrobić...