10 komentarzy:

  1. Wdzięczność jest dla mnie bardzo ważna, bo nawet 'dziękuję' poprawia humor i podnosi na duchu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze :) szkoda, że niektórzy nie potrafią takiego "dziękuję" docenić...

      Usuń
  2. Trzeba akceptować i polubić samego siebie, bo bez tego życie jest o wiele trudniejsze - więc z tą "przyjaźnią" masz racje. Chociaż z drugiej strony niestety sami siebie nie przytulimy... ale od czego są poduszki? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo inni też są potrzebni, ale bez sympatii do siebie ciężko mówić o zdrowych relacjach z innymi...

      Usuń
  3. Szacunek do samego siebie jest bardzo ważny, ale on nam nie pomoże gdy pomimo starań przyjaciel od nas odchodzi. To nie pomoże nam tego zrozumieć, bo nam zależało a drugiej osobie nie. Wydaje mi się że lubienie siebie jest zależne od tego czy czujemy się przez kogoś lubiani/kochani. Bo to nas podnosi. Także jasne to ważny element doskonalenia się, ale na szczyt nie wejdziemy bez wsparcia bratniej duszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mi się wydaje, że właśnie on wtedy może pomóc. Tylko on. Bez szacunku do siebie i bez sympatii do siebie nie da się zaufać drugiemu człowiekowi, mówić o swoich potrzebach i uczuciach, dawać znać, czy czujemy się urażeni. Jestem o tym przekonana :D

      Usuń
  4. rzeczywiście, jesteśmy w swoim towarzystwie przez 24/7, więc warto się z tym towarzystwem zaprzyjaźnić :D ja na szczęście również żyję ze sobą w zgodzie o dobrze mi z tym.

    OdpowiedzUsuń
  5. O tak, brzmi bardzo kusząco, aż mi się chce do siebie powiedzieć: ,,więc dlaczego ty się, Bukowino, tak bardzo nie lubisz? Zobacz jaką arkadię rozciągają przed tobą, jakie byś miała możliwości. Wystarczy tylko, że podziękujesz sobie za jakąś drobną rzecz i wreszcie przestaniesz się nienawidzić".
    Niestety, doskonale wiem że nigdy tych ideałów nie spełnię, ponieważ urodziłam się nie tą osobą którą powinnam i nie w tym świecie w którym powinnam. To bardzo przykre schorzenie. Powoduje ciągłe konflikty w sama sobą. Bo Bukowina 1 chciałaby, powiedzmy, iść na imprezę, ale Bukowina 2 nienawidzi imprez i nie idzie. Wtedy 1 zaczyna się wściekać jaką jest beznadziejną osobą. Z kolei gdyby poszła, to 2 by załamywała ręce jaka jest głupia skoro robi rzeczy na które nie ma ochoty.
    Tak, fajnie się przyjaźnić ze sobą, ale wszystkim nie dogodzisz. Dobrym rozwiązaniem bywa też posiadanie przyjaciółki która naprowadza twój szalony umysł na proste ścieżki, które z kolei w jej szalonym umyśle tworzy jej psycholog. I tak na jednym psychologu lecą dwie osoby, i mniejsze koszta wypadają. A nawet trzy osoby, jeżeli liczyć mnie za dwie.
    A jeżeli nie masz kumpeli chodzącej do psychologa, no to cóż, pozostaje tylko się lubić i od wszelkich problemów z tożsamością trzymać się jak najdalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ałć!
      Spokojnie, mnie też jest czasem dwie, trzy, pierdyliard... Chodzi o to, żeby jakoś nad tym panować, rozumieć o co chodzi i skąd się biorą te konflikty wewnętrzne, i dokonywać wyborów. Jasne, to nie jest proste i czasem do boli, ale w tym momencie uważam, że to najlepsze, co można dla siebie zrobić...

      Usuń