![]() |
| I jak tu nie kochać? |
Przez ostatnie sześć dni udało mi się zwiedzić
osiem małych miejscowości i Wrocław, któremu poświęciłam jakieś dwie doby. Nowe
Horyzonty, wiecie jak jest. Obłędna wystawa Picassa, Dalego, Goi, na której,
nawiasem mówiąc, było zdecydowanie za mało mojego ulubionego Dalego… No cóż,
powinnam wziąć poprawkę na to, że jeśli chodzi o temat tauromachii, najwięcej
do pokazania ma Picasso, którego corrida fascynowała przecież od dziecka. Ale
nie o Wrocławiu, tauromachii czy artystach chciałabym Wam opowiedzieć. Może
kiedy indziej, bo owszem, to ciekawa sprawa, na pewno warta uwagi. Ale teraz ma
być trochę bardziej personalnie, trochę jak na plotach u przyjaciółki. Chcę z
Wami pomówić o tym, co kryje się w moim serduszku i dzięki czemu, z paroksyzmie
banału, mój żołądek wypełnia się miliardami motyli. Zakochałam się…
…w Kłodzku!
To chyba odpowiedni moment, by rozwiać tę
chmurkę uroczaśności, kiczu i romatycznych uczuć. Znikajcie, odrealnione serca przebite strzałą, grube
bobasy uzbrojone w łuki, bukiety róż, nie chcę was tu więcej widzieć!
Kłodzko. Miasto i gmina w województwie dolnośląskim,
siedziba powiatu kłodzkiego i wiejskiej gminy Kłodzko. Leży w Kotlinie
Kłodzkiej nad rzeką Nysą Kłodzką. I jest obłędne! Jak na niewielkie miasteczko
liczące niespełna 30 tyś. mieszkańców ma bardzo rozbudowane centrum, wypełnione
turystami, kawiarenkami, pomnikami, postumentami, reliktami pruskiej
rzeczywistości. Wokół odrestaurowane kamieniczki z rozmaitymi figurami we
wnękach, a warto zauważyć, że kamienice z historią to moja architektoniczna
słabość. Mimo zauważalnej obecności ludzi i kwitnącej turystyki, Kłodzko nie
przytłacza hałasem. Usiąść sobie w ogródku jednej z wielu kawiarni, popijać jaśminową
herbatkę i przysłuchiwać się małomiasteczkowemu gwarowi – bezcenne. Albo
wliczone w cenę tejże herbaty, więc i tak dość tanio, a jak przyjemnie. Panie
stukają obcasami, zewsząd dobiega mieszanina polskiego, niemieckiego i
czeskiego, gołębi gruchot, kościelne dzwony. Za rogiem mała, przytulna
księgarenka, w której książek niewiele, a ludzi jeszcze mniej, w której
pocztówki stoją po 90 groszy, w której zupełnie inaczej, niż w Matrasach i
innych Empikach, do których już zdążyłam przywyknąć. Starsi panowie palący
fajki. Prawdziwe fajki, nie papierosy. Żadni hipsterzy, choć przez głowę
przemyka myśl, że na biurkach w ich domach można znaleźć… no nie wiem… maszynę
do pisania? Albo zakupionego w prezencie przez dzieci lub wnuki MacBooka?
Mam plan. Wpakuję się kiedyś w pociąg,
koniecznie sama, i ruszę do Kłodzka. Zatrzymam się gdzieś w pobliżu rynku.
Najlepiej na poddaszu. Będę pisać przy otwartym oknie, chłonąc całą sobą to
miasteczko. Jadać będę w „Secesji”, bo smacznie, ładnie i zacisznie. I miła
pani pyta się, czy smakowało i ostrzega, że wykonanie jakiegoś dania może
trochę potrwać. I zwiedzę twierdzę, kościoły, klasztory, muzea, a nawet pokutny
krzyż. Bo czemu nie?
Szczere Kocisko

Kocisko, no nie wierzę! Ja też zakochałam się w Kłodzku :) Twierdzę przeszłam pobieżnie, bo nie miałam ubrań i czasu, by chodzić w chłodzie, tak samo zresztą było w Zlotym Stoku. A byłaś w Kudowie i Polanicy? Polanicę znam od dziecka jak własną kieszeń, bardzo przyjemnie, a Kudowa rozbraja przepięknym parkiem z jeziorkiem, w którym pływają karpie koi, ogrodzeniami w pięciolinię i nuty, a także klimatyczną kaplicą czaszek. Warto też zajrzeć do sanktuarium w Wambierzycach :) a to tylko polska strona... W Czechach planuję zwiedzić Nachod i Adrspach (skalne miasto).
OdpowiedzUsuńByłam w Złotym Stoku, Paczkowie, Lądku, Bardo, Henrykowie, Ziębicach, Javorniku i Książy, o Kudowę i Polanicę niestety nie zahaczyłam, na Wambierzyce bardzo liczyłam, ale niestety nie miałam już siły tam jechać :)
UsuńNiesamowite, że ja nigdy tam nie byłam. Albo byłam nieświadomie, rodzice ciągali mnie po świecie kiedy byłam jeszcze bardzo mała i każde miasto wyglądało tak samo. Ale raczej nie byłam, bo co jak co, ale czarowne miasteczka to ja rozpoznawałam nawet jako smarkacz :) Dzięki swoją drogą za podrzucenie tego Kłodzka, szukam właśnie jakiegoś słodkiego miasteczka do namalowania- może właśnie jego uliczki wygrają :)
OdpowiedzUsuńOch tak, na malowanie Kłodzko wydaje się być idealne :)
UsuńEch, teraz mi narobiłaś smaku na Kłodzko... Architektura powiadasz? Ech, jak ja uwielbiam różnorodnośc, barwę, charakter kamieniczek, domków, urzędów... Jak mi tego brakuje w Bydgoszczy. Z przyjemnością pochodziłabym po jakimś urokliwym miasteczku, bez pośpiechu pokarmiła gołębie i napiła się herbaty!
OdpowiedzUsuńCo prawda, z Bydgoszczy do Kłodzka jest kawałek drogi, ale naprawdę, jak będziesz miała kiedyś okazję się tam zakręcić to polecam! :)
UsuńW Kłodzku byłem dawno, dawno temu...i nie powiem, miejsce ma swój urok, ale do moich ukochanych nie należy jakoś:)
OdpowiedzUsuńŚwiat byłby nieznośny, gdyby wszyscy mieli uwielbiać to samo ^^
UsuńTo fakt...wyobraź sobie te tłumy w jednym miejscu. Bleh.
UsuńNo dokładnie! :D
UsuńW ogromną przyjemnością czytało mi się ten wpis. Wyobraziłam sobie to miejsce i siebie w nim wczesną jesienią... Dodaję Kłodzko do listy miejsc, w których muszę kiedyś spędzić choćby jeden dzień. Więcej takich postów, Kocie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :-)
Dziękuję za bardzo miłe słowa :)
UsuńRównież pozdrawiam gorąco!
Nigdy tam nie byłam, a tak ładnie to wszystko opisałaś! Szczególnie fragment z oknem na poddaszu rozbudził moja wyobraźnię. Lubię takie magiczne miejsca. I takie plastyczne opisy:D
OdpowiedzUsuńOjej, bardzo mi miło, że Ci się podoba ;)
Usuń